mali*ciou??

06/01/2010

Planet Sushi – sushi nie z tej planety…

Filed under: Wroc??aw,blah!,japo??skie — Tagi: , — maliboo @ 00:03

Wroc??aw. Wspania??y Rynek wraz z okolicznymi klubami, porypana sygnalizacja ??wietlna, brak IMAXa i tragiczne sushi. Tego dnia mieli??my si? wybra? do Sakany, jednak ponownie odstraszy?? nas uporczywie serwowany sushi bar, bez stolik??w. Czasy, kiedy bawi??a mnie kolejka elektryczna i jej wodna odmiana w postaci ????deczek z sushi bezpowrotnie min???y. Nad ??owienie ry??owo-rybnych k?sk??w przedk??adam sobie towarzystwo osoby siedz?cej na przeciwko. Dlatego wycofali??my si? z powrotem do Rynku. Brn?c przez w??oski zak?tek Wroc??awia przyklejony do ulicy Wi?ziennej dotarli??my do Planet Sushi. Jej opinie na gastronautach nie wygl?da??y zniech?caj?co, wi?c powiedzenie, ??e postanowili??my „zaryzykowa?” by??oby nadu??yciem. G????wnie czas oczekiwania… Poczeka? kilkadziesi?t minut na dobr? rybk? to nie wysi??ek. Tym bardziej, ??e na bezrobociu czasu mam pod dostatkiem. W ko??cu nawet w domu zwini?cie paru rolek ry??u z wodorostem nie zajmuje d??u??ej niz dwie godziny. Wliczaj?c w to gotowanie ry??u.

Zaj?li??my sobie miejsca na pierwszym pi?trze dwupoziomowej kamienicy sushowej planety. Intymnie i z dala od parterowego ruchu, gdzie znajduje si?  stanowisko sushi master??w i wej??cie do restauracji. A bior?c pod uwag? por? roku – jest cieplej. Jak si? okaza??o nie tylko dla cia??a, ale r??wnie?? i dla portfela. We wtorek – w dniu naszej wizyty – obowi?zuje tu promocja minus 50% mniej na dania gor?ce. Nie by??bym sob?, gdybym nie skorzysta?? z tej okazji. Krzepcio ma tu swoja teori? na temat moich semickich korzeni (zw??aszcza kiedy si? nie ogol?), jednak spuszcz? na ni? zas??on? milczenia.
Po zam??wieniu dw??ch drink??w: Long Island (18z ??) i Japanese Bug (17z??) zdecydowali??my si? na ciep??e dania w postaci tu??czyka Maguro Co??tam (49z??) i ostre krewetki Paprika Ebi (29z??). Po 25-30 minutach okaza??o si? jednak, ??e ten??e si? sko??czy??. Jak si? okaza??o, potem na podanym sushi jednak jeszcze si? trzyma??… A mo??e po prostu by?? za drogi na wtorkowy upust? Drugi strza?? pad?? wi?c na Toro Sake (35z??) – ??ososia z ma????ami ??w. Jakuba i krewetkami. No i oczywi??cie cel tego wieczoru: sushi – w postaci firmowego zestawu Kirishima (50z??) oraz dodatkowej batalii mak??w: Sake Maki (19z??).
Powoli s?cz?c drinki, po blisko, godzinie doczekali??my si? na moje krewetki. Troch? mnie tu zaskoczy??a dolno??l?ska gwara – w kr??tej szumnie brzmi?ca rukola wygl?da i smakuje jak szpinak, a grzyby shitake to zwyk??e sma??one pieczarki. Ilo??? krewetek i do??? t??usty sos pomidorowy w jakim by??y umaziane przekona??a mnie jednak. W ko??cu od rana nic nie jad??em, a by??o ju?? zdrowo po godzinie 16. Spa??aszowa??em wi?c ma??e skorupiaki przy pomocy najbardziej lichych pa??eczek jakimi dane mi by??o operowa? i pierwszy g????d zosta?? zaspokojony. M??j. Poniewa?? Kasia na swojego ??ososia musia??a poczeka? jeszcze kilkadziesi?t kolejnych minut.

