mali*ciou??

07/06/2009

Meksykan(in), nabity w butelk?

Filed under: Warszawa,texmex — maliboo @ 22:30

Podwale 29 w Warszawie to miejsce spoczynku ??wi?tej pami?ci Butelki. Nieod??a??owanej, jak wszystko co przemin???o a by??o dobre, restauracyjki z w??oskim podej??ciem do jedzenia. Na jej zgliszczach, niczym feniks z popio????w, powsta?? Mexican. Czyli radosny, pseudo meksyka??ski, potworek kusz?cy quesadillami, burrito, nachosami, tequil? i starym, zielonym garbusem ustawionym przed wej??ciem. Ostatni wymieniony artefakt by?? chyba zainspirowany, podobnie starym, automobilem stoj?cym po s?siedzku na Podwalu 25. Czym?? trzeba w ko??cu kusi? turystyczn? t??uszcz?.

Wizyt? w Mexicanie zacz?lismy ju?? w pracy, pilnie studiuj?c menu tego przybytku. Strona domowa restauracji, przynajmniej warszawska filia przy Barbakanie, oczywi??cie nie dzia??a jak nale??y i zamiast menu mo??na popodziwia? pi?kne czarne t??o, inspirowane prawdopodobnie ciemnymi nocami na pustyni Chihuahua. Drobne pohakierowanie strony da??o nam jednak szybki dost?p do miernej graficznie zawarto??ci. Gdybym by?? Bogus??awem Wo??osza??skim prawdopodobnie nie uprzedza??bym fakt??w, ale nie jestem, wi?c pozwol? sobie nadmieni?, ??e jako??? strony nie odbiega zbytnio od jako??ci serwowanych tu potraw.

Jednak??e wizyta zacz???a si? mi??ym akcentem. Po przyj??ciu czeka??y na nas miseczki z nachosami i sals?. No, mniej wi?cej sals?, bo to co tu podaj? nie mo??e si? r??wna? chocia??by z pomidorowym dipem, kt??ry jest serwuje Blue Cactus. Po tym ubogim wst?pie zdecydowa??em si? na zup? tortillow? przykryt? zapiekanym serem (9,50z??). Takowej nigdy nie kosztowa??em i jedz?c to co podano mi tutaj nie zdecydowa??bym si? pewnie na ponown? degustacj? nigdy wi?cej. Jednak je??li chodzi o jedzenie jestem cz??owiekiem du??ej wiary i zaryzykuj? konsumpcj? gdzie?? jeszcze. Przepis na wy??ej wymienion? zup? w Meksykanie mo??na zawrze? w jednym zdaniu: „Wlej kieliszek roso??u, dolej ?wier? litra wody, dorzu? garstk? rozgotowanej papryki, wrzu? nachosy, posyp serem i przypal w piekarniku”. Sekretem tego dania jest prawdopodobnie palec kelnera w zupie przy podawaniu. Jednak by??o zbyt ciemno ??eby zauwa??y? t? delikatn? granic? dziel?c? lustro wody/zupy(?) i cz??onek ko??czyny serwuj?cego. Poprzestan? wi?c tylko na moich wydajemisiach. I nawet je??li pan kelner niechc?cy umoczy?? sw??j palec w zupie to rabanu wszczyna? sensu nie by??o. W ko??cu i w domu zdarza nam si? takie fa??ks pas.

W zasadzie chcia??bym w tym miejscu przerwa? ju?? opis swoich wra??e??, ale blogerski obowi?zek nakazuje mi kontynuacj? mego pseudosprawozdania.
Podczas konsumpcji zam??wionego przeze mnie burrito z wieprzowin? i fasol? (25,50z??) skosztowa??em k?s sa??aty z ??ososiem w sosie winegret (16,90z??), kt??ra zam??wi??a Zofia. Mo??e ju?? lekka syto??? spowodowana konsumpcj? burrito spowodowa??a, ??e jej wyb??r nie przypad?? mi do gustu. Danie smakowa??o jak sa??ata z ??ososiem, podlana octem. Oczywi??cie sk??ad nie czyni tej potrawy stekiem z wo??owiny, ani niczym innym ni?? wymienione ingrediencje… Ale wydaje mi si?, ??e podobne danie potrafi przyrz?dzi? ka??dy operator saturatora. Poniewa?? tak samo jak i sod??wka z sokiem malinowym w szklance na ??a??cuchu ta zielenina z ryb? by??a mdle podana.

