mali*ciou??

06/03/2010

Masala Grill & Bar – hindusko-wroc??awska mieszanka

Filed under: Wroc??aw,indyjskie — maliboo @ 23:28

Wroc??aw – do niedawna miasto bez indyjskiej kuchni i nadal beznadziejnymi ??wiat??ami na przej??ciach dla pieszych. Wed??ug gastronaut??w (sto lat z okazji trzecich urodzin Olu!) s? tu ju?? co najmniej trzy miejsca w kt??rych podaje si? ry?? basmati (pozdrowienia dla mi??o??nik??w patent??w). Chcia??oby si? powiedzie?, ??e to ca??y czas za ma??o. Ale, jak pokazuje warszawska historia, wraz z ilo??ci? jako??? nie wzrasta, a ceny nie spadaj?… Szkoda to, ??e kuchnia niewiele bardziej wyrafinowana od dobrego chi??czyka nadal stoi na tak wysokim poziomie… cenowym. Bo czy naprawd? kawa??ek piersi kurczaka, popularna mieszanka zi???? z TRS czy M.D.H. i porcja ry??u musi kosztowa? powy??ej 35z??? Bior?c za baz? nawet ceny z przedrogich Kuchni ??wiata mo??na wyliczy?, ??e hinduskie gotowanie to dobry interes.
Bardziej zorientowanym domoros??ym kucharzom zawsze polecam Namaste na Noworodzkiej, gdzie te same zio??a mo??na dosta? nawet 40% taniej. Ale do??? utyskiwania na finansowe rozpasanie restaurator??w.

We wroc??awskiej Masali dane mi by??o sto??owa? si? dwa razy. Tym bardziej mnie to cieszy, gdy?? czasem nachodz? mnie moralne opory przy opisywaniu knajpki raptem po jednej wizycie. Z drugiej strony: taki lajf. Wol? zaryzykowa? wizyt? w nowym miejscu, ni?? ponownie dosta? odgrzewanego kotleta. Podw??jne nawiedzenie to jednak szansa dok??adniejszego spojrzenia na kurs restauracji. Szczeg??lnie je??li mo??na sobie por??wna? menu. A to w Masali od czasu mojej pierwszej wizyty pod koniec stycznia troszk? zmodyfikowano…

Pierwszy raz w tym miejscu by?? jak odkrycie przydro??nego baru podczas d??ugiej podr????y samochodem. Tym bardziej, ??e poprzedniego dnia pr??bowali??my si? dobi? do wr??t Masali bez skutku – zarezerwowano j? chyba na ten dzie?? na jak??? imprez? zamkni?t?. Ca??e szcz???cie za drugim strza??em, ko??o godziny 14, miejsca by??o a?? nadto. Wybrali??my wi?c przytulny k?cik wype??niony dymem z kadzide??ka i szumem wody p??yn?cej w mini fontannie-wodospadziku. Wyb??r, a raczej szybki strza??, pad?? na Maith chicken masala (21z??) z ry??em basmati (5z??) i koziego kebabka – Seekh kebab (28z??) z chlebkiem naan (5z??). Do tego „w razie niebezpiecze??stwa” trzeba by??o zam??wi? co?? do ugaszenia po??aru kubk??w smakowych. Wyb??r pad?? na budweisera (10z??) i koktail gruszkowy Peari peari (19z??).
Czekaj?c na zam??wienie na st???? wjecha??a darmo-przystawka w postaci ma??ych chlebk??w z trzema sosami. W zasadzie dwoma sosami; tradycyjnymi ciemno-bordowym tamaryndowym i jasnozielonym mi?towo-kolendrowym, oraz cebuli w czerwonym soku. Sosy zda??y egzamin i przy okazji przypomnia??y mi mega-pora??k? w Labono, gdzie do samosy zaserwowano mi sos kolendrowy i … keczap o_O. Taki mi??y dodatek na pocz?tek to du??y plus, znokautowa? go mog??oby jedynie zast?pienie chlebk??w przez ciep??e papadamy. Jednak, jak si? okaza??o przy drugiej wizycie, w??a??ciciele nie poszli dok??adnie w t? stron?, o kt??rej my??la??em.

Po chwili nie kr??tkiej, nie d??ugiej,
Takiej chwili, takiej chwili,
w sam raz, idealnej…

przyszed?? czas na plat principal. Na stole, w ??adnych bia??ych ceramicznych naczynkach z pokrywk?, pojawi?? si? ry?? i kurczak, a na talerzu moja ko??lina w towarzystwie gor?cego, indyjskiego chlebka. Pierwszy k?s mielonego koziego mi?sa i wiedzia??em, ??e to TO. Garnirunek w postaci rozsypanego po talerzu mielonego kminu i siekanej bialej kapusty by?? troch? tani. Ale widocznie kucharz uzna??, ??e czym?? spory talerz z niewielk? ilo??ci? mi?sa z pieca tandoor trzeba przyozdobi?.
Swoj? drog? rzymski kmin, tak popularny w indyjskiej kuchni, nie ma weso??ego ??ywota. Wi?kszo??? os??b myli go z naszym „swojskim” kminkiem. Pomy??ka ta jest krzywdz?ca i wiele kosztuje – konsumenta. Smak obu przypraw znacz?co si? r????ni. I zdecydowanie wypada in plus dla Cuminum cyminum. Egzamin zda?? r??wnie?? kurczak maith masala – w delikatnym, kremowym sosie z orzechami nerkowca. Naprawd? przyst?pna kompozycja dla os??b, kt??re boj? si? ostro??ci da?? z indyjskiego subkontynentu. Gruszkowy koktail alkoholowy nie musia?? w tym przypadku robi? za podr?czn? ga??nic?. Tu musz? zauwa??y?, ??e zawsze mnie dziwi? nazwy w naszych polskich-indyjskich restauracjach. Googluj?c maith masala trudno znale??? jakikolwiek oryginalny przepis. Czy??by nazwy da?? by??y zwyk??ym hinduskim be??kotem, wzorem niekt??rych tatua??y? Wrcaj?c do dobrego jedzenia – pierwsza wizyta w Masala Grill & Bar okaza??a si? sukcesem i jednocze??nie sk??oni??a nas do ponownych odwiedzin, blisko miesi?c p????niej. Mimo i?? z zak?tka z kadzide??kami wychodzili??my z lekkim wirem w g??owach, spowodowanym do??? mocnym zapachem pal?cych si? mieszanek.

