<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>mali*ciouş &#187; Warszawa</title>
	<atom:link href="http://malicious.pl/spizarnia/category/miasta/warszawa/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://malicious.pl</link>
	<description>Jeszcze jeden blog o żarciu</description>
	<lastBuildDate>Sat, 06 Mar 2010 22:32:03 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Argentina &#8211; Z tamtej strony, z tej strony, z różnych stron</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2010/02/15/argentina-z-tamtej-strony-z-tej-strony-z-roznych-stron/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2010/02/15/argentina-z-tamtej-strony-z-tej-strony-z-roznych-stron/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 15 Feb 2010 22:34:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[argentyńskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=197</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Po pierwszej wizycie w restauracji i kawiarni Argentina wiedziałem, że to miejsce będę musiał odwiedzić jeszcze raz. Niestety czasem braknie spustu Macieja Nowaka, żeby za pierwszym podejściem rozłożyć lokal na czynniki pierwsze. Dlatego też to miejsce zostawiłem sobie na dwa kęsy. Szczególnie, że szykowałem się na nie od dawna. Niestety moja fascynacja Argentyną utkwiła gdzieś pomiędzy parzeniem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Po pierwszej wizycie w restauracji i kawiarni <a href="http://argentina.com.pl/">Argentina </a>wiedziałem, że to miejsce będę musiał odwiedzić jeszcze raz. Niestety czasem braknie spustu <a href="http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/0,79871.html">Macieja Nowaka</a>, żeby za pierwszym podejściem rozłożyć lokal na czynniki pierwsze. Dlatego też to miejsce zostawiłem sobie na dwa kęsy. Szczególnie, że szykowałem się na nie od dawna. Niestety moja fascynacja Argentyną utkwiła gdzieś pomiędzy parzeniem kolejnej mate (mała w Argentinie to 8zł), a mieszanką Cortazara i dzienników <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Witold_Gombrowicz">Gombowicza</a>. O samym kraju i jego kuchni z pewnością więcej ma do powiedzenia <a href="http://restaurantica.pl/">Marta</a> na <a href="http://glodniswiata.pl/">glodniswiata.pl</a>. Ja muszę się ograniczyć jedynie do subiektywnych odczuć po wizycie w polskiej protezie kulinarnej.</p>
<p>Umieszczony na <a href="http://maps.google.com/maps?q=argentina,sandomierska%2013,warszawa">Sandomierskiej 13</a> dwupoziomowy lokal znajduje się praktycznie rzut beretem od mokotowskiego Silverscreena. Trafić naprawdę nietrudno. Chyba, że po drodze ktoś zboczy do pobliskiej Pizzy Hut. Dolne piętro to sala z parkietem do treningów <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Milonga">milong</a> i tang wszelakich, oraz mniejszy pokoik barowo-kawiarniany. Górne to kuchnia i sala restauracyjna. Zarówno za pierwszym, jak i drugim razem zostaliśmy przywitani prośbą o kurtki. Bo ani pora roku, ani poziom lokalu nie pozwalają raczej na ordynarne wieszanie okryć na oparciach krzeseł.</p>
<p>Wystrój i stylizacja, prawdopodobnie jak i ambicje właścicieli, znajdują się trochę ponad <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Średnia_ważona">średnią ważoną</a> warszawskiego szynku. Na ścianach podwieszone dyndają pasy, czy inne końskie <a href="http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2454598">duperele</a>-utensylia, oraz przystępne zdjęcia (z racji miejsca pewnikiem z argentyńskich okolic). Niestety jedynym widokiem z okna, jaki może nas uraczyć w porze późno-popołudniowej jest znajdująca się na przeciwko sala gimnastyczna z treningami <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Piłka_siatkowa">siatkówki</a>. Oczywiście moim głównym powodem odwiedzin nie było krzewienie kultury fizycznej, jeno kulinarnej, więc postaram się skupić na jedzeniu serwowanym w Argentinie. A to występuje tu na różnych poziomach i, nie wiedzieć czemu z zamówieniami akurat zawsze udawało mi się trafiać, jeśli nie w dziesiątkę, to blisko ósemki. Podwójną wizytę pozwolę sobie skompresować do pojedynczego wpisu, wspomnienie pierwszej dość mocno i pozytywnie utkwiło mi w pamięci.</p>
<p>Tradycyjnie każde zamówienie staram się otworzyć piwem (8zł &#8211; cena jak na Warszawę zjadliwa) i drobną przystawką. Dziewiczym razem była to<em> zupa cebulowa</em> (13zł) &#8211; wyjątkowo przeciętna z utopioną grzanką z podłużnej <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Bułka_paryska">bułki wrocławskiej</a>. Nie wiem czy to rodzaj fatum, czy może kulinarne <a href="http://pl.wiktionary.org/wiki/faktotum">faktotum</a>, ale zawsze przy takich zamówieniach zdarza mi się dostać i grzecznie skonsumować coś co absolutnie nie pasuje do moich oczekiwań po lekturze menu. Zupa okazała się rosołkową lurą, którą wysiorbałem bardziej z recenzenckiego obowiązku, niż smaku. Za drugim razem na przystawkę wybraliśmy <em><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Empanadas">empanadas</a> de queso y cebolla</em> (15zł) czyli pierożki z żółtym serem, oliwkami i cebulą. Liczba mnoga &#8222;oliwki&#8221; jest tu jak najbardziej na wyrost. Podobnie jak liczba mnoga pierożków. Pamiętam, że w zamierzchłych czasach istniała <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Liczba_podwójna">liczba podwójna</a>, podobną konstrukcję powinni stworzyć właściciele Argentiny. Trzy pierożki z okruchami oliwek, zaserwowane na talerzyku oprószonym papryką to trochę mało. Jak na jedną osobę ilość ok. Jak na taką cenę &#8211; przydałyby się jeszcze ze dwie sztuki. Po przystawce oczekiwanie na zamówienie główne &#8222;umilało&#8221; czekadełko w postaci podgrzanej bułki z podaną oliwą. Niestety w trakcie obydwu wizyt nikt się nie pofatygował, żeby do skromnej porcji pieczywa i tłuszczu z pierwszego tłoczenia podać sól, o pieprzu nie wspominając&#8230;</p>
<p>Rzucając biedne przystawki w otchłań zapomnienia skupie się na tym co mnie tu uwiodło. Pierwszym razem był to, polecany przez <a href="http://fro.blox.pl/2009/12/Restauracja-Argentina.html">Froasię</a>, <em>comber jagnięcy</em> (66zł) <em>z ziemniaczkami </em><a href="http://www.flickr.com/search/?q=noisette+potatoes&amp;w=all"><em>noisette</em></a>. Kartoflane <a href="http://translate.google.pl/#fr|pl|noisette">orzeszki</a>, serwowane pewnie z mrożonek <a href="http://www.ffp.pl/">Farm Fries</a> &#8211; to w sumie nic nad czym można się zachwycać. Za to sama jagnięcina, zamówiona przeze mnie na <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Steak#Degree_of_cooking">medium rare</a> była palce lizać. Naprawdę, za pierwszym razem górowałem swym wyborem nad krzepą i jego <em>roastbeefem wołowym</em> (50zł) i szczerze przyznam, że o pół głowy wyprzedzałem zamówienie Długiego w postaci <em>antrykotu wołowego z czarnego pieprzu</em> (55zł). Okazało, że te 5 złotych różnicy czyni smakowe cuda. Antrykot okazał się solidnym kawałkiem krowy wysmażonym jak należy, natomiast krzepkoska wołowina nie była godna swej ceny. W tych widełkach podobny jakościowo kawałek mięsa tyle, że bogaciej podany, można dostać na warszawskim <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2007/01/09/powrot-do-zrodel-czyli-75zl-za-litr-browara/">Podwalu</a>.<br />
Powrócę jednak do moich czterech kotlecików z młodej owcy. Lubię jagnięcinę, ten rodzaj mięsa najczęściej wybieram we wszelakich hindusach. Jednak towarzystwo mocno doprawionych sosów znakomicie przyćmiewa jej naturalny smak. Z tego co pamiętam ostatnią dobrą sztukę owcy jadłem w <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2008/10/01/nesebar/">Nesebarze</a>. Ale to co sprezentowała mi Argentina było lokalnym mistrzostwem świata.</p>
<p>Dobrą pozycją okazał się również <em>antrykot z kurkami <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sauté">sauté</a> </em>(skąd w nazwie <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Chorizo">chorizo</a>? 56zł). Za to zdecydowanym pudłem były <em>naleśniki z wędzonego łososia z serem</em> (20zł) Tomka. Niestety nadmiar białego sera i niedomiar &#8222;norweskiej&#8221; ryby to nie to na co można liczyć za dwadzieścia złotych. Podobnie jak <em>polędwiczki wieprzowe z winogronowym </em><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Chutney"><em>chutney&#8217;</em></a><em>em</em> (35zł), który okazał się za słodki jak na mój gust. Może jestem ignorantem w tych sprawach, ale uważam, że chutney powinien być bardziej pikantny. Zupełnie niezauważona przemknęła mi również <em>pieczona sola w sosie czosnkowym z warzywami i ryżem</em> (29zł). Ryba jak ryba, za to strzałem w dziesiątkę okazała się być <em>polędwica wołowa z grilla zawinięta w boczek</em> (75zł). Zamówiona jak zwykle na medium rare dosłownie rozpływała się w ustach. Ponarzekać tu mogę tylko na średnie <a href="http://www.vintagevictuals.com/2009/08/roasted-fingerling-potatoes-herbes-de.html">kartofelki po prowansalsku</a>, które jakby trochę wczorajsze były.</p>