Wracaj?c jednak do mojego burrito, to podana porcja by??a gigantyczna. Placek w kt??ry zawini?te by??o nadzienie polany zosta?? trzema sosami: ostrym pomidorowym, guacamole i kwa??n? ??mietan?. Niestety wida? by??o, ??e sos z awokado st?skni?? si? ju?? bardzo za pestk?, poniewa?? ??ciemnia?? widocznie. Zamaskowaniu tego faktu nie pom??g?? nawet p????mrok panuj?cy w sali. Rozja??nieniu ca??ej sytuacji nie rehabilitowa??a nawet meksyka??ska flaga wbita w zaserwowanego mi nale??nika. Ano w??a??nie nale??nika. Bo ciasto w kt??re zawini?te by??o ??redniej jako??ci mi?so z fasol? przypomina??o mi bardziej domowe placki z m?ki pszennej, ni??li kukurydzian? tortill?. Niestety wyb??r pikantno??ci dania, zaproponowanej przez kelnera, sprowadza?? si? li tylko do polania go odpowiednio ostrym, lub nie ostrym, sosem pomidorowym. Samo nadzienie sprawia??o wra??enie robionego wcze??niej i pakowanego tak samo do wszystkich opcji ostro??ci. Fakt, ??e wyczy??ci??em prawie ca??y talerz, opr??cz przypalonych cz???ci ciasta, nie ma tu znaczenia. Tak jak kiepskie ksi???ki, kiepskie jedzenie te?? zwykle wci?gam do ko??ca. Chyba g????wnie po to, by mie? potem naj??wi?tsze prawo do pe??nej krytyki konsumenckiej.

Wspominaj?c jak p??aka??em nad ostatnim k?sem burrito wpychanym w swe trzewia, tak teraz roni? ??zy nad histori? Butelki. Smutne jest to, ??e parafrazuj?c prawo Kopernika-Greshama, knajp? lepsz? wypiera knajpa gorsza. Ale widocznie to prawo wolnego rynku, wszak zysk jest spraw? pierwszorz?dn?. Najcz???ciej dopiero za przychodami pojawia si? klient, jako??? i lojalno???.

29/04/2009

Sushi w Amigos, czyli japo??czycy na Dzikim Zachodzie

Filed under: Warszawa,japo??skie,texmex — Tagi: , , — maliboo @ 22:59

Japo??skie ??arcie w typowej knajpie tex-mex to chyba rzadko???. W ko??cu Warszawa kontrastami stoi. Dlatego na pocz?tku by??em zaskoczony tylko troch?, kiedy dowiedzia??em si?, ??e w jednej z lepszych warszawskich stekowni daj? r??wnie?? sushi. Szefowa chwali??a, polecaj?c tamtejszych sushimaster??w, kt??rzy przenie??li si? bodaj??e ze Z??ych Taras??w z nieistniej?cego ju?? Sushi Baru w Promenadzie. Postanowili??my zatem zaryzykowa?, w ko??cu pomieszanie kultur wysz??o do??? strawnie w takim Sukiyaki Western Django.

Ca??e szcz???cie obrusy dla wroc??awskiego ja??niepana Radzia nie s? tu zbyt krochmalone i nie wystraszy?? si? wizyty, jak to by??o w przypadku Bistro de Paris. Tym sposobem sze??? dolno??l?skich po??ladk??w i moje dwa warszawskie zasiad??y przy_jacielskim stoliku Amigos w Alejach Jerozolimskich 119. Skoro serwuj? tu mieszan? kuchnie, postanowili??my dostosowa? si? do menu. Pieczone przystawki i z g??ry upatrzone zimne danie g????wne. Ten wyb??r by?? trudny, bo t-bone‘y i inne filety mignon kusi??y. To co odstrasza??o w karcie to obowi?zkowe 10% serwisu doliczanego bez wzgl?du na ilo??? os??b. Kto?? jednak powinien pomy??le? o przepisach zobowi?zuj?cych restaurator??w do podawania rzeczywistych cen w kartach.

