mali*ciou??

01/03/2009

Gdyby w Besuto by??o bardziej suto…

Filed under: Warszawa,japo??skie — maliboo @ 23:13

…z pewno??ci? by??aby to jedna z moich ulubionych suszerni. Mimo tego, ??e zesz??oponiedzia??kowy wypad na surowe rybsko uwa??am za smaczne zaliczenie, to z perspektywy tygodnia nie jest juz tak r????owo. Szczeg??lnie, ??e doczyta??em na gastronautach, ??e pa??eczki s? jednak wielorazowe. Oczywi??cie by??a to jedna z pierwszych rzeczy na kt??r? zwr??ci??a uwag? Kasia. Wydawa??o mi si? wtedy, ??e to po prostu patyki na bogato, zmieniane s? po ka??dym go??ciu. W ko??cu ceny jak na takie miejsce i lokalizacj? s? na dobrym stolicznym poziomie. Jak na knajp? bez kibla.
Oczywi??cie nawet jesli takowy si? tu znajduje, a z trip??w po okolicznych pawilonach i ich piwnicach mo??na si? tego spodziewa?, nie by?? w ??aden spos??b oznaczony.  Nie mia??em potrzeby, nie pyta??em, a wiadomo, ??e ignorancja jest b??ogos??awie??stwem. Wi?c: kibla nie by??o.

Ostatni (ach, te podw??jne znaczenia) poniedzia??ek okaza?? si? nad wyraz leniwiy. Kusi??o sushi, zniech?ca??a perspektywa ruszenia ty??k??w gdzie?? dalej. Oczywi??cie mogli??my tego dnia wyl?dowa? w Akashii w Z??ych, ale kolejny, dobrze ju?? znany, lunchbox nie przekonywa?? tak jak perspektywa nowych miejsc. Ruszyli??my wi?c z powrotem na Nowy ??wiat, tym razem w znane zag???bie pawilon??w, by zdeflorowa? j?zykiem do??? leciw? ju?? suszarni? Besuto.

Nie wiem czy to moje szcz???cie, czy jednak kryzys, ale ostatnio gdzie si? nie udam, to miejsce ??wieci pustkami. Casa to tu, Galeon, czy bie???ce Besuto. Widocznie czas spotka?? naszej-klasy si? sko??czy?? i knajpy ju?? nie maj? takiego wzi?cia. W ka??dym razie zasiedli??my sobie w mikrym wn?trzu. Jednak spore lustro na ??cianie dawa??o z??udzenie du??o wi?kszej przestrzeni ni?? w rzeczywisto??ci. Podj?cie menu to by??a praktycznie formalno???, bo z g??ry nastawili??my si? na zestaw Miko (89z??). Trzy zestawy bli??niak??w nigiri: tu??czyk, ma??lana i ??oso??, 6 sztuk ma??ych mak??w z rybnym paluszkiem krabowym i 10 sztuk (futo?)mak??w. Doprawdy nie wiem jak zdolnemu matematykowi na stronie Besuto wysz??y z tego 23 sztuki. Mi??ym akcentem tego popo??udnia by??a promocja na gunkan maki z tatarem z ??ososia. Oczywi??cie nie wierz? w darmowy obiad, wi?c pewnie zapasy tej ryby niebezpiecznie zacz???y si? zbli??a? do ko??ca terminu przydatno??ci do spo??ycia. Jakkolwiek by nie by??o ??oso?? by?? smaczny. Przebi?? moim zdaniem nawet hojne maki z tu??czykiem, szparagami i pikantnym olejem sezamowym. Nota bene jego pikantno??? pozosta??a chyba w butelce w kt??rej by?? przechowywany. Nigiri z ??ososiem i tu??czykiem: bardzo dobre i r??wnie dobrze z??o??one. Czasem ryba odpada od ry??owych paluszk??w ju?? na talerzu.

Oczywi??cie nie by??bym sob?, gdybym si? nie doczepi??. Proponowany przez stron? „nap??j bezalkoholowy do wyboru gratis” nie zosta?? przez kelnerk? nawet zaproponowany. Naczynka na sos sojowy i podstawki pod sushi, mimo ??e fajnie wygl?daj?, to naprawd? kiepsko si? sprawuj? w swoich rolach. Zbyt pretensjonalne, si??uj?ce si? na pseudoprymitywno???. Zwyk??e p??askie ceramiczne miseczki i deseczka na podstawkach naprawd? wystarczy??yby. W dodatku prowadzona przez obs??ug? i ich znajomych rozmowa na temat tego, ??e „to jasne, ??e dla siebie robi si? lepiej” w obecno??ci go??ci (nawet je??li by??a ich tylko dw??jka) jest jako?? nie na miejscu. Oczywi??cie, nie upieram si?, ??e rozm??wczyni racji nie mia??a. Mia??a, ale wol? my??le?, ??e obs??uguj? mnie fachowcy lubi?cy swoj? prac? i szanuj?cy w??asnych go??ci na r??wni z tymi, kt??rzy p??ac?.

Pewnie wpadn? tu jeszcze na maki z pieczonym ??ososiem, ale mimo wszystko uwa??am, ??e ceny nie przystaj? do lokalizacji. Tym bardziej i?? na dzie?? dzisiejszy wg gastronaut??w mamy w Warszawie jakie?? 86 restauracji trudni?cych si? susheniem. Po pierwszym zachwycie surowym rybskiem pora moi wszyscy drodzy w??a??ciciele zej??? troch? z cen, bo zawijanie ry??u, mimo i?? jest dobrym interesem, nie jest wcale takie drogie.

Cztery w skali Beauforta

Filed under: Warszawa,fu??yn,swojskie — maliboo @ 16:03

Ko??ysa?? nas zachodni wiatr,
Brzeg gdzie?? za ruf? zosta??.
I nagle kto?? jak papier zblad??:
Sztorm idzie, panie bosman!

Jako typowy szczur l?dowy unikam grogu, szkorbutu i knajp z szantami. Jednak zaproponowany przez Kur? Galeon nie wygl?da?? jak typowa knajpa z roz??piewanymi marynarzami i ich ubogimi krewnymi: ??eglarzami z Mazur. Chocia?? maj?c w pami?ci otwarcie filmu „Trzeci”, to na t? ostatni? opcj? m??g??bym przysta?. Pod warunkiem, ??e na pok??adzie r??wnie?? b?dzie Szapo??owska mojego pokolenia: Magda Cielecka (dzieci nie podgl?daj?).

Nie wiedzie? czemu, pierwsze wra??enie jakie zrobi??a na mnie ta knajpa, to celowanie w klientel? w wieku 40-50lat. C???? w ko??cu cz??owiek ma tyle lat na ile si? czuje. Zatem wpasowa??em si? idealnie.
Mimo, ??e na miejsce przybyli??my dobry kwadrans przed rezerwacj? obs??uga nie robi??a wi?kszych problem??w. No mo??e poza nadgorliwym panem ochroniarzem, kt??ry przemi??ym tonem warszawskiego pra??anina oznajmi?? kumplowi ??eby ten zostawi?? plecak w szatni. By? mo??e przemi??y pan ba?? si?, ??e wejdziemy z w??asnym pontonem, lub wyniesiemy ichnie kapoki?

Na temat wystroju nie ma si? co rozpisywa?. Kto by?? na Darze Pomorza, ten wie czego si? spodziewa?. No mo??e jest tu troch? wi?cej miejsca ni?? na tej szkolnej ??ajbie. Ju?? na wst?pie ochoczo zobligowa??em si? do wspinaczki na takielunek. Obawiam si? jednak, ??e ten by?? przymocowany r??wnie trwale, jak ??yczliwe u??miechy obs??ugi. Wi?c ostatecznie nie zaryzykowa??em skrec?nia kostki. Chocia?? na wyg??upy przyzwala??a atmosfera miejsca: mimo i?? by?? pi?tek, sala w kt??rej siedzieli??my by??a prawie pusta. No c???? kryzys panie.

Czekaj?c na pozosta??ych zam??wili??my trunek l?dowych szczur??w i programist??w (??ywiec 16z??/litr, 9z??/0.5), a do tego przystawk? w postaci chorizo duszonego w winie z trzema grzankami grzaneczkami (24z??). Bardzo dobre, ale to raczej sprawka masarza, nie kucharza. Oczywi??cie ilo??? mia??a si? nijak do ceny. Je??li jeste??my przy przystawkach warto wspomnie? o ubogiej, aczkolwiek fajnie podanej porcji k?sk??w kurczaka w pikantnej panierce (16z??). Podlane zosta??y sosem czekoladowym i jakim?? ostrym wynalazkiem. Kaszan? wieczoru okaza?? si? tragiczny tatar z ??ososia (27z??). Zawsze mi si? wydawa??o, ??e urok surowego mi?sa polega na jego prostym smaku. A ten na pewno nie zostanie znaleziony w??r??d mieszaniny z cebul? w proporcji 1:1. Ryba to nie wo??owina!