<p>Niestety czytając na gastronautach <a href="http://www.gastronauci.pl/4249-restauracja-i-kawiarnia-argentina-warszawa#opinion-31031">opinie</a> o tutejszym <a href="http://www.flickr.com/search/?ss=2&amp;w=all&amp;q=t-bone+steak&amp;m=text">t-bonie</a> to nie wiem czy poza jagnięciną i argentyńską wołowiną jest tu do czego wracać. Kulinarnie oczywiście, bo dla chętnych kilka razy w miesiącu odbywają się tu płatne i bezpłatne praktyki z milongi. Pewnie bym nawet skorzystał, ale życie na bezrobociu rozleniwia.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2010/02/15/argentina-z-tamtej-strony-z-tej-strony-z-roznych-stron/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bliss Garden &#8211; Ogród tak, ale rozkoszy niewiele</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2009/10/08/bliss-garden-ogrod-tak-ale-rozkoszy-niewiele/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2009/10/08/bliss-garden-ogrod-tak-ale-rozkoszy-niewiele/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Oct 2009 19:59:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[chińskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=178</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Wizyta w Bliss Garden trochę się nam przełożyła w czasie i musiała czekać końca mojego urlopu. W końcu jednak piątkowa kolacja odbyła się pod egidą przybytku na Twardej 42. Trochę spóźnieni wpadliśmy przed godziną dwudziestą w czeluście Związku Wędkarza, by zejść do podziemnego &#8222;ogrodu&#8221;. Na wejściu skinięciem glowy przywitała nas chińska matrona pilnująca kulinarnego dobytku. Od [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Wizyta w <a href="http://blissgarden.pl/">Bliss Garden</a> trochę się nam przełożyła w czasie i musiała czekać końca mojego urlopu. W końcu jednak piątkowa kolacja odbyła się pod egidą przybytku na Twardej 42. Trochę spóźnieni wpadliśmy przed godziną dwudziestą w czeluście Związku Wędkarza, by zejść do podziemnego &#8222;ogrodu&#8221;. Na wejściu skinięciem glowy przywitała nas chińska matrona pilnująca kulinarnego dobytku. Od razu przyszła mi na myśl niezapomniana wizyta w świętej pamięci <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2008/04/09/tien-tien-pod-brazowym-karaczanem/">Tien-Tien</a>, przemianowanym teraz na Mekong. Tomek już na nas czekał w towarzystwie <strong><em>staropramena</em></strong> (11zł), więc dołączyliśmy czem prędzej powiększając piwne kworum o rodzimego <strong><em>żywca</em></strong> (9zł).</p>
<p>Obsługa w postaci młodziutkiej azjatki, uroczo kaleczącej polski, podjęła nas błyskawicznie, domagając się zamówienia. niestety, widocznie żeńska cecha: niezdecydowanie skutecznie powstrzymała mnie od wyboru dania głównego, decydując się  wprzódy na <em><strong>chińskie smażone pierożki</strong></em> (9zł/6 sztuk) w podwójnej porcji. W przeciwieństwie do piwa i na podobieństwo dań głównych na jedzenie musieliśmy chwilkę poczekać. Dwanaście podsmażonych z jednej strony paczuszek wylądowalo na wspólnym talerzyku w towarzystwie dwóch sosów. Łagodny i słodki nie przypadł mi do gustu. Jednak jego brat bliźniak, niczym Arnie w <a href="http://www.imdb.com/title/tt0096320/">Twins</a>, nadrabiał za dwóch, ratując z całkowitej porażki zarówno swojego sos-brata  jak i pierogi. Sory <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Winnetou">Winnetou</a> (bez mieszania w to indiańskiej kuchni)- ten wybór okazał się nietrafny.</p>
<p>Wesoło deliberując nad socjologicznymi aspektami <a href="http://www.facebook.com">portali społecznościowych</a>, a w szczególności nad wagą kwizów w kontekście <em>szacuna u ziomów</em>, wybraliśmy dania główne. W kolejności: <em><strong>makaron sojowy smażony z warzywami</strong></em> (22zł), <em><strong>wołowinę w czarnym sosie</strong></em> (29zł) i <em><strong>jagnięcinę na gorącym talerzu</strong></em> (39zł). No i <strong><em>ryż</em></strong> (4 zł), ponieważ wliczenie go w koszt zestawu zapewne brzydko podniosłoby cenę. A tego w kryzysie nam nie trzeba. Oczywiście na dania dane było nam poczekać ciut dłużej niż na pierożkową przekąskę. W końcu dobre rzeczy wymagają czasu.<br />
Jednak ani przeciętny <strong><em>makaron z warzywami</em></strong>, ani <strong><em>wołowina w czarnym sosie</em></strong> nie uwiodły mnie. Inaczej było z <strong><em>jagnięciną</em></strong>. Ta, wręcz przeciwnie, zamiast uwieść zawiodła. Na całej linii. Nie wiem jak się przyrządza małe owieczki na chiński sposób, ale tej, podanej mi nie rozpoznałbym od wieprzowiny ni kolorem ni smakiem. Może to kwestia przypraw, może sprawa smażenia lub języka ogłuszonego jednym piwem, ale bardziej przypominalo mi to pospolitą wieprzowinę niźli owcze mięso.</p>
<p>W pierwszym starciu Bliss Garden poległ. Jedyną nadzieję niosą ze sobą <strong><em>słodkie, sezamowe kuleczki z pastą sojową</em></strong> (12zł). Czy może powinny czerwonej fasoli? Dorodne niczym meksykańskie cojones, podane z paćkami bitej śmietany. Chociaż tu Blondi, i ja &#8211; po namyśle &#8211; preferujemy karmel, rodem z <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2007/09/08/wook-w00t/">Wooka</a>, który ostatnio trochę się podniósł ze swojej <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2008/10/05/wook-sie-skonczyl/">klęski</a>. Acz nieznacznie. Czekając na  &#8230;nie nie, nie na <a href="http://www.facebook.com/pages/Sasha-Grey/20646114195?v=feed&amp;story_fbid=109109762090">Godota</a>, wykurowanie się zapisuję Bliss Garden w kajeciku, żeby zweryfikować powyższą wizytę. Może następny raz okaże się smaczniejszy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2009/10/08/bliss-garden-ogrod-tak-ale-rozkoszy-niewiele/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Courtepaille &#8211; francuski grill</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2009/06/30/courtepaille-arkadia/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2009/06/30/courtepaille-arkadia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Jun 2009 22:16:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[francuskie]]></category>
		<category><![CDATA[arkadia]]></category>
		<category><![CDATA[grill]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=168</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Cienka Słomka to francuska sieciówka serwująca dania z grilla. Profil oscyluje wokół casual dining, więc nie należy się przejmować tym, że miejsce to, na zasadzie franczyzy, zduplikowane jest w kilkudziesięciu lokacjach we Francji. Miejsce, jak zwykle, jak któreś z kolei, ponownie z polecenia. Tym razem malaka &#8211; Konrad czekam na wino! Nie zapomnę Ci tej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p><a href="http://www.courtepaille.com/">Cienka Słomka</a> to francuska sieciówka serwująca dania z grilla. Profil oscyluje wokół <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Types_of_restaurants#Casual_dining">casual dining</a>, więc nie należy się przejmować tym, że miejsce to, na zasadzie <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Franczyza">franczyzy</a>, zduplikowane jest w kilkudziesięciu lokacjach we Francji. Miejsce, jak zwykle, jak któreś z kolei, ponownie z polecenia. Tym razem <a title="Co się stało z ptakiniebieskie.org? Chciałem zlinkować!" href="http://entropia.pl/">malaka</a> &#8211; Konrad czekam na wino! Nie zapomnę Ci tej świeżynki z wędzonym serem topionym. Wracając do tematu, w końcu trafiliśmy i tu&#8230; Z udanych zakupów nota bene, ale tą część pominę, tak jak kupno tych fajnych spodni za prawie tylko pół ceny;(</p>
<p>Obładowani torbami wparowaliśmy więc z Katarzyną do gościnnych progów <a href="http://www.courtepaille.com/pologne/">Couterpaille</a> i poprowadzeni przez kelnera, tudzież innego szefa sali zasadziliśmy swe pośladkowe korzenie pośrodku pomieszczenia. Nie małego, bo jeśli wierzyć Wikipedii pomieści ono 140 osób. Od razu podjęci przez tegoż samego jegomościa zaczęliśmy wertować tutejsze <a href="http://www.courtepaille.com/pologne/carte-pl-2009.pdf">menu</a>. Hmm, aktualnie i o dziwo, różni się ono od zaprezentowanego nam w lokalu dosłownie parę dni temu. Nie przypominam sobie w nim pozycji pod tytulem &#8222;podwójny hamburger&#8221;, czy &#8222;plaster boczku Parisien&#8221;. Mniejsza z tym. Zamówilismy <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Antrykot">antrykot</a> (39zł) i stek wołowy mielony (<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Circa">ca.</a> 19zł), którego już nie widzę w zlinkowanym spis-do-jadle. Za namową kelnera zrezygnowalem jednak ze swojej krowiej górnicy i przystałem na propozycję zadniego rumszytka (38zł). Obydwa mięsa zamówiliśmy na sposób krwisty. Ich opiekanie mogliśmy obserwować <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/En_face">en face</a> na ruszcie, który znajdował się nieco wyżej nad żarem niż nasz tradycyjny grill znany z majówek. Dodatkowo mięsko przypalane bylo wysokim ogniem buchającym z paleniska. Widok miły, szczególnie dla osób lubiących dozorować przygotowywanie ich posiłku.</p>