S??owo si? rzek??o wi?c zostali??my przy sushi, po kt??re tu przyszli??my. A dok??adnie przy „tytu??owym” zestawie Amigos (110z??, 26 sztuk ry??u z ryb?). Przystawki pozosta??y w duchu tego miejsca: spicy wings (pi?? czy sze??? sztuk, 24z??), potato skins (17z??) i ??liwiki suszone zapiekane w boczku (16z??). Nie wiem jak to si? dzieje, ale je??li chodzi o skrzyde??ka to nigdzie jeszcze nie jad??em lepszych ni?? w Jeffsie na Polach Mokotowskich. Wygl?da na to, ??e dobre pikantne skrzyde??ka to naprawd? rzadko??? i sztuka. Ziemniaczki zda??y egzamin, podobnie jak ??liwki, podane ze spor? ilo??ci? warzywa wszelakiego. Chocia?? je??li mnie pami?? nie myli to najsmaczniejsze ??liwki w boczku s? na placu Piga.. podaj? w Sarmacji. Po spa??aszowaniu cz???ci ciep??ej przysz??a pora na sushi. Tu lekki zgrzyt, bo dwa talerzyki by??y zabrudzone sosem sojowym. Zasuszonym sosem sojowym, albo inn? pozosta??o??ci? po poprzednim konsumencie. Kto?? na zmywaku powinien przej??? kurs w stylu „zmywanie dla opornych”, ew. odby? pracownicze badania kontrolne ze szczeg??lnym uwzgl?dnieniem wizyty okulistycznej.
Wymiana utensyli??w posz??a sprawnie i ju?? po chwili mogli??my „nadzia?” na pa??eczki (i widelce! ;-) EKHM!) kawa??ki mak??w. I to nie tylko tych tradycyjnych, w ca??o??ci na zimno, ale r??wnie?? zasma??anych w tempurze (chyba). Dla nas by??o to pierwsze spotkanie z takim sushi-fu??yn. Dla mnie wypad??o wspaniale. Ze wszystkich kawa??k??w te z pieczonym ??ososiem i krewetkami w cie??cie by??y najlepsze. Tradycjonalistka Kasia jednak z g??ry odrzuci??a te „wynalazki” na rzecz staro??wieckiego ry??u na zimno. Po poprzedniej pora??ce w sushi Satori to by?? prawdziwy powr??t do korzeni. ?oso?? z kt??rym by??y podane „zwyk??e” maki okaza?? si? wy??mienity! R??wnie dobrze spisa??y si? nigiri, chocia?? tego z ryb? ma??lan? nie uda??o mi si? spr??bowa?.

Nie wiem czy przez przypadek, czy mo??e przez incydent z talerzykami, na koniec pa??aszowania zjawi?? si? kelner pytaj?c czy „chocia?? to sushi dobre zrobi?? ten sushimaster”. Oczywi??cie zrobi??, zrobi?? i mam nadziej?, ??e nie dlatego zbieraj?cy naczynia „przyzna?? si?” na ko??cu do pope??nienia naszych ry??owych zawijas??w ;-) Sushi z amigos w Amigos? Je??li tylko b?d? trzyma? poziom wykonania (i obni??? poziom cen), jak najbardziej. No, mo??e przyda??oby si? ma??e szkolenie u krawca z tego nieszcz?snego ci?cia mak??w ;>

12/06/2007

T-Bone w Rodeo Drive. Na ka??dego steka znajdzie si? Kozak

Filed under: Wroc??aw,ameryka??skie,texmex — maliboo @ 22:19

Zew krwi i pi?tkowy rajd po wroc??awskich galeriach wymusi?? wizyt? w Rodeo Drive. Ok, k??ami? – planowa??em to sobie mniej, czy bardziej od odkrycia tej knajpy przy okazji pisania o fastfoodach. Pewnie ze wzgl?du na d??ugi weekend problem??w z miejscami nie by??o, chocia?? z klim? a i owszem. Na pi?terku by??o ciut duszno, ale taka pora. Otwarte okna to nie to samo co dmuchawa pod sufitem. Z drugiej strony zwisaj?ce z niego wiatraki i lekki zaduch stworzy??y po??udniowy, teksa??ski nastr??j.

Mimo tego, ??e marudzili??my na pocz?tku, jak zwykle, nie wiedz?c na co si? zdecydowa? pani Kasia podj???a nas wzorowo. Upalny dzie?? domaga?? si? zgaszenia szklaneczk? paulanera (9z??) i truskawkowym drinkiem/koktajlem (ca. 16z??). Sch??odzenie istoty bia??ej pomog??o w podj?ciu decyzji: bierzemy fajit? (35z??) zamiast quesedilli (17z??) i t-bone (49z??) zamiast filetu mignon (39 i 49z??). Przyznam si?, ??e przy opcji drugiej pomog??a mi informacja, ??e dzi?? na du??? porcj? mignona nie mam co liczy?. Naturaln? rzecz? przy mi?chu by??o to, ??e w cenie podanej na karcie s? r??wnie?? dodatki: o niebiosa! do wyboru! Wybra??em sobie wi?c, za namow? kelnerki, faszerowanego ziemniaczka oraz fasolk? z boczkiem.