W cieplejszej atmosferze i akompaniamencie pierwszego wielkopostnego pi?tku ponownie udali??my si? na Ku??nicz?. Tym razem korzystaj?c z okazji bezmi?snego okresu Kasia zam??wi??a co?? postnego: Fish curry (35.90z??). Natomiast ja, jako bezwstydny bezbo??nik, postanowi??em pofolgowa? swoim chuciom i wzi???em Tandoori mixed grill (44.90z??). Nie do???, ??e mi?snie, to jeszcze du??o!
Przed wielkim ??arciem zdecydowali??my si? jeszcze na zup? z soczewicy masala special dal (7.90z??), kt??ra okaza??a si? niczym specjalnym. Ot zwyk??a, g?sta zmiksowana polewka o smaku roso??u. Do zagryzania u??y??em dw??ch skromnych papadamo-podobnych wafli, kt??re wyl?dowaly na stole zamiast uprzednio podawanej przystawki z sosikami. By??o to spore rozczarowanie. Widocznie management Masali doszed?? do wniosku, ??e trzy sosiki i kilka chlebk??w przerasta finansowe mo??liwo??ci tej restauracji. Mo??liwe, ??e dla ksi?gowo??ci by?? to prosty rachunek: +2 do oszcz?dno??ci, ale zdecydowanie -4 do powa??nia u klient??w.
Koktail mango batita (19z??), podany jak chyba wszystkie drinki tu, z ma??? przegryzk? w postaci kawa??k??w tropikalnych owoc??w z puszki by?? ok. Ale daleko mu do gruszkowego poprzednika. Wr??c? jednak do da?? g????wnych. Wybrali??my je w towarzystwie ry??u szafranowego (8.90z??) i Paneer (kulcza) naan (14.90z??). Z wielkim rozczarowaniem zauwa??y??em, ??e faktycznie, zabrak??o tu zwyk??ego czystego ry??u basmati. Wybiera? mo??na by??o tylko pomi?dzy „najta??szym” szafranowym i jego dro??szymi modyfikacjami. Widocznie zmiana modelu cenowego wesz??a w bardziej zaawansowan? faz?… R??wnie?? TRZYKROTNIE dro??szy naan od podstawowego, zam??wionego przeze mnie miesi?c wcze??niej, nie zda?? por??wnania. Ja przepraszam, ale dop??aca? 10z?? (i nie k?????my si? tu o 10 groszy) za posmarowanie placka pomidorowym sosem, to prawie skandal!
Ukoi?? mnie jedynie smak upieczonej mieszanki mi?s. Niestety g????wnie kurczaka, gdy?? kozina i jagni?cina wyst?pi??y tu bardzo go??cinnie. Porcja za to by??a godna dw??ch, mo??e niezbyt g??odnych, os??b. Podda??em si? po po??owie i reszt? mi?snych k?sk??w poprosi??em o spakowanie. Je??li chodzi o ryb?… To mam mieszane uczucia. Z jednej strony jej cen? t??umaczy ??oso??, kt??ry kry?? si? pod ichtiologicznym opisem >ryba<. Lecz 35 z??otych to niema??o. Tym bardziej, ??e praktycznie ca??o??? musieli??my r??wnie?? wzi?? na wynos. I to nie dlatego, ??e nie starczy??o na ni? miejsca w ??o???dkach. ?oso?? a?? nadto emanowa?? zapachem ryby. Dla mnie – w granicach tolerancji, ale dla Kasi, kt??ra go zam??wi??a, by??o to a?? nadto… Chocia?? musz? przyzna?, ??e drugiego dnia po le??akowaniu w lod??wce by?? zjadliwy. Tak jak wi?kszo??? „hindus??w” traci sporo na wymieszaniu si? aromat??w po dobowym le??akowaniu – ryba tylko zyska??a.

Prawd? m??wi?c nie wiem co pocz?? z wroc??awsk? Masal?. Gdyby rozpatrywa? restauracje na dwuwymiarowej p??aszczy??nie, po podw??jnych odwiedzinach – zdanie mia??bym ju?? wyrobione. Cz???? da?? mocno broni dobr? pozycj?. Jednak zdegradowanie czekade??ek do dw??ch wafli, rybo-aromatyczny ??oso??, czy ponadwarszawska cena piwa (to niesprawiedliwie, ??eby wej??? z ni? z bilonu w papier ! – 10z??) zdecydowanie odstraszaj? od tego miejsca. Mam jednak przeczucie, ??e kurczak biryani podawany tu na wynos przez okienko, wprost z otwartej kuchni, skusi mnie na conajmniej jedn? wizyt?.

01/02/2010

Gdy zima napiera nie schod?? do piwnicy

Filed under: Wroc??aw — Tagi: , — maliboo @ 22:36

Za oknem minus pi??, albo i wi?cej. Ca??e szcz???cie czapki jeszcze na g??owach, bo na wroc??awskim Rynku nie by??oby si? gdzie schowa?. Upatrzyli??my sobie tego wieczoru Masal? Grill & Bar. Pomijaj?c niewybredn? nazw? (ile??to by??o Budda bar??w i innych Tandoor??w), to ca??kiem dobre miejsce – jak si? oka??e w kolejnym wpisie. Ale nie uprzedzajmy fakt??w.
Masala okaza??a si? by? ca??kowicie zaj?ta tego wieczoru. Wygl?da??o mi to nawet bardziej na rezerwacj? ca??go lokalu, ni?? pospolite ruszenie festungowych turyst??w.
Lokalizacj? i orientalne nastawienie na ten wiecz??r trzeba by??o zmieni?. Szybki rajd po rynkowych uliczkach przy ponad dziesi?ciostopniowym mrozie nie da?? pozytywnych wynik??w. Wyl?dowali??my mi?dzy innymi pod Piwnic? ??widnick?. Nota bene, jak strona g??osi, „najstarsz? restauracj? w Europie”. Mo??liwe, poniewa?? gdy weszli??my nikt nas nie podj???. Wygl?da na to, ??e ca??a obs??uga ewakuowa??a si? tu w styczniu 1945. Naprawd? pr??bowali??my pokr?ci? si? po trzewiach tego przybytku, by jako?? zaanonsowa? swoj? obecno???. Ale poza grupk? os??b siedz?cych w pustej sali (nazwijmy j? na potrzeby tego opisu #1) i kolejnej sali (t? z kolei nazwijmy #2), kt??ra zaj?ta by??a przez, wyra??nie celebruj?c? co?? park?, nie u??wiadczyli??my ??ywej duszy. Ju?? my??la??em ??eby rozkuwa? ??ciany w poszukiwaniu obs??ugi, lub jej resztek, zamurowanej tu mo??e w skutek opiesza??ego serwisu. Za namow? Kasi udali??my si? jednak na poziom zero wroclawskiego rynku.