Gdy w g??owie zaczyna??o ju?? by? s??ycha? morza szum, ptak??w ??piew przysz??a pora na danie g????wne. Poza sporym rybnym wyborem znalaz??o si? tu r??wnie?? miejsce na co?? bardziej suchego za ??ycia. Wyb??r pad?? na kark??wk? z rusztu (27z??), kurczakow? szpad? korsarza (34z??) i jagni?cin? pieczon? w zio??ach z sosem baskijskim (51z??). Maj?c jeszcze w pami?ci to co dosta?? krzepa w Tabace liczy??em na co?? naprawd? godnego. Za wystawanie przed szereg zosta??em upomniony, ??e pewnie zn??w dostan? spalone kostki. Jednak taka pomy??ka jak? zaserwowano nam kiedy?? w Banja Luce zdarza si? chyba tylko raz na dekad?.
Rozczarowanie przysz??o z innego frontu. Najgodniejszym okaza?? si? talerz na kt??rym zaserwowano moj? owc?. Wielko??ci? przypomina?? ko??o od malucha, a mo??e nawet od du??ego fiata. Na nim trzy ziemniaki opiekane w ca??o??ci, troch? grillowanej papryki i czego?? co mog??o by? zdeptanym szparagiem. Po??r??d tego bogactwa warzyw, niczym ma??a, bezbronna owieczka na wielkiej ceramicznej polanie, kry?? si? jagni?cy kotlecik. Na pocz?tku zacz???em szuka? ??lad??w sosu na brzegu talerza. Jednak nic nie wskazywa??o na to by reszta mi?sa si? ze??lizgn???a kelnerowi z talerza. Tak mia??o by?. Smak jak smak. Zi???? w kt??rych, wedle opisu, by??a pieczona sztuka mi?sa nie wyczu??em. Sam kotlecik wygl?da?? bardziej jak roso??owe po ugotowaniu. W dodatku z t??ust? wstawk?.

Kurczak ze szpady broni?? si? dwoma sosami z kt??rymi zosta?? podany. Chocia?? po samej szpadzie zosta??y tylko przestrzeliny w kawa??kach mi?sa. Samo mi?so wyda??o mi si? ma??o s??one i niebardzo doprawione. Podobny sos jak do kurczaka zosta?? podany do kark??wki. Z tym, ??e tu ju?? brakowa??o tego serowego (na czym?? gorgonzolopodobnym), podany by?? tylko pomidorowy na bazie ??wie??ych pomidor??w i cebuli (o ile dobrze pami?tam). Ostatecznie wygra??a kark??wka, smakiem i ilo??ci? nie przebijaj?ca jednak tego co mo??na zje??? w Samych Swoich.

Najprzyjemniejsza cz???? wieczoru przysz??a jednak z rachunkiem. Kwitek, kt??rego jeszcze nie zam??wili??my, zosta?? dodatkowo przypomniany wybiciem szklanki przez obs??ug?. Znakomity przekaz wyja??niaj?cy cel jego podania. Czas zapina? do domu drodzy klienci, jest pi?tek i chcemy ju?? i??? wraca?! zdawa?? si? ??piewa? d??wi?k dzwonka. Pijani bardziej swoim towarzystwem ni?? wypitym alkoholem (co jest oczywi??cie wierutn? bzdur? i by??o zupe??nie odwrotnie), sprawdzili??my sum? i ochoczo przyst?pili??my do zap??aty. Z ca??ego siedmioosobowego towarzystwa nie znalaz??a si? chyba ni jedna osoba, kt??ra by??aby w pe??ni zadowolona z obs??ugi, co te?? chcieli??my „wyrazi?” swoim gestem przy napiwku. Niestety tak to ju?? bywa z dzisiejszymi kelnerami, kt??rzy w swym zawodzie szukaj? jedynie ??atwego zarobku. Doliczono nam bez pytania i co gorsza bez wcze??niejszego ostrze??enia „tradycyjne” 10% serwisu. W stanie lekko wskazuj?cym nikt nie zwr??ci?? na t? drobn? pozycj?. Zreszt? po c???? to robi?, je??li holduje si? zasadzie partnerskiej uczciwo??ci.
Pozwoli??em sobie dzi?? zadzwoni? do tego przybytku. Mi??y pan poinformowa?? mnie jeszcze milszym g??osem, ??e restauracja Galeon nie pobiera, ani nie wymaga ??adnych dodatkowych op??at przy rezerwacji, czy od pewnej ilo??ci os??b. Zasada taka obowi?zuje jedynie przy grupach, kt??re z g??ry ustalaj? menu (swoj? drog? to dziwne). Nie musz? wspomina?, ??e nasze by??o wyborem chwili. W dodatku m??j interlokutor zdziwiony by??, ??e w Warszawie istniej? miejsca gdzie rezerwacja wymaga od klienta wp??acenia zaliczki, ustalenia menu, lub minimalnego rachunku na osob?. Ale zdarza si?.

A bosman tylko zapi??? p??aszcz
I zakl???: – Ech, do czorta!
Nie daj? ??ajbie ??adnych szans!
Cztery w skali Beauforta!

25/02/2009

Tapas tapping*

Filed under: Warszawa,hiszpa??skie — maliboo @ 21:49

Warszawska SKM to prawdziwa wygoda dla ty??ka. I pomy??le?, ??e jeszcze par? lat temu przeklina??em anus Warszawy jakim jest by?? Rembert??w. Dzi?ki nie-tak-szybkiej, ale kursuj?cej regularnie, kolei miejskiej awansowali??my do roli jelita grubego stolicy, przesuwaj?c ko??cowy odcinek uk??adu pokarmowego w stron? Z?bek (sory Endrju). Nieca??e dwadzie??cia minut jazdy i mo??na si? cieszy? klimatem Nowego ??wiatu. To tu dom jad??odajny Gesslerowej ma swoj? siedzib?. Nota bene Espa??a to tu r??wnie??. Obydwie restauracje s?siaduj? ze sob?. Piwnic?.

Jeden z wielu przepis??w na kuchnia.tv zafiksowa?? nas na chorizo. Dlatego wyb??r, praktycznie od razu, sko??czy?? si? na paelli z pikantn? kielbas? i kurczakiem (58z?? – porcja dla dw??ch os??b). Co oczywi??cie musia??o by? poprzedzone dwudziestominutow? medytacj? nad menu. Ca??e szcz???cie oczekiwanie na g????wny talerz umili??y nam tytu??owe tapas – drobne, aczkolwiek syc?ce przek?ski w postaci Tapas con Embutidos (13z??) i Jam??n con Mel??n (21z??). Na te z kolei czekali??my zajadaj?c czekade??ko w postaci bu??ki z sosem majonezowo czosnkowym (alioli). Wydaje mi si?, ??e majonez m??g?? by? w??asnej roboty, ale nie zdziwi??bym si? je??li waln?liby kielecki. Darmowa przek?ska nie by??aby z??a, gdyby bu??eczki by??y cieplutkie (tak, mialo zabrzmiec perwersyjnie). Bo zaprawd? powiadam Wam, i?? mieszanie starszego pieczywa ze ??wie??ym nie jest dobrym pomys??em. Klient z kubeczkami smakowymi nie wy??artymi przez tyto?? i alkohol wyczuje r????nic? pomi?dzy poprzedniodniow? i ??wie??? bu???. Naprawd?.
Przek?ski spisa??y si? za to znakomicie. Cztery kanapeczki z chorizo i suszon? szynk? da??y rad?. O wiele bardziej ni?? niedojrza??y melon podany do suszonej jam??n serrano. Je??li chodzi o surowe szynki, to zdecydowanie wol? t? szwarcwaldzk?. Po wygranej walce z przek?skami i szklank? balantajnsa (14z??, z??ota akurat wypi??a wyby??a) przyszed?? czas na patelni? paelli. Dobra, chocia?? mo??e bardziej dzi?ki magii chorizo, ni?? r?kom kucharza. Na pewno ciut lepsza od tego, co serwuj? we wroc??awskiej Espanoli.

Wypada??oby napisa? s??owo o nastroju-wystroju. Bo, pomijaj?c ??mierdz?cy kibel, jest tam przytulnie. Do gustu przypad??a mi minisalka w piwnicy. Dwa dwuosobowe stoliki, czerwone ??ciany, naprawd? nastrojowo. Niestety zostali??my usadzeni w zimnej przestrzeni na lewo od zej??cia. Doskwiera?? tu troch? brak ogrzewania, a s?czona na rozgrzewk? whisky sprawi??a, ??e chcia??em wydoi? kartonow? sylwetk? krowy usadowion? tu?? nad kominkiem. Ca??e szcz???cie zosta??em poinstruowany, ??e bydl? jest p??ci m?skiej. A ju?? w przedszkolu nauczyli mnie, ??e byki mleka nie daj?. Chyba, ??e jest si? pracownikiem stacji inseminacji ze spor? wyobra??ni?.

