<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>mali*ciouş &#187; blah!</title>
	<atom:link href="http://malicious.pl/spizarnia/category/blah/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://malicious.pl</link>
	<description>Jeszcze jeden blog o żarciu</description>
	<lastBuildDate>Sat, 06 Mar 2010 22:32:03 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Planet Sushi &#8211; sushi nie z tej planety&#8230;</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2010/01/06/planet-sushi-sushi-nie-z-tej-planety/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2010/01/06/planet-sushi-sushi-nie-z-tej-planety/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Jan 2010 23:03:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wrocław]]></category>
		<category><![CDATA[blah!]]></category>
		<category><![CDATA[japońskie]]></category>
		<category><![CDATA[sushi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=185</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Wrocław. Wspaniały Rynek wraz z okolicznymi klubami, porypana sygnalizacja świetlna, brak IMAXa i tragiczne sushi. Tego dnia mieliśmy się wybrać do Sakany, jednak ponownie odstraszył nas uporczywie serwowany sushi bar, bez stolików. Czasy, kiedy bawiła mnie kolejka elektryczna i jej wodna odmiana w postaci łódeczek z sushi bezpowrotnie minęły. Nad łowienie ryżowo-rybnych kąsków przedkładam sobie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p><a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wrocław">Wrocław</a>. Wspaniały Rynek wraz z okolicznymi klubami, porypana sygnalizacja świetlna, brak <a href="http://www.kinoimax.pl/">IMAXa</a> i tragiczne sushi. Tego dnia mieliśmy się wybrać do <a href="http://www.sakana.pl/">Sakany</a>, jednak ponownie odstraszył nas uporczywie serwowany sushi bar, bez stolików. Czasy, kiedy bawiła mnie kolejka elektryczna i jej wodna odmiana w postaci łódeczek z sushi bezpowrotnie minęły. Nad łowienie ryżowo-rybnych kąsków przedkładam sobie towarzystwo osoby siedzącej na przeciwko. Dlatego wycofaliśmy się z powrotem do Rynku. Brnąc przez włoski zakątek Wrocławia przyklejony do ulicy Więziennej dotarliśmy do <a href="http://www.rosinter.pl/planetsushi/index">Planet Sushi</a>. Jej opinie na <a href="http://www.gastronauci.pl/5435-planet-sushi-wroclaw">gastronautach</a> nie wyglądały zniechęcająco, więc powiedzenie, że postanowiliśmy &#8222;zaryzykować&#8221; byłoby nadużyciem. Głównie czas oczekiwania&#8230; Poczekać kilkadziesiąt minut na dobrą rybkę to nie wysiłek. Tym bardziej, że na bezrobociu czasu mam pod dostatkiem. W końcu nawet w domu zwinięcie paru rolek ryżu z wodorostem nie zajmuje dłużej niz dwie godziny. Wliczając w to gotowanie ryżu.</p>
<p>Zajęliśmy sobie miejsca na pierwszym piętrze dwupoziomowej kamienicy sushowej planety. Intymnie i z dala od parterowego ruchu, gdzie znajduje się  stanowisko sushi masterów i wejście do restauracji. A biorąc pod uwagę porę roku &#8211; jest cieplej. Jak się okazało nie tylko dla ciała, ale również i dla portfela. We wtorek &#8211; w dniu naszej wizyty &#8211; obowiązuje tu promocja minus 50% mniej na dania gorące. Nie byłbym sobą, gdybym nie skorzystał z tej okazji. Krzepcio ma tu swoja teorię na temat moich <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ludy_semickie">semickich</a> korzeni (zwłaszcza kiedy się nie ogolę), jednak spuszczę na nią zasłonę milczenia.<br />
