<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>mali*ciouş &#187; sushi</title>
	<atom:link href="http://malicious.pl/spizarnia/tag/sushi/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://malicious.pl</link>
	<description>Jeszcze jeden blog o żarciu</description>
	<lastBuildDate>Sat, 06 Mar 2010 22:32:03 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Planet Sushi &#8211; sushi nie z tej planety&#8230;</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2010/01/06/planet-sushi-sushi-nie-z-tej-planety/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2010/01/06/planet-sushi-sushi-nie-z-tej-planety/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Jan 2010 23:03:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wrocław]]></category>
		<category><![CDATA[blah!]]></category>
		<category><![CDATA[japońskie]]></category>
		<category><![CDATA[sushi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=185</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Wrocław. Wspaniały Rynek wraz z okolicznymi klubami, porypana sygnalizacja świetlna, brak IMAXa i tragiczne sushi. Tego dnia mieliśmy się wybrać do Sakany, jednak ponownie odstraszył nas uporczywie serwowany sushi bar, bez stolików. Czasy, kiedy bawiła mnie kolejka elektryczna i jej wodna odmiana w postaci łódeczek z sushi bezpowrotnie minęły. Nad łowienie ryżowo-rybnych kąsków przedkładam sobie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wrocław">Wrocław</a>. Wspaniały Rynek wraz z okolicznymi klubami, porypana sygnalizacja świetlna, brak <a href="http://www.kinoimax.pl/">IMAXa</a> i tragiczne sushi. Tego dnia mieliśmy się wybrać do <a href="http://www.sakana.pl/">Sakany</a>, jednak ponownie odstraszył nas uporczywie serwowany sushi bar, bez stolików. Czasy, kiedy bawiła mnie kolejka elektryczna i jej wodna odmiana w postaci łódeczek z sushi bezpowrotnie minęły. Nad łowienie ryżowo-rybnych kąsków przedkładam sobie towarzystwo osoby siedzącej na przeciwko. Dlatego wycofaliśmy się z powrotem do Rynku. Brnąc przez włoski zakątek Wrocławia przyklejony do ulicy Więziennej dotarliśmy do <a href="http://www.rosinter.pl/planetsushi/index">Planet Sushi</a>. Jej opinie na <a href="http://www.gastronauci.pl/5435-planet-sushi-wroclaw">gastronautach</a> nie wyglądały zniechęcająco, więc powiedzenie, że postanowiliśmy &#8222;zaryzykować&#8221; byłoby nadużyciem. Głównie czas oczekiwania&#8230; Poczekać kilkadziesiąt minut na dobrą rybkę to nie wysiłek. Tym bardziej, że na bezrobociu czasu mam pod dostatkiem. W końcu nawet w domu zwinięcie paru rolek ryżu z wodorostem nie zajmuje dłużej niz dwie godziny. Wliczając w to gotowanie ryżu.</p>
<p>Zajęliśmy sobie miejsca na pierwszym piętrze dwupoziomowej kamienicy sushowej planety. Intymnie i z dala od parterowego ruchu, gdzie znajduje się  stanowisko sushi masterów i wejście do restauracji. A biorąc pod uwagę porę roku &#8211; jest cieplej. Jak się okazało nie tylko dla ciała, ale również i dla portfela. We wtorek &#8211; w dniu naszej wizyty &#8211; obowiązuje tu promocja minus 50% mniej na dania gorące. Nie byłbym sobą, gdybym nie skorzystał z tej okazji. Krzepcio ma tu swoja teorię na temat moich <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ludy_semickie">semickich</a> korzeni (zwłaszcza kiedy się nie ogolę), jednak spuszczę na nią zasłonę milczenia.<br />
Po zamówieniu dwóch drinków: <em>Long Island</em> (18z ł) i <em>Japanese Bug</em> (17zł) zdecydowaliśmy się na ciepłe dania w postaci tuńczyka <em>Maguro Cośtam</em> (49zł) i ostre krewetki <em>Paprika Ebi</em> (29zł). Po 25-30 minutach okazało się jednak, że tenże się skończył. Jak się okazało, potem na podanym sushi jednak jeszcze się trzymał&#8230; A może po prostu był za drogi na wtorkowy upust? Drugi strzał padł więc na <em>Toro Sake</em> (35zł) &#8211; łososia z <a href="http://www.flickr.com/photos/maliboo/2599206332/in/set-72157605748560478/">małżami św. Jakuba</a> i krewetkami. No i oczywiście cel tego wieczoru: sushi &#8211; w postaci firmowego zestawu <em>Kirishima</em> (50zł) oraz dodatkowej batalii maków: <em>Sake Maki</em> (19zł).<br />