W tak zwanym mi?dzyczasie by??o nam dane poobserwowa? tutejsz? klientel?. R??wnie co my poirytowan? fatalnym czasem obs??ugi. Chocia?? do samych kelnerek zarzutu mie? nie mogli??my, to kuchenne uwijanie przypomina??o bardziej muchy w smole ni?? kuchni? Gordona Ramsey’a. Para przy ??cianie w rogu, przed nami, po d??ugim czasie oczekiwania zdecydowa??a si? wzi?? tutejszy wyr??b na wynos (pomy??ka – bo, uprzedzaj?c fakty, nie mogli reklamowa?). A czw??rka mi??ych m??odych ludzi w przeciwleg??ym rogu, lekko poirytowana, zdawa??a si? przedwcze??nie wyj??? tego wieczora. Do ko??ca realizacji zam??wienia zdaje si?, wytrwali??my tylko my i m??oda dziewczyna obok. Opuszczona przez zniecierpliwion? kole??ank? w po??piechu zjada??a widelcem sp????nione sushi i r??wnie?? poprosi??a o rachunek.

Musz? jednak przyzna?, ??e oczekiwanie na ryb? sprawi??o mi wiele rado??ci. Szczeg??lnie wtedy, gdy zainteresowa??em si? na??ciennymi ozdobami. Niestety moja ciekawo??c okaza??a si? mocniejsza ni?? zaczepienie tych??e. Co zaowocowa??o widowiskowym spadem ca??ego rozwijanego ustrojstwa w stylu japo??skim. Bardziej najedzony wstydem, ni?? dotychczasowym serwisem, czempr?dzej powiesi??em ta??atajstwo z powrotem na swoim miejscu. Oczywi??cie natychmiast sprowadzi??em tym na siebie uwag? calej sali. W jednej chwili przelecia??o mi moje. nie-tak-kr??tkie ??ycie. przed oczami i przypomnia??em sobie identyczne zdarzenie na w??asnej studni??wce, kiedy to zaraz przy mnie (i je??li dobrze pami?tam Asi Sz.) spada??a wysoka, papierowa ozdoba doczepiona do drabinek w sali gimnastycznej. Dodatkowo w ca??ym tym kipiszu nie zauwa??y??em, ??e swym ty??kiem smakosza odpycham fotel na tyle, ??e choinka stoj?ca za mn?, ustawi??a si? w niebezpiecznym pochyleniu. Jednak kolejna tragedia nie dosz??a do skutku – bo??onarodzeniowy krzaczek pozosta??-sta?? na swoim miejscu.

Chwil? przed, czy chwil? po opisywanym zamieszaniu na stole pojawi?? si? d??ugo wyczekiwany ??oso??. Szkoda, ??e obs??uga nie zapyta??a wcze??niej jak ma by? wysma??ony. To co zjawi??o si? na talerzu nie by??o tartacznym wi??rem, ale dla mnie i Katarzyny mog??o le??e? na ogniu du??o kr??cej. Jednak nie stan denaturacji bia??ka ryby wzbudzi?? moje obiekcje. A raczej spos??b podania. W menu jak byk sta??o, i?? ryba b?dzie podana z ma????ami ??w. Jakuba i krewetkami. Natomiast to co pojawi??o si? na talerzu przypomina??o bardziej moje krewetki z pieczarkami w pomidorowym sosie. Tylko bez niego. Zacz???em zachodzi? w g??ow? – czy wszystko na ciep??o podaj? tu z tym hodowlanym grzybem? Po zg??oszeniu obiekcji u pani Martyny, kt??ra nas obs??ugiwa??a, na stole pojawi??y si? szybko dwie krewetki i dwa jakubowe mi?czaki. Naturalnie w towarzystwie przeprosin i t??umacze?? doprawionych win? i zapomnieniem przygotowuj?cego ich kucharza. Niestety „bonusowy” dodatek okaza?? si? zwyk??ym, zbeszczeszczonym planktonem panierowanym w „czym??”. Dodatkowo sma??enie na zbyt g???bokim t??uszczu spowodowa??o, ??e ca??y smak pozosta?? zapewne na dnie naczynia w kt??rym martwe cia??ka frutti di mare by??y frytowane.