Po zamówieniu dwóch drinków: <em>Long Island</em> (18z ł) i <em>Japanese Bug</em> (17zł) zdecydowaliśmy się na ciepłe dania w postaci tuńczyka <em>Maguro Cośtam</em> (49zł) i ostre krewetki <em>Paprika Ebi</em> (29zł). Po 25-30 minutach okazało się jednak, że tenże się skończył. Jak się okazało, potem na podanym sushi jednak jeszcze się trzymał&#8230; A może po prostu był za drogi na wtorkowy upust? Drugi strzał padł więc na <em>Toro Sake</em> (35zł) &#8211; łososia z <a href="http://www.flickr.com/photos/maliboo/2599206332/in/set-72157605748560478/">małżami św. Jakuba</a> i krewetkami. No i oczywiście cel tego wieczoru: sushi &#8211; w postaci firmowego zestawu <em>Kirishima</em> (50zł) oraz dodatkowej batalii maków: <em>Sake Maki</em> (19zł).<br />
Powoli sącząc drinki, po blisko, godzinie doczekaliśmy się na moje krewetki. Trochę mnie tu zaskoczyła dolnośląska gwara &#8211; w krótej szumnie brzmiąca rukola wygląda i smakuje jak szpinak, a grzyby <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Lentinula_edodes">shitake</a> to zwykłe smażone pieczarki. Ilość krewetek i dość tłusty sos pomidorowy w jakim były umaziane przekonała mnie jednak. W końcu od rana nic nie jadłem, a było już zdrowo po godzinie 16. Spałaszowałem więc małe skorupiaki przy pomocy najbardziej lichych pałeczek jakimi dane mi było operować i pierwszy głód został zaspokojony. Mój. Ponieważ Kasia na swojego łososia musiała poczekać jeszcze kilkadziesiąt kolejnych minut.</p>
<p>W tak zwanym <em>międzyczasie</em> było nam dane poobserwować tutejszą klientelę. Równie co my poirytowaną fatalnym czasem obsługi. Chociaż do samych kelnerek zarzutu mieć nie mogliśmy, to kuchenne uwijanie przypominało bardziej muchy w smole niż kuchnię <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gordon_Ramsay">Gordona Ramsey&#8217;a</a>. Para przy ścianie w rogu, przed nami, po długim czasie oczekiwania zdecydowała się wziąć tutejszy wyrób na wynos (pomyłka &#8211; bo, uprzedzając fakty, nie mogli reklamować). A czwórka miłych młodych ludzi w przeciwległym rogu, lekko poirytowana, zdawała się przedwcześnie wyjść tego wieczora. Do końca realizacji zamówienia zdaje się, wytrwaliśmy tylko my i młoda dziewczyna obok. Opuszczona przez zniecierpliwioną koleżankę w pośpiechu zjadała widelcem spóźnione sushi i również poprosiła o rachunek.</p>
<p>Muszę jednak przyznać, że oczekiwanie na rybę sprawiło mi wiele radości. Szczególnie wtedy, gdy zainteresowałem się naściennymi ozdobami. Niestety moja ciekawośc okazała się mocniejsza niż zaczepienie tychże. Co zaowocowało widowiskowym spadem całego rozwijanego ustrojstwa w stylu japońskim. Bardziej najedzony wstydem, niż dotychczasowym serwisem, czemprędzej powiesiłem tałatajstwo z powrotem na swoim miejscu. Oczywiście natychmiast sprowadziłem tym na siebie uwagę calej sali. W jednej chwili przeleciało mi moje. nie-tak-krótkie życie. przed oczami i przypomniałem sobie identyczne zdarzenie na własnej studniówce, kiedy to zaraz przy mnie (i jeśli dobrze pamiętam <a href="http://www.joannaszproch.com/">Asi Sz.</a>) spadała wysoka, papierowa ozdoba doczepiona do drabinek w sali gimnastycznej. Dodatkowo w całym tym kipiszu nie zauważyłem, że swym tyłkiem smakosza odpycham fotel na tyle, że choinka stojąca za mną, ustawiła się w niebezpiecznym pochyleniu. Jednak kolejna tragedia nie doszła do skutku &#8211; bożonarodzeniowy krzaczek pozostał-stał na swoim miejscu.</p>