Musz? przyzna?, ??e naprawd? nie rozumiem tutejszego podej??cia do czasu i obs??ugi. Mo??na to nazwa? stolicznym rozpasaniem, a mo??e zbyt du??? nachalno??? obs??ugi knajpek i restauracji spotyka??em pod r????nymi szeroko??ciami i d??ugo??ciami geograficznymi. Tego wieczoru, mimo brak??w w ob??o??eniu niczym u 90-letniego starca, sami musieli??my si? prosi? o obs??ug?. I tak, po drodze donik?d, zahaczaj?c o Rodeo Drive, gdzie (nie)zostali??my powitani podobnie (z takim samym prawie-pustym zape??nieniem!) trafili??my w ko??cu do Piwnicy pod Z??otym Psem.

Decyduj?cym czynnikiem, kt??ry nas zach?ci?? do zdecydowania si? na t? knajp? by?? oczywi??cie mr??z. A zaraz po nim tablica z wykredowanym napisem, kt??ry m??wi?? co?? o grillu, patelniach z mi?sem i podprogow? ju??, obietnic? fajno??ci. Z trzech dost?pnych kondygnacji wybrali??my t? ??rodkow? – przy barze. Odrzucaj?c zadymione wn?trze najni??szej oraz puste i zimne najwy??szej cz???ci. Mimo tego miejsce to musia??o odwiedza? sporo potomk??w cyrkowc??w, kt??rzy nauczeni przez starszyzn? zapominali, ??e drzwi, w przeciwie??stwie do kotary, same si? nie zaci?gn?. W zwi?zku z tym – do nas – zaci?ga?? mr??z z pi?terka…
Zmarzni?ty i g??odny zdecydowa??em si? na rybny wst?p (nie ??eby pi?tek zobowi?zywa??) pod postaci? zupy rybnej z grzankami i ostryg? (17z??). Do towarzystwa dobra??em Piasta (7z??, podobnie jak Okocim), bo to piwo na mazowszu ostatni raz widzia??em chyba na studenckiej imprezie po??egnalnej (pomijam przedwczorajsz? wizyt? w Piotrze i Pawle) latem 2000 roku.
Wywar da?? rad?, oczywi??cie w por??wnaniu do bouillabaisse smakowa?? jak wyci?g ze sznurowade??, ale by??o to zjadliwe. Gorzej z owocami morza. Te, jako owoce, nadawa??yby si? do poselskiego t??umaczenia przy kontroli drogowej – gdy to zwykle fermentuj?. Pierwszej ??wie??o??ci zdecydowanie nie by??y… Szczeg??lnie jedna p??ywaj?ca ostryga, kt??ra – mam nadziej? – nie by??a przekazywana z garnka do garnka, a?? w ko??cu trafi na frajera, kt??ry zaryzykuje j? skonsumowa?. W ka??dym razie sensacji nie by??o. Ani podczas jedzenia, ani dnia nast?pnego. Jakkolwiek lepiej bym si? czu??, gdyby pani kelnerka zapali??a ??wieczk?-podgrzewaczk? pod garnuszkiem z zup?. Pogrzewaczka wisia??a sobie sm?tnie pod naczynkiem, czekaj?c byc mo??e na bardziej dewizowego klienta.

Zaspokojenie pierwszego glodu pomog??o mi (ok – w sumie nam – ale ten fragment pisze m??j wewn?trzny egoista) wytrzyma? do g????wnego dania: steku New York (59z??) i patelni Dworskiej (39z??).  Fajnie, ??e obs??uga zapyta??a si? jak sobie ??ycz? wysma??one mi?so. Niefajnie, ??e wzi???em moje ulubione – troch? mniej ni?? medium rare. Mi?so okaza??o si? niepierwszej ??wie??o??ci, co by??o czu? g????wnie przy brzegach, na pocz?tku jedzenia. Przyznam szczerze, ??e pierwszy raz by??o mi glupio, ??e zam??wi??em tak ma??o wysma??ony stek. Trzeba by??o zosta? w opozycji do Bourdaina i zam??wi? dobrze wysma??ony. Mi?so nie by??oby takie z??e, gdyby nie ??y??ki i inne zwierz?copochodne ta??atajstwa w ??rodku sztuki wo??u. Troch? mi si? zesz??o na chirurgicznym cyzelowaniu tej cz???ci. Do mojego dania podany by?? sos serowy na bazie czego?? ple??niowego (gorgonzola jakby), kt??ry mimo wszystko wypad?? du??o gorzej ni?? dip serwowany do skrzyde??ek w Jeffsie.

Patelnia Dworska to osobna opowie???. Samo mi?so (bodaj??e pol?dwiczki wieprzowe), sztuk niewiele, by??o ca??kiem smaczne – towarzystwo frytek i jakiejs standardowej sa??aty lodowej ze szcz?tkami warzywnej kompanii (jakie?? pomidorki koktajlowe i co??tam jescze) nie powala??o. Jednak sos z zielonym pieprzem serdecznie mnie, a mo??e ??o???dkowo – bo mowa o jedzeniu – uj???. To by??o to czego brakowa??o mi we w??asnym zam??wieniu. I ca??e szcz?scie nie przypasowal on Kasi, w zwi?zku z czym wm????ci??em ca??o??? zapasu na jej patelni.
W trakcie jedzenia kusi?? mnie jeszcze czarny Johnnie (18z??), ale tego odpu??ci??em sobie wiedz?c, ??e w domu czeka na mnie taneczny kumpel Jim. W lekkim ch??odzie opu??cili??my t? piwnic?, by nigdy ju?? tu nie powr??ci?. My??l?, ??e Wroc??aw ma jeszcze par? wartych odwiedzenia miejsc, jak chocia??by niezamierzenie „pods??uchane” w pocci?gu Pod Papugami, w kt??rej pono? podaj? powalaj?cego ??ososia. To jeszcze b?dzie dane mi sprawdzi?, chocia?? p??ki co… Nie ma mnie tu

06/01/2010

Planet Sushi – sushi nie z tej planety…

Filed under: Wroc??aw,blah!,japo??skie — Tagi: , — maliboo @ 00:03

Wroc??aw. Wspania??y Rynek wraz z okolicznymi klubami, porypana sygnalizacja ??wietlna, brak IMAXa i tragiczne sushi. Tego dnia mieli??my si? wybra? do Sakany, jednak ponownie odstraszy?? nas uporczywie serwowany sushi bar, bez stolik??w. Czasy, kiedy bawi??a mnie kolejka elektryczna i jej wodna odmiana w postaci ????deczek z sushi bezpowrotnie min???y. Nad ??owienie ry??owo-rybnych k?sk??w przedk??adam sobie towarzystwo osoby siedz?cej na przeciwko. Dlatego wycofali??my si? z powrotem do Rynku. Brn?c przez w??oski zak?tek Wroc??awia przyklejony do ulicy Wi?ziennej dotarli??my do Planet Sushi. Jej opinie na gastronautach nie wygl?da??y zniech?caj?co, wi?c powiedzenie, ??e postanowili??my „zaryzykowa?” by??oby nadu??yciem. G????wnie czas oczekiwania… Poczeka? kilkadziesi?t minut na dobr? rybk? to nie wysi??ek. Tym bardziej, ??e na bezrobociu czasu mam pod dostatkiem. W ko??cu nawet w domu zwini?cie paru rolek ry??u z wodorostem nie zajmuje d??u??ej niz dwie godziny. Wliczaj?c w to gotowanie ry??u.