<p>Dodatki w Couterpaille są wliczone w cenę dania głównego i, co ważniejsze, nielimitowane. Ni mniej ni więcej znaczy to, że frytek (raczej z paczki, niż przygotowywanych na miejscu), pieczonych ziemniaczków i wszelakich zielenin możemy tu domawiać bez ograniczeń. Oczywiście w teorii tylko. Ponieważ praktyka wykazała, że podana porcja frytek i kartofel-gigant z sosem śmietanowym wystarczyły na nas oboje aż nadto! Jednak to mięso jest tu najważniejsze i skupiając sie na nim powiem jedno: wspaniale! Chociaż trzeba szybko pałaszować, bo kawał soczystej wołowiny jedzony powoli stygnie szybko i nie jest już tak smaczny jak w pierwszych minutach podania. Ulotność tego zmysłu rekompensowały jednak sosy: pierwszy podany do mięsa (jeśli dobrze pamiętam na bazie <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sos_majonezowy">majonezu</a> i <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Moszcz">moszczu</a>), a drugi, według mnie wybitny, jako mieszanka musztardy i rodzynek w autorskim słoiczku Couterpaille. Za tym właśnie dodatkiem mam tu chęć wrócić, tym razem na <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Steak#Degree_of_cooking">medium rare</a> <em>cokolwiek</em>, by zaspokoić pierwotny zew krwi. Muszę też wspomnieć naprawdę <a title="Prawie jak dijon!" href="http://en.wikipedia.org/wiki/Dijon#Mustard">ostrą musztardę</a> w firmowych torebeczkach, która doprawiała ostro tutejsze mięso niczym nasz polski <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Chrzan_(roślina)">chrzan</a>. Kusząca jest także cena piwa, gdyż duże tyskie kosztuje raptem ciut poniżej 7zł. Na tę <a href="http://www.google.com/search?q=prawie%20centrum%20warszawy">lokalizację</a> i <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/2009">dzisiejsze</a> ceny &#8211; <a href="http://www.miejski.pl/slowo-W+pytę+jeża!">w</a> (tzw.) <a href="http://www.miejski.pl/slowo-W+pytę+jeża!">pytkę</a>!</p>
<p>Na koniec jednak mała wisienka z pestką na tym słodkim torcie. W naszym przypadku obsługa była tak opieszała, że zacząłem się zastawiać czy nasz kelner nie pracuje jako etatowy szachista, dorabiając tylko na boku w restauracji. Zaniecham jednak dalszych złośliwości, ponieważ jego sugestie (np. sos do mięsa) dotyczące naszych wyborów były trafne i miłym uczuciem była świadomość, że ktoś tu naprawdę stara się by nasze wybory były jak najbardziej trafne.<br />
Lukrem natomiast niech będzie to, że zaobserwowaliśmy tu dużo gastronomicznych autochtonów. Nie wiem czemu, ale mam takie zboczenie, że jeśli w &#8222;regionalnej&#8221; restauracji zauważę przypisaną jej społeczność/narodowość od razu darzę ten przybytek dodatkową sympatią. Tu francuskojęzycznych klientów nie brakuje. W naszej obecności rachunki, jak i pogawędki z kucharzem zakończyły conajmniej trzy takie stoliki.</p>
<p>Z chęcią zawitam we francuskim grillu ponownie. Nie ma wszakże nic lepszego niz kalorie czerpane z <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Białka">białka</a>, ale trzeba przyznać, że ceny są tu o conajmniej o 7-12zł odstraszające. Mimo wszystko Courtepaille nadal pozostaje jedną z wielu knajpek w <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Centrum_handlowe">centrum handlowym</a> i siłą rzczy zawsze będzie miało -1 do <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Punkt_doświadczenia">XP</a> (stosując terminologię <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gra_fabularna">RPG</a>).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2009/06/30/courtepaille-arkadia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Meksykan(in), nabity w butelkę</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2009/06/07/mexican-nabity-w-butelke/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2009/06/07/mexican-nabity-w-butelke/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 07 Jun 2009 21:30:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[texmex]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=164</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Podwale 29 w Warszawie to miejsce spoczynku świętej pamięci Butelki. Nieodżałowanej, jak wszystko co przeminęło a było dobre, restauracyjki z włoskim podejściem do jedzenia. Na jej zgliszczach, niczym feniks z popiołów, powstał Mexican. Czyli radosny, pseudo meksykański, potworek kuszący quesadillami, burrito, nachosami, tequilą i starym, zielonym garbusem ustawionym przed wejściem. Ostatni wymieniony artefakt był chyba [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p><a href="http://maps.google.com/maps?f=q&amp;hl=en&amp;geocode=&amp;time=&amp;date=&amp;ttype=&amp;q=podwale+29,+warszawa&amp;btnG=Search+Maps">Podwale 29</a> w Warszawie to miejsce spoczynku świętej pamięci <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2007/09/05/pusta-butelka/">Butelki</a>. Nieodżałowanej, jak wszystko co przeminęło a było dobre, restauracyjki z włoskim podejściem do jedzenia. Na jej zgliszczach, niczym <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Feniks">feniks</a> z popiołów, powstał <a href="http://www.mexican.pl/">Mexican</a>. Czyli radosny, pseudo meksykański, <span>po</span>tworek kuszący <a href="http://www.flickr.com/search/?q=quesadilla&amp;w=all">quesadillami</a>, <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Burrito">burrito</a>, <a title="Nacho Libre!!111" href="http://www.flickr.com/photos/thommybrowne/70917062/">nacho</a>sami, <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tequila">tequilą</a> i starym, zielonym <a href="http://es.wikipedia.org/wiki/Volkswagen_Sedán">garbusem</a> ustawionym przed wejściem. Ostatni wymieniony artefakt był chyba zainspirowany, podobnie starym, automobilem stojącym po sąsiedzku na <a href="malicious.pl/spizarnia/2007/01/09/powrot-do-zrodel-czyli-75zl-za-litr- browara/">Podwalu 25</a>. Czymś trzeba w końcu kusić turystyczną tłuszczę.</p>
<p>Wizytę w Mexicanie zaczęlismy już w pracy, pilnie studiując menu tego przybytku. Strona domowa restauracji, przynajmniej warszawska filia przy <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Barbakan_w_Warszawie">Barbakanie</a>, oczywiście nie działa jak należy i zamiast menu można popodziwiać piękne czarne tło, inspirowane prawdopodobnie ciemnymi nocami na <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Chihuahuan_Desert">pustyni Chihuahua</a>. Drobne pohakierowanie strony dało nam jednak szybki dostęp do miernej graficznie <a href="http://www.mexican.pl/wawa/barbakan/main.swf">zawartości</a>. Gdybym był <a href="http://www.woloszanski.com/">Bogusławem Wołoszańskim</a> prawdopodobnie nie uprzedzałbym faktów, ale nie jestem, więc pozwolę sobie nadmienić, że jakość strony nie odbiega zbytnio od jakości serwowanych tu potraw.</p>
<p>Jednakże wizyta zaczęła się miłym akcentem. Po przyjściu czekały na nas miseczki z nachosami i <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Salsa_(potrawa)">salsą</a>. No, mniej więcej salsą, bo to co tu podają nie może się równać chociażby z pomidorowym dipem, który jest serwuje <a href="http://www.bluecactus.pl/">Blue Cactus</a>. Po tym ubogim wstępie zdecydowałem się na zupę <em>tortillową przykrytą zapiekanym serem</em> (9,50zł). Takowej nigdy nie kosztowałem i jedząc to co podano mi tutaj nie zdecydowałbym się pewnie na ponowną degustację nigdy więcej. Jednak jeśli chodzi o jedzenie jestem człowiekiem dużej wiary i zaryzykuję konsumpcję gdzieś jeszcze. Przepis na wyżej wymienioną zupę w Meksykanie można zawrzeć w jednym zdaniu: &#8222;Wlej kieliszek rosołu, dolej ćwierć litra wody, dorzuć garstkę rozgotowanej papryki, wrzuć nachosy, posyp serem i przypal w piekarniku&#8221;. Sekretem tego dania jest prawdopodobnie palec kelnera w zupie przy podawaniu. Jednak było zbyt ciemno żeby zauważyć tę delikatną granicę dzielącą lustro wody/zupy(?) i członek kończyny serwującego. Poprzestanę więc tylko na moich wydajemisiach. I nawet jeśli pan kelner niechcący umoczył swój palec w <strong>z</strong>upie to rabanu wszczynać sensu nie było. W końcu i w domu zdarza nam się takie <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gafa">fałks pas</a>.</p>
<p>W zasadzie chciałbym w tym miejscu przerwać już opis swoich wrażeń, ale blogerski obowiązek nakazuje mi kontynuację mego pseudosprawozdania.<br />
Podczas konsumpcji zamówionego przeze mnie <em>burrito z wieprzowiną i fasolą</em> (25,50zł) skosztowałem kęs <em>sałaty z łososiem w sosie <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Winegret">winegret</a></em> (16,90zł), która zamówiła Zofia. Może już lekka sytość spowodowana konsumpcją burrito spowodowała, że jej wybór nie przypadł mi do gustu. Danie smakowało jak sałata z łososiem, podlana octem. Oczywiście skład nie czyni tej potrawy stekiem z wołowiny, ani niczym innym niż wymienione <a href="http://www.slownik-online.pl/kopalinski/2D826AAAC190063FC12565E30022D7F3.php">ingrediencje</a>&#8230; Ale wydaje mi się, że podobne danie potrafi przyrządzić każdy operator <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Saturator">saturatora</a>. Ponieważ tak samo jak i sodówka z sokiem malinowym w szklance na łańcuchu ta zielenina z rybą była mdle podana.</p>
