mali*ciou??

15/02/2010

Argentina – Z tamtej strony, z tej strony, z r????nych stron

Filed under: Warszawa,argenty??skie — maliboo @ 23:34

Po pierwszej wizycie w restauracji i kawiarni Argentina wiedzia??em, ??e to miejsce b?d? musia?? odwiedzi? jeszcze raz. Niestety czasem braknie spustu Macieja Nowaka, ??eby za pierwszym podej??ciem roz??o??y? lokal na czynniki pierwsze. Dlatego te?? to miejsce zostawi??em sobie na dwa k?sy. Szczeg??lnie, ??e szykowa??em si? na nie od dawna. Niestety moja fascynacja Argentyn? utkwi??a gdzie?? pomi?dzy parzeniem kolejnej mate (ma??a w Argentinie to 8z??), a mieszank? Cortazara i dziennik??w Gombowicza. O samym kraju i jego kuchni z pewno??ci? wi?cej ma do powiedzenia Marta na glodniswiata.pl. Ja musz? si? ograniczy? jedynie do subiektywnych odczu? po wizycie w polskiej protezie kulinarnej.

Umieszczony na Sandomierskiej 13 dwupoziomowy lokal znajduje si? praktycznie rzut beretem od mokotowskiego Silverscreena. Trafi? naprawd? nietrudno. Chyba, ??e po drodze kto?? zboczy do pobliskiej Pizzy Hut. Dolne pi?tro to sala z parkietem do trening??w milong i tang wszelakich, oraz mniejszy pokoik barowo-kawiarniany. G??rne to kuchnia i sala restauracyjna. Zar??wno za pierwszym, jak i drugim razem zostali??my przywitani pro??b? o kurtki. Bo ani pora roku, ani poziom lokalu nie pozwalaj? raczej na ordynarne wieszanie okry? na oparciach krzese??.

Wystr??j i stylizacja, prawdopodobnie jak i ambicje w??a??cicieli, znajduj? si? troch? ponad ??redni? wa??on? warszawskiego szynku. Na ??cianach podwieszone dyndaj? pasy, czy inne ko??skie duperele-utensylia, oraz przyst?pne zdj?cia (z racji miejsca pewnikiem z argenty??skich okolic). Niestety jedynym widokiem z okna, jaki mo??e nas uraczy? w porze p????no-popo??udniowej jest znajduj?ca si? na przeciwko sala gimnastyczna z treningami siatk??wki. Oczywi??cie moim g????wnym powodem odwiedzin nie by??o krzewienie kultury fizycznej, jeno kulinarnej, wi?c postaram si? skupi? na jedzeniu serwowanym w Argentinie. A to wyst?puje tu na r????nych poziomach i, nie wiedzie? czemu z zam??wieniami akurat zawsze udawa??o mi si? trafia?, je??li nie w dziesi?tk?, to blisko ??semki. Podw??jn? wizyt? pozwol? sobie skompresowa? do pojedynczego wpisu, wspomnienie pierwszej do??? mocno i pozytywnie utkwi??o mi w pami?ci.

Tradycyjnie ka??de zam??wienie staram si? otworzy? piwem (8z?? – cena jak na Warszaw? zjadliwa) i drobn? przystawk?. Dziewiczym razem by??a to zupa cebulowa (13z??) – wyj?tkowo przeci?tna z utopion? grzank? z pod??u??nej bu??ki wroc??awskiej. Nie wiem czy to rodzaj fatum, czy mo??e kulinarne faktotum, ale zawsze przy takich zam??wieniach zdarza mi si? dosta? i grzecznie skonsumowa? co?? co absolutnie nie pasuje do moich oczekiwa?? po lekturze menu. Zupa okaza??a si? roso??kow? lur?, kt??r? wysiorba??em bardziej z recenzenckiego obowi?zku, ni?? smaku. Za drugim razem na przystawk? wybrali??my empanadas de queso y cebolla (15z??) czyli piero??ki z ??????tym serem, oliwkami i cebul?. Liczba mnoga „oliwki” jest tu jak najbardziej na wyrost. Podobnie jak liczba mnoga piero??k??w. Pami?tam, ??e w zamierzch??ych czasach istnia??a liczba podw??jna, podobn? konstrukcj? powinni stworzy? w??a??ciciele Argentiny. Trzy piero??ki z okruchami oliwek, zaserwowane na talerzyku opr??szonym papryk? to troch? ma??o. Jak na jedn? osob? ilo??? ok. Jak na tak? cen? – przyda??yby si? jeszcze ze dwie sztuki. Po przystawce oczekiwanie na zam??wienie g????wne „umila??o” czekade??ko w postaci podgrzanej bu??ki z podan? oliw?. Niestety w trakcie obydwu wizyt nikt si? nie pofatygowa??, ??eby do skromnej porcji pieczywa i t??uszczu z pierwszego t??oczenia poda? s??l, o pieprzu nie wspominaj?c…

Rzucaj?c biedne przystawki w otch??a?? zapomnienia skupie si? na tym co mnie tu uwiod??o. Pierwszym razem by?? to, polecany przez Froasi?, comber jagni?cy (66z??) z ziemniaczkami noisette. Kartoflane orzeszki, serwowane pewnie z mro??onek Farm Fries – to w sumie nic nad czym mo??na si? zachwyca?. Za to sama jagni?cina, zam??wiona przeze mnie na medium rare by??a palce liza?. Naprawd?, za pierwszym razem g??rowa??em swym wyborem nad krzep? i jego roastbeefem wo??owym (50z??) i szczerze przyznam, ??e o p???? g??owy wyprzedza??em zam??wienie D??ugiego w postaci antrykotu wo??owego z czarnego pieprzu (55z??). Okaza??o, ??e te 5 z??otych r????nicy czyni smakowe cuda. Antrykot okaza?? si? solidnym kawa??kiem krowy wysma??onym jak nale??y, natomiast krzepkoska wo??owina nie by??a godna swej ceny. W tych wide??kach podobny jako??ciowo kawa??ek mi?sa tyle, ??e bogaciej podany, mo??na dosta? na warszawskim Podwalu.
Powr??c? jednak do moich czterech kotlecik??w z m??odej owcy. Lubi? jagni?cin?, ten rodzaj mi?sa najcz???ciej wybieram we wszelakich hindusach. Jednak towarzystwo mocno doprawionych sos??w znakomicie przy?miewa jej naturalny smak. Z tego co pami?tam ostatni? dobr? sztuk? owcy jad??em w Nesebarze. Ale to co sprezentowa??a mi Argentina by??o lokalnym mistrzostwem ??wiata.

Dobr? pozycj? okaza?? si? r??wnie?? antrykot z kurkami saut? (sk?d w nazwie chorizo? 56z??). Za to zdecydowanym pud??em by??y nale??niki z w?dzonego ??ososia z serem (20z??) Tomka. Niestety nadmiar bia??ego sera i niedomiar „norweskiej” ryby to nie to na co mo??na liczy? za dwadzie??cia z??otych. Podobnie jak pol?dwiczki wieprzowe z winogronowym chutney’em (35z??), kt??ry okaza?? si? za s??odki jak na m??j gust. Mo??e jestem ignorantem w tych sprawach, ale uwa??am, ??e chutney powinien by? bardziej pikantny. Zupe??nie niezauwa??ona przemkn???a mi r??wnie?? pieczona sola w sosie czosnkowym z warzywami i ry??em (29z??). Ryba jak ryba, za to strza??em w dziesi?tk? okaza??a si? by? pol?dwica wo??owa z grilla zawini?ta w boczek (75z??). Zam??wiona jak zwykle na medium rare dos??ownie rozp??ywa??a si? w ustach. Ponarzeka? tu mog? tylko na ??rednie kartofelki po prowansalsku, kt??re jakby troch? wczorajsze by??y.

Niestety czytaj?c na gastronautach opinie o tutejszym t-bonie to nie wiem czy poza jagni?cin? i argenty??sk? wo??owin? jest tu do czego wraca?. Kulinarnie oczywi??cie, bo dla ch?tnych kilka razy w miesi?cu odbywaj? si? tu p??atne i bezp??atne praktyki z milongi. Pewnie bym nawet skorzysta??, ale ??ycie na bezrobociu rozleniwia.