Powoli sącząc drinki, po blisko, godzinie doczekaliśmy się na moje krewetki. Trochę mnie tu zaskoczyła dolnośląska gwara &#8211; w krótej szumnie brzmiąca rukola wygląda i smakuje jak szpinak, a grzyby <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Lentinula_edodes">shitake</a> to zwykłe smażone pieczarki. Ilość krewetek i dość tłusty sos pomidorowy w jakim były umaziane przekonała mnie jednak. W końcu od rana nic nie jadłem, a było już zdrowo po godzinie 16. Spałaszowałem więc małe skorupiaki przy pomocy najbardziej lichych pałeczek jakimi dane mi było operować i pierwszy głód został zaspokojony. Mój. Ponieważ Kasia na swojego łososia musiała poczekać jeszcze kilkadziesiąt kolejnych minut.</p>
<p>W tak zwanym <em>międzyczasie</em> było nam dane poobserwować tutejszą klientelę. Równie co my poirytowaną fatalnym czasem obsługi. Chociaż do samych kelnerek zarzutu mieć nie mogliśmy, to kuchenne uwijanie przypominało bardziej muchy w smole niż kuchnię <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gordon_Ramsay">Gordona Ramsey&#8217;a</a>. Para przy ścianie w rogu, przed nami, po długim czasie oczekiwania zdecydowała się wziąć tutejszy wyrób na wynos (pomyłka &#8211; bo, uprzedzając fakty, nie mogli reklamować). A czwórka miłych młodych ludzi w przeciwległym rogu, lekko poirytowana, zdawała się przedwcześnie wyjść tego wieczora. Do końca realizacji zamówienia zdaje się, wytrwaliśmy tylko my i młoda dziewczyna obok. Opuszczona przez zniecierpliwioną koleżankę w pośpiechu zjadała widelcem spóźnione sushi i również poprosiła o rachunek.</p>
<p>Muszę jednak przyznać, że oczekiwanie na rybę sprawiło mi wiele radości. Szczególnie wtedy, gdy zainteresowałem się naściennymi ozdobami. Niestety moja ciekawośc okazała się mocniejsza niż zaczepienie tychże. Co zaowocowało widowiskowym spadem całego rozwijanego ustrojstwa w stylu japońskim. Bardziej najedzony wstydem, niż dotychczasowym serwisem, czemprędzej powiesiłem tałatajstwo z powrotem na swoim miejscu. Oczywiście natychmiast sprowadziłem tym na siebie uwagę calej sali. W jednej chwili przeleciało mi moje. nie-tak-krótkie życie. przed oczami i przypomniałem sobie identyczne zdarzenie na własnej studniówce, kiedy to zaraz przy mnie (i jeśli dobrze pamiętam <a href="http://www.joannaszproch.com/">Asi Sz.</a>) spadała wysoka, papierowa ozdoba doczepiona do drabinek w sali gimnastycznej. Dodatkowo w całym tym kipiszu nie zauważyłem, że swym tyłkiem smakosza odpycham fotel na tyle, że choinka stojąca za mną, ustawiła się w niebezpiecznym pochyleniu. Jednak kolejna tragedia nie doszła do skutku &#8211; bożonarodzeniowy krzaczek pozostał-stał na swoim miejscu.</p>
<p>Chwilę przed, czy chwilę po opisywanym zamieszaniu na stole pojawił się długo wyczekiwany łosoś. Szkoda, że obsługa nie zapytała wcześniej jak ma być wysmażony. To co zjawiło się na talerzu nie było tartacznym wiórem, ale dla mnie i Katarzyny mogło leżeć na ogniu dużo krócej. Jednak nie stan <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Denaturacja_białka">denaturacji białka</a> ryby wzbudził moje obiekcje. A raczej sposób podania. W menu jak byk stało, iż ryba będzie podana z małżami św. Jakuba i krewetkami. Natomiast to co pojawiło się na talerzu przypominało bardziej moje krewetki z pieczarkami w pomidorowym sosie. Tylko bez niego. Zacząłem zachodzić w głowę &#8211; czy wszystko na ciepło podają tu z tym hodowlanym grzybem? Po zgłoszeniu obiekcji u pani Martyny, która nas obsługiwała, na stole pojawiły się szybko dwie krewetki i dwa jakubowe mięczaki. Naturalnie w towarzystwie przeprosin i tłumaczeń doprawionych winą i zapomnieniem przygotowującego ich kucharza. Niestety &#8222;bonusowy&#8221; dodatek okazał się zwykłym, zbeszczeszczonym planktonem panierowanym w &#8222;czymś&#8221;. Dodatkowo smażenie na zbyt głębokim tłuszczu spowodowało, że cały smak pozostał zapewne na dnie naczynia w którym martwe ciałka <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Owoce_morza">frutti di mare</a> były frytowane.</p>
<p>Koniec końców nasze oczekiwanie zostało zwieńczone podaniem sushi. Upragnionych kawałków ryby, na które czekaliśmy od blisko trzech godzin (SIC!). Pierwsze na stole wylądowały porcje <em>sake maki</em>, które okazały się być zjadliwe. Mógłbym się przyczepić do ryżu, który smakował tak jakby leżał w tym zestawie od rana, ale ogólnie nie było to złe. Oczywiście na gorsze przyszła pora. Wraz z zestawem <em>Kirishima</em> na stole pojawiła istna sushi-<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Hiroszima">Hiroshima</a>.</p>