<p>Wracając jednak do mojego burrito, to podana porcja była gigantyczna. Placek w który zawinięte było nadzienie polany został trzema sosami: ostrym pomidorowym, <a href="http://www.flickr.com/photos/hale_popoki/20249460/">guacamole</a> i kwaśną śmietaną. Niestety widać było, że sos z awokado stęsknił się już bardzo za pestką, ponieważ ściemniał widocznie. Zamaskowaniu tego faktu nie pomógł nawet półmrok panujący w sali. Rozjaśnieniu całej sytuacji nie rehabilitowała nawet meksykańska flaga wbita w zaserwowanego mi naleśnika. Ano właśnie naleśnika. Bo ciasto w które zawinięte było średniej jakości mięso z fasolą przypominało mi bardziej domowe placki z mąki pszennej, niźli kukurydzianą <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tortilla">tortillę</a>. Niestety wybór pikantności dania, zaproponowanej przez kelnera, sprowadzał się li tylko do polania go odpowiednio ostrym, lub nie ostrym, sosem pomidorowym. Samo nadzienie sprawiało wrażenie robionego wcześniej i pakowanego tak samo do wszystkich opcji ostrości. Fakt, że wyczyściłem prawie cały talerz, oprócz przypalonych części ciasta, nie ma tu znaczenia. Tak jak <a href="http://fro.blox.pl/2009/05/Wojna-polsko-ruska.html">kiepskie książki</a>, kiepskie jedzenie też zwykle wciągam do końca. Chyba głównie po to, by mieć potem najświętsze prawo do pełnej krytyki konsumenckiej.</p>
<p>Wspominając jak płakałem nad ostatnim kęsem burrito wpychanym w swe trzewia, tak teraz ronię łzy nad historią Butelki. Smutne jest to, że parafrazując <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Kopernika-Greshama">prawo Kopernika-Greshama</a>, knajpę lepszą wypiera knajpa gorsza. Ale widocznie to prawo wolnego rynku, wszak zysk jest sprawą pierwszorzędną. Najczęściej dopiero za przychodami pojawia się klient, jakość i lojalność.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2009/06/07/mexican-nabity-w-butelke/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jeśli Serbia, to tylko w Belgradzie.</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2009/06/06/maly-belgrad/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2009/06/06/maly-belgrad/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Jun 2009 21:12:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[bałkańskie]]></category>
		<category><![CDATA[lutenica]]></category>
		<category><![CDATA[natolin]]></category>
		<category><![CDATA[pleskawica]]></category>
		<category><![CDATA[pljeskavica]]></category>
		<category><![CDATA[ursynów]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=158</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Pamięć fotograficzna czasem zawodzi. Byłem pewien, że Mały Belgrad na wzór Małej Serbii widziałem gdzieś w Centrum. Trochę tej małości posiadamy jednak zbyt wiele, bo summa sumarum wyszło na to, że chodziło o Małą Gruzję, sąsiadkę Serbii na Nowogrodzkiej. Oj panie! Za dużo tego&#8230; Po krótkim śledztwie okazało się, że tymrazowa destynacja znajduje się w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Pamięć fotograficzna czasem zawodzi. Byłem pewien, że <a href="http://malybelgrad.pl/">Mały Belgrad</a> na wzór <a href="http://www.malaserbia.pl/">Małej Serbii</a> widziałem gdzieś w Centrum. Trochę tej małości posiadamy jednak zbyt wiele, bo summa sumarum wyszło na to, że chodziło o <a href="http://www.mala-gruzja.pl/">Małą Gruzję</a>, sąsiadkę Serbii na Nowogrodzkiej. Oj panie! Za dużo tego&#8230;</p>
<p>Po krótkim śledztwie okazało się, że tymrazowa <a href="http://www.sjp.pl/co/destynacja">destynacja</a> znajduje się w tej części Warszawy, gdzie psy szczekają odwrotnie. Ulica, nomen omen, <a href="http://maps.google.com/maps?f=q&amp;source=s_q&amp;hl=en&amp;geocode=&amp;q=ma%C5%82y+belgrad&amp;sll=52.142615,21.065254&amp;sspn=0.006729,0.019226&amp;g=belgradzka+4+warszawa&amp;ie=UTF8&amp;ll=52.142891,21.063452&amp;spn=0.006729,0.019226&amp;t=h&amp;z=16&amp;iwloc=A">Belgradzka 4</a> jest na dalekim, daaaalekim, daaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaleeeeeeeeeekim <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Natolin_(Warszawa)">Natolinie</a>. Jednak blisko metra, więc butków nikt w stanie zedrzeć nie jest.<br />
Ostrzeżony słowami Agaty o małości tego przybytku, który wybitnie podkreśla nazwa, postanowiłem zarezerwować miejsce. W końcu smutno byłoby wracać z odległego południa nazad do Centrum w poszukiwaniu jakiegoś godnego zastępstwa bałkańskiej <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Pljeskavica">pleskawicy</a>. Nie mogę tu jednak pominąć sposobu rezerwacji, kiedy to prosząc o stolik na godzinę 19:00 dostałem do wyboru 18:45 i 19:30 ;o) Po krótkich pertraktacjach doszliśmy z miłą panią za telefonem do konsensusu w postaci piętnastominutowego spóźnienia na 18:45.</p>
<p>Po dotarciu na miejsce odetchnąłem z ulgą, ponieważ pomysł zarezerwowania okazał się trafny. Praktycznie cała knajpka była obłożona, lub zarezerwowana. <span style="text-decoration: line-through;">Mówiąc</span> Pisząc &#8222;cała&#8221; mam na myśli parę stolików na maksymalną ilość 18-22 gości. Jak na tak odegłą lokalizację wróżyło to dobrze. W końcu zwykłe osiedlowe knajpki nie mają chyba aż tak sporego obłożenia? Zasiedliśmy więc sobie w ciut przyciasnym kąciku we czterech chłopa i czując dzięki temu braterską bliskość przystąpiliśmy do wertowania menu.</p>
<p>Przy okazji piątku wypadało nam się nagrodzić za pracowity tydzień, więc zaczęliśmy od zamówienia przystawek i czegoś krzepiącego nastrój. Wybór padł na <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Rakija"><em>rakiję</em> </a>(7zł, do wyboru śliwkowa, z winogron lub ta trzecia), karafkę <em>Vranac Plantaže</em> (28zł/500ml) oraz coś treściwego w postaci <em>zupy z soczewicy</em> (7zł), <em>gęstej zupy z kurczaka</em> (8zł), <em>smażonej cukinii z sosem koperkowym</em> (15zł) i <em>papryki Biurek</em> (15zł) <em>w panierce nadzienwanej serem sirene</em>. Oczywiście nie omieszkałem doprawić swojej strączkowej zupki stojącymi na stole przyprawami paprycznymi, przy okazji zdrowo przesadzając. Istny żar ciała czułem nie tylko w trakcie konspumpcji tej zacnej polewki, ale również i długo potem, ścierając z czoła siódme poty. Krzepiny rosołek okazał się ciut lepszą, bo gęstsza, wersją naszej zupy z kur wielu. Nic co by <a href="http://www.youtube.com/watch?v=yT5r0wI3fAs">do nieba wzięło mnie</a>. Za to warzywne przystawki to już inna bajka. &#8222;Bajka&#8221; dosłownie, ponieważ przysmażone plastry cukini umaczane w sosie to istne niebo w gębie! Podobnie rzecz miała się z jeszcze lepszymi dwiema papryczkami w panierce, sowicie serem nadzianymi.</p>
<p>Ale nie dla zieleniny tu przyszliśmy. Jako chłopy pokaźne w genach mamy zapisaną konsumpcję mięcha. Zatem <abbr title="czyli trochę dłużej niż niezwlocznie ;)">zwłocznie</abbr> przeszliśmy do zamówienia dań głównych. Opierając się pokusie zamówienia kawarmy, tak miło wspominanej przeze mnie po ostatnich wakacjach, wybrałem <em>bejcowaną karkówkę pod sadzonym jajkiem</em> (24zł). Obecność sadzonego jajka wydaje się tu dość sporna. Mimo tego, że karkówka była dobra, to nabiał mi tu jakoś nie leżał. Co innego sos <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ljutenica"><em>lutenica</em></a> (3zł), który okazał się jednym z lepszych jakie jadłem!  Śmiem stwierdzić, że to dla niej tutaj wrócę! Również <a href="http://www.flickr.com/search/?q=Pljeskavica&amp;w=all">pleskawice</a> przypadły mi do gustu, chociaż wersja <em>&#8222;Dymitrowska&#8221;</em> (23zł) z wędzonym boczkiem i serem powaliłaby mnie na kolana, gdyby nie dość ciasne miejsce, które okupowaliśmy. Zamówiony przez Radzia <em>szaszłyk Hajducki podany z pikantnym sosem</em>, przetykany wędzonym boczkiem i papryką (30zł) również dobrze się spisał, chociaż muszę przyznać, że tytułowego pikantnego sosu troche poskąpiono. Jednak wielkość porcji mięsa zdecydowanie nadrabia wszelkie inne niedociągniecia. Biedny Szczepek zdawał się juz cisnąć łzy pod koniec jedzenia pleskawicy, ale dokończył z godnością. Na słowo, niestety, muszę uwierzyć Długiemu, który chwalił również <em>karkówkę po bośniacku</em> (24zł) zamówioną przy drugiej wizycie. Te cieniutkie paski karkówki grillowane z cebulką i pomidorami, posypane żółtym serem na pewno znajdą się jako pierwsze na liście podczas kolejnej wizyty.</p>
<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=pLCAFX7jqhY">Jak dobrze, że Mały Belgrad jest tak daleko</a>. Bo z pewnością po kwartale wrzuciłbym pare kilo na <span style="text-decoration: line-through;">klatę</span> dupę. I mimo tego, że ten sielankowy obraz lekko przygasza nieco opieszała obsługa, to może powinienem to liczyć in plus jako taki leniwy, bałkański smaczek.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2009/06/06/maly-belgrad/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Włoska magia Incanto na Pradze Południe</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/18/wloska-magia-incanto-na-pradze-poludnie/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/18/wloska-magia-incanto-na-pradze-poludnie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 May 2009 21:36:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[włoskie]]></category>
		<category><![CDATA[pizza]]></category>