Zaj?li??my sobie miejsca na pierwszym pi?trze dwupoziomowej kamienicy sushowej planety. Intymnie i z dala od parterowego ruchu, gdzie znajduje si?  stanowisko sushi master??w i wej??cie do restauracji. A bior?c pod uwag? por? roku – jest cieplej. Jak si? okaza??o nie tylko dla cia??a, ale r??wnie?? i dla portfela. We wtorek – w dniu naszej wizyty – obowi?zuje tu promocja minus 50% mniej na dania gor?ce. Nie by??bym sob?, gdybym nie skorzysta?? z tej okazji. Krzepcio ma tu swoja teori? na temat moich semickich korzeni (zw??aszcza kiedy si? nie ogol?), jednak spuszcz? na ni? zas??on? milczenia.
Po zam??wieniu dw??ch drink??w: Long Island (18z ??) i Japanese Bug (17z??) zdecydowali??my si? na ciep??e dania w postaci tu??czyka Maguro Co??tam (49z??) i ostre krewetki Paprika Ebi (29z??). Po 25-30 minutach okaza??o si? jednak, ??e ten??e si? sko??czy??. Jak si? okaza??o, potem na podanym sushi jednak jeszcze si? trzyma??… A mo??e po prostu by?? za drogi na wtorkowy upust? Drugi strza?? pad?? wi?c na Toro Sake (35z??) – ??ososia z ma????ami ??w. Jakuba i krewetkami. No i oczywi??cie cel tego wieczoru: sushi – w postaci firmowego zestawu Kirishima (50z??) oraz dodatkowej batalii mak??w: Sake Maki (19z??).
Powoli s?cz?c drinki, po blisko, godzinie doczekali??my si? na moje krewetki. Troch? mnie tu zaskoczy??a dolno??l?ska gwara – w kr??tej szumnie brzmi?ca rukola wygl?da i smakuje jak szpinak, a grzyby shitake to zwyk??e sma??one pieczarki. Ilo??? krewetek i do??? t??usty sos pomidorowy w jakim by??y umaziane przekona??a mnie jednak. W ko??cu od rana nic nie jad??em, a by??o ju?? zdrowo po godzinie 16. Spa??aszowa??em wi?c ma??e skorupiaki przy pomocy najbardziej lichych pa??eczek jakimi dane mi by??o operowa? i pierwszy g????d zosta?? zaspokojony. M??j. Poniewa?? Kasia na swojego ??ososia musia??a poczeka? jeszcze kilkadziesi?t kolejnych minut.

W tak zwanym mi?dzyczasie by??o nam dane poobserwowa? tutejsz? klientel?. R??wnie co my poirytowan? fatalnym czasem obs??ugi. Chocia?? do samych kelnerek zarzutu mie? nie mogli??my, to kuchenne uwijanie przypomina??o bardziej muchy w smole ni?? kuchni? Gordona Ramsey’a. Para przy ??cianie w rogu, przed nami, po d??ugim czasie oczekiwania zdecydowa??a si? wzi?? tutejszy wyr??b na wynos (pomy??ka – bo, uprzedzaj?c fakty, nie mogli reklamowa?). A czw??rka mi??ych m??odych ludzi w przeciwleg??ym rogu, lekko poirytowana, zdawa??a si? przedwcze??nie wyj??? tego wieczora. Do ko??ca realizacji zam??wienia zdaje si?, wytrwali??my tylko my i m??oda dziewczyna obok. Opuszczona przez zniecierpliwion? kole??ank? w po??piechu zjada??a widelcem sp????nione sushi i r??wnie?? poprosi??a o rachunek.

Musz? jednak przyzna?, ??e oczekiwanie na ryb? sprawi??o mi wiele rado??ci. Szczeg??lnie wtedy, gdy zainteresowa??em si? na??ciennymi ozdobami. Niestety moja ciekawo??c okaza??a si? mocniejsza ni?? zaczepienie tych??e. Co zaowocowa??o widowiskowym spadem ca??ego rozwijanego ustrojstwa w stylu japo??skim. Bardziej najedzony wstydem, ni?? dotychczasowym serwisem, czempr?dzej powiesi??em ta??atajstwo z powrotem na swoim miejscu. Oczywi??cie natychmiast sprowadzi??em tym na siebie uwag? calej sali. W jednej chwili przelecia??o mi moje. nie-tak-kr??tkie ??ycie. przed oczami i przypomnia??em sobie identyczne zdarzenie na w??asnej studni??wce, kiedy to zaraz przy mnie (i je??li dobrze pami?tam Asi Sz.) spada??a wysoka, papierowa ozdoba doczepiona do drabinek w sali gimnastycznej. Dodatkowo w ca??ym tym kipiszu nie zauwa??y??em, ??e swym ty??kiem smakosza odpycham fotel na tyle, ??e choinka stoj?ca za mn?, ustawi??a si? w niebezpiecznym pochyleniu. Jednak kolejna tragedia nie dosz??a do skutku – bo??onarodzeniowy krzaczek pozosta??-sta?? na swoim miejscu.