08/10/2009

Bliss Garden – Ogr??d tak, ale rozkoszy niewiele

Filed under: Warszawa,chi??skie — maliboo @ 20:59

Wizyta w Bliss Garden troch? si? nam prze??o??y??a w czasie i musia??a czeka? ko??ca mojego urlopu. W ko??cu jednak pi?tkowa kolacja odby??a si? pod egid? przybytku na Twardej 42. Troch? sp????nieni wpadli??my przed godzin? dwudziest? w czelu??cie Zwi?zku W?dkarza, by zej??? do podziemnego „ogrodu”. Na wej??ciu skini?ciem glowy przywita??a nas chi??ska matrona pilnuj?ca kulinarnego dobytku. Od razu przysz??a mi na my??l niezapomniana wizyta w ??wi?tej pami?ci Tien-Tien, przemianowanym teraz na Mekong. Tomek ju?? na nas czeka?? w towarzystwie staropramena (11z??), wi?c do???czyli??my czem pr?dzej powi?kszaj?c piwne kworum o rodzimego ??ywca (9z??).

Obs??uga w postaci m??odziutkiej azjatki, uroczo kalecz?cej polski, podj???a nas b??yskawicznie, domagaj?c si? zam??wienia. niestety, widocznie ??e??ska cecha: niezdecydowanie skutecznie powstrzyma??a mnie od wyboru dania g????wnego, decyduj?c si?  wprz??dy na chi??skie sma??one piero??ki (9z??/6 sztuk) w podw??jnej porcji. W przeciwie??stwie do piwa i na podobie??stwo da?? g????wnych na jedzenie musieli??my chwilk? poczeka?. Dwana??cie podsma??onych z jednej strony paczuszek wyl?dowalo na wsp??lnym talerzyku w towarzystwie dw??ch sos??w. ?agodny i s??odki nie przypad?? mi do gustu. Jednak jego brat bli??niak, niczym Arnie w Twins, nadrabia?? za dw??ch, ratuj?c z ca??kowitej pora??ki zar??wno swojego sos-brata  jak i pierogi. Sory Winnetou (bez mieszania w to india??skiej kuchni)- ten wyb??r okaza?? si? nietrafny.

Weso??o deliberuj?c nad socjologicznymi aspektami portali spo??eczno??ciowych, a w szczeg??lno??ci nad wag? kwiz??w w kontek??cie szacuna u ziom??w, wybrali??my dania g????wne. W kolejno??ci: makaron sojowy sma??ony z warzywami (22z??), wo??owin? w czarnym sosie (29z??) i jagni?cin? na gor?cym talerzu (39z??). No i ry?? (4 z??), poniewa?? wliczenie go w koszt zestawu zapewne brzydko podnios??oby cen?. A tego w kryzysie nam nie trzeba. Oczywi??cie na dania dane by??o nam poczeka? ciut d??u??ej ni?? na piero??kow? przek?sk?. W ko??cu dobre rzeczy wymagaj? czasu.
Jednak ani przeci?tny makaron z warzywami, ani wo??owina w czarnym sosie nie uwiod??y mnie. Inaczej by??o z jagni?cin?. Ta, wr?cz przeciwnie, zamiast uwie??? zawiod??a. Na ca??ej linii. Nie wiem jak si? przyrz?dza ma??e owieczki na chi??ski spos??b, ale tej, podanej mi nie rozpozna??bym od wieprzowiny ni kolorem ni smakiem. Mo??e to kwestia przypraw, mo??e sprawa sma??enia lub j?zyka og??uszonego jednym piwem, ale bardziej przypominalo mi to pospolit? wieprzowin? ni??li owcze mi?so.

W pierwszym starciu Bliss Garden poleg??. Jedyn? nadziej? nios? ze sob? s??odkie, sezamowe kuleczki z past? sojow? (12z??). Czy mo??e powinny czerwonej fasoli? Dorodne niczym meksyka??skie cojones, podane z pa?kami bitej ??mietany. Chocia?? tu Blondi, i ja – po namy??le – preferujemy karmel, rodem z Wooka, kt??ry ostatnio troch? si? podni??s?? ze swojej kl?ski. Acz nieznacznie. Czekaj?c na  …nie nie, nie na Godota, wykurowanie si? zapisuj? Bliss Garden w kajeciku, ??eby zweryfikowa? powy??sz? wizyt?. Mo??e nast?pny raz oka??e si? smaczniejszy.

30/06/2009

Courtepaille – francuski grill

Filed under: Warszawa,francuskie — Tagi: , — maliboo @ 23:16

Cienka S??omka to francuska sieci??wka serwuj?ca dania z grilla. Profil oscyluje wok???? casual dining, wi?c nie nale??y si? przejmowa? tym, ??e miejsce to, na zasadzie franczyzy, zduplikowane jest w kilkudziesi?ciu lokacjach we Francji. Miejsce, jak zwykle, jak kt??re?? z kolei, ponownie z polecenia. Tym razem malaka – Konrad czekam na wino! Nie zapomn? Ci tej ??wie??ynki z w?dzonym serem topionym. Wracaj?c do tematu, w ko??cu trafili??my i tu… Z udanych zakup??w nota bene, ale t? cz???? pomin?, tak jak kupno tych fajnych spodni za prawie tylko p???? ceny;(

Ob??adowani torbami wparowali??my wi?c z Katarzyn? do go??cinnych prog??w Couterpaille i poprowadzeni przez kelnera, tudzie?? innego szefa sali zasadzili??my swe po??ladkowe korzenie po??rodku pomieszczenia. Nie ma??ego, bo je??li wierzy? Wikipedii pomie??ci ono 140 os??b. Od razu podj?ci przez tego?? samego jegomo??cia zacz?li??my wertowa? tutejsze menu. Hmm, aktualnie i o dziwo, r????ni si? ono od zaprezentowanego nam w lokalu dos??ownie par? dni temu. Nie przypominam sobie w nim pozycji pod tytulem „podw??jny hamburger”, czy „plaster boczku Parisien”. Mniejsza z tym. Zam??wilismy antrykot (39z??) i stek wo??owy mielony (ca. 19z??), kt??rego ju?? nie widz? w zlinkowanym spis-do-jadle. Za namow? kelnera zrezygnowalem jednak ze swojej krowiej g??rnicy i przysta??em na propozycj? zadniego rumszytka (38z??). Obydwa mi?sa zam??wili??my na spos??b krwisty. Ich opiekanie mogli??my obserwowa? en face na ruszcie, kt??ry znajdowa?? si? nieco wy??ej nad ??arem ni?? nasz tradycyjny grill znany z maj??wek. Dodatkowo mi?sko przypalane bylo wysokim ogniem buchaj?cym z paleniska. Widok mi??y, szczeg??lnie dla os??b lubi?cych dozorowa? przygotowywanie ich posi??ku.

Dodatki w Couterpaille s? wliczone w cen? dania g????wnego i, co wa??niejsze, nielimitowane. Ni mniej ni wi?cej znaczy to, ??e frytek (raczej z paczki, ni?? przygotowywanych na miejscu), pieczonych ziemniaczk??w i wszelakich zielenin mo??emy tu domawia? bez ogranicze??. Oczywi??cie w teorii tylko. Poniewa?? praktyka wykaza??a, ??e podana porcja frytek i kartofel-gigant z sosem ??mietanowym wystarczy??y na nas oboje a?? nadto! Jednak to mi?so jest tu najwa??niejsze i skupiaj?c sie na nim powiem jedno: wspaniale! Chocia?? trzeba szybko pa??aszowa?, bo kawa?? soczystej wo??owiny jedzony powoli stygnie szybko i nie jest ju?? tak smaczny jak w pierwszych minutach podania. Ulotno??? tego zmys??u rekompensowa??y jednak sosy: pierwszy podany do mi?sa (je??li dobrze pami?tam na bazie majonezu i moszczu), a drugi, wed??ug mnie wybitny, jako mieszanka musztardy i rodzynek w autorskim s??oiczku Couterpaille. Za tym w??a??nie dodatkiem mam tu ch?? wr??ci?, tym razem na medium rare cokolwiek, by zaspokoi? pierwotny zew krwi. Musz? te?? wspomnie? naprawd? ostr? musztard? w firmowych torebeczkach, kt??ra doprawia??a ostro tutejsze mi?so niczym nasz polski chrzan. Kusz?ca jest tak??e cena piwa, gdy?? du??e tyskie kosztuje raptem ciut poni??ej 7z??. Na t? lokalizacj? i dzisiejsze ceny – w (tzw.) pytk?!