		<category><![CDATA[Praga Południe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=154</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Na Pradze Południe znam tylko dwie dobre pizzerie (czy może Pizzerie przez wielkie P). Pierwszą z nich jest, zadymiona niestety, La Luna. Druga to tytułowa Incanto, trochę niesprawiedliwie nazwana li tylko pizzerią. Odkryłem ją przypadkiem, kiedy to mieliśmy już dość zamawianych zapiekanek z Telepizzy, Pizzy Hut, czy Daily Pizza, nazywanych &#8222;pizzami&#8222;. W ciągu paru moich [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Na Pradze Południe znam tylko dwie dobre pizzerie (czy może <strong>P</strong>izzerie przez wielkie <strong>P</strong>). Pierwszą z nich jest, zadymiona niestety, <a href="http://www.gastronauci.pl/3632-la-luna-warszawa">La Luna</a>. Druga to tytułowa <a href="http://pizzaincanto.pl/">Incanto</a>, trochę niesprawiedliwie nazwana li tylko pizzerią. Odkryłem ją przypadkiem, kiedy to mieliśmy już dość zamawianych zapiekanek z <a href="http://www.telepizza.pl/">Telepizzy</a>, <a href="http://www.pizzahut.pl/">Pizzy Hut</a>, czy <a href="http://www.dailypizza.pl/">Daily Pizza</a>, nazywanych &#8222;<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Pizza">pizzami</a>&#8222;.</p>
<p>W ciągu paru moich odwiedzin zdążyłem przebrnąć przez smakowitszą część menu tego przybytku. Chociaż zdarzały się również mniej podchodzące mi dania. Jeśli mnie pamięć nie myli to na rozdziewiczenie tego miesjca wybrałem pizzę <em>Mafioso</em> (25zł), Andrzej wziął wtedy standardową <em>Peperoni</em> (24zł). Jak wiadomo połowa sukcesu dobrego placka z Włoch to ciasto. To wypada tu szczególnie dobrze. Cienkie i chrupiące na brzegach, tak jak powinno, być może nie będzie odpowiadało sezonowym koneserom bułek z pizzowych sieciówek, ale dla mnie to niebo w gębie. Chociaż przy ostrych rodzajach, szczególnie z dodatkiem pikantnej oliwy do zagryzania rantów, zdarza się również piekło w <abbr title="dupie ;o)">(_!_)</abbr>.</p>
<p>Podczas następnych wizyt dane mi było tu spróbować <em>zupy fasolowej</em> (która na szczęście wyleciała już z menu &#8211; chyba 8zł), GENIALNEGO<strong> <em>smażonego szpinaku z czosnkiem, mozzarellą i parmezanem</em></strong> (13zł wedle cennika na stronie, ale w nowym menu stoi już chyba po 15), <em>schabu z masłem czosnkowym, podanym z opiekanymi ziemniakami i gotowanymi warzywami</em> (29zł), czy <em>grillowanego łososia z krewetkami z sosem cytrynowo &#8211; czosnkowym i ryżem</em> (35zł). Nie ominęły mnie też średnie <em>bruschetty</em> &#8211; 13zł i szkoda czasu i miejsca w żołądku, te są o niebo lepsze w <a href="http://www.passepartout.pl/">Passe Partout</a>, czy wspaniała pizza <em>Carbonara</em> (24zł). Z całej tej listy dla mnie osobistym faworytem jest szpinak. Czy może faworytem tym był do dziś, kiedy to postanowiliśmy wypróbować <a href="http://restaurantica.pl/2009/05/09/szparagowe-menu/">sezonowe menu szparagowe</a>.</p>
<p>Na krótko, bo pewnie do końca czerwca, niekwestionowanym królem jest tu dla mnie <em><strong>zupa krem ze szparagów</strong></em>, z zielono-szparagową wkładką i włosko-przyprawionymi grzankami (9zł). W tym daniu wszystko było tak jak powinno! No może poza tym, ze nie trafiła mi się w niej ani jedna główka <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Szparag">szparaga</a> &#8211; tylko same dolne łodygi! Kucharz powinien rozdzielać je bardziej sprawiedliwie <img src='http://malicious.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> . Ale to odegrałem sobie na zamówionej <em>pizzy ze szparagami i jajkiem</em> (27zł). Placek poprawny, ale chyba pozostanę wierny chociażby tutejszej <em>Parmie</em> (ze świeżą rukolą i szynką parmeńską &#8211; 25zł). Szparagi w obydwi daniach były takie jak powinny. W niczym nie będąc podobnymi do naszej <a href="http://www.flickr.com/photos/maliboo/3522319065/">kulinarnej porażki w pracy</a>, kiedy to wcinaliśmy część <a href="http://www.flickr.com/photos/maliboo/3522325527/">lekko gorzkawych pędów</a>. Niestety, może z racji poniedziałku, Czarkowi nie udało się zamówić sałatki z <em>fallicznym warzywem i karczochami</em> (25zł), gdyż te ostatnie były-wyszły. Zjadł więc bidula to co mu podano z <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Surogat">ersatzem</a> zamiast serc <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Karczoch">astrowatych</a>. Nie słyszałem z jego strony zachwytów, ale narzekań brak również było. Przyjmuję więc, że danie okazało sięconajmniej poprawne. Jednak tak jak ostrzyłem sobie na nie zęby, tak następnym razem nie omieszkam jednak wybrać spomiędzy <em>szparagów z szynką gotowaną</em> (30zł) i  <em>sznycla z jajkiem i szparagami </em>(34zł). Maj jeszcze w połowie i mam nadzieję, że zdążę się załapać.</p>
<p>Wspomniany sznycel przywiódł mi na myśl wiedeńskiego &#8222;bliźniaka&#8221; z <a href="http://knajpasamiswoi.pl/">Kanjpy Sami Swoi</a> (9zł + cena warzywnego wypełniacza). I chociaż porównanie może nie z tej samej półki cenowo-jakościowej, to muszę przyznać, że to co mi się podoba w <a href="http://en.wiktionary.org/wiki/incanto">Incanto</a> to &#8222;żywe&#8221; menu. Oczywiście jak z każdym dojrzewającym dzieckiem jest i tu problem &#8211; z rosnącymi cenami niektórych dań. Nawet niedzielny bywalec dostrzeże, że pewne dania co jakiś czas wypadają. Całe szczęście są to te, które nie przypadły mi specjalnie do gustu (vide zupa fasolowa). Natomiast czarne konie, jak <em>łosoś z krewetkami</em>, czy <em>schab z masłem czosnkowym</em> tkwią niezmiennie niczym <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sèvres">sèvres&#8217;ki</a>(?) wzorzec dobrego smaku.</p>
<p>Przyjdzie mi się więc pewnie pożegnać z dobrą-aczkolwiek-nie-w-tej-cenie <em>fritturą di mare w delikatnym cieście</em> (34zł), która uraczyła nas pysznymi, miękkimi kalmarami, krewetkami i niestety średnią karguleną. Ale pozostaję w nadziei, że menu tej restauracji zaskoczy mnie jeszcze nie raz. I chociaż do tej pory nie spróbowałem tutejszych makaronów, to jak na razie to com tu wszamał trzyma mnie przy nadziei, że zapuszczona kulinarnie i rozrywkowo prawa strona Warszawy ma parę perełek, którymi może brylować w restauracyjnym towarzystwie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/18/wloska-magia-incanto-na-pradze-poludnie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Satori sushi &#8211; epi.log</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/06/satori-sushi-epilog/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/06/satori-sushi-epilog/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 May 2009 22:05:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[japońskie]]></category>
		<category><![CDATA[Praga Południe]]></category>
		<category><![CDATA[Satori]]></category>
		<category><![CDATA[sushi]]></category>
		<category><![CDATA[Wiatraczna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=147</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Niespodziewana lawina komentarzy pod wpisem o Satori Sushi na Wiatracznej zmusiła nas do ponownej wizyty. Ok, może nie tyle lawina, co propozycja Sizara, żeby dać temu przybytkowi drugą szansę. W końcu grono stałych bywalców nie powinno się mylić. Tym bardziej, że wzmożone zainteresowanie wystawało ponad przeciętność. Udaliśmy się na miejsce ekipą prawie w tym samym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Niespodziewana lawina <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe/#comments">komentarzy</a> pod wpisem o <a href="http://www.satori-sushi.pl/">Satori Sushi</a> na <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Rondo_Wiatraczna_w_Warszawie">Wiatracznej</a> zmusiła nas do ponownej wizyty. Ok, może nie tyle lawina, co propozycja <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Cezary">Sizara</a>, żeby dać temu przybytkowi drugą szansę. W końcu grono stałych bywalców nie powinno się mylić. Tym bardziej, że wzmożone zainteresowanie <a href="http://malicious.pl/wp-content/2009/05/statsy.png">wystawało ponad przeciętność</a>.</p>
<p>Udaliśmy się na miejsce ekipą prawie w tym samym składzie. Czarusia juniora zastąpił jeno Jędrek. Młody wymiękł już po pierwszej wizycie. Po trosze tłumaczył się awersem do ryżu i ryby, po przepełnieniu, którego doznał podczas otwarcia <a href="http://www.gastronauci.pl/8887-the-place-sushi-warszawa">The Place Sushi</a> na Nowym Świecie. Swoją drogą trochę dziwią mnie tak niepochlebne opinie, jak na knajpę kogoś, kto maczał palce w <a href="http://www.gastronauci.pl/4070-restauracja-maestria-warszawa">Maestrii</a>, <a href="http://www.tomo.pl/">Tomo</a>, czy <a href="http://www.sakana.pl/">Sakanie</a>. Ale wracając do <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Satori">Satori</a> i uprzedzając fakty &#8211; oświecenia znów nie było.</p>
<p>Tym razem wybraliśmy sobie inny czteroosobowy stół &#8211; na przeciwko wejścia. <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe/#comment-162">Ciekawostką jest, że ustawienie stolików</a> wydało mi się dziwnie podobne do tego, które było za pierwszym razem. Ale cóż &#8211; mam już swoje lata, pamięć nie ta, więc upierać się nie będę. Dość tego, że nasz poprzedni stolik stał w tym samym miejscu niczym <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Dąb_Bartek">dąb Bartek</a>. Zasiedliśmy w czwórkę przy, &#8230; &#8222;czteroosobowym&#8221; stanowisku konsumpcyjnym sąsiadującym ze szklaną ścianką. Niestety stół okazał się być jakąś dziwną pochodną miejscówek dwuosobowych, na co Zofia narzekała do końca wizyty musząc trzymać między swymi naturalnymi nogami tę trzecią &#8211; od stołu. Oczywiście żaden z nas nie wykazał się odrobiną dżentelmeństwa i nie zamienił swojego miejsca z koleżanką. Nie można wymagać znajomości <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Savoir-vivre">savoir-vivre&#8217;u</a> od prostych <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Adobe_Flash">flash</a>-developerów. Mnie osobiście stolik odpowiadał w 100%!</p>