W menu pozosta??o jeszcze pare kusz?cych pozycji, kt??re niczym imienne zaproszenie ci?gn? z powrotem. Patatas bravas, czy pol?dwica owini?ta suszona szynk?  to solidne magnesy. Jednak ceny tapas: spiritus movens tego przybytku odstraszaj?. Lokalizacja zobowi?zuje, ale nie dajmy si? zwariowa?. Proste przek?ski, w dodatku nie zwalaj?ce z n??g (w trakcie, ani par? godzin po jedzeniu), nie powinny kosztowa? wi?cej ni?? 80% aktualnej ceny. W ko??cu to ??adna sztuka po??o??y? na pieczywie kawa??ek mi?sa garnirowanego… pietruszk?.

* – tapping (verb). The act of sexual intercourse.

24/02/2009

T??usto, ciasno, smacznie. Namaste.

Filed under: Warszawa,indyjskie — maliboo @ 23:14

Gdy Ci? g????d do ??ciany przyprze,
to dok??adki si? nie wyprzesz.

Well, ho??dem dla Isabel wypada??o zacz??. W ko??cu ta wyspiarska monarchia jest drug? matk? dla sporej cz???ci indyjskich emigrant??w, by??ych poddanych Jej Kr??lewskiej Mo??ci. Polskich zreszt? (niestety) r??wnie??. Ca??a nadzieja w tym, ??e wiosna za miesi?c, wi?c mo??e Kaziu zakocha si?. Zn??w.

Wypada??oby zacz?? jaki?? tryptyk, kwarptyk, czy inny pierdyptyk na temat hinduskiego ??arcia w Warszawie, chocia?? gastronauci k??ami?, ??e co?? podobnego serwuj? we Wrocku. Pics or didn’t happend, p??ki co Warszawa rz?dzi je??li chodzi o kosmopolityczn? kuchni?. Krakus??w poprosz? o hejt w komciach;> Zbieram si? do tego od czasu bli??ej nieokre??lonego, podobnie jak do swojej magisterki. I obawiam si?, ??e pr?dzej przyjdzie mi obi? bloga w tward? ok??adk?, ni?? swoj? magisterk?.

Zacz???o si? jak zwykle leniwie, zima rozleniwia. Mia??o by? pi?knie i romantycznie w (od dawna obiecywanym sobie) Rubikonie. Ale lenistwo wzi???o g??r?. Nawet stek z tu??czyka nie by?? w stanie ruszy? naszych zgrabnych ty??eczk??w mojej zsiedzia??ej dupy na daleki S??u??ew. Sko??czy??o si? wi?c na Z??ych Tarasach??, parze nowych d??ins??w i wizycie na Nowogrodzkiej 15. Punjabski trip zacz?li??my w sumie dzie?? wcze??niej, kiedy pr??bowa??em sprawi? kurczaka biriani. Ry?? nie wyszed??, s??l nie wesz??a. Dlatego tym razem wola??em si? zda? na ??ask? fachowca, kt??ry wie jak chochl? zamiesza?.

Z kr??tkich recenzji nastawi??em si? ju??, ??e w Namaste India trzeba troch? poczeka?, lokal jest ma??y i w og??le to najlepiej wzi?? na wynos, bo sztu?ce ho??duj? zasadzie plastik is fantastik. Ale zdecydowalismy si? na partyzantk? pe??n? g?ba. Ca??e szcz???cie pora by?? odpowiednia, bo trafi?? nam si? wolny stolik. Jeden z dw??ch, dwuosobowych stolik??w na ca??? knajpk?. Reszt? przestrzeni wype??nia tu meblo??cianka pe??ni?ca funkcj? witryny – sklepowych p????ek z szerokim wyborem suszonych zi???? i wszelakich masali. Oraz ry??u basmati, sok??w z mango, past do z?b??w, ??el??w na romantyzm reumatyzm i ma??ci na szczury. Je??li chodzi o zaopatrzenie na romantyczny, pijacki, szpanerski, tematyczny (niepotrzebne skre??li?) wiecz??r, to ceny i wyb??r jest konkurencyjny. Zwyk??a asafetyda w por??wnaniu do Kuchni ??wiata (10z??) kosztuje tu 4 blaszki. Reszty przestrzeni dope??nia kontuar z rubensowsk? pani? hindusk?. Oczywi??cie najlepiej dogadywa? si? w uniwersalnym esperanto: angielskim, bo z j?zykim Reja i Kochanowskiego mo??e by? trudno.

Wyb??r by?? prosty: kurczak (22z??) i krewetki (22z??). No i obowi?zkowa parantha (5, czy co??) (wchodzi mi bardziej ni?? naan), do tego ry?? z kminem indyjskim (jako?? 12?). Poczeka? trzeba by??o, co przy torturach w postaci szerokiego wyboru przypraw na p????kach (circa 5z?? od sporej paczuszki) nie by??o ??atwym zadaniem. Na koniec zreszt? skapitulowali??my i zakupilismy ma??e, puchatkowe conieco na domowe pichcenie.

Wreszcie na stole pojawi??y si? plastikowe pojemniczki z sosami brzemiennymi w mi?so kurczaka i cia??a krewetek. Poczu??em si? prawie jak za studenckich czas??w, kiedy to na placu Zbawiciela wcina??em z fabim i kaktusem kurczaka na gor?cym p????misku u kultowego chi??czyka.
Pierwsze rozczarowanie przysz??o z aromatem paranthy. By??a zbyt t??usta i pachnia??a s??odkim je??czem ghi, lub ta??szym popcornem o „aromacie mas??a”. Du??y minus, kt??ry jednak zosta?? zneutralizowany przez delikatno??? kurczaka z nerkowcami i mi??o ??echtaj?c? podniebienie ostro??ci? sosu, w kt??rym tapla??y si? krewetki tygrysie. Zadowolenie: 8. Jednak je??li chodzi o t??usto??? sos??w, to przyda??aby im si? sauna solution, albo inna liposukcja. Nadmiar t??uszczu wytr?ca?? si? niczym ??adunek Exxon Valdez w 1989. R??wnie?? ry?? op??ywa?? w lipo-dostatki, co jest mo??e dobrym rozwi?zaniem przed wieczorem obficie zakrapianym etanolem, ale nie na strawn? przek?sk? w tygodniu.
Mimo nasycenia t??uszczami nasyconymi Namaste ma swoja magi?. Magi?, kt??ra doczeka??a si? drugiej siedziby w uprzedniej lokalizacji Herbacianego Ogrodu na warszaskey star??wce. Jednak przed Mandal? i Kathmandu, zapraszam i polecam tu w??a??nie.

01/02/2009

Tabaka w rogu

Filed under: Warszawa,ba??ka??skie,bu??garskie — maliboo @ 00:08

…rogu ??wi?tokrzyskiej i Marsza??kowskiej. Zupe??nie przypadkowo wypad??o, ??e w moje imieniny. Ca??e szcz???cie nikt nie pami?ta??. Zawsze si? czuj? skr?powany ??yczeniami, chocia?? nie zaprzeczam, ??e jest mi mi??o. Krzepa j?cza?? o Czerwonego Wieprza, ale Andrzej poleca?? przybytek na Szkolnej 2/4: Tawerna Tabaka. Dodatkowo recenzje na gastronautach zach?caj?. Mocna tr??jka w medianie i czw??rka od chenoi daj? gwarancj? zadowolenia. Lecz de gustibus etc. – trzeba by??o spr??bowa? samemu.

Jadziemy z tym koksem.
Pi?tek godzina 18:30 to z??y czas na rezerwacje. Po prostu nie da si? ju?? wysiedzie? w fabryce, szczeg??lnie maj?c w pami?ci smak i zapach bu??garskiej czubricy. W ko??cu ten drugi to najtrwalszy ze zmys????w. Dlatego weso??o wpadli??my do przybytku zaraz po sz??stej. Nasz stolik, ca??e szcz???cie sta?? ju?? wolny. Niestety miejsc??wka nieco mniej szcz???liwa, bo na g????wnej trasie gastronomicznej realcji kuchnia – sala.