<p>Zestaw składający się głównie z <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Sushi#Nigirizushi">nigiri</a> (i dwóch <a href="http://www.flickr.com/search/?ss=2&amp;w=all&amp;q=gunkan+maki&amp;m=text">gunkan-maki</a>) okazał się być tragiczną pomyłką. Nierówne, zarówno pod względem kształtu jak i smaku, oraz jakości kawałki ryby wylądowały przed nami na okrągłej misce. W naczyniu, które wolałbym by gościło hiszpańska <a href="http://www.flickr.com/search/?q=paella&amp;w=all">paellę</a>, pojawiły się rozmiękłe <a href="http://images.google.com/images?q=gunkan%20maki">gunkan-maki</a>, oraz ledwostrawne nigiri. Jeśli chodzi o te drugie, to w naszym zestawie pojawiły się dwie sztuki: jedna z pomarańczową ikrą, a druga z łososiem udekorowanym ptasią kupą. Prawdopodobnie &#8211; tak jak <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Guano">guano</a> &#8211; wygląda zleżały, japoński majonez. Z czasem ciemnieje, przybierając barwę brązu (który tak <a href="http://dano2005.wrzuta.pl/audio/9Ze9lKRu8z6/ryszard_rynkowski_-_dziewczyny_lubia_braz">lubią dziewczyny</a>). Jeśli chodzi o nigiri, to pomijając zjadliwego łososia resztę, oprócz <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kałamarnice">kalmara</a> pominę milczeniem. Głowonoga nie daruję, gdyż musiałem go wypluć w chusteczkę. W smaku był zleżało-mocno-rybny, a pod językiem sprawiał wrażenie śliskiego niczym Olejniczak w telewizji. Całe szczęście dodatkowo zamówione tyskie (8zł) zdołało przepłukać niesmak spowodowany ostatnim kęsem.</p>
<p>Nasze zdegustowanie degustacją serwowanego przez Planet Sushi jedzenia zostało podsumowane wspólną odpowiedzią na pytanie pani kelnerki przy wystawioeniu rachunku:<br />
- Smakowało?<br />
- Nie!<br />
Niestety późniejsza reakcja managmentu Planet sushi była bardziej żałosna niż nasza odpowiedź. Na moją propozycję rekompensaty straconego czasu (blisko trzy godziny!) i jakości jedzonego posiłku otrzymaliśmy odpowiedź: może jakaś darmowa kawa lub herbata? Niestety na taki asumpt musieliśmy zareagować odmową. Naprawdę serce mi się krajało na myśl o tym, że pani manager Planet Sushi mogłaby odjąć sobie od ust pitą kawusię, by oddać nam i  zrekompensować nam niesmak pozostały po konsumpcji tutejszych &#8222;specjałów&#8221;. Zapłaciliśmy więc rachunek i w milczeniu udaliśmy się do wyjścia. Mam nadzieję ku <a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Nowy-Wspanialy-Swiat/menu-id-238.html">Nowemu Wspaniałemu Światu</a>. Planet Sushi, jak dla mnie, leży w zbyt odległej galaktyce&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2010/01/06/planet-sushi-sushi-nie-z-tej-planety/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Satori sushi &#8211; epi.log</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/06/satori-sushi-epilog/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/06/satori-sushi-epilog/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 May 2009 22:05:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[japońskie]]></category>
		<category><![CDATA[Praga Południe]]></category>
		<category><![CDATA[Satori]]></category>
		<category><![CDATA[sushi]]></category>
		<category><![CDATA[Wiatraczna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=147</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Niespodziewana lawina komentarzy pod wpisem o Satori Sushi na Wiatracznej zmusiła nas do ponownej wizyty. Ok, może nie tyle lawina, co propozycja Sizara, żeby dać temu przybytkowi drugą szansę. W końcu grono stałych bywalców nie powinno się mylić. Tym bardziej, że wzmożone zainteresowanie wystawało ponad przeciętność. Udaliśmy się na miejsce ekipą prawie w tym samym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Niespodziewana lawina <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe/#comments">komentarzy</a> pod wpisem o <a href="http://www.satori-sushi.pl/">Satori Sushi</a> na <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Rondo_Wiatraczna_w_Warszawie">Wiatracznej</a> zmusiła nas do ponownej wizyty. Ok, może nie tyle lawina, co propozycja <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Cezary">Sizara</a>, żeby dać temu przybytkowi drugą szansę. W końcu grono stałych bywalców nie powinno się mylić. Tym bardziej, że wzmożone zainteresowanie <a href="http://malicious.pl/wp-content/2009/05/statsy.png">wystawało ponad przeciętność</a>.</p>