<p>Chwilę przed, czy chwilę po opisywanym zamieszaniu na stole pojawił się długo wyczekiwany łosoś. Szkoda, że obsługa nie zapytała wcześniej jak ma być wysmażony. To co zjawiło się na talerzu nie było tartacznym wiórem, ale dla mnie i Katarzyny mogło leżeć na ogniu dużo krócej. Jednak nie stan <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Denaturacja_białka">denaturacji białka</a> ryby wzbudził moje obiekcje. A raczej sposób podania. W menu jak byk stało, iż ryba będzie podana z małżami św. Jakuba i krewetkami. Natomiast to co pojawiło się na talerzu przypominało bardziej moje krewetki z pieczarkami w pomidorowym sosie. Tylko bez niego. Zacząłem zachodzić w głowę &#8211; czy wszystko na ciepło podają tu z tym hodowlanym grzybem? Po zgłoszeniu obiekcji u pani Martyny, która nas obsługiwała, na stole pojawiły się szybko dwie krewetki i dwa jakubowe mięczaki. Naturalnie w towarzystwie przeprosin i tłumaczeń doprawionych winą i zapomnieniem przygotowującego ich kucharza. Niestety &#8222;bonusowy&#8221; dodatek okazał się zwykłym, zbeszczeszczonym planktonem panierowanym w &#8222;czymś&#8221;. Dodatkowo smażenie na zbyt głębokim tłuszczu spowodowało, że cały smak pozostał zapewne na dnie naczynia w którym martwe ciałka <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Owoce_morza">frutti di mare</a> były frytowane.</p>
<p>Koniec końców nasze oczekiwanie zostało zwieńczone podaniem sushi. Upragnionych kawałków ryby, na które czekaliśmy od blisko trzech godzin (SIC!). Pierwsze na stole wylądowały porcje <em>sake maki</em>, które okazały się być zjadliwe. Mógłbym się przyczepić do ryżu, który smakował tak jakby leżał w tym zestawie od rana, ale ogólnie nie było to złe. Oczywiście na gorsze przyszła pora. Wraz z zestawem <em>Kirishima</em> na stole pojawiła istna sushi-<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Hiroszima">Hiroshima</a>.</p>
<p>Zestaw składający się głównie z <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Sushi#Nigirizushi">nigiri</a> (i dwóch <a href="http://www.flickr.com/search/?ss=2&amp;w=all&amp;q=gunkan+maki&amp;m=text">gunkan-maki</a>) okazał się być tragiczną pomyłką. Nierówne, zarówno pod względem kształtu jak i smaku, oraz jakości kawałki ryby wylądowały przed nami na okrągłej misce. W naczyniu, które wolałbym by gościło hiszpańska <a href="http://www.flickr.com/search/?q=paella&amp;w=all">paellę</a>, pojawiły się rozmiękłe <a href="http://images.google.com/images?q=gunkan%20maki">gunkan-maki</a>, oraz ledwostrawne nigiri. Jeśli chodzi o te drugie, to w naszym zestawie pojawiły się dwie sztuki: jedna z pomarańczową ikrą, a druga z łososiem udekorowanym ptasią kupą. Prawdopodobnie &#8211; tak jak <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Guano">guano</a> &#8211; wygląda zleżały, japoński majonez. Z czasem ciemnieje, przybierając barwę brązu (który tak <a href="http://dano2005.wrzuta.pl/audio/9Ze9lKRu8z6/ryszard_rynkowski_-_dziewczyny_lubia_braz">lubią dziewczyny</a>). Jeśli chodzi o nigiri, to pomijając zjadliwego łososia resztę, oprócz <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kałamarnice">kalmara</a> pominę milczeniem. Głowonoga nie daruję, gdyż musiałem go wypluć w chusteczkę. W smaku był zleżało-mocno-rybny, a pod językiem sprawiał wrażenie śliskiego niczym Olejniczak w telewizji. Całe szczęście dodatkowo zamówione tyskie (8zł) zdołało przepłukać niesmak spowodowany ostatnim kęsem.</p>