Tabaka cz?sto bywa por??wnywana z Banja Luk? na Pu??awskiej. Je??li chodzi o metra?? to ta druga r??wna? si? nie ma co. Na Szkolnej miejsca nie brak. A i rozk??ad siedzisk jest odpowiedni. Do gustu przypad??y mi miejsc??wki we wn?kach. Jest taka czteroosobowa za koralikowym zwisem sufitowym, jednak i te wi?cejosobowe za przepierzeniami z wiklinowego barach??a te?? s? fajne. W??r??d prza??nego wystroju, lamp rodem ze Sfinksa, da si? mi??o sp?dzi? czas. Chocia?? wiadomym jest, ??e nie miejsce, a towarzystwo gwarantuje dobr? zabaw?. Co nie zawsze jest prawd? oczywi??cie ;-)

Ka??da podr???? zaczyna si? od schod??w, czy jako?? tak. Tymi akurat schodzili??my w d????, po podj?ciu kurtek w szatni (panie szatniarzu: piwo bez soku smakuje lepiej) zostali??my pocz?stowani lampk? czego?? gor?cego. Je??li mia?? by? w tym alkohol, to z pewno??ci? wyparowa?? po zagotowaniu. W ka??dym razie s??odki korzenny soczek „z czego??” by?? mi??ym gestem na powitanie. Nie wspomina??bym by? mo??e o tym, gdyby nie to, ??e milszych gest??w potem r??wnie?? nie brakowa??o. Od wej??cia, a ja ju?? od ??rody, nastawili??my si? na przystawk? w formie Midi sa wino, (mule duszone na ma??le i bia??ym winie z dodatkiem czosnku, cebuli i natki pietruszki – 29z??). Porcja akurat odpowiednia dla dw??ch os??b, tak ??eby zach?ci? ??o???dek do mi?snego najazdu za trzy kwadranse. Przed skorupiakami zostali??my pocz?stowani wspominan?, reklamowan?, chwalon?, pyszn? oliw? z ciep??ym pieczywem. Jako czekade??ko (a bu??ki z kosza jako wylizade??ko do sosu z omu??k??w) spisa??o si? wspaniale. Oliwa zaprawiona octem balsamicznym i ostr? papryk? w po???czeniu ze ??wie??ym pieczywem wymiata??a. Od czas??w Butelki nie jad??em tak dobrej przystawki z oliw? w roli g????wnej. I niech w tym miejscu si? schowa nawet St. Antonio ze swoim zio??owym przysmakiem. Jest to rzecz dla kt??rej zjawi? si? w Tabace raz drugi, trzeci i by? mo??e czwarty! Same morskie ??miecie nie by??y ju?? wstanie dor??wna? darmowej przystawce. Tu oczywi??cie moje zdanie i zdanie krzepy rozbi??o si? o fiordy gust??w i gu??cik??w. Ja twierdzi??em, ??e przesolone omu??ki s? du??o gorsze ni?? w Szwejku, jemu cebulowa zaprawa smakowala bardziej. Jak dla mnie zbyt s??abo podduszona cebula i za ci???ki sos zabija??y smak skorupianego ustrojstwa i ca??o???? przypomina??a bardziej jajecznic? na ma??le z cebulk?, ni?? owoce morza.

Po porcji mi?czak??w, s?cz?c Carlsberga (8z?? – ale czemu nie by??o Okocimia palonego?) ws??uchiwali??my si? w d??wi?k dzwoneczk??w noszonych przez panie kelnerki na najlepszej cz???ci cia??a kobiety. Nadawa??y one (dzwoneczki, nie pupy) na do??? wysokich cz?stotliwo??ciach, przypominaj?c troch? ultrad??wi?kowe odstraszacze ps??w. Ca??e szcz???cie by?? pi?tek, wi?c wszyscy ubrani byli bardziej casual, ni?? korporacyjnie.

Nasza cierpliwo??? zosta??a nagrodzona. Chocia?? czekanie Radzia nieco wcze??niej. Na st???? wjecha?? zam??wiony przez niego gigantyczny kawa?? jagni?cego ud??ca (69z??). Wedle s????w pani kelnerki marynowany przez 3 dni w specjalnej zalewie. Do dostania pono? tylko w pi?tki i soboty. Plotki tej nie potwierdzam, jednak co?? takiego jak sezonowo??c da?? w restauracjach bardzo mnie nakr?ca. Fajnie dosta? co??, czego nie mo??na zje??? na codzie??. Taki wybieg od??wie??a ustalony model biznesowy w postaci, przetartego i podniszczonego czasem, menu.

Czekaj?c grzecznie na swojego steka z wo??owiny (43z??) pod??era??em biednemu krzepie z jego grillowej pateni, czy rondla, soczyst? owieczk?. Oczywi??cie z reporterskiego obowi?zku musia??em spr??bowa? Kebabczeta Marcina (30z??) i Pile po turski, czyli pieczony kurczak w miodzie i balsamico z pra??onym sezamem i orzechami (30z??) Andrzeja. Niestety kebapcze w wykonaniu Tabaki to kolejna po mulach niedor??bka. Owszem smaczne jako kotlety, ale to co daja w Nesebarze bije miejscowe paluchy z mielonego na g??ow?. Kurczak w miodzie, a g????wnie jego wielko???, nokautowa??. Mi?so soczyste, niewysuszone i do tego s??odki, miodowy posmak. Napisa??bym, ??e trzeba si? by??o dobra? r??wnie?? do orzeszk??w, ale zabrzmialoby to do??? homo, lub zalecia??o dowcipem o przemytnikach wiewi??rek.
Wracajmy wi?c do mojej sztuki mi?sa. Stek, wysma??ony w kratk?, przyrz?dzony na medium by?? boski! Mo??e nie nast?pnym, ale na pewno kolejnym razem wezm? co?? nawet mnej wysma??onego. Wo??owina rozp??ywa??a si? w ustach, co zosta??o potwierdzone wyborem zena, kt??ry wzi??? to samo. Z t? r????nic?, ??e zam??wi?? sa??atk? szopsk? (7z??), kt??rej nie dosta??. Co oczywi??cie nie przeszkodzilo tej??e pojawi? si? na rachunku. Fajnie by by??o, gdyby obs??uga dopilnowywa??a zgodno??ci tego co dostaj? klienci z tym za co p??ac?. W ko??cu technika WYSIWYG znana jest nie od dzi??.

Ostatecznie ten zgrzyt nie zniech?ci mnie do ponownej wizyty w Tabace. By??o dobrze, powiedzia??bym, ??e nawet bardzo dobrze. Do tego stopnia, i?? nast?pnym razem skusz? si? chyba na Hejdučki kotleti, czyli kotleciki jagni?ce (44z??), po kt??rych zosta?? mi taki niesmak z Banja Luki. Uraczono nas tam??e, a dok??adniej Kasi?, (wy)suszonym ??cierwem wok???? owczych kostek. Ca??e szcz???cie od czasu menu jagni?cego na Podwalu i wielu wizyt w hinduskich knajpach wyleczy??em si? z traumy po tamtym dniu. Co warte wzmianki, to to, ??e od 10 os??b doliczaj? tu 10% serwis. Ciekaw jestem, czy przy rezerwacjach powy??ej tej ilo??ci wymuszaj? ustalenie menu, niestety jak gdzieniegdzie. Strasznie bydlacki to zwyczaj, t??umaczony zwykle „jako??ci? serwisu” i tym podobnymi bzdurami. Screw that! My??l?, ??e wol? poczeka? na jedzenie 30 minut d??u??ej ni?? by? zmuszonym tydzie?? w prz??d do jego wyboru!

18/01/2009

Pasta z kaw?

Filed under: Warszawa,w??oskie — maliboo @ 22:32

Co by dobrego nie m??wi? o praskich klimatach, warszawskim duchu i „krawaciarskim” rezerwacie jakim jest prawobrze??na strona stolicy, jedno trzeba przyzna?. Jest du??o bardziej zaniedbana, ni?? jej „lepsze” odbicie po lewej stronie lustra Wis??y. Architektonicznie i szynkowo. Ok, mamy tu Sask? K?p? ze swoim kulinarnym zag???biem na czele kt??rego stoi Passe Partout, mamy Villa Moldova, a nawet greckie Santorini. Niestety wobec ponad tysi?ca knajp podanych na gastronautach, ledwie lichy procent promil znajduje si? po praskiej stronie. Po trosze wynika to pewnie z mentalno??ci rdzennie przyjezdnych „warsiawiak??w”, kt??rzy na s??owo „Praga” staraj? si? skry? w najbli??szej stacji metra. Niczym na sygna?? alarmu A-bombowego. Z tego wynika zapewne do??? powolny proces rewitalizacji tych rejon??w. W ka??dym razie „pere??ki”, kt??re tu rezyduj? czasem trzeba wygrzebywa? spo??r??d niechlubnych „wieprzy”. Tak by??o z Knajp? Sami Swoi jak i PastaCafe. Pierwszy lokal, ze wzgl?du na sentyment, czeka od dawien dawna w kolejce po wen?. Pasta Cafe trafi??a si? niejako przez przypadek, podczas przeczesywania mapy restauracji w okolicy.