<p>Po wymoszczeniu tyłeczków na krzesłach przeszliśmy do zamówienia. To skomplikowane nie było: 2 x zestaw <em>Kirado</em> (66zł), <em>miso z rybą</em> (12zł) i raz zwykła dla Czarka (8zł), bo <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tofu">tofu</a> zabrakło. Trochę mnie to zdziwiło, bo brak tofu w <span style="text-decoration: line-through;">japońskiej restauracji</span> susherni to prawie jak brak wyborowej w monopolowym, czy brak bigosu na <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Boże_Narodzenie">Boże Narodzenie</a>. Muszę tu przyznać, że zupę zamówiłem ze zwykłego wyrafinowania &#8211; chciałem sprawdzić czy będzie tak samo słone jak poprzednim razem.<br />
Jednak zanim miso została przyniesiona zaserwowano nam &#8222;podgrzewane ręczniczki&#8221;, czyli kawałki szmatki z ligninopodobnego materiału, dokładnie takie jak dają w <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/01/gdyby-w-besuto-bylo-bardziej-suto/">Besuto</a>, tylko na ciepło (tam chyba były chłodne). Cztery kawałki ścierki wesoło <a href="http://www.flickr.com/photos/maliboo/3508459974/">wylądowały</a> na naszym stoliku i pozostały tak aż <a href="http://www.flickr.com/photos/maliboo/3508460592/">do końca</a> konsumpcji (<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sic!">SIC!</a>). niestety żadne z nas nie jadło palcami, by wykorzystać je raz jeszcze po skończonym posiłku.</p>
<p>Po otarciu łapek wyżej opisanymi szmatkami nastąpiła niespodzianka. Jako przystawkę zaserwowano nam coś w rodzaju mizerii tyle, że na ostro. Ogórek, sałata i drobinki ostrej papryczki w zalewie przypominającej słodką śmietanę, a wszystko posypane sezamem. Żałowałem nawet, że porcja była mała, bo jak nie przepadam za ogórami w śmietanie, to te przypadły mi do gustu. Następnie nasza młoda i urocza kelnerka (niestety jej imienia poznać nam nie było dane) wniosła zamówione zupki. Tym razem miso nie było tak słone <a href="http://pl.wiktionary.org/wiki/vel#vel_.28j.C4.99zyk_.C5.82aci.C5.84ski.29">vel</a> esencjonalne jak poprzednim. Chociaż nadal nie był to dobry standard, chociażby z <a href="http://akashia.pl/">Akashi</a>. Porcja za mała jak na tę cenę. A ja mimo wszystko nie mogę przyzwyczaić się do miso nafaszerowanego na wpół surową marchewką. Chociaż rybka, pływająca w nim, była dobra. Dwa rodzaje: łosoś i jakaś biała (<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ryba_maślana">maślana</a>?).</p>
<p>Po zupce na stoliku zawitało danie główne &#8211; zestaw składający się z 26 sztuk sushi. Co należy docenić &#8211; tym razem pokrojone naprawdę równo! Najprostsze maki były z ogórkiem i marynowaną rzodkwią, do tego 6 maków z tuńczykiem i mango (które w jednym kawalku wydawalo mi się dość kwaśne), 8 sztuk kalifornijskich zawijasów z krabem, ogórkiem i avocado (w końcu było miękkie!) i cztery balaski <a title="Hehe, to też jest nigiri! :P" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Nigiri">nigiri</a> z łososiem i maślaną. Jeśli chodzi o łososia to mimo tego, że był już wtorek nie wydał mi się pierwszej świeżości. Ale zjadłem go ze smakiem (znów jeden z nigiri mi się rozpadł, Andrzejowi również). Ryba maślana dała radę, ale zwykle daje. To chyba jedna z najbardziej tolerancyjnych ryb jeśli chodzi o przechowywanie. To co przykuło moją uwagę, to ryż. Ten w małych maczkach wydawał się być inny niż reszta (wcześniej/później przygotowany?). Jednakże każdy z nich za bardzo kleił się do zębów. Faktura przeciętego ziarna wydała mi się zbyt szklista w środku, w stosunku do obrzeża ryżu. Możliwe, że stąd brała się nadmierna lepkość i gumowatość. Jednak muszę przyznać, że ponowna wizyta wypadła lepiej niż pierwsze zderzenie z <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe/">Satori Sushi</a>.</p>
<p>Jeśli chodzi o mnie, to mimo niewątpliwie dogodnej lokalizacji, raczej będę witał na lewym brzegu Warszawy. W czymś bliższym memu sercu, a przede wszystkim żołądkowi. Jednakże załodze Satori Sushi trzeba przyznać honory za pewne podniesienie jakości w stosunku do <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/">stanu z początku marca</a>. Myślę, że jeszcze parę konstruktywno-krytycznych wpisów i wyciągną należyte wnioski wychodząc na prostą. Wszakże prawdziwa cnota krytyk się nie boi;P Ja jednak na rybkę będę jeżdził przez most.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/06/satori-sushi-epilog/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bistro de Paris</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/04/bistro-de-paris-michel-moran/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/04/bistro-de-paris-michel-moran/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 May 2009 21:32:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[francuskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=135</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Do restauracji Bistro de Paris Michela Morana droga okazała się dość zawiła. Zaczęło się od komciów pod wpisem Marty o Antrakt Cafe. Swoją drogą obok tej restauracji przechodziłem nie raz wracając ze staromiejskich wycieczek i piwnych eskapad. Wszakże stąd jest również blisko do &#8222;kultowych&#8221; Przekąsek&#8230; vis-à-vis Kaczego Grodu. A jak powszechnie wiadomo obydwa miejsca obfitują [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Do restauracji <a href="http://www.restaurantbistrodeparis.com/">Bistro de Paris</a> Michela Morana droga okazała się dość zawiła. Zaczęło się od <a href="http://www.sjp.pl/co/komcio">komciów</a> pod wpisem Marty o <a href="http://restaurantica.pl/2009/04/16/antrakt-cafe/#comments">Antrakt Cafe</a>. Swoją drogą obok tej restauracji przechodziłem nie raz wracając ze staromiejskich wycieczek i piwnych eskapad. Wszakże stąd jest również blisko do &#8222;kultowych&#8221; <a href="http://www.gastronauci.pl/670-bistro-a-la-fourchette-warszawa">Przekąsek&#8230;</a> vis-à-vis <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Pałac_Prezydencki_w_Warszawie">Kaczego Grodu</a>. A jak powszechnie wiadomo obydwa miejsca obfitują w <a href="http://www.dziennik.pl/polityka/article363474/Oswiadczenie_prezydenta_w_sprawie_alkoholu.html">krzepiące serca szociki wysokoprocentowych alkoholi</a>. Niestety do tej pory konsumpcję uskuteczniałem tylko w tym pierwszym. Co poniekąd wiąże się pewnie z ceną za porcję i <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Dobór_sztuczny">selekcją</a> przy wejściu.</p>
<p>Ale do rzeczy. Przybytek Morana, przy <a href="http://maps.google.com/maps?f=q&amp;source=s_q&amp;hl=en&amp;geocode=&amp;q=Michel+Moran,+Pi%C5%82sudskiego+9,+warszawa&amp;sll=52.236682,21.011183&amp;sspn=0.02686,0.076818&amp;ie=UTF8&amp;ll=52.243582,21.011095&amp;spn=0.003357,0.009602&amp;t=h&amp;z=17&amp;iwloc=A">Piłsudskiego 9 w Warszawie</a> zaintrygował mnie nie tylko <a href="http://fro.blox.pl/2009/04/Bistro-de-Paris-Michela-Morana.html">achami i ochami Frośki</a>, ale również (na pewno przypadkową) szybką zmianą strony domowej po <a href="http://restaurantica.pl/2009/04/16/antrakt-cafe/#comment-40">mojej krytyce</a> (;-&gt; &#8211; sarkastyczny uśmieszek dla młodego Czarka). Nowa HTML-owa wersja jest dużo bardziej miła oku niż poprzedni flashowy koszmarek. Wyszło to prawie jak na życzenie, nie sposób było więc nie odwiedzić takiego magicznego miejsca. Skoro spełniają marzenia niczym złota rybka, czemu nie ziścić kulinarnych pragnień?<br />
Dzięki nowej stronie z przejrzystym menu (niestety z tego co zauważyłem ceny dań &#8222;wypadły&#8221; po pierwszej aktualizacji. Jednakże górna półka, wedle pierwszego cennika oscyluje wokół 80zł &#8211; jak np. grillowana polędwica, kotleciki jagnięce czy ryby) nie trzeba było czekać na zaplanowanie wyżerki. Tym bardziej, że lunchowo-kolacyjna oferta pełnego posiłku z dwóch dań i deseru (w sumie 95zł) miło mi <a href="http://www.flickr.com/photos/maliboo/2599214828/in/set-72157605748560478/">przypomniała zeszłoroczne &#8222;wakacje&#8221; we Francji</a> i trudne kulinarne decyzje. Nie ma to jak dostać w żłobie po kilka dań do wyboru.</p>
<p>Jednak wizytować w Bistro de Paris i nie wybrać czegoś <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/À_la_carte">à la carte</a> byłoby grzechem. Zaczęliśmy więc od <em>krewetek królewskich smażonych w orientalnych przyprawach z tatarem z pomidorów</em> (to było w zestawie) i <em>tradycyjnego <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gazpacho">gazpacho</a></em> (24zł). Czekając na zamówione przystawki zostaliśmy poczęstowani bułeczkami z masłem (do wyboru pszenne lub żytnie). Wkrótce potem, jako &#8222;niespodzianka&#8221; dotarło pół łyżki stołowej pasty (<a href="http://fro.blox.pl/2009/04/Bistro-de-Paris-Michela-Morana.html">tatara wg Fro</a>) z ryb i owoców morza, skropionej chyba <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ocet_balsamiczny">octem balsamicznym</a>. To jednak wystarczyło by zaostrzyć apetyt.<br />