<p>Nasze zdegustowanie degustacją serwowanego przez Planet Sushi jedzenia zostało podsumowane wspólną odpowiedzią na pytanie pani kelnerki przy wystawioeniu rachunku:<br />
- Smakowało?<br />
- Nie!<br />
Niestety późniejsza reakcja managmentu Planet sushi była bardziej żałosna niż nasza odpowiedź. Na moją propozycję rekompensaty straconego czasu (blisko trzy godziny!) i jakości jedzonego posiłku otrzymaliśmy odpowiedź: może jakaś darmowa kawa lub herbata? Niestety na taki asumpt musieliśmy zareagować odmową. Naprawdę serce mi się krajało na myśl o tym, że pani manager Planet Sushi mogłaby odjąć sobie od ust pitą kawusię, by oddać nam i  zrekompensować nam niesmak pozostały po konsumpcji tutejszych &#8222;specjałów&#8221;. Zapłaciliśmy więc rachunek i w milczeniu udaliśmy się do wyjścia. Mam nadzieję ku <a href="http://www.krytykapolityczna.pl/Nowy-Wspanialy-Swiat/menu-id-238.html">Nowemu Wspaniałemu Światu</a>. Planet Sushi, jak dla mnie, leży w zbyt odległej galaktyce&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2010/01/06/planet-sushi-sushi-nie-z-tej-planety/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Satori. Sushi bar, cafe &amp; fe.</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Mar 2009 21:42:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[blah!]]></category>
		<category><![CDATA[japońskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=112</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Spieprzyć sushi w domu to nie sztuka. Mnie udało się to ze dwa razy, Czarek wdraża to aktualnie, gotując drugą porcję ryżu w nadziei, że w końcu będzie biała. Natomiast żeby zepsuć to w restauracji (może tu: to trochę na wyrost), trzeba już niewątpliwie mieć pewne zdolności. Nasz firmowy kriejtiw kriu ucieszył się z kolejnej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Spieprzyć <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2008/02/13/sushi-w-domu/">sushi w domu</a> to nie sztuka. Mnie udało się to ze dwa razy, Czarek wdraża to aktualnie, gotując drugą porcję ryżu w nadziei, że w końcu będzie biała. Natomiast żeby zepsuć to w restauracji (może tu: to trochę na wyrost), trzeba już niewątpliwie mieć pewne zdolności.</p>
<p>Nasz firmowy <abbr title="creative crew">kriejtiw kriu</abbr> ucieszył się z kolejnej susherni w okolicach ronda Wiatraczna na <a title="Praga Południe" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Praga_Południe">Pradze Południe</a>. Szczególnie po poprzedniej porażce z pobliskim barem <a href="http://www.nigiri.pl/">Nigiri</a>. W którym to już pierwszego dnia działalności dostaliśmy chyba wczorajsze sushi. Przynajmniej smakowało jak z lodówki. Naprawdę trzeba mieć dar od niebios żeby w nowym lokalu podać żarcie, które smakuje <a href="http://www.youtube.com/watch?v=eKBgCwkZTBQ">dniem wczorajszym</a>. Być może dlatego <a href="http://www.satori-sushi.pl/">Satori</a> sushi bar &amp; cafe dostało szansę przeczekania kilku dni zanim je nawiedziliśmy. W końcu piątek to dobry dzień na rybę, jest po katolicku. Nota bene: dania dnia w rejonowych jadłodajniach też wtedy obfitują w <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Mintaj">mintajowe</a> menu.</p>