Lokalizacja miejsca, jak i godziny otwarcia (a la carte jest do 20:00), sugerowa??aby rol? lokalnej lunchowni, ni?? jakiej?? ??redniej restauracyjki. Niestety podobnie i ceny, kt??rych poziom jest o jakie?? 3-5z?? zawy??ony. Blisko??? wszelakich firm i urz?d??w implikuje obecno??? biurw, jak i m??odszego pokolenia kapitalizmu, zbiegaj?cego si? tu niczym mieszka??cy sawanny do wodopoju. Wn?trze znajduje si? w typowej praskiej kamienicy. Ok, mo??e nie tak typowej, poniewa?? fasada ma w miar? nowy (czyt. pewnie ciut m??odszy ni?? 30-letni) tynk, zamiast poczernia??ych, brunatnych cegie??. Z zewn?trz trzyma si? to kupy.
Wej??ci??wka jest do??? skitrana i musz? przyzna?, ??e za drugim razem niechc?cy min???em nag??y skr?t w bram? z niedu??ym szyldem wieszcz?cym i?? teraz i tu PastaCafe stoi otworem. Nad wystrojem wn?trza trudzi? si? raczej nikt nie musia??, ot tynkowane ??ciany, a na nich przeci?tne zdj?cia z przeci?tna modelk? na tle praskich podw??rek, starych zak??ad??w i takietam. Na pi?trze palarnia-piwiarnia z kanapami i mam wra??enie, ??e chcia??bym tam zasi???? czasem ze szklank? czwartego, pi?tego bro w doborowym, bo dobranym towarzystwie. Chocia?? czuj?, ??e b?dzie to pewnie bli??ej lipca, ni?? lutego…

Ale bynajmniej nie na piwo wyrywamy si? na tr??jkwadransowy lunch z obj?? ronda-kt??re-rondem-nie-jest Wiatraczna. Pierwszy raz dane nam tu by??o sp?dzi? czas na pa??cie. Makaronie w sensie i dodam, ??e by?? to czas stracony. Wybrali??my si? pakietowym teamem z &rju i Czarkiem w nadziei i?? odnajdziemy co?? innego ni?? mo??emy zasta? w starych, dobrych Samych Swoich u Sundmann??w. Tego dnia gdy byli??my tu pierwszy raz by??o do??? t??oczno, wi?c przezornie zam??wili??my jako przystawk? w??oskie focaccia (8z??). Przyby??y z pewnym takim op????nieniem, jednak jak si? okaza??o duuuu??o wcze??niej ni?? nieszcz?sny makaron Andrzeja. Sp??d od pizzy z sosami nawet mi le??a??, chocia?? du??o bardziej smakowa?? z sosem pomidorowym i oliwami stoj?cymi przy barze. Jak na m??j gust oliwa z papryczkami chili by??a zbyt ??agodna. C???? to nie to samo co w ??p. Butelce na Podwalu. Po d??ugiej przerwie wkroczy??y makarony: moje farfalle z kurczakiem (24z?? czy co??) i szpinakiem i czarkowe kluchy z szynk? parme??sk? (24 chyba). Szpinaku ma??o, szynka za grubo pokrojona, nie by??o to nic wartego swojej ceny. Ani ilo??? ani jako??? nie przystawa??a do (prze-)za-p??aconych dwudziestu blaszek. Tym czasem w trakcie naszego pa??aszowania Andrzej czeka?? cierpliwie. Z racji tego, ??e nie dosta?? jeszcze swojego talerze obaj z Czarkiem nie spieszyli??my si? zbytnio z pa??aszowaniem, k?tem-pluj?c chwile konsumpcji. Gdzie?? tak przy ko??cu, gdy makaron wyparowa?? z talerza, tudzie?? by?? ju?? zimny, dojecha?? talerz trzeci. Linguine (chyba), ze ??mieciami z morza (27 czy co??). Zbyt rzadki sos i portowy nie zachwyci??a chyba biednego Endrju, jak i mnie – tupeciarsko pod??eraj?cego mu z talerza porcjyjk? tryout. Smaku nie uratowal nawet – o zgrozo – parmezan podany do owoc??w morza (sic!). Widocznie w kuchni nie uznaj? wyj?tk??w i daj? ten ser – morderc? delikatnego smaku – do wszystkiego, jak leci. Chocia?? pewnie ??ona Jacquesa P?pina uzna??aby inaczej;) Taak, pierwsza wizyta nie wypad??a szcz???liwie.

Staraj?c si? nie ocenia?  PastyCafe po (o ironio!) pastach, postanowili??my wpa??? tu drugi raz na pizz?. Ca??e szcz???cie, ??e mieli??my takowe ??elazne postanowienie, poniewa?? tej wizyty w daniu dnia go??ci??a sola z warzywami i ry??em (28z??). Jednak nie z??ama??em si?, uznaj?c ??e jak na typowy lunch, szeregowego pracownika jest to cena zbyt wyg??rowana. Zam??wili??my wi?c pizze, chocia?? Czarek, si? wy??ama?? decyduj?c si? na jak??? sa??atk? z cytrusami i krewetkami (28 chyba, ale g??owy nie dam). Ja wzi???em placek ze szpinakiem, czosnkiem i sadzonym jajkiem (22z??), a Endrju tradycyjna pepperoni (20-co??, jak wszystko tu). Makaron Agaty, kt??ra zam??wi??a „mojego” kurczaka ze szpinkiem wydawa?? si? jakby wi?kszy ni?? podczas ostatniej wizyty. Albo ja by??em g??odniejszy czekaj?c na zam??wienie. Podana pizza mi??o mnie zaskoczy??a, chocia?? zaskoczy??aby milej gdybym dosta?? do niej sos (mo??na dokupi? za z??ot??wk?), pepperoni okaza??a si? do??? przeci?tnym plackiem, kt??ry broni?? si? jedynie mi?sem i sosem na nim le???cym. Natomiast zam??wiona sa??atka to ju?? osobna bajka. Ju?? przy czytaniu menu wydawa??o mi si?, ??e krewetki i pomara??cze co?? raczej nie s? ze sob? kompatybilne, tak jak zestawy lego. Co przyzna?? Cezary pa??aszuj?c zielenin? zagryzan? kawa??kiem focaccia. Ostry smak cytrus??w zag??uszy?? delikatno??? morskiego robactwa.

C???? do typowych lunchowni, gdzie oczekuj? obiadu za 15-18z?? PastCafe nie nale??y, jednak pizza i cena piwa (7z??) s? przyst?pne, je??li bra? pod uwag? miejsce jako before-party. Podejrzewam nawet, ??e trafienie z daniem dnia mog??oby da? du??? przyjemno??c podniebieniu. Lecz do tego trzebaby tu by? go??ciem codziennym, nie niedzielnym jak w naszym przypadku. Oczywi??cie proza strawy jak? oferuje si? w praskich okolicach jeszcze nie raz nas tu zaprowadzi, ale t?skni? te?? jako?? nie b?d?.

05/01/2009

St. Antonio: Solarium wliczone w cen?

Filed under: Warszawa,w??oskie — maliboo @ 23:05

Pane e vino. Panem et circenses! Po w??osku, chocia?? bez pizzy. Ciep??o, ale za oknem ??nieg w niczem Italii nie przypominaj?cy. Tak wita styczniowe St. Antonio na swej zadaszonej werandzie, patiem tudzie?? zwanej, podgrzewanej przez bateri? podwieszanych lamp podczerwonych, kt??re robi? za darmowe solarium.