Chwil? przed, czy chwil? po opisywanym zamieszaniu na stole pojawi?? si? d??ugo wyczekiwany ??oso??. Szkoda, ??e obs??uga nie zapyta??a wcze??niej jak ma by? wysma??ony. To co zjawi??o si? na talerzu nie by??o tartacznym wi??rem, ale dla mnie i Katarzyny mog??o le??e? na ogniu du??o kr??cej. Jednak nie stan denaturacji bia??ka ryby wzbudzi?? moje obiekcje. A raczej spos??b podania. W menu jak byk sta??o, i?? ryba b?dzie podana z ma????ami ??w. Jakuba i krewetkami. Natomiast to co pojawi??o si? na talerzu przypomina??o bardziej moje krewetki z pieczarkami w pomidorowym sosie. Tylko bez niego. Zacz???em zachodzi? w g??ow? – czy wszystko na ciep??o podaj? tu z tym hodowlanym grzybem? Po zg??oszeniu obiekcji u pani Martyny, kt??ra nas obs??ugiwa??a, na stole pojawi??y si? szybko dwie krewetki i dwa jakubowe mi?czaki. Naturalnie w towarzystwie przeprosin i t??umacze?? doprawionych win? i zapomnieniem przygotowuj?cego ich kucharza. Niestety „bonusowy” dodatek okaza?? si? zwyk??ym, zbeszczeszczonym planktonem panierowanym w „czym??”. Dodatkowo sma??enie na zbyt g???bokim t??uszczu spowodowa??o, ??e ca??y smak pozosta?? zapewne na dnie naczynia w kt??rym martwe cia??ka frutti di mare by??y frytowane.

Koniec ko??c??w nasze oczekiwanie zosta??o zwie??czone podaniem sushi. Upragnionych kawa??k??w ryby, na kt??re czekali??my od blisko trzech godzin (SIC!). Pierwsze na stole wyl?dowa??y porcje sake maki, kt??re okaza??y si? by? zjadliwe. M??g??bym si? przyczepi? do ry??u, kt??ry smakowa?? tak jakby le??a?? w tym zestawie od rana, ale og??lnie nie by??o to z??e. Oczywi??cie na gorsze przysz??a pora. Wraz z zestawem Kirishima na stole pojawi??a istna sushi-Hiroshima.

Zestaw sk??adaj?cy si? g????wnie z nigiri (i dw??ch gunkan-maki) okaza?? si? by? tragiczn? pomy??k?. Nier??wne, zar??wno pod wzgl?dem kszta??tu jak i smaku, oraz jako??ci kawa??ki ryby wyl?dowa??y przed nami na okr?g??ej misce. W naczyniu, kt??re wola??bym by go??ci??o hiszpa??ska paell?, pojawi??y si? rozmi?k??e gunkan-maki, oraz ledwostrawne nigiri. Je??li chodzi o te drugie, to w naszym zestawie pojawi??y si? dwie sztuki: jedna z pomara??czow? ikr?, a druga z ??ososiem udekorowanym ptasi? kup?. Prawdopodobnie – tak jak guano – wygl?da zle??a??y, japo??ski majonez. Z czasem ciemnieje, przybieraj?c barw? br?zu (kt??ry tak lubi? dziewczyny). Je??li chodzi o nigiri, to pomijaj?c zjadliwego ??ososia reszt?, opr??cz kalmara pomin? milczeniem. G??owonoga nie daruj?, gdy?? musia??em go wyplu? w chusteczk?. W smaku by?? zle??a??o-mocno-rybny, a pod j?zykiem sprawia?? wra??enie ??liskiego niczym Olejniczak w telewizji. Ca??e szcz???cie dodatkowo zam??wione tyskie (8z??) zdo??a??o przep??uka? niesmak spowodowany ostatnim k?sem.

Nasze zdegustowanie degustacj? serwowanego przez Planet Sushi jedzenia zosta??o podsumowane wsp??ln? odpowiedzi? na pytanie pani kelnerki przy wystawioeniu rachunku:
- Smakowa??o?
- Nie!
Niestety p????niejsza reakcja managmentu Planet sushi by??a bardziej ??a??osna ni?? nasza odpowied??. Na moj? propozycj? rekompensaty straconego czasu (blisko trzy godziny!) i jako??ci jedzonego posi??ku otrzymali??my odpowied??: mo??e jaka?? darmowa kawa lub herbata? Niestety na taki asumpt musieli??my zareagowa? odmow?. Naprawd? serce mi si? kraja??o na my??l o tym, ??e pani manager Planet Sushi mog??aby odj?? sobie od ust pit? kawusi?, by odda? nam i  zrekompensowa? nam niesmak pozosta??y po konsumpcji tutejszych „specja????w”. Zap??acili??my wi?c rachunek i w milczeniu udali??my si? do wyj??cia. Mam nadziej? ku Nowemu Wspania??emu ??wiatu. Planet Sushi, jak dla mnie, le??y w zbyt odleg??ej galaktyce…