Na koniec jednak ma??a wisienka z pestk? na tym s??odkim torcie. W naszym przypadku obs??uga by??a tak opiesza??a, ??e zacz???em si? zastawia? czy nasz kelner nie pracuje jako etatowy szachista, dorabiaj?c tylko na boku w restauracji. Zaniecham jednak dalszych z??o??liwo??ci, poniewa?? jego sugestie (np. sos do mi?sa) dotycz?ce naszych wybor??w by??y trafne i mi??ym uczuciem by??a ??wiadomo???, ??e kto?? tu naprawd? stara si? by nasze wybory by??y jak najbardziej trafne.
Lukrem natomiast niech b?dzie to, ??e zaobserwowali??my tu du??o gastronomicznych autochton??w. Nie wiem czemu, ale mam takie zboczenie, ??e je??li w „regionalnej” restauracji zauwa??? przypisan? jej spo??eczno???/narodowo??? od razu darz? ten przybytek dodatkow? sympati?. Tu francuskoj?zycznych klient??w nie brakuje. W naszej obecno??ci rachunki, jak i pogaw?dki z kucharzem zako??czy??y conajmniej trzy takie stoliki.

Z ch?ci? zawitam we francuskim grillu ponownie. Nie ma wszak??e nic lepszego niz kalorie czerpane z bia??ka, ale trzeba przyzna?, ??e ceny s? tu o conajmniej o 7-12z?? odstraszaj?ce. Mimo wszystko Courtepaille nadal pozostaje jedn? z wielu knajpek w centrum handlowym i si??? rzczy zawsze b?dzie mia??o -1 do XP (stosuj?c terminologi? RPG).

07/06/2009

Meksykan(in), nabity w butelk?

Filed under: Warszawa,texmex — maliboo @ 22:30

Podwale 29 w Warszawie to miejsce spoczynku ??wi?tej pami?ci Butelki. Nieod??a??owanej, jak wszystko co przemin???o a by??o dobre, restauracyjki z w??oskim podej??ciem do jedzenia. Na jej zgliszczach, niczym feniks z popio????w, powsta?? Mexican. Czyli radosny, pseudo meksyka??ski, potworek kusz?cy quesadillami, burrito, nachosami, tequil? i starym, zielonym garbusem ustawionym przed wej??ciem. Ostatni wymieniony artefakt by?? chyba zainspirowany, podobnie starym, automobilem stoj?cym po s?siedzku na Podwalu 25. Czym?? trzeba w ko??cu kusi? turystyczn? t??uszcz?.

Wizyt? w Mexicanie zacz?lismy ju?? w pracy, pilnie studiuj?c menu tego przybytku. Strona domowa restauracji, przynajmniej warszawska filia przy Barbakanie, oczywi??cie nie dzia??a jak nale??y i zamiast menu mo??na popodziwia? pi?kne czarne t??o, inspirowane prawdopodobnie ciemnymi nocami na pustyni Chihuahua. Drobne pohakierowanie strony da??o nam jednak szybki dost?p do miernej graficznie zawarto??ci. Gdybym by?? Bogus??awem Wo??osza??skim prawdopodobnie nie uprzedza??bym fakt??w, ale nie jestem, wi?c pozwol? sobie nadmieni?, ??e jako??? strony nie odbiega zbytnio od jako??ci serwowanych tu potraw.

Jednak??e wizyta zacz???a si? mi??ym akcentem. Po przyj??ciu czeka??y na nas miseczki z nachosami i sals?. No, mniej wi?cej sals?, bo to co tu podaj? nie mo??e si? r??wna? chocia??by z pomidorowym dipem, kt??ry jest serwuje Blue Cactus. Po tym ubogim wst?pie zdecydowa??em si? na zup? tortillow? przykryt? zapiekanym serem (9,50z??). Takowej nigdy nie kosztowa??em i jedz?c to co podano mi tutaj nie zdecydowa??bym si? pewnie na ponown? degustacj? nigdy wi?cej. Jednak je??li chodzi o jedzenie jestem cz??owiekiem du??ej wiary i zaryzykuj? konsumpcj? gdzie?? jeszcze. Przepis na wy??ej wymienion? zup? w Meksykanie mo??na zawrze? w jednym zdaniu: „Wlej kieliszek roso??u, dolej ?wier? litra wody, dorzu? garstk? rozgotowanej papryki, wrzu? nachosy, posyp serem i przypal w piekarniku”. Sekretem tego dania jest prawdopodobnie palec kelnera w zupie przy podawaniu. Jednak by??o zbyt ciemno ??eby zauwa??y? t? delikatn? granic? dziel?c? lustro wody/zupy(?) i cz??onek ko??czyny serwuj?cego. Poprzestan? wi?c tylko na moich wydajemisiach. I nawet je??li pan kelner niechc?cy umoczy?? sw??j palec w zupie to rabanu wszczyna? sensu nie by??o. W ko??cu i w domu zdarza nam si? takie fa??ks pas.

W zasadzie chcia??bym w tym miejscu przerwa? ju?? opis swoich wra??e??, ale blogerski obowi?zek nakazuje mi kontynuacj? mego pseudosprawozdania.
Podczas konsumpcji zam??wionego przeze mnie burrito z wieprzowin? i fasol? (25,50z??) skosztowa??em k?s sa??aty z ??ososiem w sosie winegret (16,90z??), kt??ra zam??wi??a Zofia. Mo??e ju?? lekka syto??? spowodowana konsumpcj? burrito spowodowa??a, ??e jej wyb??r nie przypad?? mi do gustu. Danie smakowa??o jak sa??ata z ??ososiem, podlana octem. Oczywi??cie sk??ad nie czyni tej potrawy stekiem z wo??owiny, ani niczym innym ni?? wymienione ingrediencje… Ale wydaje mi si?, ??e podobne danie potrafi przyrz?dzi? ka??dy operator saturatora. Poniewa?? tak samo jak i sod??wka z sokiem malinowym w szklance na ??a??cuchu ta zielenina z ryb? by??a mdle podana.

Wracaj?c jednak do mojego burrito, to podana porcja by??a gigantyczna. Placek w kt??ry zawini?te by??o nadzienie polany zosta?? trzema sosami: ostrym pomidorowym, guacamole i kwa??n? ??mietan?. Niestety wida? by??o, ??e sos z awokado st?skni?? si? ju?? bardzo za pestk?, poniewa?? ??ciemnia?? widocznie. Zamaskowaniu tego faktu nie pom??g?? nawet p????mrok panuj?cy w sali. Rozja??nieniu ca??ej sytuacji nie rehabilitowa??a nawet meksyka??ska flaga wbita w zaserwowanego mi nale??nika. Ano w??a??nie nale??nika. Bo ciasto w kt??re zawini?te by??o ??redniej jako??ci mi?so z fasol? przypomina??o mi bardziej domowe placki z m?ki pszennej, ni??li kukurydzian? tortill?. Niestety wyb??r pikantno??ci dania, zaproponowanej przez kelnera, sprowadza?? si? li tylko do polania go odpowiednio ostrym, lub nie ostrym, sosem pomidorowym. Samo nadzienie sprawia??o wra??enie robionego wcze??niej i pakowanego tak samo do wszystkich opcji ostro??ci. Fakt, ??e wyczy??ci??em prawie ca??y talerz, opr??cz przypalonych cz???ci ciasta, nie ma tu znaczenia. Tak jak kiepskie ksi???ki, kiepskie jedzenie te?? zwykle wci?gam do ko??ca. Chyba g????wnie po to, by mie? potem naj??wi?tsze prawo do pe??nej krytyki konsumenckiej.