<p>Mimo lunchowej pory bar praktycznie był pusty. Po wejściu czuć jeszcze świeżość miejsca, czy może lakieru z meblowego wyposażenia. Zajęliśmy stolik bliżej baru, który okazał się niezgorszym punktem obserwacyjnym. Po wstępnej rozmowie z kelnerem ustaliliśmy co następuje: menu typowo lunchowe, a więc ograniczone czasem i ceną jest tu planowane na koniec marca, a ceny w tym przybytku są &#8222;konkurencyjne&#8221;. Podejrzewam, że nasz <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Garçon">garçon</a> miał na myśli, iż są podobne jak u konkurencji, a nie wyjątkowo okazyjne.</p>
<p>Ostatecznie zdecydowaliśmy się na miso (8zł) z <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tofu">tofu</a> (+2 za serek = 10zł) i zestaw fukuori (89zł) na spółę. Po chwili na stole pojawiły się male miseczki z ciepłą, ale nie gorącą, zupą miso. Za tę cenę spodziewałbym się większej ilości, w <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2007/07/30/akashia/">Akashii</a> większa micha stoi bo blaszek 5. Przy pierwszym zaczerpnięciu plastikowym czerpakiem wiedziałem, że coś jest nie tak. Nie wiem czy tutejszy kucharz próbował kiedykolwiek tego co wychodzi spod jego rąk (i mam nadzieję, że tylko rąk!), ale tak słonego miso nie jadłem nigdy! Pasty w zupie było prawdopodobnie tyle co w innych suszerniach, ale jak można poskąpić zwykłej wody?! Z jednej strony porcja za mała, z drugiej ilościowo składników w niej nie brakowało. Powiedziałbym, że aż za dużo wszystkiego na taką wielkość naczynia. Możliwe, że próbowano na nas starego chwytu z <a href="http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=1183">Theme Parku</a>, gdzie do frytek można było dosypywać soli, żeby ludzie kupowali więcej napojów. Ja nie skorzystałem i poprzestaliśmy na tym co było zamówione.</p>
<p>Przydługie oczekiwanie umiliła nam rozmowa na temat sushi i warszawskich susherni, podczas której mogliśmy zaobserwować scenę chwilowej konsternacji u <span style="text-decoration: line-through;">sushimastera</span> <span style="text-decoration: line-through;">kucharza</span> pana zawijającego ryż. Nie wiem czy wynikła ona z przypadkowego podsłyszenia naszych dywagacji, czy może jednak z tego jak Pan Zawijak wykonywał swoją robotę.<br />
Na stół wjechały nasze zestawy. Cóż, gorzej pozwijanego i pokrojonego sushi w życiu nie widziałem. Tzn. widziałem. U siebie w domu przy okazji ostatniego pichcenia tego specjału. Tylko, że taki sposób przygotowania ze słowa specjał robi specjal..ną troskę. Troskę o to, żeby to co biorę między pałeczki nie rozpadło się zanim doniosę do ust, czy może prędzej do miseczki z sosem sojowym. Żadnego <a href="http://www.flickr.com/search/?q=nigiri&amp;w=all">nigiri</a> nie doniosłem w całości. Musiałem kawałki brać na raty niczym w <a href="http://www.zagiel.com.pl/">Żaglu</a>. Czarecki oczywiście prawił, że powinienem brać kawalki całą długością pałeczek, ale sushi to nie szydełkowanie, ani inna czynność wymagająca nieprzeciętnej sprawności nadgrastków.<br />