Czekaj?c na grillowane bia??ko z t??uszczami na st???? wjecha?? ichni chlebek cebulowy, razem z kulk? czosnkowego mas??a. Porcja spora, podobnie jak i no??e podane do mi?sa. Ciep??a po??owa ma??ego bochenka znikn???a prawie tak szybko jak si? pojawi??a. I dobrze, fundamenty do g????wnego solidnie osiad??y w ??o???dku. W tak zwanym mi?dzyczasie wlecia??y porcje go??ci siedz?cych przed nami. „Wlecia??y” to dobre s??owo. Wni??s?? je krzepki, aczkolwiek niepozornej postury kelner na gigantycznej tacy, k??ad?c na rozk??adanym stojaczku. Po przestawieniu solidnych porcji na st???? kelner i stojaczek znikn?li z t? sam? gracj? z jak? si? pojawili. Musz? przyzna?, ??e balansowanie tym lataj?cym talerzem wychodzi??o mu co najmniej tak dobrze, jak nie lepiej, jak dziewczynom z Kompanii. Talerz z chlebem zosta?? doszcz?tnie spustoszony, a ??e co?? si? ko??czy, co?? si? zaczyna, nied??ugo potem pojawi?? si? ten sam kelner nios?c mojego steka i kasiow? fajit?. Tu kolejne mi??e zaskoczenie fajita by??a w zestawie S??odowego „zr??b to sam”. Osobno zosta??y podane

  • skwiercz?cy talerzyk z warzywami (o ile tak szumnie mo??na nazwa? zestaw papryczek i cebuli), oraz wo??owin? i kurczaczyn? pokrojonymi w paski,
  • talerzyk z serem, ??mietan?, guacamole, siekanymi pomidorami u??o??onych na krojonej kapu??cie,
  • cztery tortille zawini?te w papier do pieczenia,
  • talerzyk do przygotowania metyskich nale??nik??w,
  • wilgotny r?cznik do wytarcia r?k.

P???? sto??u zosta??o zagracone, na mojej cz???ci znalaz?? si? ju?? nie tak roz??o??ysty, ale nadal ca??kiem spory t-bone z sosem z zielonym pieprzem. Wielki n???? ??rednio zda?? egzamin przy krojeniu tego bydlaka, wola??bym co?? ostrego, bez z?bk??w, ewentualnie co?? mniejszego. Cz???? pol?dwicowa porterhausa by??a wysma??ona akuratnie, jednak rostbef by?? ju?? ciut podeszwowaty. Zawiod??em si? na faszerowanym ziemniaku: trzeba by??o wybra? sprawdzone, pieczone kartofelki, lub frytki. R??wnie?? porcj? fasolki teraz zamieni??bym na szpinak.

Fajita, mimo podgrzanego talerzyka wystyg??a do??? szybko, wi?c mnie dane by??o sprobowa? ju?? raczej wystudzonego mi?sa i plack??w. Przy okazji skwierczenia naczynia na kt??rym by??o podane g????wne nadzienie przypomnia??y mi si? studenckie czasy, kiedy to chodzili??my do chinola na kurczaka na gor?cym p????misku, kt??ry to r??wnie?? by?? podawany na jakim?? ??eliwnym p????misku, o kt??ry nie raz dane mi sie by??o poparzy?. Przy steku fajita wypad??a do??? blado i to bynajmniej nie ze wzgl?du na kolor ciasta. Pomijaj?c to, ??e wol? ci???sze burrito.

Pozostaje mie? nadziej?, ??e Rodeo Drive trafi w ko??cu do stolycy, wtedy wr??c? tu na mignona albo inszego burgera. P??ki co my??l?, ??e Wroc??aw wyposa??ony jest jeszcze w kilka nieodwiedzonych, godnych uwagi miejsc. Jednak je??li kogo?? na wroc??awskim rynku najdzie nagle ch?? na wch??oni?cia porz?dnej porcji mi?cha za dobr? cen? to najbli??ej b?dzie mia?? w??a??nie do RD.