Wspominaj?c jak p??aka??em nad ostatnim k?sem burrito wpychanym w swe trzewia, tak teraz roni? ??zy nad histori? Butelki. Smutne jest to, ??e parafrazuj?c prawo Kopernika-Greshama, knajp? lepsz? wypiera knajpa gorsza. Ale widocznie to prawo wolnego rynku, wszak zysk jest spraw? pierwszorz?dn?. Najcz???ciej dopiero za przychodami pojawia si? klient, jako??? i lojalno???.

06/06/2009

Je??li Serbia, to tylko w Belgradzie.

Filed under: Warszawa,ba??ka??skie — Tagi: , , , , — maliboo @ 22:12

Pami?? fotograficzna czasem zawodzi. By??em pewien, ??e Ma??y Belgrad na wz??r Ma??ej Serbii widzia??em gdzie?? w Centrum. Troch? tej ma??o??ci posiadamy jednak zbyt wiele, bo summa sumarum wysz??o na to, ??e chodzi??o o Ma??? Gruzj?, s?siadk? Serbii na Nowogrodzkiej. Oj panie! Za du??o tego…

Po kr??tkim ??ledztwie okaza??o si?, ??e tymrazowa destynacja znajduje si? w tej cz???ci Warszawy, gdzie psy szczekaj? odwrotnie. Ulica, nomen omen, Belgradzka 4 jest na dalekim, daaaalekim, daaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaleeeeeeeeeekim Natolinie. Jednak blisko metra, wi?c butk??w nikt w stanie zedrze? nie jest.
Ostrze??ony s??owami Agaty o ma??o??ci tego przybytku, kt??ry wybitnie podkre??la nazwa, postanowi??em zarezerwowa? miejsce. W ko??cu smutno by??oby wraca? z odleg??ego po??udnia nazad do Centrum w poszukiwaniu jakiego?? godnego zast?pstwa ba??ka??skiej pleskawicy. Nie mog? tu jednak pomin?? sposobu rezerwacji, kiedy to prosz?c o stolik na godzin? 19:00 dosta??em do wyboru 18:45 i 19:30 ;o) Po kr??tkich pertraktacjach doszli??my z mi??? pani? za telefonem do konsensusu w postaci pi?tnastominutowego sp????nienia na 18:45.

Po dotarciu na miejsce odetchn???em z ulg?, poniewa?? pomys?? zarezerwowania okaza?? si? trafny. Praktycznie ca??a knajpka by??a ob??o??ona, lub zarezerwowana. M??wi?c Pisz?c „ca??a” mam na my??li par? stolik??w na maksymaln? ilo??? 18-22 go??ci. Jak na tak odeg??? lokalizacj? wr????y??o to dobrze. W ko??cu zwyk??e osiedlowe knajpki nie maj? chyba a?? tak sporego ob??o??enia? Zasiedli??my wi?c sobie w ciut przyciasnym k?ciku we czterech ch??opa i czuj?c dzi?ki temu bratersk? blisko??? przyst?pili??my do wertowania menu.

Przy okazji pi?tku wypada??o nam si? nagrodzi? za pracowity tydzie??, wi?c zacz?li??my od zam??wienia przystawek i czego?? krzepi?cego nastr??j. Wyb??r pad?? na rakij? (7z??, do wyboru ??liwkowa, z winogron lub ta trzecia), karafk? Vranac Planta?e (28z??/500ml) oraz co?? tre??ciwego w postaci zupy z soczewicy (7z??), g?stej zupy z kurczaka (8z??), sma??onej cukinii z sosem koperkowym (15z??) i papryki Biurek (15z??) w panierce nadzienwanej serem sirene. Oczywi??cie nie omieszka??em doprawi? swojej str?czkowej zupki stoj?cymi na stole przyprawami paprycznymi, przy okazji zdrowo przesadzaj?c. Istny ??ar cia??a czu??em nie tylko w trakcie konspumpcji tej zacnej polewki, ale r??wnie?? i d??ugo potem, ??cieraj?c z czo??a si??dme poty. Krzepiny roso??ek okaza?? si? ciut lepsz?, bo g?stsza, wersj? naszej zupy z kur wielu. Nic co by do nieba wzi???o mnie. Za to warzywne przystawki to ju?? inna bajka. „Bajka” dos??ownie, poniewa?? przysma??one plastry cukini umaczane w sosie to istne niebo w g?bie! Podobnie rzecz mia??a si? z jeszcze lepszymi dwiema papryczkami w panierce, sowicie serem nadzianymi.

Ale nie dla zieleniny tu przyszli??my. Jako ch??opy poka??ne w genach mamy zapisan? konsumpcj? mi?cha. Zatem zw??ocznie przeszli??my do zam??wienia da?? g????wnych. Opieraj?c si? pokusie zam??wienia kawarmy, tak mi??o wspominanej przeze mnie po ostatnich wakacjach, wybra??em bejcowan? kark??wk? pod sadzonym jajkiem (24z??). Obecno??? sadzonego jajka wydaje si? tu do??? sporna. Mimo tego, ??e kark??wka by??a dobra, to nabia?? mi tu jako?? nie le??a??. Co innego sos lutenica (3z??), kt??ry okaza?? si? jednym z lepszych jakie jad??em!  ??miem stwierdzi?, ??e to dla niej tutaj wr??c?! R??wnie?? pleskawice przypad??y mi do gustu, chocia?? wersja „Dymitrowska” (23z??) z w?dzonym boczkiem i serem powali??aby mnie na kolana, gdyby nie do??? ciasne miejsce, kt??re okupowali??my. Zam??wiony przez Radzia szasz??yk Hajducki podany z pikantnym sosem, przetykany w?dzonym boczkiem i papryk? (30z??) r??wnie?? dobrze si? spisa??, chocia?? musz? przyzna?, ??e tytu??owego pikantnego sosu troche posk?piono. Jednak wielko??? porcji mi?sa zdecydowanie nadrabia wszelkie inne niedoci?gniecia. Biedny Szczepek zdawa?? si? juz cisn?? ??zy pod koniec jedzenia pleskawicy, ale doko??czy?? z godno??ci?. Na s??owo, niestety, musz? uwierzy? D??ugiemu, kt??ry chwali?? r??wnie?? kark??wk? po bo??niacku (24z??) zam??wion? przy drugiej wizycie. Te cieniutkie paski kark??wki grillowane z cebulk? i pomidorami, posypane ??????tym serem na pewno znajd? si? jako pierwsze na li??cie podczas kolejnej wizyty.

Jak dobrze, ??e Ma??y Belgrad jest tak daleko. Bo z pewno??ci? po kwartale wrzuci??bym pare kilo na klat? dup?. I mimo tego, ??e ten sielankowy obraz lekko przygasza nieco opiesza??a obs??uga, to mo??e powinienem to liczy? in plus jako taki leniwy, ba??ka??ski smaczek.

18/05/2009

W??oska magia Incanto na Pradze Po??udnie

Filed under: Warszawa,w??oskie — Tagi: , — maliboo @ 22:36

Na Pradze Po??udnie znam tylko dwie dobre pizzerie (czy mo??e Pizzerie przez wielkie P). Pierwsz? z nich jest, zadymiona niestety, La Luna. Druga to tytu??owa Incanto, troch? niesprawiedliwie nazwana li tylko pizzeri?. Odkry??em j? przypadkiem, kiedy to mieli??my ju?? do??? zamawianych zapiekanek z Telepizzy, Pizzy Hut, czy Daily Pizza, nazywanych „pizzami„.

W ci?gu paru moich odwiedzin zd???y??em przebrn?? przez smakowitsz? cz???? menu tego przybytku. Chocia?? zdarza??y si? r??wnie?? mniej podchodz?ce mi dania. Je??li mnie pami?? nie myli to na rozdziewiczenie tego miesjca wybra??em pizz? Mafioso (25z??), Andrzej wzi??? wtedy standardow? Peperoni (24z??). Jak wiadomo po??owa sukcesu dobrego placka z W??och to ciasto. To wypada tu szczeg??lnie dobrze. Cienkie i chrupi?ce na brzegach, tak jak powinno, by? mo??e nie b?dzie odpowiada??o sezonowym koneserom bu??ek z pizzowych sieci??wek, ale dla mnie to niebo w g?bie. Chocia?? przy ostrych rodzajach, szczeg??lnie z dodatkiem pikantnej oliwy do zagryzania rant??w, zdarza si? r??wnie?? piek??o w (_!_).