03/10/2007

Czaru Maru. Siedem zgrzyt??w g????wnych

Filed under: Wroc??aw,japo??skie — maliboo @ 23:06

Przyznam si?, ??e kusi??a mnie Sakana we Wroc??awiu. Po warszawskiej legendzie i s??awie jak? ma ta suszernia warto by by??o sprawdzi? wroc??awsk? fili?. Jednak, jak si? okaza??o po dotarciu na Odrza??sk? bar jest zaprojektowany jako typowy sushi-bar z krzese??kami przy kontuarze, bez osobnych stolik??w. To nam ??rednio pasowa??o, zatem wyb??r pad?? na Maru, na Rynku.
Zdj?cia w menu na ich stronie zach?ca??y. A na samo wspomnienie sur??wki z rzepy maczanej w sosie sojowym ??linka cieknie. Szybki spacerek przez Odrza??sk? z zaliczeniem zwierz?t rze??nych i jeste??my na miejscu. Knajpa by??a troch? pustawa, ale te?? pora jak? by?? poniedzia??ek po trzeciej nie sprzyja??a t??umom. Za to uda??o nam sie wbi? w lunch-time por? na zestawy sushi. Szybki wyb??r i zaraz po czekade??kowych sa??atkach na stole l?duje zestaw maki/sushi/sashimi z miso i dwoma kolejnymi sa??atkami (45z??). Do tego herbata (wszytkie po 8z??) i leszek (7z??). Strasznie smakowa??a mi sa??atka z zielonego czego?? (szpinak?) z dodatkiem czosnku i ziaren sezamu. Chocia?? Kasi przypad??a do gustu inna, z kapusty, kie??k??w i marchewki, polana sosem sojowym podawana do zestawu. W sumie zjedli??my cztery sa??atki, z czego czwarta kompletnie wylecia??a mi z g??owy, a trzecia zosta??a tam tylko przez swoj? ostro???. Zaraz po zjedzeniu wyl?dowa??a miso i tu kolejny zgrzyt, po pierwszym jakim by??y zwyk??e talerze podane do pa??aszowania sushi. Miso jak? mi podano by??a w plastikowym naczynku. Trzeci zgrzyt, do jedzenia podana by??a zwyk??a, aluminiowa ??y??ka. Doh! Jakby powiedzia?? Homer Simpson. Czwarty zgrzyt: miseczka jest ma??a, pi?ty moja miso shiru nie jest nawet do??? ciep??a. Wci?gn???em j? b??yskawicznie coby si? zupe??nie nie wych??odzi??a i przeszli??my do podanego zestawu.
Na pocz?tku zaskoczy??o nas blade wasabi. Spodziewa??em si? jakiego?? mieszanka z chrzanem, ale pierwszy k?s i zaskoczenie: jedna z mocniejszych past jakie jad??em! Z pierwszym k?sem surowej ryby przyszed?? r??wnie?? sz??sty zgrzyt. Ry?? by?? za bardzo rozgotowany. Klei?? si? do talerzyka na kt??rym zosta?? podany. Wodorosty w jakie by??y zawini?te maki lekko ??ujliwe. Mimo tego, ze troch? nam si? czeka??o na zestaw, ten wydawa?? si? lekko zle??a??y. Ryba po??o??ona na kawa??kach sushi by??a pokrojona do??? grubo (zgrzyt si??dmy). Ok, widz?, ??e nie ??a??uj?, ale ka??de jedzenie ma swoj? odpowiedni? grubo??? krojenia. Centymetrowe plastry najlepszej szynki nie smakuj? najlepiej. Wi?c nawet gdy kto?? przygotuje mi hojne kanapki z szynko szwarcwaldzko pokrojon? grubo??? na 3mm nie b?d? zachwycony… ?oso?? wypad?? blado, zar??wno w przeno??ni, jak i kolorach. Jestem przyzwyczajony do do??? jaskrawego koloru jego mi?sa, a ten tutaj wygl?da?? na najwy??ej blad?, ba??tyck? odmian?. To samo odno??nie sashimi w jednym rodzaju rybiego mi?sa. To co zosta??o nam podane wygl?da??o troch? na ma??lan?, ale ciemne wstawki sugerowa??yby jej mniej szlachetny rodow??d. Grube plasterki z porcj? wasabi, zamoczone w kikkomanie by??y jednak do prze??kni?cia. Kawa??ki sushi z tu??czykiem lekko zrehabilitowa??y niesmak jaki pozosta?? po wszamaniu ??ososia. Kolejna rehabilitacja przysz??a po wszamaniu california maki (jednak nie w tym wi?kszym rozmiarze!) z tobiko. Ca??o??? rado??ci by??a jednak nadal st??umiona rozgotowanym ry??em. Definitywnie nie jest to miejsce ani na pierwsz?, ani na ka??d? kolejn? przygod? z sushi. Mo??na si? zrazi? mimo do??? smacznych california maki w pomara??czowej ikrze.

Po przygodzie z miso, sushi i zimn? wod? w ??azience, wiedz?c, ??e ju?? raczej tu nie wr??c? ostatni wyb??r pad?? na kurczaka teriyaki. Porcja jak? nam podano (28z??) by??a spora. Jednak Kasia po ostatniej przygodzie z teriyaki spasowa??a po pierwszym k?sie. Kurczak przyzwoity, chocia?? maj?c na wzgl?dzie szybko??? przygotowywania potraw w orientalnych kuchniach, nie by?? jako?? optymalnie dosma??ony, potrzyma??bym go jeszcze troch? d??u??ej.

Ca??okszta??t wizyty we wroc??awskim Maru nie przekonuje mnie do ponownych odwiedzin. Mo??e brak orientalnego kucharza, brak cen na ich stronie, a na pewno ca??a reszta niedoci?gni?? w postaci siedmiu zgrzyt??w g????wnych nie przekonuje mnie do kolejnych odwiedzin. Jedno wiem na pewno: skusz? si? tym razem na Sakan?, albo troch? oddalony od Rynku Kyoto Bar. Tam na pewno poczuj? si? jak w Niebie ;-)

12/06/2007

T-Bone w Rodeo Drive. Na ka??dego steka znajdzie si? Kozak

Filed under: Wroc??aw,ameryka??skie,texmex — maliboo @ 22:19

Zew krwi i pi?tkowy rajd po wroc??awskich galeriach wymusi?? wizyt? w Rodeo Drive. Ok, k??ami? – planowa??em to sobie mniej, czy bardziej od odkrycia tej knajpy przy okazji pisania o fastfoodach. Pewnie ze wzgl?du na d??ugi weekend problem??w z miejscami nie by??o, chocia?? z klim? a i owszem. Na pi?terku by??o ciut duszno, ale taka pora. Otwarte okna to nie to samo co dmuchawa pod sufitem. Z drugiej strony zwisaj?ce z niego wiatraki i lekki zaduch stworzy??y po??udniowy, teksa??ski nastr??j.

Mimo tego, ??e marudzili??my na pocz?tku, jak zwykle, nie wiedz?c na co si? zdecydowa? pani Kasia podj???a nas wzorowo. Upalny dzie?? domaga?? si? zgaszenia szklaneczk? paulanera (9z??) i truskawkowym drinkiem/koktajlem (ca. 16z??). Sch??odzenie istoty bia??ej pomog??o w podj?ciu decyzji: bierzemy fajit? (35z??) zamiast quesedilli (17z??) i t-bone (49z??) zamiast filetu mignon (39 i 49z??). Przyznam si?, ??e przy opcji drugiej pomog??a mi informacja, ??e dzi?? na du??? porcj? mignona nie mam co liczy?. Naturaln? rzecz? przy mi?chu by??o to, ??e w cenie podanej na karcie s? r??wnie?? dodatki: o niebiosa! do wyboru! Wybra??em sobie wi?c, za namow? kelnerki, faszerowanego ziemniaczka oraz fasolk? z boczkiem.

Czekaj?c na grillowane bia??ko z t??uszczami na st???? wjecha?? ichni chlebek cebulowy, razem z kulk? czosnkowego mas??a. Porcja spora, podobnie jak i no??e podane do mi?sa. Ciep??a po??owa ma??ego bochenka znikn???a prawie tak szybko jak si? pojawi??a. I dobrze, fundamenty do g????wnego solidnie osiad??y w ??o???dku. W tak zwanym mi?dzyczasie wlecia??y porcje go??ci siedz?cych przed nami. „Wlecia??y” to dobre s??owo. Wni??s?? je krzepki, aczkolwiek niepozornej postury kelner na gigantycznej tacy, k??ad?c na rozk??adanym stojaczku. Po przestawieniu solidnych porcji na st???? kelner i stojaczek znikn?li z t? sam? gracj? z jak? si? pojawili. Musz? przyzna?, ??e balansowanie tym lataj?cym talerzem wychodzi??o mu co najmniej tak dobrze, jak nie lepiej, jak dziewczynom z Kompanii. Talerz z chlebem zosta?? doszcz?tnie spustoszony, a ??e co?? si? ko??czy, co?? si? zaczyna, nied??ugo potem pojawi?? si? ten sam kelner nios?c mojego steka i kasiow? fajit?. Tu kolejne mi??e zaskoczenie fajita by??a w zestawie S??odowego „zr??b to sam”. Osobno zosta??y podane

  • skwiercz?cy talerzyk z warzywami (o ile tak szumnie mo??na nazwa? zestaw papryczek i cebuli), oraz wo??owin? i kurczaczyn? pokrojonymi w paski,
  • talerzyk z serem, ??mietan?, guacamole, siekanymi pomidorami u??o??onych na krojonej kapu??cie,
  • cztery tortille zawini?te w papier do pieczenia,
  • talerzyk do przygotowania metyskich nale??nik??w,
  • wilgotny r?cznik do wytarcia r?k.