11/11/2006

Mexico Bar, do drei mal st??ck

Filed under: Wroc??aw,texmex — maliboo @ 00:12

Pr??bowali??my si? tam wbi? od usranej ??mierci. Fakt, z marszu w godzinach szczytu wbi? si? trudno… Ale w ko??cu przezornie zarezerwowa??em dwa krzes??a dzie?? wcze??niej. Blon zachwala??a burito. Nota bene st?d wyci?gn???a przepis, kt??rym zdarzy??o jej si? uraczy? mnie i zena jaki?? czas temu (kurczaka chyba te??). By??o dobre, ale w jej wykonaniu wi?kszo??? rzeczy jest taka jak Mr God przykaza??.

Ale wracaj?c, ca??o??? Mexico Bar znajduje si? na Rze??niczej 34 w Breslau naturlich. (Cholera, mo??e by skombinowa? mapki? w google maps?) Stron? maj? megaparchat?, w dodatku na fajerfoksie generuje b???dy krytyczne (czytaj: nie odpalisz bracie). Wn?trze knajpy ujdzie, jest ciasno, to jest b??l. Po jakich?? 15 minutach zauwa??y??em dopiero ??mieszny ??yrandol z butelek po coronie.Fajna sprawa, gdybym mia?? jeszcze swoj? kolekcje flaszek po bro na pewno bym co?? takiego zmajstrowa??… No kinkiet przynajmniej.

Do ??arcia wzi?li??my naczosy z guacamole, drina z parasolk? i bronks dla mnie. Gwo??dziem by??o MEXICAN ESPECIALIDADE, za menu „zestaw dla dwojga”. I faktycznie, musieli??my poprosi? o spakowanie reszty, bo trudno nam by??o wci?gn?? ca??o???. Ale po kolei. Na ciep??e musieli??my czeka? ko??o 30 minut (troszk? mniej). Nie tragedia, tym bardziej, ??e w tym czasie szamali??my naczosy. Zgodnie z Kasi? stwierdzili??my, ??e wolimy te z hipermarketu, mniej t??uste. Je??li chodzi o guacamole – ma fajny, ??wie??y smak, troch? za bardzo cebulowy. „Wol? twoje, bardziej czosnkowe” us??ysza??em ;) . Ale i to mi przypasowa??o, bo nie ??a??owali
pomidor??w. Chocia?? gazpacho zjemy tu pono? tylko podczas sezonu (za kart?).

Po okocimiu palonym, pinia coladzie i okocimiu zwyk??ym (mia?? by? palony DRUGI! Ghrrr) wjecha??o ??arcie. Wielko??? troch? mnie zaskoczy??a (+), By??y pieczone ziemniaki, oliwki w zio??ach (-, mog??yby by? te??/tylko bez), jaka?? kapusta peki??ska (-, nie by??o ??adnego dressingu), pieczary sma??one no i main entrance: chie??baski i „pol?dwica drobiowa” smakuj?ca, wygl?daj?ca i reaguj?ca na „siad” zupe??nie jak piersi drobiowe. Wszystko to w cie??cie obtoczone, dodatkowo mi?so z kuraka na drewnianej, d??ugiej wyka??aczce mo??na obgryza?. Mnie smakowa??o, ale nie powiem, ??ebym zachwycon by??. Za to Qfiateque zachwycony nie by??, szans im nie daj?c w nast?pnym starciu („ale nie p??jdziemy ju?? tam, prawda?”). Chocia?? nie powiem, ??eby dnia nast?pnego ciasta kukurydzianego nie wcina??a :) – ja zjad??em wtedy chie??bask?. Na zimno czu? wyra??niej smak daktyli, kt??rymi s? nadziewane. Chocia?? sama kie??baska smakuje jak typowa my??liwska, czy inna taka tam…
Nasz b???d, ??e nie wzi?li??my czego?? typowo „meksyka??skiego” – mi?so, fasola, paliwryj, ??mierdzi spoconym meksem. Prawie jak m??j sosik z podsma??anych pomidor??w, sma??onej i surowej cebuli i curry. Ja proponuj? da? im jeszcze jedn? szans? Ka??, co Ty na to? Teraz wezm? co?? ??eby zmarnowa? ??o???dek jak prawdziwy m???czyzna. Burito albo kesedila…

Aha, obs??uga nie zachwyca, chocia?? ju?? przy stoliku jak najbardziej poprawnie. Ale zaraz po wej??ciu poczu??em si? troch? olany. Uwa??am, ??e je??li prowadzi si? przybytek us??ugowy, naturaln? rzecz? jest us??ugiwanie tym co wchodz?. Tu musia??em si? prosi? o uwag?, ??eby zakomunikowa?, ??e mia??em rezerwacj? i chc? sw??j stolik…

Powered by WordPress