Podczas nast?pnych wizyt dane mi by??o tu spr??bowa? zupy fasolowej (kt??ra na szcz???cie wylecia??a ju?? z menu – chyba 8z??), GENIALNEGO sma??onego szpinaku z czosnkiem, mozzarell? i parmezanem (13z?? wedle cennika na stronie, ale w nowym menu stoi ju?? chyba po 15), schabu z mas??em czosnkowym, podanym z opiekanymi ziemniakami i gotowanymi warzywami (29z??), czy grillowanego ??ososia z krewetkami z sosem cytrynowo – czosnkowym i ry??em (35z??). Nie omin???y mnie te?? ??rednie bruschetty – 13z?? i szkoda czasu i miejsca w ??o???dku, te s? o niebo lepsze w Passe Partout, czy wspania??a pizza Carbonara (24z??). Z ca??ej tej listy dla mnie osobistym faworytem jest szpinak. Czy mo??e faworytem tym by?? do dzi??, kiedy to postanowili??my wypr??bowa? sezonowe menu szparagowe.

Na kr??tko, bo pewnie do ko??ca czerwca, niekwestionowanym kr??lem jest tu dla mnie zupa krem ze szparag??w, z zielono-szparagow? wk??adk? i w??osko-przyprawionymi grzankami (9z??). W tym daniu wszystko by??o tak jak powinno! No mo??e poza tym, ze nie trafi??a mi si? w niej ani jedna g????wka szparaga – tylko same dolne ??odygi! Kucharz powinien rozdziela? je bardziej sprawiedliwie ;-) . Ale to odegra??em sobie na zam??wionej pizzy ze szparagami i jajkiem (27z??). Placek poprawny, ale chyba pozostan? wierny chocia??by tutejszej Parmie (ze ??wie??? rukol? i szynk? parme??sk? – 25z??). Szparagi w obydwi daniach by??y takie jak powinny. W niczym nie b?d?c podobnymi do naszej kulinarnej pora??ki w pracy, kiedy to wcinali??my cz???? lekko gorzkawych p?d??w. Niestety, mo??e z racji poniedzia??ku, Czarkowi nie uda??o si? zam??wi? sa??atki z fallicznym warzywem i karczochami (25z??), gdy?? te ostatnie by??y-wysz??y. Zjad?? wi?c bidula to co mu podano z ersatzem zamiast serc astrowatych. Nie s??ysza??em z jego strony zachwyt??w, ale narzeka?? brak r??wnie?? by??o. Przyjmuj? wi?c, ??e danie okaza??o si?conajmniej poprawne. Jednak tak jak ostrzy??em sobie na nie z?by, tak nast?pnym razem nie omieszkam jednak wybra? spomi?dzy szparag??w z szynk? gotowan? (30z??) i  sznycla z jajkiem i szparagami (34z??). Maj jeszcze w po??owie i mam nadziej?, ??e zd???? si? za??apa?.

Wspomniany sznycel przywi??d?? mi na my??l wiede??skiego „bli??niaka” z Kanjpy Sami Swoi (9z?? + cena warzywnego wype??niacza). I chocia?? por??wnanie mo??e nie z tej samej p????ki cenowo-jako??ciowej, to musz? przyzna?, ??e to co mi si? podoba w Incanto to „??ywe” menu. Oczywi??cie jak z ka??dym dojrzewaj?cym dzieckiem jest i tu problem – z rosn?cymi cenami niekt??rych da??. Nawet niedzielny bywalec dostrze??e, ??e pewne dania co jaki?? czas wypadaj?. Ca??e szcz???cie s? to te, kt??re nie przypad??y mi specjalnie do gustu (vide zupa fasolowa). Natomiast czarne konie, jak ??oso?? z krewetkami, czy schab z mas??em czosnkowym tkwi? niezmiennie niczym s?vres’ki(?) wzorzec dobrego smaku.

Przyjdzie mi si? wi?c pewnie po??egna? z dobr?-aczkolwiek-nie-w-tej-cenie frittur? di mare w delikatnym cie??cie (34z??), kt??ra uraczy??a nas pysznymi, mi?kkimi kalmarami, krewetkami i niestety ??redni? kargulen?. Ale pozostaj? w nadziei, ??e menu tej restauracji zaskoczy mnie jeszcze nie raz. I chocia?? do tej pory nie spr??bowa??em tutejszych makaron??w, to jak na razie to com tu wszama?? trzyma mnie przy nadziei, ??e zapuszczona kulinarnie i rozrywkowo prawa strona Warszawy ma par? pere??ek, kt??rymi mo??e brylowa? w restauracyjnym towarzystwie.

06/05/2009

Satori sushi – epi.log

Filed under: Warszawa,japo??skie — Tagi: , , , — maliboo @ 23:05

Niespodziewana lawina komentarzy pod wpisem o Satori Sushi na Wiatracznej zmusi??a nas do ponownej wizyty. Ok, mo??e nie tyle lawina, co propozycja Sizara, ??eby da? temu przybytkowi drug? szans?. W ko??cu grono sta??ych bywalc??w nie powinno si? myli?. Tym bardziej, ??e wzmo??one zainteresowanie wystawa??o ponad przeci?tno???.

Udali??my si? na miejsce ekip? prawie w tym samym sk??adzie. Czarusia juniora zast?pi?? jeno J?drek. M??ody wymi?k?? ju?? po pierwszej wizycie. Po trosze t??umaczy?? si? awersem do ry??u i ryby, po przepe??nieniu, kt??rego dozna?? podczas otwarcia The Place Sushi na Nowym ??wiecie. Swoj? drog? troch? dziwi? mnie tak niepochlebne opinie, jak na knajp? kogo??, kto macza?? palce w Maestrii, Tomo, czy Sakanie. Ale wracaj?c do Satori i uprzedzaj?c fakty – o??wiecenia zn??w nie by??o.

Tym razem wybrali??my sobie inny czteroosobowy st???? – na przeciwko wej??cia. Ciekawostk? jest, ??e ustawienie stolik??w wyda??o mi si? dziwnie podobne do tego, kt??re by??o za pierwszym razem. Ale c???? – mam ju?? swoje lata, pami?? nie ta, wi?c upiera? si? nie b?d?. Do??? tego, ??e nasz poprzedni stolik sta?? w tym samym miejscu niczym d?b Bartek. Zasiedli??my w czw??rk? przy, … „czteroosobowym” stanowisku konsumpcyjnym s?siaduj?cym ze szklan? ??ciank?. Niestety st???? okaza?? si? by? jak??? dziwn? pochodn? miejsc??wek dwuosobowych, na co Zofia narzeka??a do ko??ca wizyty musz?c trzyma? mi?dzy swymi naturalnymi nogami t? trzeci? – od sto??u. Oczywi??cie ??aden z nas nie wykaza?? si? odrobin? d??entelme??stwa i nie zamieni?? swojego miejsca z kole??ank?. Nie mo??na wymaga? znajomo??ci savoir-vivre’u od prostych flash-developer??w. Mnie osobi??cie stolik odpowiada?? w 100%!