<p>Udaliśmy się na miejsce ekipą prawie w tym samym składzie. Czarusia juniora zastąpił jeno Jędrek. Młody wymiękł już po pierwszej wizycie. Po trosze tłumaczył się awersem do ryżu i ryby, po przepełnieniu, którego doznał podczas otwarcia <a href="http://www.gastronauci.pl/8887-the-place-sushi-warszawa">The Place Sushi</a> na Nowym Świecie. Swoją drogą trochę dziwią mnie tak niepochlebne opinie, jak na knajpę kogoś, kto maczał palce w <a href="http://www.gastronauci.pl/4070-restauracja-maestria-warszawa">Maestrii</a>, <a href="http://www.tomo.pl/">Tomo</a>, czy <a href="http://www.sakana.pl/">Sakanie</a>. Ale wracając do <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Satori">Satori</a> i uprzedzając fakty &#8211; oświecenia znów nie było.</p>
<p>Tym razem wybraliśmy sobie inny czteroosobowy stół &#8211; na przeciwko wejścia. <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe/#comment-162">Ciekawostką jest, że ustawienie stolików</a> wydało mi się dziwnie podobne do tego, które było za pierwszym razem. Ale cóż &#8211; mam już swoje lata, pamięć nie ta, więc upierać się nie będę. Dość tego, że nasz poprzedni stolik stał w tym samym miejscu niczym <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Dąb_Bartek">dąb Bartek</a>. Zasiedliśmy w czwórkę przy, &#8230; &#8222;czteroosobowym&#8221; stanowisku konsumpcyjnym sąsiadującym ze szklaną ścianką. Niestety stół okazał się być jakąś dziwną pochodną miejscówek dwuosobowych, na co Zofia narzekała do końca wizyty musząc trzymać między swymi naturalnymi nogami tę trzecią &#8211; od stołu. Oczywiście żaden z nas nie wykazał się odrobiną dżentelmeństwa i nie zamienił swojego miejsca z koleżanką. Nie można wymagać znajomości <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Savoir-vivre">savoir-vivre&#8217;u</a> od prostych <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Adobe_Flash">flash</a>-developerów. Mnie osobiście stolik odpowiadał w 100%!</p>
<p>Po wymoszczeniu tyłeczków na krzesłach przeszliśmy do zamówienia. To skomplikowane nie było: 2 x zestaw <em>Kirado</em> (66zł), <em>miso z rybą</em> (12zł) i raz zwykła dla Czarka (8zł), bo <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tofu">tofu</a> zabrakło. Trochę mnie to zdziwiło, bo brak tofu w <span style="text-decoration: line-through;">japońskiej restauracji</span> susherni to prawie jak brak wyborowej w monopolowym, czy brak bigosu na <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Boże_Narodzenie">Boże Narodzenie</a>. Muszę tu przyznać, że zupę zamówiłem ze zwykłego wyrafinowania &#8211; chciałem sprawdzić czy będzie tak samo słone jak poprzednim razem.<br />
Jednak zanim miso została przyniesiona zaserwowano nam &#8222;podgrzewane ręczniczki&#8221;, czyli kawałki szmatki z ligninopodobnego materiału, dokładnie takie jak dają w <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/01/gdyby-w-besuto-bylo-bardziej-suto/">Besuto</a>, tylko na ciepło (tam chyba były chłodne). Cztery kawałki ścierki wesoło <a href="http://www.flickr.com/photos/maliboo/3508459974/">wylądowały</a> na naszym stoliku i pozostały tak aż <a href="http://www.flickr.com/photos/maliboo/3508460592/">do końca</a> konsumpcji (<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sic!">SIC!</a>). niestety żadne z nas nie jadło palcami, by wykorzystać je raz jeszcze po skończonym posiłku.</p>
<p>Po otarciu łapek wyżej opisanymi szmatkami nastąpiła niespodzianka. Jako przystawkę zaserwowano nam coś w rodzaju mizerii tyle, że na ostro. Ogórek, sałata i drobinki ostrej papryczki w zalewie przypominającej słodką śmietanę, a wszystko posypane sezamem. Żałowałem nawet, że porcja była mała, bo jak nie przepadam za ogórami w śmietanie, to te przypadły mi do gustu. Następnie nasza młoda i urocza kelnerka (niestety jej imienia poznać nam nie było dane) wniosła zamówione zupki. Tym razem miso nie było tak słone <a href="http://pl.wiktionary.org/wiki/vel#vel_.28j.C4.99zyk_.C5.82aci.C5.84ski.29">vel</a> esencjonalne jak poprzednim. Chociaż nadal nie był to dobry standard, chociażby z <a href="http://akashia.pl/">Akashi</a>. Porcja za mała jak na tę cenę. A ja mimo wszystko nie mogę przyzwyczaić się do miso nafaszerowanego na wpół surową marchewką. Chociaż rybka, pływająca w nim, była dobra. Dwa rodzaje: łosoś i jakaś biała (<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ryba_maślana">maślana</a>?).</p>