Koniec ko??c??w nasze oczekiwanie zosta??o zwie??czone podaniem sushi. Upragnionych kawa??k??w ryby, na kt??re czekali??my od blisko trzech godzin (SIC!). Pierwsze na stole wyl?dowa??y porcje sake maki, kt??re okaza??y si? by? zjadliwe. M??g??bym si? przyczepi? do ry??u, kt??ry smakowa?? tak jakby le??a?? w tym zestawie od rana, ale og??lnie nie by??o to z??e. Oczywi??cie na gorsze przysz??a pora. Wraz z zestawem Kirishima na stole pojawi??a istna sushi-Hiroshima.

Zestaw sk??adaj?cy si? g????wnie z nigiri (i dw??ch gunkan-maki) okaza?? si? by? tragiczn? pomy??k?. Nier??wne, zar??wno pod wzgl?dem kszta??tu jak i smaku, oraz jako??ci kawa??ki ryby wyl?dowa??y przed nami na okr?g??ej misce. W naczyniu, kt??re wola??bym by go??ci??o hiszpa??ska paell?, pojawi??y si? rozmi?k??e gunkan-maki, oraz ledwostrawne nigiri. Je??li chodzi o te drugie, to w naszym zestawie pojawi??y si? dwie sztuki: jedna z pomara??czow? ikr?, a druga z ??ososiem udekorowanym ptasi? kup?. Prawdopodobnie – tak jak guano – wygl?da zle??a??y, japo??ski majonez. Z czasem ciemnieje, przybieraj?c barw? br?zu (kt??ry tak lubi? dziewczyny). Je??li chodzi o nigiri, to pomijaj?c zjadliwego ??ososia reszt?, opr??cz kalmara pomin? milczeniem. G??owonoga nie daruj?, gdy?? musia??em go wyplu? w chusteczk?. W smaku by?? zle??a??o-mocno-rybny, a pod j?zykiem sprawia?? wra??enie ??liskiego niczym Olejniczak w telewizji. Ca??e szcz???cie dodatkowo zam??wione tyskie (8z??) zdo??a??o przep??uka? niesmak spowodowany ostatnim k?sem.

Nasze zdegustowanie degustacj? serwowanego przez Planet Sushi jedzenia zosta??o podsumowane wsp??ln? odpowiedzi? na pytanie pani kelnerki przy wystawioeniu rachunku:
- Smakowa??o?
- Nie!
Niestety p????niejsza reakcja managmentu Planet sushi by??a bardziej ??a??osna ni?? nasza odpowied??. Na moj? propozycj? rekompensaty straconego czasu (blisko trzy godziny!) i jako??ci jedzonego posi??ku otrzymali??my odpowied??: mo??e jaka?? darmowa kawa lub herbata? Niestety na taki asumpt musieli??my zareagowa? odmow?. Naprawd? serce mi si? kraja??o na my??l o tym, ??e pani manager Planet Sushi mog??aby odj?? sobie od ust pit? kawusi?, by odda? nam i  zrekompensowa? nam niesmak pozosta??y po konsumpcji tutejszych „specja????w”. Zap??acili??my wi?c rachunek i w milczeniu udali??my si? do wyj??cia. Mam nadziej? ku Nowemu Wspania??emu ??wiatu. Planet Sushi, jak dla mnie, le??y w zbyt odleg??ej galaktyce…

06/05/2009

Satori sushi – epi.log

Filed under: Warszawa,japo??skie — Tagi: , , , — maliboo @ 23:05

Niespodziewana lawina komentarzy pod wpisem o Satori Sushi na Wiatracznej zmusi??a nas do ponownej wizyty. Ok, mo??e nie tyle lawina, co propozycja Sizara, ??eby da? temu przybytkowi drug? szans?. W ko??cu grono sta??ych bywalc??w nie powinno si? myli?. Tym bardziej, ??e wzmo??one zainteresowanie wystawa??o ponad przeci?tno???.