Po wymoszczeniu ty??eczk??w na krzes??ach przeszli??my do zam??wienia. To skomplikowane nie by??o: 2 x zestaw Kirado (66z??), miso z ryb? (12z??) i raz zwyk??a dla Czarka (8z??), bo tofu zabrak??o. Troch? mnie to zdziwi??o, bo brak tofu w japo??skiej restauracji susherni to prawie jak brak wyborowej w monopolowym, czy brak bigosu na Bo??e Narodzenie. Musz? tu przyzna?, ??e zup? zam??wi??em ze zwyk??ego wyrafinowania – chcia??em sprawdzi? czy b?dzie tak samo s??one jak poprzednim razem.
Jednak zanim miso zosta??a przyniesiona zaserwowano nam „podgrzewane r?czniczki”, czyli kawa??ki szmatki z ligninopodobnego materia??u, dok??adnie takie jak daj? w Besuto, tylko na ciep??o (tam chyba by??y ch??odne). Cztery kawa??ki ??cierki weso??o wyl?dowa??y na naszym stoliku i pozosta??y tak a?? do ko??ca konsumpcji (SIC!). niestety ??adne z nas nie jad??o palcami, by wykorzysta? je raz jeszcze po sko??czonym posi??ku.

Po otarciu ??apek wy??ej opisanymi szmatkami nast?pi??a niespodzianka. Jako przystawk? zaserwowano nam co?? w rodzaju mizerii tyle, ??e na ostro. Og??rek, sa??ata i drobinki ostrej papryczki w zalewie przypominaj?cej s??odk? ??mietan?, a wszystko posypane sezamem. ??a??owa??em nawet, ??e porcja by??a ma??a, bo jak nie przepadam za og??rami w ??mietanie, to te przypad??y mi do gustu. Nast?pnie nasza m??oda i urocza kelnerka (niestety jej imienia pozna? nam nie by??o dane) wnios??a zam??wione zupki. Tym razem miso nie by??o tak s??one vel esencjonalne jak poprzednim. Chocia?? nadal nie by?? to dobry standard, chocia??by z Akashi. Porcja za ma??a jak na t? cen?. A ja mimo wszystko nie mog? przyzwyczai? si? do miso nafaszerowanego na wp???? surow? marchewk?. Chocia?? rybka, p??ywaj?ca w nim, by??a dobra. Dwa rodzaje: ??oso?? i jaka?? bia??a (ma??lana?).

Po zupce na stoliku zawita??o danie g????wne – zestaw sk??adaj?cy si? z 26 sztuk sushi. Co nale??y doceni? – tym razem pokrojone naprawd? r??wno! Najprostsze maki by??y z og??rkiem i marynowan? rzodkwi?, do tego 6 mak??w z tu??czykiem i mango (kt??re w jednym kawalku wydawalo mi si? do??? kwa??ne), 8 sztuk kalifornijskich zawijas??w z krabem, og??rkiem i avocado (w ko??cu by??o mi?kkie!) i cztery balaski nigiri z ??ososiem i ma??lan?. Je??li chodzi o ??ososia to mimo tego, ??e by?? ju?? wtorek nie wyda?? mi si? pierwszej ??wie??o??ci. Ale zjad??em go ze smakiem (zn??w jeden z nigiri mi si? rozpad??, Andrzejowi r??wnie??). Ryba ma??lana da??a rad?, ale zwykle daje. To chyba jedna z najbardziej tolerancyjnych ryb je??li chodzi o przechowywanie. To co przyku??o moj? uwag?, to ry??. Ten w ma??ych maczkach wydawa?? si? by? inny ni?? reszta (wcze??niej/p????niej przygotowany?). Jednak??e ka??dy z nich za bardzo klei?? si? do z?b??w. Faktura przeci?tego ziarna wyda??a mi si? zbyt szklista w ??rodku, w stosunku do obrze??a ry??u. Mo??liwe, ??e st?d bra??a si? nadmierna lepko??? i gumowato???. Jednak musz? przyzna?, ??e ponowna wizyta wypad??a lepiej ni?? pierwsze zderzenie z Satori Sushi.

Je??li chodzi o mnie, to mimo niew?tpliwie dogodnej lokalizacji, raczej b?d? wita?? na lewym brzegu Warszawy. W czym?? bli??szym memu sercu, a przede wszystkim ??o???dkowi. Jednak??e za??odze Satori Sushi trzeba przyzna? honory za pewne podniesienie jako??ci w stosunku do stanu z pocz?tku marca. My??l?, ??e jeszcze par? konstruktywno-krytycznych wpis??w i wyci?gn? nale??yte wnioski wychodz?c na prost?. Wszak??e prawdziwa cnota krytyk si? nie boi;P Ja jednak na rybk? b?d? je??dzi?? przez most.

04/05/2009

Bistro de Paris

Filed under: Warszawa,francuskie — maliboo @ 22:32

Do restauracji Bistro de Paris Michela Morana droga okaza??a si? do??? zawi??a. Zacz???o si? od komci??w pod wpisem Marty o Antrakt Cafe. Swoj? drog? obok tej restauracji przechodzi??em nie raz wracaj?c ze staromiejskich wycieczek i piwnych eskapad. Wszak??e st?d jest r??wnie?? blisko do „kultowych” Przek?sek… vis-?-vis Kaczego Grodu. A jak powszechnie wiadomo obydwa miejsca obfituj? w krzepi?ce serca szociki wysokoprocentowych alkoholi. Niestety do tej pory konsumpcj? uskutecznia??em tylko w tym pierwszym. Co poniek?d wi???e si? pewnie z cen? za porcj? i selekcj? przy wej??ciu.

Ale do rzeczy. Przybytek Morana, przy Pi??sudskiego 9 w Warszawie zaintrygowa?? mnie nie tylko achami i ochami Fro??ki, ale r??wnie?? (na pewno przypadkow?) szybk? zmian? strony domowej po mojej krytyce (;-> – sarkastyczny u??mieszek dla m??odego Czarka). Nowa HTML-owa wersja jest du??o bardziej mi??a oku ni?? poprzedni flashowy koszmarek. Wysz??o to prawie jak na ??yczenie, nie spos??b by??o wi?c nie odwiedzi? takiego magicznego miejsca. Skoro spe??niaj? marzenia niczym z??ota rybka, czemu nie zi??ci? kulinarnych pragnie???
Dzi?ki nowej stronie z przejrzystym menu (niestety z tego co zauwa??y??em ceny da?? „wypad??y” po pierwszej aktualizacji. Jednak??e g??rna p????ka, wedle pierwszego cennika oscyluje wok???? 80z?? – jak np. grillowana pol?dwica, kotleciki jagni?ce czy ryby) nie trzeba by??o czeka? na zaplanowanie wy??erki. Tym bardziej, ??e lunchowo-kolacyjna oferta pe??nego posi??ku z dw??ch da?? i deseru (w sumie 95z??) mi??o mi przypomnia??a zesz??oroczne „wakacje” we Francji i trudne kulinarne decyzje. Nie ma to jak dosta? w ????obie po kilka da?? do wyboru.

Jednak wizytowa? w Bistro de Paris i nie wybra? czego?? ? la carte by??oby grzechem. Zacz?li??my wi?c od krewetek kr??lewskich sma??onych w orientalnych przyprawach z tatarem z pomidor??w (to by??o w zestawie) i tradycyjnego gazpacho (24z??). Czekaj?c na zam??wione przystawki zostali??my pocz?stowani bu??eczkami z mas??em (do wyboru pszenne lub ??ytnie). Wkr??tce potem, jako „niespodzianka” dotar??o p???? ??y??ki sto??owej pasty (tatara wg Fro) z ryb i owoc??w morza, skropionej chyba octem balsamicznym. To jednak wystarczy??o by zaostrzy? apetyt.
Podane krewetki nie mia??y w sobie r??wnych z tym co dane mi by??o je??? do tej pory. Mieszanka korzennych przypraw i chili doskonale harmonizowa??a  z lekko s??odkim, naturalnym smakiem skorupiak??w. Oczywi??cie Kasia nie da??a si? nam??wi? na spr??bowanie i dzielnie pa??aszowa??a swoj? pomidor??w?. Je??li chodzi o gazpacho to do mnie bardziej trafia to, kt??re nie wymaga ucierania sk??adnik??w, z delikatnie wyczuwalnymi cz?stkami pomidora i innych warzyw. Maj?c na wzgl?dzie kolejne dania odm??wili??my proponowanej dok??adki zupy, czekaj?c na rybne gwiazdy tego popo??udnia. Podejrzewam, ??e gdyby nie krewetki da??bym si? jeszcze skusi? na tradycyjn? zup? rybn?, podawan? z sosem rouille i grzankami (33z??). Zdecydowanie jest warta grzechu. Tak, to danie i ma????e ??w. Jakuba zostawi? sobie na nast?pn? wizyt?.