<p>Po zupce na stoliku zawitało danie główne &#8211; zestaw składający się z 26 sztuk sushi. Co należy docenić &#8211; tym razem pokrojone naprawdę równo! Najprostsze maki były z ogórkiem i marynowaną rzodkwią, do tego 6 maków z tuńczykiem i mango (które w jednym kawalku wydawalo mi się dość kwaśne), 8 sztuk kalifornijskich zawijasów z krabem, ogórkiem i avocado (w końcu było miękkie!) i cztery balaski <a title="Hehe, to też jest nigiri! :P" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Nigiri">nigiri</a> z łososiem i maślaną. Jeśli chodzi o łososia to mimo tego, że był już wtorek nie wydał mi się pierwszej świeżości. Ale zjadłem go ze smakiem (znów jeden z nigiri mi się rozpadł, Andrzejowi również). Ryba maślana dała radę, ale zwykle daje. To chyba jedna z najbardziej tolerancyjnych ryb jeśli chodzi o przechowywanie. To co przykuło moją uwagę, to ryż. Ten w małych maczkach wydawał się być inny niż reszta (wcześniej/później przygotowany?). Jednakże każdy z nich za bardzo kleił się do zębów. Faktura przeciętego ziarna wydała mi się zbyt szklista w środku, w stosunku do obrzeża ryżu. Możliwe, że stąd brała się nadmierna lepkość i gumowatość. Jednak muszę przyznać, że ponowna wizyta wypadła lepiej niż pierwsze zderzenie z <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe/">Satori Sushi</a>.</p>
<p>Jeśli chodzi o mnie, to mimo niewątpliwie dogodnej lokalizacji, raczej będę witał na lewym brzegu Warszawy. W czymś bliższym memu sercu, a przede wszystkim żołądkowi. Jednakże załodze Satori Sushi trzeba przyznać honory za pewne podniesienie jakości w stosunku do <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/">stanu z początku marca</a>. Myślę, że jeszcze parę konstruktywno-krytycznych wpisów i wyciągną należyte wnioski wychodząc na prostą. Wszakże prawdziwa cnota krytyk się nie boi;P Ja jednak na rybkę będę jeżdził przez most.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/06/satori-sushi-epilog/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sushi w Amigos, czyli japończycy na Dzikim Zachodzie</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2009/04/29/sushi-w-amigos-czyli-japonczycy-na-dzikim-zachodzie/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2009/04/29/sushi-w-amigos-czyli-japonczycy-na-dzikim-zachodzie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 29 Apr 2009 21:59:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[japońskie]]></category>
		<category><![CDATA[texmex]]></category>
		<category><![CDATA[Amigos]]></category>
		<category><![CDATA[sushi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=121</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Japońskie żarcie w typowej knajpie tex-mex to chyba rzadkość. W końcu Warszawa kontrastami stoi. Dlatego na początku byłem zaskoczony tylko trochę, kiedy dowiedziałem się, że w jednej z lepszych warszawskich stekowni dają również sushi. Szefowa chwaliła, polecając tamtejszych sushimasterów, którzy przenieśli się bodajże ze Złych Tarasów z nieistniejącego już Sushi Baru w Promenadzie. Postanowiliśmy zatem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Japońskie żarcie w typowej knajpie tex-mex to chyba rzadkość. W końcu Warszawa kontrastami stoi. Dlatego na początku byłem zaskoczony tylko trochę, kiedy dowiedziałem się, że w jednej z lepszych <a href="http://www.restauracjaamigos.pl/">warszawskich stekowni</a> dają również sushi. Szefowa chwaliła, polecając tamtejszych sushimasterów, którzy przenieśli się <span style="text-decoration: line-through;">bodajże ze <a href="http://www.zlotetarasy.pl/">Złych Tarasów</a></span> z nieistniejącego już Sushi Baru w <a href="http://www.promenada.com/">Promenadzie</a>. Postanowiliśmy zatem zaryzykować, w końcu pomieszanie kultur wyszło dość strawnie w takim <a href="http://www.imdb.com/title/tt0906665/">Sukiyaki Western Django</a>.</p>
<p>Całe szczęście obrusy dla wrocławskiego jaśniepana Radzia nie są tu zbyt krochmalone i nie wystraszył się wizyty, jak to było w przypadku Bistro de Paris. Tym sposobem sześć dolnośląskich pośladków i moje dwa warszawskie zasiadły <a href="http://pl.wiktionary.org/wiki/amigo">przy_jacielskim</a> stoliku Amigos w <a href="http://maps.google.com/maps?f=q&amp;source=s_q&amp;hl=en&amp;geocode=&amp;q=aleje+jerozolimskie+119,+warszawa&amp;sll=52.22546,20.992427&amp;sspn=0.006717,0.019205&amp;ie=UTF8&amp;ll=52.22546,20.992427&amp;spn=0.006717,0.019205&amp;t=h&amp;z=16&amp;iwloc=A">Alejach Jerozolimskich 119</a>. Skoro serwują tu mieszaną kuchnie, postanowiliśmy dostosować się do menu. Pieczone przystawki i z góry upatrzone zimne danie główne. Ten wybór był trudny, bo <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/T-bone_steak">t-bone</a>&#8216;y i inne <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Filet_mignon">filety mignon</a> kusiły. To co odstraszało w karcie to obowiązkowe 10% serwisu doliczanego bez względu na ilość osób. Ktoś jednak powinien pomyśleć o przepisach zobowiązujących restauratorów do podawania <strong>rzeczywistych</strong> cen w kartach.</p>