Udali??my si? na miejsce ekip? prawie w tym samym sk??adzie. Czarusia juniora zast?pi?? jeno J?drek. M??ody wymi?k?? ju?? po pierwszej wizycie. Po trosze t??umaczy?? si? awersem do ry??u i ryby, po przepe??nieniu, kt??rego dozna?? podczas otwarcia The Place Sushi na Nowym ??wiecie. Swoj? drog? troch? dziwi? mnie tak niepochlebne opinie, jak na knajp? kogo??, kto macza?? palce w Maestrii, Tomo, czy Sakanie. Ale wracaj?c do Satori i uprzedzaj?c fakty – o??wiecenia zn??w nie by??o.

Tym razem wybrali??my sobie inny czteroosobowy st???? – na przeciwko wej??cia. Ciekawostk? jest, ??e ustawienie stolik??w wyda??o mi si? dziwnie podobne do tego, kt??re by??o za pierwszym razem. Ale c???? – mam ju?? swoje lata, pami?? nie ta, wi?c upiera? si? nie b?d?. Do??? tego, ??e nasz poprzedni stolik sta?? w tym samym miejscu niczym d?b Bartek. Zasiedli??my w czw??rk? przy, … „czteroosobowym” stanowisku konsumpcyjnym s?siaduj?cym ze szklan? ??ciank?. Niestety st???? okaza?? si? by? jak??? dziwn? pochodn? miejsc??wek dwuosobowych, na co Zofia narzeka??a do ko??ca wizyty musz?c trzyma? mi?dzy swymi naturalnymi nogami t? trzeci? – od sto??u. Oczywi??cie ??aden z nas nie wykaza?? si? odrobin? d??entelme??stwa i nie zamieni?? swojego miejsca z kole??ank?. Nie mo??na wymaga? znajomo??ci savoir-vivre’u od prostych flash-developer??w. Mnie osobi??cie stolik odpowiada?? w 100%!

Po wymoszczeniu ty??eczk??w na krzes??ach przeszli??my do zam??wienia. To skomplikowane nie by??o: 2 x zestaw Kirado (66z??), miso z ryb? (12z??) i raz zwyk??a dla Czarka (8z??), bo tofu zabrak??o. Troch? mnie to zdziwi??o, bo brak tofu w japo??skiej restauracji susherni to prawie jak brak wyborowej w monopolowym, czy brak bigosu na Bo??e Narodzenie. Musz? tu przyzna?, ??e zup? zam??wi??em ze zwyk??ego wyrafinowania – chcia??em sprawdzi? czy b?dzie tak samo s??one jak poprzednim razem.
Jednak zanim miso zosta??a przyniesiona zaserwowano nam „podgrzewane r?czniczki”, czyli kawa??ki szmatki z ligninopodobnego materia??u, dok??adnie takie jak daj? w Besuto, tylko na ciep??o (tam chyba by??y ch??odne). Cztery kawa??ki ??cierki weso??o wyl?dowa??y na naszym stoliku i pozosta??y tak a?? do ko??ca konsumpcji (SIC!). niestety ??adne z nas nie jad??o palcami, by wykorzysta? je raz jeszcze po sko??czonym posi??ku.

Po otarciu ??apek wy??ej opisanymi szmatkami nast?pi??a niespodzianka. Jako przystawk? zaserwowano nam co?? w rodzaju mizerii tyle, ??e na ostro. Og??rek, sa??ata i drobinki ostrej papryczki w zalewie przypominaj?cej s??odk? ??mietan?, a wszystko posypane sezamem. ??a??owa??em nawet, ??e porcja by??a ma??a, bo jak nie przepadam za og??rami w ??mietanie, to te przypad??y mi do gustu. Nast?pnie nasza m??oda i urocza kelnerka (niestety jej imienia pozna? nam nie by??o dane) wnios??a zam??wione zupki. Tym razem miso nie by??o tak s??one vel esencjonalne jak poprzednim. Chocia?? nadal nie by?? to dobry standard, chocia??by z Akashi. Porcja za ma??a jak na t? cen?. A ja mimo wszystko nie mog? przyzwyczai? si? do miso nafaszerowanego na wp???? surow? marchewk?. Chocia?? rybka, p??ywaj?ca w nim, by??a dobra. Dwa rodzaje: ??oso?? i jaka?? bia??a (ma??lana?).