Czekaj?c na grillowanego okonia morskiego z domowym Pesto i wiosennymi grillowanymi warzywami z bussinesowego menu i zam??wionego grillowanego steka z tu??czyka, czosnkowo tymiankow? oliw? i tagliatelle z bak??a??ana (69z??) zostali??my uraczeni kolejn? standardow? „niespodziank?” czyli sorbetem malinowym z winem musuj?cym. Ten przerywnik okaza?? si? by? prawdziw? niespodziank?. Niespotkane przeze mnie, do tej pory, po???czenie okaza??o si? naprawd? wyborne!

Po s??odkim przystanku dotar??y do nas dwa rybne, spe??nione ??yczenia: oko?? i tu??czyk. Pierwszy podany ze szpinakiem, grillowanym bak??a??anem i warzywami, drugi z paskami podsma??anego bak??a??ana i cukini (ci?tymi na kszta??t tagliatelle), oraz bli??ej niezidentyfikowan? mi past?/sosem. Oko?? by?? wspania??y, natomiast tu??czyk okaza?? si? przebojem. Warto tu wspomnie?, ??e przy zam??wieniu kelner wykaza?? si? nale??yt? trosk? i upewni?? si?, ??e zale??y mi w??a??nie na ma??o/??rednio wypieczonej rybie, z g??ry odradzaj?c tu??czyka jako produkt do wysma??enia „well done”. Oczywi??cie ledwo wysma??ony kawa??ek mi?sa z tu??czyko to by??o to czegom po???da?? tego popo??udnia. Oczywi??cie je??li pozostajemy w tematyce kulinari??w ;-)
Na rybach si? nie zawiod??em, szczeg??lnie tu??czyk uwi??d?? mnie do tego stopnia, ??e skusi??em si? jeszcze na deser, mimo wcze??niejszej samo-obietnicy nie jedzenia niczego s??odkiego po rybie. Wyb??r pad?? na tradycyjny suflet pomara??czowy (25z??). Kasia w ramach zestawu kolacyjnego wybra??a mleczny mus czekoladowy, krem z kasztanami i wanili?. Suflet, wypieczony i wyro??ni?ty wzorcowo z kremowym wn?trzem, jednak ten wyb??r utwierdzi?? mnie w przekonaniu i?? nie jestem fanem jajecznej piany z m?k?. Du??o bardziej do gustu przypad?? mi czekoladowy mus partnerki.

Tym s??odkim akcentem przysz??o nam zamkn?? t? p????toragodzinn? wizyt? w raju. Ubo??si o sum? rachunku wraz z obowi?zkowo doliczanym napiwkiem (10%) i bogatsi o ca??? feeri? smak??w zaserwowanych nam tego wieczora opu??cilismy przybytek Michela Morana. Co prawda sam mistrz rzuci?? nam jedynie przelotne „dzie?? dobry”, bez wdawania si? w dyskusj?, jak w przypadku Fro (t? zarezerwowa?? dla dewizowc??w i celebryt??w), ale dane nam by??y zauwa??y? ??arty pana Jacka z dyskoteki, kt??ry p??ac?c ??artobliwie nawi?za?? do wysoko??ci cen w Bistro de Paris. Z pewno??ci? jest to miejsce godne polecenia. Szczeg??lnie na pocz?tku miesi?ca, gdy portfel gruby, a inne zobowi?zania finansowe s? dalek? perspektyw?.

29/04/2009

Sushi w Amigos, czyli japo??czycy na Dzikim Zachodzie

Filed under: Warszawa,japo??skie,texmex — Tagi: , , — maliboo @ 22:59

Japo??skie ??arcie w typowej knajpie tex-mex to chyba rzadko???. W ko??cu Warszawa kontrastami stoi. Dlatego na pocz?tku by??em zaskoczony tylko troch?, kiedy dowiedzia??em si?, ??e w jednej z lepszych warszawskich stekowni daj? r??wnie?? sushi. Szefowa chwali??a, polecaj?c tamtejszych sushimaster??w, kt??rzy przenie??li si? bodaj??e ze Z??ych Taras??w z nieistniej?cego ju?? Sushi Baru w Promenadzie. Postanowili??my zatem zaryzykowa?, w ko??cu pomieszanie kultur wysz??o do??? strawnie w takim Sukiyaki Western Django.

Ca??e szcz???cie obrusy dla wroc??awskiego ja??niepana Radzia nie s? tu zbyt krochmalone i nie wystraszy?? si? wizyty, jak to by??o w przypadku Bistro de Paris. Tym sposobem sze??? dolno??l?skich po??ladk??w i moje dwa warszawskie zasiad??y przy_jacielskim stoliku Amigos w Alejach Jerozolimskich 119. Skoro serwuj? tu mieszan? kuchnie, postanowili??my dostosowa? si? do menu. Pieczone przystawki i z g??ry upatrzone zimne danie g????wne. Ten wyb??r by?? trudny, bo t-bone‘y i inne filety mignon kusi??y. To co odstrasza??o w karcie to obowi?zkowe 10% serwisu doliczanego bez wzgl?du na ilo??? os??b. Kto?? jednak powinien pomy??le? o przepisach zobowi?zuj?cych restaurator??w do podawania rzeczywistych cen w kartach.

S??owo si? rzek??o wi?c zostali??my przy sushi, po kt??re tu przyszli??my. A dok??adnie przy „tytu??owym” zestawie Amigos (110z??, 26 sztuk ry??u z ryb?). Przystawki pozosta??y w duchu tego miejsca: spicy wings (pi?? czy sze??? sztuk, 24z??), potato skins (17z??) i ??liwiki suszone zapiekane w boczku (16z??). Nie wiem jak to si? dzieje, ale je??li chodzi o skrzyde??ka to nigdzie jeszcze nie jad??em lepszych ni?? w Jeffsie na Polach Mokotowskich. Wygl?da na to, ??e dobre pikantne skrzyde??ka to naprawd? rzadko??? i sztuka. Ziemniaczki zda??y egzamin, podobnie jak ??liwki, podane ze spor? ilo??ci? warzywa wszelakiego. Chocia?? je??li mnie pami?? nie myli to najsmaczniejsze ??liwki w boczku s? na placu Piga.. podaj? w Sarmacji. Po spa??aszowaniu cz???ci ciep??ej przysz??a pora na sushi. Tu lekki zgrzyt, bo dwa talerzyki by??y zabrudzone sosem sojowym. Zasuszonym sosem sojowym, albo inn? pozosta??o??ci? po poprzednim konsumencie. Kto?? na zmywaku powinien przej??? kurs w stylu „zmywanie dla opornych”, ew. odby? pracownicze badania kontrolne ze szczeg??lnym uwzgl?dnieniem wizyty okulistycznej.
Wymiana utensyli??w posz??a sprawnie i ju?? po chwili mogli??my „nadzia?” na pa??eczki (i widelce! ;-) EKHM!) kawa??ki mak??w. I to nie tylko tych tradycyjnych, w ca??o??ci na zimno, ale r??wnie?? zasma??anych w tempurze (chyba). Dla nas by??o to pierwsze spotkanie z takim sushi-fu??yn. Dla mnie wypad??o wspaniale. Ze wszystkich kawa??k??w te z pieczonym ??ososiem i krewetkami w cie??cie by??y najlepsze. Tradycjonalistka Kasia jednak z g??ry odrzuci??a te „wynalazki” na rzecz staro??wieckiego ry??u na zimno. Po poprzedniej pora??ce w sushi Satori to by?? prawdziwy powr??t do korzeni. ?oso?? z kt??rym by??y podane „zwyk??e” maki okaza?? si? wy??mienity! R??wnie dobrze spisa??y si? nigiri, chocia?? tego z ryb? ma??lan? nie uda??o mi si? spr??bowa?.