<p>Słowo się rzekło więc zostaliśmy przy sushi, po które tu przyszliśmy. A dokładnie przy &#8222;tytułowym&#8221; zestawie Amigos (110zł, 26 sztuk ryżu z rybą). Przystawki pozostały w duchu tego miejsca: spicy wings (pięć czy sześć sztuk, 24zł), potato skins (17zł) i śliwiki suszone zapiekane w boczku (16zł). Nie wiem jak to się dzieje, ale jeśli chodzi o skrzydełka to nigdzie jeszcze nie jadłem lepszych niż w <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2007/09/21/jeffs-amerykanski-lajf-na-polach-mokotowskich/">Jeffsie</a> na Polach Mokotowskich. Wygląda na to, że dobre pikantne skrzydełka to naprawdę rzadkość i sztuka. Ziemniaczki zdały egzamin, podobnie jak śliwki, podane ze sporą ilością warzywa wszelakiego. Chociaż jeśli mnie pamięć nie myli to najsmaczniejsze śliwki w boczku są na placu <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Pigalle">Piga..</a> podają w <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2007/10/14/barokowo-choc-wystroj-ubogi/">Sarmacji</a>. Po spałaszowaniu części ciepłej przyszła pora na <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sushi">sushi</a>. Tu lekki zgrzyt, bo dwa talerzyki były zabrudzone sosem sojowym. Zasuszonym sosem sojowym, albo inną pozostałością po poprzednim konsumencie. Ktoś na zmywaku powinien przejść kurs w stylu &#8222;zmywanie dla opornych&#8221;, ew. odbyć pracownicze badania kontrolne ze szczególnym uwzględnieniem wizyty okulistycznej.<br />
Wymiana <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Utensilia">utensyliów</a> poszła sprawnie i już po chwili mogliśmy <abbr title="Tak, tak, to grzech i w życiu bym tego nie zrobił">&#8222;nadziać&#8221;</abbr> na pałeczki (i widelce! <img src='http://malicious.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  EKHM!) kawałki maków. I to nie tylko tych tradycyjnych, w całości na zimno, ale również zasmażanych w tempurze (chyba). Dla nas było to pierwsze spotkanie z takim sushi-<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Fusion_cuisine">fużyn</a>. Dla mnie wypadło wspaniale. Ze wszystkich kawałków te z pieczonym łososiem i krewetkami w cieście były najlepsze. Tradycjonalistka Kasia jednak z góry odrzuciła te &#8222;wynalazki&#8221; na rzecz staroświeckiego ryżu na zimno. Po poprzedniej <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe">porażce w sushi Satori</a> to był prawdziwy powrót do korzeni. Łosoś z którym były podane &#8222;zwykłe&#8221; maki okazał się wyśmienity! Równie dobrze spisały się nigiri, chociaż tego z rybą maślaną nie udało mi się spróbować.</p>
<p>Nie wiem czy przez przypadek, czy może przez incydent z talerzykami, na koniec pałaszowania zjawił się kelner pytając czy &#8222;chociaż to sushi dobre zrobił ten sushimaster&#8221;. Oczywiście zrobił, zrobił i mam nadzieję, że nie dlatego zbierający naczynia &#8222;przyznał się&#8221; na końcu do popełnienia naszych ryżowych zawijasów <img src='http://malicious.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Sushi z amigos w <a href="http://www.restauracjaamigos.pl/">Amigos</a>? Jeśli tylko będą trzymać poziom wykonania (i obniżą poziom cen), jak najbardziej. No, może przydałoby się małe szkolenie u krawca z tego <a href="http://www.flickr.com/photos/maliboo/3486332379/">nieszczęsnego cięcia</a> maków ;&gt;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2009/04/29/sushi-w-amigos-czyli-japonczycy-na-dzikim-zachodzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sushi w domu</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2008/02/13/sushi-w-domu/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2008/02/13/sushi-w-domu/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 13 Feb 2008 20:28:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[homebrew]]></category>
		<category><![CDATA[japońskie]]></category>
		<category><![CDATA[zdjęcia]]></category>
		<category><![CDATA[sushi]]></category>
		<category><![CDATA[suszi]]></category>