Wybrali??my si? tu, bo po ??wi?tach, pieczonych boczkach, kark??wce z piekarnika, ?wik??ach, sa??atkach warzywnych, karpiach w galarecie i sma??onych, kapustach z grochem, makowcach, kluskach z makiem, rybach po grecku, ??ledziach z cebul? i tych w occie,  pierogach, racuchach, ciastach s??odkich, mniej s??odkich i piernikach prze??y? si? ju?? nie da??o. A kolejna knajpa Jarczy??skiego kusi??a od dawna. Tym bardziej, ??e Podwale spad??o na psy i ju?? tylko metr mu??u dzieli je od Wooka. Od kiedy podnie??li w Piwnej Kompanii cen? smalcu, by go ostatecznie zlikwidowa? czuj?, ??e jaki?? kawa??ek mnie znikn??? bezpowrotnie. Chocia?? cia??a przyby??o. Ale do rzeczy…

Pierwszy raz zawitali??my tu honorow? ekip? na steku (39z??), chocia?? co poniekt??rym uda??o si? zje??? kotleciki jagni?ce, kt??re niestety zosta??y wyparte przez ciel?ce odpowiedniki. Bez zmiany fotki w menu o zgrozo! Stek, por??wnywalny do tego co mo??na zje??? na Star??wce, bardziej wykazywa?? znamiona dorodniejszego krewnego z placu Konstytucji (czytaj, by?? lepszy ni?? na Podwalu i por??wnywalny do tego co u Szwejka daj?). Tu ma??a uwaga do dzier??ycieli przybytku: na tablicy przed wej??ciem nadal stoi i?? stek ten we wtorki po 29z?? podaj?, co wierutnym k??amstwem, zweryfikowanym i potwierdzonym przez kelnera jest. Swoja drog? nigdy mnie nie przestan? dziwi? promocje, kt??re nie r????ni? sie ni groszem z??amanym od tego co stoi w menu. A ceny stek??w tych w??a??nie identycznymi s? i we wtorki i ??rody i czwartki, et cetera, wbrew temu co podaj? na kartonie przytroczonym do p??ota. Nie wypada zapomnie? o przepysznej pomidorowej z owocami morza (21z??), wartej ka??dej ceny i ofiary.
MI??ym akcentem jest wst?pny pane, kt??rym pasieni s? go??cie przed podaniem dania g????wnego. Chleb, wypiekany pono? na miejscu, podawany jest w stanie ciep??ym wraz z zio??ami i oliw? na talarzyku, jako czekade??ko przed zam??wionym daniem. Wraz z druga wizyt? nastawi??em si? na wspomniane wcze??niej kotleciki jagni?ce, kt??re tak tajemniczo znikn???y z menu…

G????d jagni?ciny spowodowa??, ??e ostatniej wizycie wyb??r pad?? na gicz jagni?c? (39z??). Dokladnie t?, kt??ra jest duszona w rosole z pieczonym ziemniakiem i papryk? nadziewan? kruchymi warzywami podana. Kasia wybra??a stek z ??ososia (36z??) z warzywami i ry??em. Ryba, ryb?, ale pono? ry?? by?? pierwszorz?dny. Natomiast giczy wiele zarzuci? nie mo??na. Owszem, smak bli??szy by?? golonce (tej szlachetniejszej), ni?? ma??ej, zar??ni?tej owieczce. Mimo to pa??aszowa??o si? mi??o. Szczeg??lnie zapiekana papryka z warzywami smakowa??a wybornie. Przynajmniej z wierzchu, kt??ry go??ci?? bli??ej ??arnika pieca w kt??rym by??a zapiekana. Blondi wzi???a makaron z owocami morza (26z??), kt??rego pokona? nie zdo??a??a. Niestety nie pr??bowa??em tego wyj?tkowo;), wi?c wypowiada? si? nie b?d?. Wygl?da??o to na pewno smaczniej i by??o tego wi?cej ni?? to co dosta?? dzi?? Endrju w Pasta Cafe za blaszek dwadzie??cia pi?? bodaj??e. I zaserwowane by??o bez parmezanowej sugestii w postaci posypki, kt??r? raczy? wszystkich w makaronowej kawiarni na Pradze ??aszcz?.

??wi?ty Antoni kusi jeszcze swymi borowikami z p??atkami pol?dwicy z makaronem do wyboru podanym, omletami wychwalanymi w menu i ciel?cymi kotlecikami z jagni?cych przerobinymi. Wpa??? tu nie problem, od metra blisko, piwo dobr? cen? stoi (7z??), a i w newsletterze krabami kusz?. Od czasu pa??aszowania skorupiaka w Cannes nie potrafi? od??a??owa? tego, ??e w Polsce nie da si? dosta? tak dobrych stawonog??w jak na kocim dazurze.

01/06/2008

Lama z Kathmandu

Filed under: Warszawa,indyjskie — maliboo @ 19:36

Do Kathmandu musia??em podej??? dwa razy. Nie ??eby by??o wysoko, czy specjalnie daleko, ale pierwsza wizyta na Wsp??lnej 65a nie przyprawi??a mnie o zawr??t g??owy.

Miejsce odkry??em zupe??nie przez przypadek, kiedy jaki?? czas temu szukali??my przytulnego miejsca ??eby opi? z ch??opakami ma??y sukcesik. Wyb??r pad?? na Peoni? Macedoni?. Niestety na miejscu okaza??o si?, ??e to wcielenie najwy??ej podgryza korzonki peonii. Na miejscu by??o ju?? Kathmandu. Z racji, ??e oko nie przepada za egzotycznymi smakami, a na dzie?? dzisiejszy lokal nadal nie dorobi?? si? koncesji, uciekli??my wtedy do Ma??ej Serbii. Ale co si? odwlek??o to nie uciek??o…

M??j, ostatnio nasilony, lobbing hinduszczyzny spowodowa??, ??e w innym sk??adzie i w cieplejszej porze nawiedzili??em ten adres ponownie. Pierwsze wra??enie: wn?trze przesz??o chyba tylko lekki lifting ??cian po poprzednim w??a??cicielu, bo z po??udniow? Azj? nie ma tu nic wsp??lnego. Podejrzewam, ??e nawet naczynia pozosta??y w spadku po czasach Peonii. Ale w ko??cu nie do galerii tu przyszli??my. Od wej??cia nie da??o si? przeoczy? tutejszego kelnera, chyba dok??adnie takiego jakim powinni by? ci wszyscy, kt??rzy zajmuj? sie konsumentami w jad??odajniach. Szarmancki i pomocny, na oko po pi??dziesi?tce (wiekowo, nie procentowo) – zawsze sk??onny do wyja??nie??. Niestety za pierwszym razem nie mieli??my przyjemno??ci by? obs??u??onymi przez niego. Za drugim z kolei zostali??my potraktowani troch? po macoszemu. No c????, para m??odych ludzi, to nie sze??ciosoobowa grupa. Troch? szkoda, bo czar pierwszego wra??enia prysn???.

W przeciwie??stwie do mojego ulubionego Arti, ani naan, ani parantha w menu tu nie wyst?puj?. S? za to papadamy (3z??), podawane z dwoma sosami: zielonym (mi?towo-kolendrowy) i czerwonym tamaryndowym o s??odkim smaku. Warte spr??bowania, chocia?? nie warte swej ceny s? piero??ki momo. 20z?? jak za 10 sztuk odgrzewanych klusek na prz?k?sk?, to conajmniej o 5 za du??o. Wspania??e jest za to tutejsze lassi mango (8z??). Na g??ow? bije owocowy jogurt, kt??ry pr??bowa??em w Mandali. W wersji na s??ono, z kminem r??wnie?? niczego sobie. Za drugim razem dane mi by??o spr??bowa? r??wniez nepalskiej zupy z kurczakiem (10z??) i to by??o chyba najwi?ksze rozczarowanie. Smakowa??a jak cienki roso??ek z mi?sna wk??adk? i kokosowym posmakiem. Do czasu… Pani in??ynier pr??buj?c go posz??a w eksperyment i doda??a sobie na ??y??k? z wywarem zielonego sosu do papadam??w. Fuzja ta by??a na tyle pozytywna, ??e od razu dorzuci??em dwie ??y??eczki do miski z zup?. Mo??e by?? to jaki?? gwa??t na zasadach, ale jego owoc by?? jak najbardziej smakowity. Tutejszy szef kuchni powinien pomy??le? nad lekka zmian? w tym daniu.

Ceny g????wnych da?? s? tu do siebie zbli??one i oscyluj? w granicach 24z??. Oczywi??cie jak zwykle, ry?? nie jest doliczany i wyst?puje tu tylko w jednej postaci: zwyk??ego bi??ego ry??u basmati (5z??). Jak zwykle wszystko podawane jest w osobnych miskach, zach?caj?cych wr?cz do dzielenia si? smakami. Mia??em okazj? spr??bowa? tu g????wnie jagni?ciny: po nepalsku, w curry i jakiej?? na ostro. M??j wyb??r pad?? na nepalsk? – ze ??wiezym pomidorem i ?wiartkami jajka na twardo. Nie okaza?? si? by? bardzo trafiony, o niebo lepiej smakowa??a mi owieczka w curry. Jagni? w wersji ostrej, okaza??o si? za to pora??k?. Z tego co si? orientuj? to w lod??wce trzymam ostrzejszy ketchup ??adgodny, ni?? to co nam zaserwowano. Narzekam tak, poniewa?? kelnerka nastawi??a nas na co?? naprawd? pal?cego. Bonusowy kurczak zena okaza?? si? drobiow? odmian? mojego dania. Sos by?? ok, ale nie by??o to r??wnie?? nic powalaj?cego. Z tego co pami?tam to jagni?cina w nepalskiej wersji z Mandali by??a smaczniejsza.