Nie wiem czy przez przypadek, czy mo??e przez incydent z talerzykami, na koniec pa??aszowania zjawi?? si? kelner pytaj?c czy „chocia?? to sushi dobre zrobi?? ten sushimaster”. Oczywi??cie zrobi??, zrobi?? i mam nadziej?, ??e nie dlatego zbieraj?cy naczynia „przyzna?? si?” na ko??cu do pope??nienia naszych ry??owych zawijas??w ;-) Sushi z amigos w Amigos? Je??li tylko b?d? trzyma? poziom wykonania (i obni??? poziom cen), jak najbardziej. No, mo??e przyda??oby si? ma??e szkolenie u krawca z tego nieszcz?snego ci?cia mak??w ;>

08/03/2009

Satori. Sushi bar, cafe & fe.

Filed under: Warszawa,blah!,japo??skie — maliboo @ 22:42

Spieprzy? sushi w domu to nie sztuka. Mnie uda??o si? to ze dwa razy, Czarek wdra??a to aktualnie, gotuj?c drug? porcj? ry??u w nadziei, ??e w ko??cu b?dzie bia??a. Natomiast ??eby zepsu? to w restauracji (mo??e tu: to troch? na wyrost), trzeba ju?? niew?tpliwie mie? pewne zdolno??ci.

Nasz firmowy kriejtiw kriu ucieszy?? si? z kolejnej susherni w okolicach ronda Wiatraczna na Pradze Po??udnie. Szczeg??lnie po poprzedniej pora??ce z pobliskim barem Nigiri. W kt??rym to ju?? pierwszego dnia dzia??alno??ci dostali??my chyba wczorajsze sushi. Przynajmniej smakowa??o jak z lod??wki. Naprawd? trzeba mie? dar od niebios ??eby w nowym lokalu poda? ??arcie, kt??re smakuje dniem wczorajszym. By? mo??e dlatego Satori sushi bar & cafe dosta??o szans? przeczekania kilku dni zanim je nawiedzili??my. W ko??cu pi?tek to dobry dzie?? na ryb?, jest po katolicku. Nota bene: dania dnia w rejonowych jad??odajniach te?? wtedy obfituj? w mintajowe menu.

Mimo lunchowej pory bar praktycznie by?? pusty. Po wej??ciu czu? jeszcze ??wie??o??? miejsca, czy mo??e lakieru z meblowego wyposa??enia. Zaj?li??my stolik bli??ej baru, kt??ry okaza?? si? niezgorszym punktem obserwacyjnym. Po wst?pnej rozmowie z kelnerem ustalili??my co nast?puje: menu typowo lunchowe, a wi?c ograniczone czasem i cen? jest tu planowane na koniec marca, a ceny w tym przybytku s? „konkurencyjne”. Podejrzewam, ??e nasz gar?on mia?? na my??li, i?? s? podobne jak u konkurencji, a nie wyj?tkowo okazyjne.

Ostatecznie zdecydowali??my si? na miso (8z??) z tofu (+2 za serek = 10z??) i zestaw fukuori (89z??) na sp?????. Po chwili na stole pojawi??y si? male miseczki z ciep???, ale nie gor?c?, zup? miso. Za t? cen? spodziewa??bym si? wi?kszej ilo??ci, w Akashii wi?ksza micha stoi bo blaszek 5. Przy pierwszym zaczerpni?ciu plastikowym czerpakiem wiedzia??em, ??e co?? jest nie tak. Nie wiem czy tutejszy kucharz pr??bowa?? kiedykolwiek tego co wychodzi spod jego r?k (i mam nadziej?, ??e tylko r?k!), ale tak s??onego miso nie jad??em nigdy! Pasty w zupie by??o prawdopodobnie tyle co w innych suszerniach, ale jak mo??na posk?pi? zwyk??ej wody?! Z jednej strony porcja za ma??a, z drugiej ilo??ciowo sk??adnik??w w niej nie brakowa??o. Powiedzia??bym, ??e a?? za du??o wszystkiego na tak? wielko??? naczynia. Mo??liwe, ??e pr??bowano na nas starego chwytu z Theme Parku, gdzie do frytek mo??na by??o dosypywa? soli, ??eby ludzie kupowali wi?cej napoj??w. Ja nie skorzysta??em i poprzestali??my na tym co by??o zam??wione.

Przyd??ugie oczekiwanie umili??a nam rozmowa na temat sushi i warszawskich susherni, podczas kt??rej mogli??my zaobserwowa? scen? chwilowej konsternacji u sushimastera kucharza pana zawijaj?cego ry??. Nie wiem czy wynik??a ona z przypadkowego pods??yszenia naszych dywagacji, czy mo??e jednak z tego jak Pan Zawijak wykonywa?? swoj? robot?.
Na st???? wjecha??y nasze zestawy. C????, gorzej pozwijanego i pokrojonego sushi w ??yciu nie widzia??em. Tzn. widzia??em. U siebie w domu przy okazji ostatniego pichcenia tego specja??u. Tylko, ??e taki spos??b przygotowania ze s??owa specja?? robi specjal..n? trosk?. Trosk? o to, ??eby to co bior? mi?dzy pa??eczki nie rozpad??o si? zanim donios? do ust, czy mo??e pr?dzej do miseczki z sosem sojowym. ??adnego nigiri nie donios??em w ca??o??ci. Musia??em kawa??ki bra? na raty niczym w ??aglu. Czarecki oczywi??cie prawi??, ??e powinienem bra? kawalki ca??? d??ugo??ci? pa??eczek, ale sushi to nie szyde??kowanie, ani inna czynno??? wymagaj?ca nieprzeci?tnej sprawno??ci nadgrastk??w.
??a??uj? teraz, ??e nie zrobi??em zdj?cia tego jak by??y pokrojone nasze maki. Podejrzewam, ??e „kucharz” pracowa?? uprzednio w piekarni, poniewa?? ko??c??wki ry??owego rulonika by??y przyci?tne oszcz?dnie niczym przylepka chleba. Policzylem nawet czy nie by??a to jaka?? porcja bonusowa w my??l zasady: „zosta??o to nie b?d? wyrzuca?. Ale nie by??a… To co dostalismy okaza??o si? pe??noprawnie liczonymi kawa??kami zestawu! Je??li nie ma si? linijki w oku, to proponuj? wyreza? sobie bezpo??rednio na desce znaczniki. Odwr??cone maki by??y zwini?te „jeszcze jak ci? mog?”, ale lu??ny spos??b w jaki by??y rolowane tradycyjne maki z serkiem philadelphia powodowa??y we mnie obaw?, ??e zawarto??? zawijasa b?dzie mi wypada? niczym spadochroniarze w trakcie operacji Market Garden. Ca??e szcz???cie uda??o si?. Ale tylko po to, ??eby nast?pi??o kolejne rozczarowanie. Ku mojemu zdziwieniu avocado chrupa??o r??wnie dobrze jak og??rek! Dammit. Mo??e kto?? tu powinien przej??c kurs z oceny dojrza??o??ci warzyw i owoc??w? Ja wiem, ??e mamy kryzys i agenci nieruchomo??ci przebran??owiaj? na taks??wkarzy, jak mi??y pan wioz?cy mnie ostatnio do Z?bek. Ale ??eby brali si? za gotowanie?! Tego za wiele.

Niestety renomy tego miejsca nie ratuje naprawd? dobra krewetka w ebi nigiri, ani pyszna ryba ma??lana. Du??o mocniej w pami?ci utkwi?? mi w??ciek??o-r????owy kolor tu??czyka. Tak idealny, ??e a?? podejrzany. Prawdopodobnie ten kolor mo??na bez trudu znale??? w pantonie. B??g mi ??wiadkiem i?? jestem w stanie zje??? pod??e sushi (w ko??cu czasem sam je robi?), ale pod??e sushi powinno mie? pod??? cen?. Conajmniej na poziomie zusowskich emerytur, a nie mieszcz?cych si? raczej w ??redniej krajowej.

Wracaj?c do pocz?tku – Czarek wyrzuci?? w??a??nie kolejn? porcj?. B?dzie robi?? sushi na zwyk??ej Britcie.

Uaktualnienie ?? Epilog
Older Posts »

Powered by WordPress