Po zupce na stoliku zawita??o danie g????wne – zestaw sk??adaj?cy si? z 26 sztuk sushi. Co nale??y doceni? – tym razem pokrojone naprawd? r??wno! Najprostsze maki by??y z og??rkiem i marynowan? rzodkwi?, do tego 6 mak??w z tu??czykiem i mango (kt??re w jednym kawalku wydawalo mi si? do??? kwa??ne), 8 sztuk kalifornijskich zawijas??w z krabem, og??rkiem i avocado (w ko??cu by??o mi?kkie!) i cztery balaski nigiri z ??ososiem i ma??lan?. Je??li chodzi o ??ososia to mimo tego, ??e by?? ju?? wtorek nie wyda?? mi si? pierwszej ??wie??o??ci. Ale zjad??em go ze smakiem (zn??w jeden z nigiri mi si? rozpad??, Andrzejowi r??wnie??). Ryba ma??lana da??a rad?, ale zwykle daje. To chyba jedna z najbardziej tolerancyjnych ryb je??li chodzi o przechowywanie. To co przyku??o moj? uwag?, to ry??. Ten w ma??ych maczkach wydawa?? si? by? inny ni?? reszta (wcze??niej/p????niej przygotowany?). Jednak??e ka??dy z nich za bardzo klei?? si? do z?b??w. Faktura przeci?tego ziarna wyda??a mi si? zbyt szklista w ??rodku, w stosunku do obrze??a ry??u. Mo??liwe, ??e st?d bra??a si? nadmierna lepko??? i gumowato???. Jednak musz? przyzna?, ??e ponowna wizyta wypad??a lepiej ni?? pierwsze zderzenie z Satori Sushi.

Je??li chodzi o mnie, to mimo niew?tpliwie dogodnej lokalizacji, raczej b?d? wita?? na lewym brzegu Warszawy. W czym?? bli??szym memu sercu, a przede wszystkim ??o???dkowi. Jednak??e za??odze Satori Sushi trzeba przyzna? honory za pewne podniesienie jako??ci w stosunku do stanu z pocz?tku marca. My??l?, ??e jeszcze par? konstruktywno-krytycznych wpis??w i wyci?gn? nale??yte wnioski wychodz?c na prost?. Wszak??e prawdziwa cnota krytyk si? nie boi;P Ja jednak na rybk? b?d? je??dzi?? przez most.

29/04/2009

Sushi w Amigos, czyli japo??czycy na Dzikim Zachodzie

Filed under: Warszawa,japo??skie,texmex — Tagi: , , — maliboo @ 22:59

Japo??skie ??arcie w typowej knajpie tex-mex to chyba rzadko???. W ko??cu Warszawa kontrastami stoi. Dlatego na pocz?tku by??em zaskoczony tylko troch?, kiedy dowiedzia??em si?, ??e w jednej z lepszych warszawskich stekowni daj? r??wnie?? sushi. Szefowa chwali??a, polecaj?c tamtejszych sushimaster??w, kt??rzy przenie??li si? bodaj??e ze Z??ych Taras??w z nieistniej?cego ju?? Sushi Baru w Promenadzie. Postanowili??my zatem zaryzykowa?, w ko??cu pomieszanie kultur wysz??o do??? strawnie w takim Sukiyaki Western Django.

Ca??e szcz???cie obrusy dla wroc??awskiego ja??niepana Radzia nie s? tu zbyt krochmalone i nie wystraszy?? si? wizyty, jak to by??o w przypadku Bistro de Paris. Tym sposobem sze??? dolno??l?skich po??ladk??w i moje dwa warszawskie zasiad??y przy_jacielskim stoliku Amigos w Alejach Jerozolimskich 119. Skoro serwuj? tu mieszan? kuchnie, postanowili??my dostosowa? si? do menu. Pieczone przystawki i z g??ry upatrzone zimne danie g????wne. Ten wyb??r by?? trudny, bo t-bone‘y i inne filety mignon kusi??y. To co odstrasza??o w karcie to obowi?zkowe 10% serwisu doliczanego bez wzgl?du na ilo??? os??b. Kto?? jednak powinien pomy??le? o przepisach zobowi?zuj?cych restaurator??w do podawania rzeczywistych cen w kartach.