Żałuję teraz, że nie zrobiłem zdjęcia tego jak były pokrojone nasze maki. Podejrzewam, że &#8222;kucharz&#8221; pracował uprzednio w piekarni, ponieważ końcówki ryżowego rulonika były przyciętne oszczędnie niczym przylepka chleba. Policzylem nawet czy nie była to jakaś porcja bonusowa w myśl zasady: &#8222;zostało to nie będę wyrzucać. Ale nie była&#8230; To co dostalismy okazało się pełnoprawnie liczonymi kawałkami zestawu! Jeśli nie ma się linijki w oku, to proponuję wyrezać sobie bezpośrednio na desce znaczniki. Odwrócone maki były zwinięte &#8222;jeszcze jak cię mogę&#8221;, ale luźny sposób w jaki były rolowane tradycyjne maki z serkiem philadelphia powodowały we mnie obawę, że zawartość zawijasa będzie mi wypadać niczym spadochroniarze w trakcie <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Market_Garden">operacji Market Garden</a>. Całe szczęście udało się. Ale tylko po to, żeby nastąpiło kolejne rozczarowanie. Ku mojemu zdziwieniu avocado chrupało równie dobrze jak ogórek! <a href="http://www.dict.pl/dict?word=dammit&amp;words=&amp;lang=EN">Dammit</a>. Może ktoś tu powinien przejśc kurs z oceny dojrzałości warzyw i owoców? Ja wiem, że mamy kryzys i agenci nieruchomości przebranżowiają na taksówkarzy, jak miły pan wiozący mnie ostatnio do Ząbek. Ale żeby brali się za gotowanie?! Tego za wiele.</p>
<p>Niestety renomy tego miejsca nie ratuje naprawdę dobra krewetka w <a href="http://www.flickr.com/search/?q=ebi%20nigiri&amp;w=all">ebi nigiri</a>, ani pyszna <a title="Ale one mają śmieszne mordki :D" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ryba_maślana">ryba maślana</a>. Dużo mocniej w pamięci utkwił mi wściekło-różowy kolor tuńczyka. Tak idealny, że aż podejrzany. Prawdopodobnie ten kolor można bez trudu znaleźć w <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Pantone#Original_Pantone_Color_Matching_System">pantonie</a>. Bóg mi świadkiem iż jestem w stanie zjeść podłe sushi (w końcu czasem sam je robię), ale podłe sushi powinno mieć podłą cenę. Conajmniej na poziomie <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/ZUS">zusowskich</a> emerytur, a nie mieszczących się raczej w średniej krajowej.</p>
<p>Wracając do początku &#8211; Czarek wyrzucił właśnie kolejną porcję. Będzie robił sushi na zwykłej Britcie.</p>
<h6>Uaktualnienie → <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2009/05/06/satori-sushi-epilog/">Epilog</a></h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2009/03/08/satori-sushi-bar-cafe-fe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak rozpada sie S(t)finks</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2009/01/25/jak-rozpada-sie-sfinks/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2009/01/25/jak-rozpada-sie-sfinks/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 25 Jan 2009 12:38:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pierdoły]]></category>
		<category><![CDATA[blah!]]></category>
		<category><![CDATA[fast]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=86</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Trafiłem dziś na, może nie ciekawy, ale na pewno intrygujący artykuł. Wybiórcza w swoim Dużym Formacie publikuje wywiad z Morawskim, tym od Sphinxa i Tatiany. Chociaż nie. Chyba już ani od Sphinxa, ani Tatiany. W każdym razie, pieczarkowy baron płacze w nim, jak to dał się wykiwać AmRestowi (czyli tym od Pizzy Hut, KFC i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Trafiłem dziś na, może nie ciekawy, ale na pewno intrygujący artykuł. <a href="http://wyborcza.pl">Wybiórcza</a> w swoim <a href="http://wyborcza.pl/duzyformat">Dużym Formacie</a> publikuje <a href="http://wyborcza.pl/1,75480,6177176,Zagadkowe_pozeranie_Sfinksa.html">wywiad z Morawskim</a>, tym od <a href="http://www.sphinx.pl/">Sphinxa</a> i <a href="http://www.pudelek.pl/tag/Tatiana+Okupnik/">Tatiany</a>. Chociaż nie. Chyba już ani od Sphinxa, ani Tatiany. W każdym razie, pieczarkowy baron płacze w nim, jak to dał się wykiwać <a href="http://www.amrest.pl/">AmRestowi</a> (czyli tym od Pizzy Hut, KFC i <a href="http://malicious.pl/spizarnia/2007/06/12/rodeo-drive/">Rodeo Drive</a>).</p>