		<category><![CDATA[zushi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/spizarnia/2008/02/13/sushi-w-domu/</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Głodny wpisów, spędzając ostatnie tygodnie głównie w starych miejscach, zmusiłem się do napisania czegoś do kategorii domowego wytwórstwa. Po chlebie przyszedł czas na sushi. Nakręcony na robienie od dawna i zachęcony przez fabiego niedawno złamałem się i zrobiłem. Wyszło jak wyszło, więc bez zbędnego mentoringu przejdę do opisu co, ile i jak się działo w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Głodny wpisów, spędzając ostatnie tygodnie głównie w starych miejscach, zmusiłem się do napisania czegoś do kategorii <a HREF="/spizarnia/category/homebrew/">domowego wytwórstwa</a>. Po <a HREF="/spizarnia/2007/06/23/domowy_chleb/">chlebie</a> przyszedł czas na <a TITLE="鮨, 鮓, 寿司" HREF="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sushi">sushi</a>. Nakręcony na robienie od dawna i zachęcony przez fabiego niedawno złamałem się i <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/sets/72157603886424438/">zrobiłem</a>. Wyszło jak wyszło, więc bez zbędnego <a HREF="/spizarnia/2007/10/03/czaru-maru-siedem-zgrzytow-glownych/#comments">mentoringu</a> przejdę do opisu co, ile i jak się działo w mojej kuchni.<br />
W pierwszej osobie liczby mnogiej, bo pierwsza pojedynczej w czasie przeszłym będzie brzmiała jak pamiętnik starego subiekta.</p>
<p><a TITLE="Sushi" HREF="http://www.flickr.com/photos/maliboo/2252814409/"><img WIDTH="100" HEIGHT="75" ALIGN="left" ALT="sushi" SRC="http://farm3.static.flickr.com/2055/2252814409_de74b8ed27_t.jpg" /></a></p>
<p>Domowe sushi nie należy do imprez najtańszych, jeśli przymierzać się do niego jeden raz. Skolekcjonowanie ingrediencji na start to minimum 70zł. Jednak wiele z tego co kupimy na początku zostaje na później. &#8222;Będzie do chlebka&#8221; jak powiedziałby <a HREF="http://myspace.com/onefingerorchestra">wujek woo</a>. Podstawą przygotowania dobrego sushi (za pierwszym razem jest zawsze niedobre!) jest ostry nóż z gładkim ostrzem. Bez tego ani rusz, nie ma przebacz i fora ze dwora. Nożyczkami ruloników się <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/2250708581/">nie potnie</a>. Kiedy mamy już kosę, czas na resztę składników. Lista musisz-mieć z orientacyjnymi cenami to:<br />
- ryż &#8222;do sushi&#8221; (1kg): 18zł<br />
- <a HREF="http://pl.wikipedia.org/wiki/Nori_(sushi)">glony</a> (10szt): 10zł<br />
- ocet ryżowy (0,5l): 19zł<br />
- sos sojowy (ileśtam): 8zł (jak wszyscy <a HREF="http://www.kikkoman.com/">Kikkoman</a>)<br />
- <a HREF="http://pl.wikipedia.org/wiki/Chrzan_japoński">wasabi</a> (30g): 15zł<br />
- imbir marynowany (200g): 6zł<br />
- coś do zawijania: od 3zł do oporu<br />
Dodatkowo warto mieć:<br />
- mata bambusowa do zwijania: 9-12zł<br />
- pałeczki: 4zł<br />
- sezam do ozdoby: 5zł</p>
<p>Jeśli chodzi o rzeczy do zawijania to wkładać można praktycznie wszystko. Ja  zacząłem od ogórka (3zł), avocado (4zł), surowego tuńczyka (100g/8zł), łososia wędzonego (jak zostanie do chlebka to się nie zmarnuje), paluszków &#8222;krabowych&#8221; (2-3zł), surowej ryby maślanej (100g/2.5zł) i zwykłego serka topionego, bo<a HREF="http://www.google.com/search?q=serek+philadelphia"> Philadelphii</a> dostać nie mogliśmy. Praktycznie wszystko można dostać w galeriach handlowych typu <a HREF="http://www.zlotetarasy.pl">Złote Tarasy</a>, czy inne <a HREF="http://www.arkadia.com.pl/">Arkadie</a> w sklepach typu Kuchnie świata. Przydałby się jeszcze kawałek folii spożywczej, takiej do zawijania, co by nie uwalić nadto maty bambusowej.</p>
<p>Praktycznie najtrudniejszym fragmentem jest gotowanie tego cholernego ryżu. Kiedy fabi mi to napisał nie chciałem wierzyć. W końcu to rolowanie z pozoru wydaje się najgorszym fragmentem. Błąd! Ale po kolei.<br />
Wszystkie przepisy mówią o tym, żeby ryż wpierwej przepłukać. I powiadam wam, rację mają. Nawet ten ryż, którego używałem, a niby nie wymagał płukania, za pierwszym zalaniem zabarwiał wodę na mleczny kolor. Czterokrotne odcedzanko winno wystarczyć. Wypłukany, osączony ryż zalewamy wodą w proporcji 1 szklanka ryżu, 1.2 szklanki wody. I na gaz. W moim przypadku nie zaglądanie pod przykrywkę w trakcie gotowania nie sprawdziło się. Za pierwszym razem ryż pięknie się przypalił. Całe szczęście sam spód, który w smaku był jak ryżowe chrupki. Zatem od czasu do czasu warto trochę zamieszać. Tak-o, żeby nudno nie było. Po około 15 minutach pichcenia na małym ogniu, pod przykrywką stawiamy gara na parapet. Aha, istnieje też druga szkoła gotowania. Ryż trzymamy na gazie około 10 minut, a potem na trochę pod pierzynę. Tak zbunkrowany ryż pod kołdrą sam sobie dojdzie, jeśli mu nie przeszkadzać w trakcie. Byle nie za długo, żeby nie powstała miękka breja, podobna do tej serwowanej mi w przedszkolu z jabłkiem, cynamonem i śmietaną. Ci którzy przyzwyczajeni są do długich ziaren, &#8222;na sypko&#8221; mogą się zdziwić. Ten ryż ma się kleić! I jest drobniejszy.</p>