S??owo si? rzek??o wi?c zostali??my przy sushi, po kt??re tu przyszli??my. A dok??adnie przy „tytu??owym” zestawie Amigos (110z??, 26 sztuk ry??u z ryb?). Przystawki pozosta??y w duchu tego miejsca: spicy wings (pi?? czy sze??? sztuk, 24z??), potato skins (17z??) i ??liwiki suszone zapiekane w boczku (16z??). Nie wiem jak to si? dzieje, ale je??li chodzi o skrzyde??ka to nigdzie jeszcze nie jad??em lepszych ni?? w Jeffsie na Polach Mokotowskich. Wygl?da na to, ??e dobre pikantne skrzyde??ka to naprawd? rzadko??? i sztuka. Ziemniaczki zda??y egzamin, podobnie jak ??liwki, podane ze spor? ilo??ci? warzywa wszelakiego. Chocia?? je??li mnie pami?? nie myli to najsmaczniejsze ??liwki w boczku s? na placu Piga.. podaj? w Sarmacji. Po spa??aszowaniu cz???ci ciep??ej przysz??a pora na sushi. Tu lekki zgrzyt, bo dwa talerzyki by??y zabrudzone sosem sojowym. Zasuszonym sosem sojowym, albo inn? pozosta??o??ci? po poprzednim konsumencie. Kto?? na zmywaku powinien przej??? kurs w stylu „zmywanie dla opornych”, ew. odby? pracownicze badania kontrolne ze szczeg??lnym uwzgl?dnieniem wizyty okulistycznej.
Wymiana utensyli??w posz??a sprawnie i ju?? po chwili mogli??my „nadzia?” na pa??eczki (i widelce! ;-) EKHM!) kawa??ki mak??w. I to nie tylko tych tradycyjnych, w ca??o??ci na zimno, ale r??wnie?? zasma??anych w tempurze (chyba). Dla nas by??o to pierwsze spotkanie z takim sushi-fu??yn. Dla mnie wypad??o wspaniale. Ze wszystkich kawa??k??w te z pieczonym ??ososiem i krewetkami w cie??cie by??y najlepsze. Tradycjonalistka Kasia jednak z g??ry odrzuci??a te „wynalazki” na rzecz staro??wieckiego ry??u na zimno. Po poprzedniej pora??ce w sushi Satori to by?? prawdziwy powr??t do korzeni. ?oso?? z kt??rym by??y podane „zwyk??e” maki okaza?? si? wy??mienity! R??wnie dobrze spisa??y si? nigiri, chocia?? tego z ryb? ma??lan? nie uda??o mi si? spr??bowa?.

Nie wiem czy przez przypadek, czy mo??e przez incydent z talerzykami, na koniec pa??aszowania zjawi?? si? kelner pytaj?c czy „chocia?? to sushi dobre zrobi?? ten sushimaster”. Oczywi??cie zrobi??, zrobi?? i mam nadziej?, ??e nie dlatego zbieraj?cy naczynia „przyzna?? si?” na ko??cu do pope??nienia naszych ry??owych zawijas??w ;-) Sushi z amigos w Amigos? Je??li tylko b?d? trzyma? poziom wykonania (i obni??? poziom cen), jak najbardziej. No, mo??e przyda??oby si? ma??e szkolenie u krawca z tego nieszcz?snego ci?cia mak??w ;>

13/02/2008

Sushi w domu

Filed under: homebrew,japo??skie,zdj?cia — Tagi: , , — maliboo @ 21:28

G??odny wpis??w, sp?dzaj?c ostatnie tygodnie g????wnie w starych miejscach, zmusi??em si? do napisania czego?? do kategorii domowego wytw??rstwa. Po chlebie przyszed?? czas na sushi. Nakr?cony na robienie od dawna i zach?cony przez fabiego niedawno z??ama??em si? i zrobi??em. Wysz??o jak wysz??o, wi?c bez zb?dnego mentoringu przejd? do opisu co, ile i jak si? dzia??o w mojej kuchni.
W pierwszej osobie liczby mnogiej, bo pierwsza pojedynczej w czasie przesz??ym b?dzie brzmia??a jak pami?tnik starego subiekta.