<p>Kłopoty kłopotami, ale kiedy przypominam sobie Sphinksa jeszcze z okolic 2003-4 roku, to pamiętam duże porcje, uczciwie napychającego żołądek jadła. Dwie pity dla każdego i dobrej, jak na fast-food, jakości mięso. To co było potem to równia pochyła pod szerokim kątem. Morawski wspomina w wywiadzie o kłopotach z przeinwestowaniem na sąsiednich rynkach, kłopotach podczas <a href="http://www.spieprzajdziadu.com/muzeum/index.php?title=Kr%C4%99cenie_lod%C3%B3w">kręcenia lodów</a> na randce z AmRestem&#8230; Ale czy to wszystko powinno dotykać nas: konsumentów?<br />
Wspominam marne <a href="http://www.flickr.com/search/?ss=2&amp;ct=6&amp;w=all&amp;q=tagliatelle&amp;m=text">tagliatelle</a> z borowikami i &#8222;polędwiczkami wieprzowymi&#8221;, które musieliśmy szukać z lupą. A ostatnio krzepcio opowiadał jak to zamówił &#8222;najlepszego&#8221; &#8211; przynajmniej wedle menu &#8211; steka Al Capone za całe 44zł. Na talerzu pojawiły się trzy cherlawe kawałki mięsa. Żeby nie było, to oficjalnie był to jeden kawałek połączony (niczym <a href="http://images.google.com/images?q=umbilical%20cord">pępowiną</a>) niestrawną żyłą. Nie pominę również tego, że zamówiony stek miał być medium-done, a to co dostarczono było po prostu osobistą interpretacją stopnia wysmażenia według kuchcika. W podobnej cenie na <a href="http://www.podwale25.pl">Podwalu</a> dostaniemy coś za co naprawdę nie będzie się żałować pieniędzy.</p>
<p>Tak więc przy okazji lamentów panie Morawski, proponuję chociaż raz w miesiącu zjeść coś co serwują w <abbr title="SIC!">Stinksie</abbr>. Bo restauracja, to przede wszystkim jej klienci (i pracownicy), a nie papierkowe procenty w finansowej piramidzie przy <a href="http://maps.google.com/maps?client=opera&amp;rls=pl&amp;sourceid=opera&amp;oe=utf-8&amp;um=1&amp;ie=UTF-8&amp;q=gie%C5%82da+papier%C3%B3w+warto%C5%9Bciowych+w+warszawie&amp;fb=1&amp;split=1&amp;view=text&amp;latlng=3542544475345840816">Książęcej 4</a>. Tym bardziej, iż wedle wywiadu stoi, że szykuje się kolejny biznes w branży gastronomicznej. Trzymam kciuki, by był jak najbliższy ideałów z początku Sphinksa.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2009/01/25/jak-rozpada-sie-sfinks/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tięn-Tięn. Pod brązowym karaczanem</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2008/04/09/tien-tien-pod-brazowym-karaczanem/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2008/04/09/tien-tien-pod-brazowym-karaczanem/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 09 Apr 2008 20:55:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[blah!]]></category>
		<category><![CDATA[chińskie]]></category>
		<category><![CDATA[prusak]]></category>