Tutejsze porcje, mimo, ??e nie wydaj? si? wielkie naprawd?, syc?. Na oko ilo??? mi?sa i sosu jest ciut mniejsza od tego co mo??na dosta? w Arti, ale nie mo??na naprawd? narzeka?. Po spa??aszowaniu papadam??w, piero??k??w i ca??ej porcji jagni?ciny czu??em si? naprawd? pe??en. By? mo??e uczucie to pot?gowa?? tutejszy klimat. Jest ju?? do??? ciep??o, a klimatyzacji, czy inszego nawiewu si? nie u??wiadczy. Podejrzewam, ??e z ka??dym kolejnym, letnim tygodniem mo??e by? gorzej. Szybko??? obs??ugi r??wnie?? nie powala, ale to akurat, szczeg??lnie gdy si? nikomu nie ??pieszy, uwa??am za plus. Jest czas na rozmow? i obserwacj? otoczenia. Kt??re czasem mo??e zaskoczy? swoim sfoszonym zachowaniem. I tu ma??a dygresja.

Po zap??aceniu rachunku sze??cioosobowy stolik za nami, obs??ugiwany przez wspomnianego na pocz?tku kelnera, zaj???a trzyosobowa ekipa haute consommateur, ???daj?c wyra??nie obs??ugi przez pana kelnera. Widocznie pani – rodowita hinduska? im nie odpowiada??a. Nowela jak? odegrali nie mog??a p??j??? w niepami??, chocia??by dlatego, ??e zen i maczek by mi tego nie darowali.
Trzyosobowe pa??stwo, kt??re zasiad??o, pod przewodnictwem naczelnego recenzenta kulinarnego prawdopodobnie z podsiedleckich rejon??w, zabra??o si? w??a??nie do wyboru da??. Pan recenzent d??ugo dywagowa?? nad wyborem da?? swoich go??ci. Stwierdzi??, ??e je??li mi?so nie b?dzie odpowiednie, to wyjdzie i nie zap??aci rachunku. Z tego co si? zorientowa??em kelner przysta?? na t? umow?. Gdy obserwowana wsp????biesiadniczka wybra? ryb?, smakosz wtr?ci?? si? pytaj?c, czy sola, podana b?dzie bez o??ci. Na has??o, ??e s? to gotowe filety dopyta?? si? jeszcze czy ze ??wie??ej ryby. S??ysz?c przecz?c? odpowied?? odradzi?? chyba to danie.
Nie wiem czy pan zdawa?? sobie spraw? z po??o??enia geograficznego Warszawy, ale jedyna ??wie??a ryba, kt??r? mo??na tu dosta? w cenie do 20z?? to ta z Wis??y. W czasie oczekiwania, siedz?c w pobli??u, nie spos??b by??o nie us??ysze? samo-uwag na temat ekonomicznej zaradno??ci pana znawcy. Wszak sztuk? jest „zwraca? uwag? na ka??d? z??ot??wk?”. Konsumpcja naprzeciwstolikowych go??ci rozpocz???a si? i gdy ju?? wydawa? si? mog??o, ??e wszystko wszystkim smakuje (a siedz?c niedaleko nie spos??b by??o nie s??ysze?) pan krytyk kulinarny zawezwa?? obs??ug? w celu z??o??enia zapytania:
- Co to za mi?so?
Odpowied?? pani kelnerki, po chwili zaskoczenia tak g??upim pytaniem: „jagni?cina” zosta??a skwitowana pogardliwym kr?ceniem g??owy i parskni?ciem gminnego znawcy. Nast?pnie stwierdzi?? kpi?co, ??e to chyba jaka?? lama by? musi i na pewno nie jest to jagni?cina. Zaawocowa??o to natychmiastowym stworzeniem tematu do dzisiejszego wpisu i ochrzeczenia go tym epitetem przez nasz? ekip?. Po tej uwadze reszcie towarzystwa z jego stolika r??wnie?? przesta??o smakowa? i zacz?li??my s??ysze? narzekania, ??e „no tak”, „no mi te??”, „jednak to nie to”. Ca??a sytuacja by??a tym bardziej ??enuj?ca, ??e mi??a starsza para, kt??ra niedawno zasiad??a tu?? obok nas, zosta??a lekko zbita z tropu. Fakt, gdy w restauracji s??yszy si? takie has??a zaraz po wej??ciu mo??na si? przestraszy?. W tym przypadku raczej antypatycznej klienteli w postaci pana lamy.

??eby jednak na koniec zostawi? co?? dobrego rozp??yn? si? nad jagni?cin? z kozieradk?. Pocz?tkowo obawiali??my si? troch? zbyt mocnego aromatu przyprawy, jednak po zapewnieniach kelnera, ??e warto spr??bowa? w??a??nie tego dania z??amali??my si?. I naprawd? by??o warto. Mnie osobi??cie odpowiada?? lekko md??y smak sosu, z naprawd? delikatnym aromatem kozieradki. Jednak to danie, no i mo??e jeszcze jagni?cina curry nie spowoduje, ??e zawitam tu raz jeszcze. Brak naan??w i mimo wszystko niezbyt bogate menu (nie ma tu chyba nic „z pieca” tandoor) powoduje, ??e miejsce to jest raczej na dwa-trzy strza??y. Je??li chodzi o hinduszczyzn? w przyst?pnej cenie dla mnie niepodzielnie kr??luje Arti przy placu Zawiszy.

11/05/2008

Yeah, here come the rooster

Filed under: Warszawa,ameryka??skie — Tagi: — maliboo @ 13:01

Ca??e szcz???cie wiesz, ??e nie umr? (po tutejszym jedzeniu). Chocia?? restauracja jad??odajnia Rooster na Krakowskim Przedmie??ciu powinna si? martwi? o swoj? przysz??o???. Pami?tam, ??e b?d?c dwa lata temu w Zoppot Stadt knajpa ta by??a jedn? z bardziej obleganych w s?siedztwie. Widocznie w ma??ych miejscowo??ciach turystycznych (a widz?, ??e w Zakopanem i Krakowie te?? maj? fili?) to spora atrakcja dla znudzonych turyst??w. Jednak w zblazowanej Warszawce trzeba chyba czego?? wi?cej. Kr??tkie gatki mamy w Jeffsie, a pi?kne panie w Nowym Orleanie (dla wieczoru kawalerskiego warto si? o??eni?!).

M??j dobry kompan Gburczys??aw Krzepki jak zwykle marudzi??, ??e rezerwacja na 17:15 to zbyt wcze??nie. I tak na miejsce dotarlismy sp????nieni dobre 25 minut. Nie by??bym sob?, gdybym po drodze nie pogania??, martwi?c si?, ??e rezerwacja ju?? nam przepad??a. O dziwo nie i miejsce przywita??o nas pustkami jak na okolice godziny 18. Czerwone Majtki nr 1 przywita??a nas z u??miechem i zaproponowa??a miejsce w sali nr dwa w g???bii lokalu. Po szybkim rekonesansie doszli??my do wniosku, ??e pi??ka no??na i kilkunastoosobowa ekipa g??o??nych, nalanych, typowo ry??o-blond angolskich angoli, to niezbyt dobry pomys?? na sp?dzenie wieczoru. Wr??cili??my zatem na z g??ry upatrzon? i zarezerwowan? pozycj?, przy wej??ciu na przeciwko internetowej kamery.

Na pocz?tku jak zwykle zgrzyt cenowy. Ja nie wiem co ??atwiej zrobi?: przygotowa? i wydrukowa? nowe menu w lokalu, czy uaktualni? ceny na stronie internetowej. Kiedy w??a??ciciele lokali, ba! stron internetowych, po???pi? si? w ko??cu, ??e w A.D. 2008 pierwszym kontaktem z us??ugodawc? jest Internet. Okocim palone podro??a?? o ca??e 50 groszy! Z zach?caj?cego 7.50 w karcie sta??o 8z??. Skandal, w obliczu rosn?cej inflacji w Kt??rej??kolejnej RP takie zmiany s? niedopuszczalne. Do piwa nale??a??oby wciagn?? tradycyjnie kurcze skrzyde??ka. Niestety okaza??o si?, ??e tych pikantnych, podw?dzanych za 11.90 nima. Zamiast tego wzi?li??my pa??eczki z kurczaka. Sztuk cztery. Kury, kt??re by??y ich dawcami musia??y pami?ta? chyba jeszcze czasy Wietnamu i ojca Cantrella. Ko??ci na biednych n????kach byly upitolone w p???? jakim?? ostrym narz?dziem. Mi?so natomiast do??? mocno przyprawione, nie sugerowa??o pierwszej ??wie??o??ci. Ca??o??? ratowa??y trzy sosy, a dok??adnie jeden. Ten kt??ry pierwej za ketchup wzi???em, ale okaza?? si? nawet ca??kiem zjadliw? sals?. Dwa udka na g??ow? to ??aden wyczyn, czekaj?c na J?drka, Kt??ry Pracy Si? Nie Boi, dom??wili??my kiepskie frytki i kolejny bro. Do piwa nasza mi??a pani kelnerka Czerwone Majtki nr 1 donios??a popcorn niepierwszej ??wie??o??ci. I tak ju?? by??o do ko??ca.