Podane krewetki nie miały w sobie równych z tym co dane mi było jeść do tej pory. Mieszanka korzennych przypraw i chili doskonale harmonizowała  z lekko słodkim, naturalnym smakiem skorupiaków. Oczywiście Kasia nie dała się namówić na spróbowanie i dzielnie pałaszowała swoją pomidorówę. Jeśli chodzi o gazpacho to do mnie bardziej trafia to, które nie wymaga ucierania składników, z delikatnie wyczuwalnymi <a href="http://images.google.com/images?q=diced%20gazpacho">cząstkami pomidora i innych warzyw</a>. Mając na względzie kolejne dania odmówiliśmy proponowanej dokładki zupy, czekając na rybne gwiazdy tego popołudnia. Podejrzewam, że gdyby nie krewetki dałbym się jeszcze skusić na tradycyjną zupę rybną, podawaną z sosem <em>rouille</em> i grzankami (33zł). Zdecydowanie jest warta grzechu. Tak, to danie i <a href="http://www.flickr.com/photos/maliboo/2599206332/in/set-72157605748560478/">małże św. Jakuba</a> zostawię sobie na następną wizytę.</p>
<p>Czekając na <em>grillowanego okonia morskiego z domowym Pesto i wiosennymi grillowanymi warzywami</em> z bussinesowego menu i zamówionego <em>grillowanego steka z tuńczyka, czosnkowo tymiankową oliwą i tagliatelle z bakłażana</em> (69zł) zostaliśmy uraczeni kolejną standardową &#8222;niespodzianką&#8221; czyli sorbetem malinowym z winem musującym. Ten przerywnik okazał się być prawdziwą <strong>niespodzianką</strong>. Niespotkane przeze mnie, do tej pory, połączenie okazało się naprawdę wyborne!</p>
<p>Po słodkim przystanku dotarły do nas dwa rybne, spełnione życzenia: okoń i tuńczyk. Pierwszy podany ze szpinakiem, grillowanym bakłażanem i warzywami, drugi z paskami podsmażanego bakłażana i cukini (ciętymi na kształt <a href="http://www.flickr.com/search/?q=tagliatelle&amp;w=all">tagliatelle</a>), oraz bliżej niezidentyfikowaną mi pastą/sosem. Okoń był wspaniały, natomiast tuńczyk okazał się przebojem. Warto tu wspomnieć, że przy zamówieniu kelner wykazał się należytą troską i upewnił się, że zależy mi właśnie na mało/średnio wypieczonej rybie, z góry odradzając tuńczyka jako produkt do wysmażenia <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Temperature_(meat)">&#8222;well done&#8221;</a>. Oczywiście ledwo wysmażony kawałek mięsa z tuńczyko to było to czegom pożądał tego popołudnia. Oczywiście jeśli pozostajemy w tematyce kulinariów <img src='http://malicious.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /><br />
Na rybach się nie zawiodłem, szczególnie tuńczyk uwiódł mnie do tego stopnia, że skusiłem się jeszcze na deser, mimo wcześniejszej samo-obietnicy nie jedzenia niczego słodkiego po rybie. Wybór padł na tradycyjny <em><a href="http://www.flickr.com/search/?ss=2&amp;ct=6&amp;w=all&amp;q=soufflee&amp;m=text">suflet</a> pomarańczowy </em>(25zł). Kasia w ramach zestawu kolacyjnego wybrała <em>mleczny mus czekoladowy, krem z kasztanami i wanilią</em>. Suflet, wypieczony i wyrośnięty wzorcowo z kremowym wnętrzem, jednak ten wybór utwierdził mnie w przekonaniu iż nie jestem fanem jajecznej piany z mąką. Dużo bardziej do gustu przypadł mi czekoladowy mus partnerki.</p>
<p>Tym słodkim akcentem przyszło nam zamknąć tę półtoragodzinną wizytę w raju. Ubożsi o sumę rachunku wraz z obowiązkowo doliczanym napiwkiem (10%) i bogatsi o całą feerię smaków zaserwowanych nam tego wieczora opuścilismy przybytek Michela Morana. Co prawda sam mistrz rzucił nam jedynie przelotne &#8222;dzień dobry&#8221;, bez wdawania się w dyskusję, jak w przypadku <a href="http://www.gastronauci.pl/2855-restauracja-bistro-de-paris-michel-moran-warszawa#opinion-21037">Fro</a> (tę zarezerwował dla dewizowców i celebrytów), ale dane nam były zauważyć żarty <a href="http://www.youtube.com/results?gl=PL&amp;hl=pl&amp;search_query=dyskoteka+pana+jacka&amp;search_type=">pana Jacka</a> <a href="http://www.youtube.com/watch?v=8xjWpnSrDgM">z dyskoteki</a>, który płacąc żartobliwie nawiązał do wysokości cen w Bistro de Paris. Z pewnością jest to miejsce godne polecenia. Szczególnie na początku miesiąca, gdy portfel gruby, a inne zobowiązania finansowe są daleką perspektywą.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/04/bistro-de-paris-michel-moran/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sushi w Amigos, czyli japończycy na Dzikim Zachodzie</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2009/04/29/sushi-w-amigos-czyli-japonczycy-na-dzikim-zachodzie/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2009/04/29/sushi-w-amigos-czyli-japonczycy-na-dzikim-zachodzie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 29 Apr 2009 21:59:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[japońskie]]></category>
		<category><![CDATA[texmex]]></category>
		<category><![CDATA[Amigos]]></category>
		<category><![CDATA[sushi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=121</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Japońskie żarcie w typowej knajpie tex-mex to chyba rzadkość. W końcu Warszawa kontrastami stoi. Dlatego na początku byłem zaskoczony tylko trochę, kiedy dowiedziałem się, że w jednej z lepszych warszawskich stekowni dają również sushi. Szefowa chwaliła, polecając tamtejszych sushimasterów, którzy przenieśli się bodajże ze Złych Tarasów z nieistniejącego już Sushi Baru w Promenadzie. Postanowiliśmy zatem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Japońskie żarcie w typowej knajpie tex-mex to chyba rzadkość. W końcu Warszawa kontrastami stoi. Dlatego na początku byłem zaskoczony tylko trochę, kiedy dowiedziałem się, że w jednej z lepszych <a href="http://www.restauracjaamigos.pl/">warszawskich stekowni</a> dają również sushi. Szefowa chwaliła, polecając tamtejszych sushimasterów, którzy przenieśli się <span style="text-decoration: line-through;">bodajże ze <a href="http://www.zlotetarasy.pl/">Złych Tarasów</a></span> z nieistniejącego już Sushi Baru w <a href="http://www.promenada.com/">Promenadzie</a>. Postanowiliśmy zatem zaryzykować, w końcu pomieszanie kultur wyszło dość strawnie w takim <a href="http://www.imdb.com/title/tt0906665/">Sukiyaki Western Django</a>.</p>
<p>Całe szczęście obrusy dla wrocławskiego jaśniepana Radzia nie są tu zbyt krochmalone i nie wystraszył się wizyty, jak to było w przypadku Bistro de Paris. Tym sposobem sześć dolnośląskich pośladków i moje dwa warszawskie zasiadły <a href="http://pl.wiktionary.org/wiki/amigo">przy_jacielskim</a> stoliku Amigos w <a href="http://maps.google.com/maps?f=q&amp;source=s_q&amp;hl=en&amp;geocode=&amp;q=aleje+jerozolimskie+119,+warszawa&amp;sll=52.22546,20.992427&amp;sspn=0.006717,0.019205&amp;ie=UTF8&amp;ll=52.22546,20.992427&amp;spn=0.006717,0.019205&amp;t=h&amp;z=16&amp;iwloc=A">Alejach Jerozolimskich 119</a>. Skoro serwują tu mieszaną kuchnie, postanowiliśmy dostosować się do menu. Pieczone przystawki i z góry upatrzone zimne danie główne. Ten wybór był trudny, bo <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/T-bone_steak">t-bone</a>&#8216;y i inne <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Filet_mignon">filety mignon</a> kusiły. To co odstraszało w karcie to obowiązkowe 10% serwisu doliczanego bez względu na ilość osób. Ktoś jednak powinien pomyśleć o przepisach zobowiązujących restauratorów do podawania <strong>rzeczywistych</strong> cen w kartach.</p>
<p>Słowo się rzekło więc zostaliśmy przy sushi, po które tu przyszliśmy. A dokładnie przy &#8222;tytułowym&#8221; zestawie Amigos (110zł, 26 sztuk ryżu z rybą). Przystawki pozostały w duchu tego miejsca: spicy wings (pięć czy sześć sztuk, 24zł), potato skins (17zł) i śliwiki suszone zapiekane w boczku (16zł). Nie wiem jak to się dzieje, ale jeśli chodzi o skrzydełka to nigdzie jeszcze nie jadłem lepszych niż w <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2007/09/21/jeffs-amerykanski-lajf-na-polach-mokotowskich/">Jeffsie</a> na Polach Mokotowskich. Wygląda na to, że dobre pikantne skrzydełka to naprawdę rzadkość i sztuka. Ziemniaczki zdały egzamin, podobnie jak śliwki, podane ze sporą ilością warzywa wszelakiego. Chociaż jeśli mnie pamięć nie myli to najsmaczniejsze śliwki w boczku są na placu <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Pigalle">Piga..</a> podają w <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2007/10/14/barokowo-choc-wystroj-ubogi/">Sarmacji</a>. Po spałaszowaniu części ciepłej przyszła pora na <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Sushi">sushi</a>. Tu lekki zgrzyt, bo dwa talerzyki były zabrudzone sosem sojowym. Zasuszonym sosem sojowym, albo inną pozostałością po poprzednim konsumencie. Ktoś na zmywaku powinien przejść kurs w stylu &#8222;zmywanie dla opornych&#8221;, ew. odbyć pracownicze badania kontrolne ze szczególnym uwzględnieniem wizyty okulistycznej.<br />