P???? sto??u zosta??o zagracone, na mojej cz???ci znalaz?? si? ju?? nie tak roz??o??ysty, ale nadal ca??kiem spory t-bone z sosem z zielonym pieprzem. Wielki n???? ??rednio zda?? egzamin przy krojeniu tego bydlaka, wola??bym co?? ostrego, bez z?bk??w, ewentualnie co?? mniejszego. Cz???? pol?dwicowa porterhausa by??a wysma??ona akuratnie, jednak rostbef by?? ju?? ciut podeszwowaty. Zawiod??em si? na faszerowanym ziemniaku: trzeba by??o wybra? sprawdzone, pieczone kartofelki, lub frytki. R??wnie?? porcj? fasolki teraz zamieni??bym na szpinak.

Fajita, mimo podgrzanego talerzyka wystyg??a do??? szybko, wi?c mnie dane by??o sprobowa? ju?? raczej wystudzonego mi?sa i plack??w. Przy okazji skwierczenia naczynia na kt??rym by??o podane g????wne nadzienie przypomnia??y mi si? studenckie czasy, kiedy to chodzili??my do chinola na kurczaka na gor?cym p????misku, kt??ry to r??wnie?? by?? podawany na jakim?? ??eliwnym p????misku, o kt??ry nie raz dane mi sie by??o poparzy?. Przy steku fajita wypad??a do??? blado i to bynajmniej nie ze wzgl?du na kolor ciasta. Pomijaj?c to, ??e wol? ci???sze burrito.

Pozostaje mie? nadziej?, ??e Rodeo Drive trafi w ko??cu do stolycy, wtedy wr??c? tu na mignona albo inszego burgera. P??ki co my??l?, ??e Wroc??aw wyposa??ony jest jeszcze w kilka nieodwiedzonych, godnych uwagi miejsc. Jednak je??li kogo?? na wroc??awskim rynku najdzie nagle ch?? na wch??oni?cia porz?dnej porcji mi?cha za dobr? cen? to najbli??ej b?dzie mia?? w??a??nie do RD.

12/04/2007

Hiszpa??ski dzie?? z_dolnego ??l?ska

Filed under: Wroc??aw,hiszpa??skie — maliboo @ 21:50

Wtorek po Lanym Poniedzia??ku mia?? by? lajcikowym dniem z Labiryntem Fauna i czym?? z owocami morza po filmie. Ju?? mia??em pisa? SMSa do Blondi w sprawie tego gdzie we Wrocku znale??? knajp? co wypie??ci nas kalmarami, krewetkami i innym morskim robactwem. Jednak tu?? przed wejsciem do Heliosa zauwa??y??em co??, co do tej pory by??o albo skryte przed ocz?tami memi ??licznemi, albo nowowyros??o.

Taberna Flamenca de CamaronTaberna Flamenca de Camaron, Ruska 19Taberna Flamenca de Camaron

Zapobiegliwie, aczkolwiek, jak si? okaza??o, niekoniecznie przed seansem zrobili??my rezerwuaracj? na pi?terku. Na dole wali??o troch? piwniczn? st?chnizna spod poziomu Odry. Mnie osobi??cie to nie przeszkadza??o, klima tam na browarnicze posiedzenie by??a chyba idealna. Co mnie mi??o zaskoczy??o, to to, ??e pani za kontuarem za??piewa??a co?? po hiszpa??sku do pana, kt??ry jej??e w tym??e samym lang??ed??u co?? odpowiedzia??. To by?? hint pierwszy. Po dwugodzinnym wypasie z ma??? Ofeli? (chocia?? Filip oponuje) i jej przybranym papciem Vidalem przyszed?? czas na konsumpcj?.

Pi?terko by??o ju?? zarezerwowane, po ??rodku sali siedzieli jacy?? iberyjscy go??cie. Kolejny znak od Boga. Je??li sko??nooki kole?? siedzi w suszibarze, je??li turek kupuje kebaba i je??li kto?? wcina klasyczn? tortill? m??w?c po hiszpa??sku, to znak, ??e kuchnia powinna by? jak u mamy. Tu: hiszpa??skiej madre. Wracaj?c do sali. W tle kranik z ciurkaj?c? wod?, mo??e bole? przy ostrym kacu i do??? niewygodne stoliki. Ram?, kt??ra usztywnia nogi maj? na wysoko??ci piszczeli. Ani oprze? st??p, ani prze??o??y? n??g, bo ba??bym si? o prze??o??eniu zapomnie? po piwku, czy dw??ch i samemu sie prze??o??y? przez krzes??o na pod??og?. Miejsce mieli??my przy oknie, z kt??rego mieli??my widok na ulic? Rusk? (loko pod numerem 19) i na pobliski budynek z reklam?… hiszpa??skich ??azienek:

10042007(003)

Z racji, ??e lokal nie ma (jeszcze?) strony internetowej, b?d? odtwarza?? z pami?ci zam??wione jedzenie. Na pewno by??y kalmary po rzymsku (18z??), z sa??at?, mi?kkie takie-jak-powinny-by?. Same kr???ki mia??y mo??e troch? za du??o ciasta jak na m??j gust. Ale wysma??one by??y w samra??nie. Porcja ca??kiem spora i podejrzewam, ??e Kasia sama rady by sobie nie da??a (trzeba znale??? wyt??umaczenie dla swojego ??akomstwa). Bardzo przypasowa??a mi podawana z g??owonogami sa??ata z podduszonymi pomidorami i oliwkami.