Konsumpcja produkt??w sta??ych sprzyja niem??wieniu, szczeg??lnie, gdy interlokutor siedzi na przeciwko. Rozgl?daj?c si? po knajpie zauwa??y??em par? ciekawych rzeczy. Po pierwsze primo: s??upy stylizowane na telekomunikacyjne, czy inne ??redniego napi?cia to lekki serek. Po drugie primo: dzia?? rekrutuj?cy nie bardzo wgryz?? si? we rozdzia?? „Nasza filozofia” podr?cznika Rooster. Po trzecie primo: do??? ??mieszn? sytuacj? by??o, gdy do ??rodka wdar?? si? trzyosobowy bodaj??e oddzia?? emerytek. Starsze panie raczej nie pasowa??y do targetu tego lokalu, jednak usiad??y sobie na kaw?. Obs??uguj?ca je dziewczyna, chyba odruchowo, obci?gn???a sobie koszulk?, chowaj?c nerki i brzuch. Po spo??ytej kawusi wyda??o mi si?, ??e babcie opu??ci??y lokal nie p??ac?c. Wra??enie to potwierdzi??o jeszcze do??? dziwne zachowanie kelnerki. No ale to ju?? sprawa pomi?dzy ni?, a moherowym patrolem.

Mimo kolejnego piwa, a mo??e przez to – moje zdziwienie jak wielkie pustki w knajpie tej s? uczynione, ci?gle ros??o. By??a dobra godzina 20, gdy nie tylko mo??na by??o znale???, ale i wybra? sobie miejsce. Widocznie sex nie sprzedaje tak dobrze jak wszyscy s?dz?. Smutne to jest jak wszelakiej ma??ci menad??erowie podchodz? lekk? r?czk? do nowych inwestycji. Tu nie wystarczy sprawdzony scenariusz z letniskowych miasteczek, ale trzeba wymysli? co?? nowego. Jak piwne promocje w poniedzia??ek, czy inne happy hour.

Ale do rzeczy, a wi?c do jedzenia. Jako g????wne danie tego wieczoru strzelili??my sobie po farmer burgerze (24.90z?? bodaj??e). Przegl?da??em wcze??niej menu i to co dosta??em zaskoczy??o mnie raczej in plus w stosunku do tego co mo??na zobaczy? na zdj?ciach. Zn??w odbiegn? od tematu, ale zawsze mi si? wydawa??o, ??e prezentacja towaru powinna by? jak w najlepsza. Natomiast zdj?cia w internetowej ofercie wygl?daj? jak robione telefonem kom??rkowym u klienta na stole. Mo??e to jaki?? trend Web 2.0, czy inne „prawdziwe-bo-amatorskie” porno?
Sam burger jednak smakowa?? ciut lepiej ni?? si? oczekiwa??em. Na pewno by?? smaczniejszy ni?? ten z Jeffsa, jednak nie umywa?? si? do kanapki z Hard Rock Cafe. Przykre by??o te?? to, ??e nasza kelnerka nie raczy??a nawet spyta? jakie mi?so sobie ??yczymy. W efekcie na naszym stole wyl?dowa??y dwa dobrze wysma??one kawa??ki mi?sa z do??? przypalonym grubym kawa??kiem boczku. jak dla mnie grubo??c mo??na by??o zdecydowanie zamieni? na ilo??? (dwa cienkie). A i sam kotlet uderza?? w lekko suchawe akordy. Nie mog? jednak powiedzie?, ??e nie by??em ostrze??ony. Przestroga jakiej mi udzieli?? malak w stosunku do tutejszej kuchni i nie tylko nie by??a przesadzona.

Jedno jest pewne, nie za??piewam raczej z Irenk? Santor. Jedyne co by mnie kusi??o w menu to stek. Ale na tego wol? powr??ci? na Podwale, czy do Szwejka, gdzie podaj? go z sosem z zielonym pieprzem. Cena podobna, a wol? zaufa? sprawdzonym garkuchniom. W obecnej formie Rooster nie jest w stanie zaoferowa? nic wi?cej ponad Czerwone Majtki?? – a i to tylko raczej pijanym anglikom.

09/04/2008

Ti?n-Ti?n. Pod br?zowym karaczanem

Filed under: Warszawa,blah!,chi??skie — Tagi: , — maliboo @ 21:55

Ten kto twierdzi, ??e mieszczuchy i sporty ekstremalne to dwie wykluczaj?ce si? rzeczy jest w b???dzie. Wystarczy uda? si? na D??ug? 29 w Warszawie do baru Tien-Tien aby prze??y? bajkow? podr???? do ??wiata szokuj?cej Azji.

Tym razem nasza niestrudzona ekipa odkrywc??w dziewiczych teren??w uda??a si? na przedmie??cia Starego Miasta w celu eksploracji chi??skiego baru-restauracji. Jak poinformowa?? nas jeden z przeszczepionych autochton??w mo??na si? tu natkn?? na calkiem smaczne k?ski wo??owiny na gor?cym p????misku (24z??) i niedrogie piwo (6z??). Po wst?pnym rekonesansie rejonu zakwaterowali??my si? w salce ??rodkowej. D??ugie studiowanie dokument??w terenu zaowocowa??o pojawieniem si? na stole skrzyde??ek kurczaka po wietnamsku (8z??), ry??u z owocami morza (20co??), a dla mnie zupa z trupa (7z??) – czyli ros???? po op??ukananiu kury i embriony wonton. Tutejsze specja??y wprost nas zachwyci??y. Skrzyde??ka przypomina??y troch? perfumowany szampon do w??os??w, a owoce morza nast?pnego dnia pokonane zosta??y czterema w?glami. By? mo??e zwyk??ego cz??owieka ju?? to by odstraszy??o (o zapuszczonym akwarium nie wspomn?), ale nie nasz? ekip? badaczy. Rozochoceni tutejszym trunkiem przypominaj?cym w smaku rozcie??czon? Wark? zam??wili??my danie wieczoru: kurczaka i wo??owin? na gor?cym p????misku (20ile??, niewa??ne i tak o 50 za du??o). Po przyniesieniu skwiercz?cych utenslylii poczuli??my si? prawie jak za studenckich czas??w gdy takie porcje opycha??o si? w okolicach placu Konstytucji. Nadchodz?cego ataku nie zapowiada??o nic. Nawet uwaga: „po mojej desce przebieg?? ??uczek” zosta??a zbyta ??miechem. I to by?? b???d. W obcych, nieprzyjaznych terenach wr??g mo??e czycha? wsz?dzie. Szczeg??lnie w miejscach gdzie si? go niespodziewamy! I niestety to spotka??o Tomka. Zaatakowali go we czterech, wy??aniaj?c si? z przepastnych przestrzeni wys??u??onej deski do kt??rej przymocowany jest ??eliwny p????misek. Zen, zaprawiony w bojach po wakacjach na Jamajce, zby?? tylko u??miechem szturmuj?c? brygade i leniwym ruchem pozbawi?? ??ycia jednego z nich. Z pocz?tkowej defensywy przeszli??my w atak i pukaniem zacz?lismy wyp??asza? z kryj??wki jednego po drugim. Gdy wydawa??o si? ju??, ??e walka sko??czona z ty????w zacz???a nadci?ga? ci???ka piechota! Ca??e szcz???cie minut? po rozpoznaniu but Tomka, niczym m??ot Thora zgni??t?? bydl?. Niczym kamerzy??ci Blair Witch Project przebieg konfrontacji utrwalili??my na video:




Znajoma technolo??ka drewna, w oparciu o nasz opis, stwierdzi??a, ??e niekoniecznie musia??y by? to prusaki. Rozszerzy??a rozpoznanie do spuszczela pospolitego. Jednak??e ten ostatni ma bardziej przyst?pny wygl?d i z pewno??ci? porusza si? dostojniej ni?? pospolity karaczan. Z uwagi na swoje zdrowie, nie tylko fizyczne, postanowi??em zastosowa? metod? wyparcia. Ten wiecz??r nie istnia??, nas tam nie by??o. Tylko sk?d ten wpis?

« Newer PostsOlder Posts »

Powered by WordPress