Wymiana <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Utensilia">utensyliów</a> poszła sprawnie i już po chwili mogliśmy <abbr title="Tak, tak, to grzech i w życiu bym tego nie zrobił">&#8222;nadziać&#8221;</abbr> na pałeczki (i widelce! <img src='http://malicious.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  EKHM!) kawałki maków. I to nie tylko tych tradycyjnych, w całości na zimno, ale również zasmażanych w tempurze (chyba). Dla nas było to pierwsze spotkanie z takim sushi-<a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Fusion_cuisine">fużyn</a>. Dla mnie wypadło wspaniale. Ze wszystkich kawałków te z pieczonym łososiem i krewetkami w cieście były najlepsze. Tradycjonalistka Kasia jednak z góry odrzuciła te &#8222;wynalazki&#8221; na rzecz staroświeckiego ryżu na zimno. Po poprzedniej <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe">porażce w sushi Satori</a> to był prawdziwy powrót do korzeni. Łosoś z którym były podane &#8222;zwykłe&#8221; maki okazał się wyśmienity! Równie dobrze spisały się nigiri, chociaż tego z rybą maślaną nie udało mi się spróbować.</p>
<p>Nie wiem czy przez przypadek, czy może przez incydent z talerzykami, na koniec pałaszowania zjawił się kelner pytając czy &#8222;chociaż to sushi dobre zrobił ten sushimaster&#8221;. Oczywiście zrobił, zrobił i mam nadzieję, że nie dlatego zbierający naczynia &#8222;przyznał się&#8221; na końcu do popełnienia naszych ryżowych zawijasów <img src='http://malicious.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' />  Sushi z amigos w <a href="http://www.restauracjaamigos.pl/">Amigos</a>? Jeśli tylko będą trzymać poziom wykonania (i obniżą poziom cen), jak najbardziej. No, może przydałoby się małe szkolenie u krawca z tego <a href="http://www.flickr.com/photos/maliboo/3486332379/">nieszczęsnego cięcia</a> maków ;&gt;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2009/04/29/sushi-w-amigos-czyli-japonczycy-na-dzikim-zachodzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Satori. Sushi bar, cafe &amp; fe.</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Mar 2009 21:42:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[blah!]]></category>
		<category><![CDATA[japońskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=112</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Spieprzyć sushi w domu to nie sztuka. Mnie udało się to ze dwa razy, Czarek wdraża to aktualnie, gotując drugą porcję ryżu w nadziei, że w końcu będzie biała. Natomiast żeby zepsuć to w restauracji (może tu: to trochę na wyrost), trzeba już niewątpliwie mieć pewne zdolności. Nasz firmowy kriejtiw kriu ucieszył się z kolejnej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Spieprzyć <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2008/02/13/sushi-w-domu/">sushi w domu</a> to nie sztuka. Mnie udało się to ze dwa razy, Czarek wdraża to aktualnie, gotując drugą porcję ryżu w nadziei, że w końcu będzie biała. Natomiast żeby zepsuć to w restauracji (może tu: to trochę na wyrost), trzeba już niewątpliwie mieć pewne zdolności.</p>
<p>Nasz firmowy <abbr title="creative crew">kriejtiw kriu</abbr> ucieszył się z kolejnej susherni w okolicach ronda Wiatraczna na <a title="Praga Południe" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Praga_Południe">Pradze Południe</a>. Szczególnie po poprzedniej porażce z pobliskim barem <a href="http://www.nigiri.pl/">Nigiri</a>. W którym to już pierwszego dnia działalności dostaliśmy chyba wczorajsze sushi. Przynajmniej smakowało jak z lodówki. Naprawdę trzeba mieć dar od niebios żeby w nowym lokalu podać żarcie, które smakuje <a href="http://www.youtube.com/watch?v=eKBgCwkZTBQ">dniem wczorajszym</a>. Być może dlatego <a href="http://www.satori-sushi.pl/">Satori</a> sushi bar &amp; cafe dostało szansę przeczekania kilku dni zanim je nawiedziliśmy. W końcu piątek to dobry dzień na rybę, jest po katolicku. Nota bene: dania dnia w rejonowych jadłodajniach też wtedy obfitują w <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Mintaj">mintajowe</a> menu.</p>
<p>Mimo lunchowej pory bar praktycznie był pusty. Po wejściu czuć jeszcze świeżość miejsca, czy może lakieru z meblowego wyposażenia. Zajęliśmy stolik bliżej baru, który okazał się niezgorszym punktem obserwacyjnym. Po wstępnej rozmowie z kelnerem ustaliliśmy co następuje: menu typowo lunchowe, a więc ograniczone czasem i ceną jest tu planowane na koniec marca, a ceny w tym przybytku są &#8222;konkurencyjne&#8221;. Podejrzewam, że nasz <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Garçon">garçon</a> miał na myśli, iż są podobne jak u konkurencji, a nie wyjątkowo okazyjne.</p>
<p>Ostatecznie zdecydowaliśmy się na miso (8zł) z <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tofu">tofu</a> (+2 za serek = 10zł) i zestaw fukuori (89zł) na spółę. Po chwili na stole pojawiły się male miseczki z ciepłą, ale nie gorącą, zupą miso. Za tę cenę spodziewałbym się większej ilości, w <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2007/07/30/akashia/">Akashii</a> większa micha stoi bo blaszek 5. Przy pierwszym zaczerpnięciu plastikowym czerpakiem wiedziałem, że coś jest nie tak. Nie wiem czy tutejszy kucharz próbował kiedykolwiek tego co wychodzi spod jego rąk (i mam nadzieję, że tylko rąk!), ale tak słonego miso nie jadłem nigdy! Pasty w zupie było prawdopodobnie tyle co w innych suszerniach, ale jak można poskąpić zwykłej wody?! Z jednej strony porcja za mała, z drugiej ilościowo składników w niej nie brakowało. Powiedziałbym, że aż za dużo wszystkiego na taką wielkość naczynia. Możliwe, że próbowano na nas starego chwytu z <a href="http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=1183">Theme Parku</a>, gdzie do frytek można było dosypywać soli, żeby ludzie kupowali więcej napojów. Ja nie skorzystałem i poprzestaliśmy na tym co było zamówione.</p>
<p>Przydługie oczekiwanie umiliła nam rozmowa na temat sushi i warszawskich susherni, podczas której mogliśmy zaobserwować scenę chwilowej konsternacji u <span style="text-decoration: line-through;">sushimastera</span> <span style="text-decoration: line-through;">kucharza</span> pana zawijającego ryż. Nie wiem czy wynikła ona z przypadkowego podsłyszenia naszych dywagacji, czy może jednak z tego jak Pan Zawijak wykonywał swoją robotę.<br />
Na stół wjechały nasze zestawy. Cóż, gorzej pozwijanego i pokrojonego sushi w życiu nie widziałem. Tzn. widziałem. U siebie w domu przy okazji ostatniego pichcenia tego specjału. Tylko, że taki sposób przygotowania ze słowa specjał robi specjal..ną troskę. Troskę o to, żeby to co biorę między pałeczki nie rozpadło się zanim doniosę do ust, czy może prędzej do miseczki z sosem sojowym. Żadnego <a href="http://www.flickr.com/search/?q=nigiri&amp;w=all">nigiri</a> nie doniosłem w całości. Musiałem kawałki brać na raty niczym w <a href="http://www.zagiel.com.pl/">Żaglu</a>. Czarecki oczywiście prawił, że powinienem brać kawalki całą długością pałeczek, ale sushi to nie szydełkowanie, ani inna czynność wymagająca nieprzeciętnej sprawności nadgrastków.<br />
Żałuję teraz, że nie zrobiłem zdjęcia tego jak były pokrojone nasze maki. Podejrzewam, że &#8222;kucharz&#8221; pracował uprzednio w piekarni, ponieważ końcówki ryżowego rulonika były przyciętne oszczędnie niczym przylepka chleba. Policzylem nawet czy nie była to jakaś porcja bonusowa w myśl zasady: &#8222;zostało to nie będę wyrzucać. Ale nie była&#8230; To co dostalismy okazało się pełnoprawnie liczonymi kawałkami zestawu! Jeśli nie ma się linijki w oku, to proponuję wyrezać sobie bezpośrednio na desce znaczniki. Odwrócone maki były zwinięte &#8222;jeszcze jak cię mogę&#8221;, ale luźny sposób w jaki były rolowane tradycyjne maki z serkiem philadelphia powodowały we mnie obawę, że zawartość zawijasa będzie mi wypadać niczym spadochroniarze w trakcie <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Market_Garden">operacji Market Garden</a>. Całe szczęście udało się. Ale tylko po to, żeby nastąpiło kolejne rozczarowanie. Ku mojemu zdziwieniu avocado chrupało równie dobrze jak ogórek! <a href="http://www.dict.pl/dict?word=dammit&amp;words=&amp;lang=EN">Dammit</a>. Może ktoś tu powinien przejśc kurs z oceny dojrzałości warzyw i owoców? Ja wiem, że mamy kryzys i agenci nieruchomości przebranżowiają na taksówkarzy, jak miły pan wiozący mnie ostatnio do Ząbek. Ale żeby brali się za gotowanie?! Tego za wiele.</p>
<p>Niestety renomy tego miejsca nie ratuje naprawdę dobra krewetka w <a href="http://www.flickr.com/search/?q=ebi%20nigiri&amp;w=all">ebi nigiri</a>, ani pyszna <a title="Ale one mają śmieszne mordki :D" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ryba_maślana">ryba maślana</a>. Dużo mocniej w pamięci utkwił mi wściekło-różowy kolor tuńczyka. Tak idealny, że aż podejrzany. Prawdopodobnie ten kolor można bez trudu znaleźć w <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Pantone#Original_Pantone_Color_Matching_System">pantonie</a>. Bóg mi świadkiem iż jestem w stanie zjeść podłe sushi (w końcu czasem sam je robię), ale podłe sushi powinno mieć podłą cenę. Conajmniej na poziomie <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/ZUS">zusowskich</a> emerytur, a nie mieszczących się raczej w średniej krajowej.</p>
<p>Wracając do początku &#8211; Czarek wyrzucił właśnie kolejną porcję. Będzie robił sushi na zwykłej Britcie.</p>
<h6>Uaktualnienie → <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/06/satori-sushi-epilog/">Epilog</a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