<p>Podczas gdy białe ziarenka stygną sobie na parapecie można przygotować zaprawę z octu ryżowego. Jest też do kupienia gotowa, ale co to za radość dla osób wychowanych na Adamie Słodowym. Wyczytałem na jakiejś ulotce, że stosuje się zwykle 3 łyżki octu na szklankę ryżu. W moim przypadku sprawdziło się to znakomicie. Za pierwszym razem dałem mniej i ryż był cinki jak dupa węża. I nie, nie wymieszałem tych przypalonych fragmentów z resztą. Za drugim dałem<a HREF="http://sushi.balony.pl/sushi/"> jak Pan Bóg przykazał</a> 3 łyżki na każdą szklankę ryżu, do tego płaską łyżkę cukru i płaską łyżeczkę soli. Ale zamiast <a HREF="http://www.google.com/search?q=s%C3%B3l+to+bia%C5%82a+%C5%9Bmier%C4%87">białej śmierci</a> można też dać dwie łyżeczki sosu sojowego. Żeby cukier się lepiej rozpuścił można to potraktować ogniem lub mikrofalami. Jak ryż będzie jeszcze ciepły zaprawiamy go tym tałatajstwem, mieszając drewnianą łyżką, czy inna szpatułką i odstawiamy do całkowitego ostygnięcia. W tym czasie można sobie pokroić <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/2253623200/">paluszki</a> i <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/2251477382">ogóra</a>. Wszystko nie powinno być grubsze niż końcówka mojego małego palca u lewej dłoni. No i nie ma sensu wpychać więcej niż 3-4 składniki. Rolka się rozwali i będzie po ptokach.</p>
<p>Ryż ostudzony, <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/2251467778">mata</a> podłożona, folia na macie, <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/2251476546">wodorost</a> brzydszą stroną (tą co się mniej błyszczy) do góry leży, <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/2251481870">można zaczynać</a>. Ziarenka będą się oczywiście kleić jak <a HREF="http://www.pudelek.pl/artykul/8145/nicholson_uzywa_viagry_tylko_podczas_trojkatow/">Nicholson</a> do kobiet, ale nie ma przebacz. Z pomocą nadchodzi miska z wodą i łyżką octu ryżowego do maczenia palców. Jeśli chodzi o duże maki, takie z całego wodorosta, to należy pamiętać, żeby zostawić około 1/5 wolnego, <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/2251498452">niezaryżowanego pasa</a>. Po przesmarowaniu odrobiną rozrobionego z wodą <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/2251472784">wasabi</a> (w formie ciapki, łatwo się smaruje) i <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/2250689387">nałożeniu</a> <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/2250681871">składników</a> można zacząć <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/2250690357">skręcać</a> tego japońskiego <a HREF="http://pl.wikipedia.org/wiki/Joint">lolka</a>. Oczywiście sushi to nie rolada biszkoptowa, więc zwija się to bez obaw, mocno dociskając. Naprawdę nie sposób to schrzanić mając do dyspozycji bambusową matę. Małe maki robi się jak duże, tylko z <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/2251511730">połowy algowego papierka</a>. Zrolowanego balaska kroimy ostrym nożem. Ostrość ostrością, ale nie zaszkodzi przez każdorazowym cięciem zmoczyć <a HREF="http://www.imdb.com/title/tt0056291/">nóż w wodzie</a>. W razie problemów z pomocą przychodzi <a HREF="http://pl.youtube.com/watch?v=3xBIkO2FAOw">youtube</a> i hasło <a HREF="http://www.youtube.com/results?search_query=how+to+make+sushi">&#8222;how to make sushi&#8221;</a>. I tak, to naprawdę wygląda tak prosto jak pokazują. No, w każdym razie po drugim razie jest już prościej.</p>
<p>Czas na mały bilans. Kilogram ryżu to około 5 szklanek. Na opakowanie glonów, a więc 10 listków zużyłem go jakieś 3,5 szklanki. Co daje mniej więcej pięć pełnych <a HREF="http://flickr.com/photos/maliboo/2253615946">talerzy sushi</a>. Na jedno posiedzenie głodna osoba nie jest chyba w stanie zjeść więcej niż jednen talerz. Octu ryżowego zostało jeszcze sporo, podobnie z wasabi i sosem sojowym. Wychodzi zatem w granicach 15-20zł za osobotalerz. A konsument kończy naprawdę zdrowo najedzon. Całe przygotowanie, łącznie z gotowaniem i chłodzeniem ryżu zajmuje jakieś 2 godziny naprawdę przedniej zabawy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2008/02/13/sushi-w-domu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