Ja wzi???em sobie tapas (23z??). Dok??adnie, je??li dobrze pami?tam, by??a to pierwsza pozycja z menu, pod nazw? Trio de Tapas ..co??tam. W ka??dym razie trzy rodzaje przek?sek: 4x panierowane pulpeciki jajeczne, przek??adaniec z ??ososia i tu??czyk z oliwkami na sma??onej papryce z czosnkiem. Wszystko podane na sa??acie z sosem. Jako ca??o??? trudno to zaliczy? do kategorii „przek?ski” – „danie g????wne” pasowa??oby tu bardziej. Jajowe kotlecikinie powali??y mnie. Lekko md??e, w pozytywnym znaczeniu, pozbawione by??y z tego co pami?tam soczewicy, kt??ra by??a w sk??adzie w menu, lecz zosta??a brutalnie wykre??lona czarnym markerem. Przek??adaniec z ??ososia, z serkiem to osobna bajka. Co?? nowego dla mojego styranego podniebienia. Warstwy ??ososia i jab??ka przek??adane by??y kremem z bia??ego sera, ca??o??? przykryta ponownie plasterkami jab??ka. Tym razem skarmelizowanymi. Na deser tu??czyk na sma??onej papryce. Co?? prostego, jednak to najbardziej przypad??o mi do gustu. Pewnie przez wyrazisty smak papryki i czosnku.

Ca??o??? spi?ta oczywi??cie zosta??a dwoma bronxami (5z??: ze ??wieczk? tego w Warszawie szuka?) i kaw? z ??yski i kremem (9z??). Pani kelnerka, zupe??nie nie-hiszpa??skiej, bo s??owia??skiej, mi??ej oku urody spisa??a si? na medal. Przychylam si? k’temu, ??e i ona i taberna raczej zaczynaj? swoj? przygod?. Oby potrwa??y jeszcze lat par?. Z przybytku uciesz? si? na pewno mi??o??nicy flamenco, bo przecie?? pod takim szyldem dzia??a Taberna. Do nich z pewno??ci? do???cz? iberofile, no a na ko??cu ja – kiedy tylko nadarzy mi si? by? w pi?knej Twierdzy Breslau.

11/11/2006

Mexico Bar, do drei mal st??ck

Filed under: Wroc??aw,texmex — maliboo @ 00:12

Pr??bowali??my si? tam wbi? od usranej ??mierci. Fakt, z marszu w godzinach szczytu wbi? si? trudno… Ale w ko??cu przezornie zarezerwowa??em dwa krzes??a dzie?? wcze??niej. Blon zachwala??a burito. Nota bene st?d wyci?gn???a przepis, kt??rym zdarzy??o jej si? uraczy? mnie i zena jaki?? czas temu (kurczaka chyba te??). By??o dobre, ale w jej wykonaniu wi?kszo??? rzeczy jest taka jak Mr God przykaza??.

Ale wracaj?c, ca??o??? Mexico Bar znajduje si? na Rze??niczej 34 w Breslau naturlich. (Cholera, mo??e by skombinowa? mapki? w google maps?) Stron? maj? megaparchat?, w dodatku na fajerfoksie generuje b???dy krytyczne (czytaj: nie odpalisz bracie). Wn?trze knajpy ujdzie, jest ciasno, to jest b??l. Po jakich?? 15 minutach zauwa??y??em dopiero ??mieszny ??yrandol z butelek po coronie.Fajna sprawa, gdybym mia?? jeszcze swoj? kolekcje flaszek po bro na pewno bym co?? takiego zmajstrowa??… No kinkiet przynajmniej.

Do ??arcia wzi?li??my naczosy z guacamole, drina z parasolk? i bronks dla mnie. Gwo??dziem by??o MEXICAN ESPECIALIDADE, za menu „zestaw dla dwojga”. I faktycznie, musieli??my poprosi? o spakowanie reszty, bo trudno nam by??o wci?gn?? ca??o???. Ale po kolei. Na ciep??e musieli??my czeka? ko??o 30 minut (troszk? mniej). Nie tragedia, tym bardziej, ??e w tym czasie szamali??my naczosy. Zgodnie z Kasi? stwierdzili??my, ??e wolimy te z hipermarketu, mniej t??uste. Je??li chodzi o guacamole – ma fajny, ??wie??y smak, troch? za bardzo cebulowy. „Wol? twoje, bardziej czosnkowe” us??ysza??em ;) . Ale i to mi przypasowa??o, bo nie ??a??owali
pomidor??w. Chocia?? gazpacho zjemy tu pono? tylko podczas sezonu (za kart?).

Po okocimiu palonym, pinia coladzie i okocimiu zwyk??ym (mia?? by? palony DRUGI! Ghrrr) wjecha??o ??arcie. Wielko??? troch? mnie zaskoczy??a (+), By??y pieczone ziemniaki, oliwki w zio??ach (-, mog??yby by? te??/tylko bez), jaka?? kapusta peki??ska (-, nie by??o ??adnego dressingu), pieczary sma??one no i main entrance: chie??baski i „pol?dwica drobiowa” smakuj?ca, wygl?daj?ca i reaguj?ca na „siad” zupe??nie jak piersi drobiowe. Wszystko to w cie??cie obtoczone, dodatkowo mi?so z kuraka na drewnianej, d??ugiej wyka??aczce mo??na obgryza?. Mnie smakowa??o, ale nie powiem, ??ebym zachwycon by??. Za to Qfiateque zachwycony nie by??, szans im nie daj?c w nast?pnym starciu („ale nie p??jdziemy ju?? tam, prawda?”). Chocia?? nie powiem, ??eby dnia nast?pnego ciasta kukurydzianego nie wcina??a :) – ja zjad??em wtedy chie??bask?. Na zimno czu? wyra??niej smak daktyli, kt??rymi s? nadziewane. Chocia?? sama kie??baska smakuje jak typowa my??liwska, czy inna taka tam…
Nasz b???d, ??e nie wzi?li??my czego?? typowo „meksyka??skiego” – mi?so, fasola, paliwryj, ??mierdzi spoconym meksem. Prawie jak m??j sosik z podsma??anych pomidor??w, sma??onej i surowej cebuli i curry. Ja proponuj? da? im jeszcze jedn? szans? Ka??, co Ty na to? Teraz wezm? co?? ??eby zmarnowa? ??o???dek jak prawdziwy m???czyzna. Burito albo kesedila…

Aha, obs??uga nie zachwyca, chocia?? ju?? przy stoliku jak najbardziej poprawnie. Ale zaraz po wej??ciu poczu??em si? troch? olany. Uwa??am, ??e je??li prowadzi si? przybytek us??ugowy, naturaln? rzecz? jest us??ugiwanie tym co wchodz?. Tu musia??em si? prosi? o uwag?, ??eby zakomunikowa?, ??e mia??em rezerwacj? i chc? sw??j stolik…

Powered by WordPress