sushi

Domowe sushi nie nale??y do imprez najta??szych, je??li przymierza? si? do niego jeden raz. Skolekcjonowanie ingrediencji na start to minimum 70z??. Jednak wiele z tego co kupimy na pocz?tku zostaje na p????niej. „B?dzie do chlebka” jak powiedzia??by wujek woo. Podstaw? przygotowania dobrego sushi (za pierwszym razem jest zawsze niedobre!) jest ostry n???? z g??adkim ostrzem. Bez tego ani rusz, nie ma przebacz i fora ze dwora. No??yczkami rulonik??w si? nie potnie. Kiedy mamy ju?? kos?, czas na reszt? sk??adnik??w. Lista musisz-mie? z orientacyjnymi cenami to:
- ry?? „do sushi” (1kg): 18z??
- glony (10szt): 10z??
- ocet ry??owy (0,5l): 19z??
- sos sojowy (ile??tam): 8z?? (jak wszyscy Kikkoman)
- wasabi (30g): 15z??
- imbir marynowany (200g): 6z??
- co?? do zawijania: od 3z?? do oporu
Dodatkowo warto mie?:
- mata bambusowa do zwijania: 9-12z??
- pa??eczki: 4z??
- sezam do ozdoby: 5z??

Je??li chodzi o rzeczy do zawijania to wk??ada? mo??na praktycznie wszystko. Ja zacz???em od og??rka (3z??), avocado (4z??), surowego tu??czyka (100g/8z??), ??ososia w?dzonego (jak zostanie do chlebka to si? nie zmarnuje), paluszk??w „krabowych” (2-3z??), surowej ryby ma??lanej (100g/2.5z??) i zwyk??ego serka topionego, bo Philadelphii dosta? nie mogli??my. Praktycznie wszystko mo??na dosta? w galeriach handlowych typu Z??ote Tarasy, czy inne Arkadie w sklepach typu Kuchnie ??wiata. Przyda??by si? jeszcze kawa??ek folii spo??ywczej, takiej do zawijania, co by nie uwali? nadto maty bambusowej.

Praktycznie najtrudniejszym fragmentem jest gotowanie tego cholernego ry??u. Kiedy fabi mi to napisa?? nie chcia??em wierzy?. W ko??cu to rolowanie z pozoru wydaje si? najgorszym fragmentem. B???d! Ale po kolei.
Wszystkie przepisy m??wi? o tym, ??eby ry?? wpierwej przep??uka?. I powiadam wam, racj? maj?. Nawet ten ry??, kt??rego u??ywa??em, a niby nie wymaga?? p??ukania, za pierwszym zalaniem zabarwia?? wod? na mleczny kolor. Czterokrotne odcedzanko winno wystarczy?. Wyp??ukany, os?czony ry?? zalewamy wod? w proporcji 1 szklanka ry??u, 1.2 szklanki wody. I na gaz. W moim przypadku nie zagl?danie pod przykrywk? w trakcie gotowania nie sprawdzi??o si?. Za pierwszym razem ry?? pi?knie si? przypali??. Ca??e szcz???cie sam sp??d, kt??ry w smaku by?? jak ry??owe chrupki. Zatem od czasu do czasu warto troch? zamiesza?. Tak-o, ??eby nudno nie by??o. Po oko??o 15 minutach pichcenia na ma??ym ogniu, pod przykrywk? stawiamy gara na parapet. Aha, istnieje te?? druga szko??a gotowania. Ry?? trzymamy na gazie oko??o 10 minut, a potem na troch? pod pierzyn?. Tak zbunkrowany ry?? pod ko??dr? sam sobie dojdzie, je??li mu nie przeszkadza? w trakcie. Byle nie za d??ugo, ??eby nie powsta??a mi?kka breja, podobna do tej serwowanej mi w przedszkolu z jab??kiem, cynamonem i ??mietan?. Ci kt??rzy przyzwyczajeni s? do d??ugich ziaren, „na sypko” mog? si? zdziwi?. Ten ry?? ma si? klei?! I jest drobniejszy.

Podczas gdy bia??e ziarenka stygn? sobie na parapecie mo??na przygotowa? zapraw? z octu ry??owego. Jest te?? do kupienia gotowa, ale co to za rado??? dla os??b wychowanych na Adamie S??odowym. Wyczyta??em na jakiej?? ulotce, ??e stosuje si? zwykle 3 ??y??ki octu na szklank? ry??u. W moim przypadku sprawdzi??o si? to znakomicie. Za pierwszym razem da??em mniej i ry?? by?? cinki jak dupa w???a. I nie, nie wymiesza??em tych przypalonych fragment??w z reszt?. Za drugim da??em jak Pan B??g przykaza?? 3 ??y??ki na ka??d? szklank? ry??u, do tego p??ask? ??y??k? cukru i p??ask? ??y??eczk? soli. Ale zamiast bia??ej ??mierci mo??na te?? da? dwie ??y??eczki sosu sojowego. ??eby cukier si? lepiej rozpu??ci?? mo??na to potraktowa? ogniem lub mikrofalami. Jak ry?? b?dzie jeszcze ciep??y zaprawiamy go tym ta??atajstwem, mieszaj?c drewnian? ??y??k?, czy inna szpatu??k? i odstawiamy do ca??kowitego ostygni?cia. W tym czasie mo??na sobie pokroi? paluszki i og??ra. Wszystko nie powinno by? grubsze ni?? ko??c??wka mojego ma??ego palca u lewej d??oni. No i nie ma sensu wpycha? wi?cej ni?? 3-4 sk??adniki. Rolka si? rozwali i b?dzie po ptokach.

Ry?? ostudzony, mata pod??o??ona, folia na macie, wodorost brzydsz? stron? (t? co si? mniej b??yszczy) do g??ry le??y, mo??na zaczyna?. Ziarenka b?d? si? oczywi??cie klei? jak Nicholson do kobiet, ale nie ma przebacz. Z pomoc? nadchodzi miska z wod? i ??y??k? octu ry??owego do maczenia palc??w. Je??li chodzi o du??e maki, takie z ca??ego wodorosta, to nale??y pami?ta?, ??eby zostawi? oko??o 1/5 wolnego, niezary??owanego pasa. Po przesmarowaniu odrobin? rozrobionego z wod? wasabi (w formie ciapki, ??atwo si? smaruje) i na??o??eniu sk??adnik??w mo??na zacz?? skr?ca? tego japo??skiego lolka. Oczywi??cie sushi to nie rolada biszkoptowa, wi?c zwija si? to bez obaw, mocno dociskaj?c. Naprawd? nie spos??b to schrzani? maj?c do dyspozycji bambusow? mat?. Ma??e maki robi si? jak du??e, tylko z po??owy algowego papierka. Zrolowanego balaska kroimy ostrym no??em. Ostro??? ostro??ci?, ale nie zaszkodzi przez ka??dorazowym ci?ciem zmoczy? n???? w wodzie. W razie problem??w z pomoc? przychodzi youtube i has??o „how to make sushi”. I tak, to naprawd? wygl?da tak prosto jak pokazuj?. No, w ka??dym razie po drugim razie jest ju?? pro??ciej.

Czas na ma??y bilans. Kilogram ry??u to oko??o 5 szklanek. Na opakowanie glon??w, a wi?c 10 listk??w zu??y??em go jakie?? 3,5 szklanki. Co daje mniej wi?cej pi?? pe??nych talerzy sushi. Na jedno posiedzenie g??odna osoba nie jest chyba w stanie zje??? wi?cej ni?? jednen talerz. Octu ry??owego zosta??o jeszcze sporo, podobnie z wasabi i sosem sojowym. Wychodzi zatem w granicach 15-20z?? za osobotalerz. A konsument ko??czy naprawd? zdrowo najedzon. Ca??e przygotowanie, ???cznie z gotowaniem i ch??odzeniem ry??u zajmuje jakie?? 2 godziny naprawd? przedniej zabawy.

Powered by WordPress