		<category><![CDATA[robaki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/?p=49</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Ten kto twierdzi, że mieszczuchy i sporty ekstremalne to dwie wykluczające się rzeczy jest w błędzie. Wystarczy udać się na Długą 29 w Warszawie do baru Tien-Tien aby przeżyć bajkową podróż do świata szokującej Azji. Tym razem nasza niestrudzona ekipa odkrywców dziewiczych terenów udała się na przedmieścia Starego Miasta w celu eksploracji chińskiego baru-restauracji. Jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Ten kto twierdzi, że mieszczuchy i sporty ekstremalne to dwie wykluczające się rzeczy jest w błędzie. Wystarczy udać się na <a href="http://mapa.targeo.pl/Warszawa,ul.%20Długa%2029">Długą 29</a> w Warszawie do baru <a href="http://farm4.static.flickr.com/3268/2389704420_fa219b390a.jpg">Tien-Tien</a> aby przeżyć bajkową podróż do świata <a title="Szokująca Azja" href="http://www.imdb.com/title/tt0073706/">szokującej Azji</a>.</p>
<p>Tym razem nasza niestrudzona ekipa odkrywców dziewiczych terenów udała się na przedmieścia Starego Miasta w celu eksploracji chińskiego baru-restauracji. Jak poinformował nas jeden z przeszczepionych autochtonów można się tu natknąć na calkiem smaczne kąski wołowiny na gorącym półmisku (24zł) i niedrogie piwo (6zł). Po wstępnym rekonesansie rejonu zakwaterowaliśmy się w salce środkowej. Długie studiowanie dokumentów terenu zaowocowało pojawieniem się na stole skrzydełek kurczaka po wietnamsku (8zł), ryżu z owocami morza (20coś), a dla mnie zupa z trupa (7zł) &#8211; czyli rosół po opłukananiu kury i embriony <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Wonton">wonton</a>.  Tutejsze specjały wprost nas zachwyciły. Skrzydełka przypominały trochę perfumowany szampon do włosów, a owoce morza następnego dnia pokonane zostały<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Węgiel_drzewny#Zastosowanie"> czterema węglami</a>. Być może zwykłego człowieka już to by odstraszyło (o zapuszczonym akwarium nie wspomnę), ale nie naszą ekipę badaczy. Rozochoceni tutejszym trunkiem przypominającym w smaku <a href="http://www.warka.com.pl/">rozcieńczoną Warkę</a> zamówiliśmy danie wieczoru: kurczaka i wołowinę na gorącym półmisku (20ileś, nieważne i tak o 50 za dużo). Po przyniesieniu skwierczących utenslylii poczuliśmy się prawie jak za studenckich czasów gdy takie porcje opychało się w okolicach placu Konstytucji. Nadchodzącego ataku nie zapowiadało nic. Nawet uwaga: &#8222;po mojej desce przebiegł żuczek&#8221; została zbyta śmiechem. I to był błąd. W obcych, nieprzyjaznych terenach wróg może czychać wszędzie. Szczególnie w miejscach gdzie się go niespodziewamy! I niestety to spotkało Tomka. Zaatakowali go we czterech, wyłaniając się z przepastnych przestrzeni wysłużonej deski do której przymocowany jest żeliwny półmisek. Zen, zaprawiony w bojach po wakacjach na Jamajce, zbył tylko uśmiechem szturmującą brygade i leniwym ruchem <a title="Rozćlapany prusak" href="http://farm3.static.flickr.com/2268/2388860845_9cbe0598cf.jpg">pozbawił życia jednego z nich</a>. Z początkowej defensywy przeszliśmy w atak i pukaniem zaczęlismy wypłaszać z <a href="http://farm3.static.flickr.com/2016/2389694204_d2d5b47d03.jpg">kryjówki</a> <a href="http://farm4.static.flickr.com/3015/2389697760_4fb1e2a211.jpg">jednego po drugim</a>. Gdy wydawało się już, że walka skończona z tyłów zaczęła nadciągać <a href="http://farm4.static.flickr.com/3068/2388869641_7f8185f648.jpg">ciężka piechota</a>! Całe szczęście minutę po rozpoznaniu but Tomka, niczym młot Thora zgniótł <a href="http://farm4.static.flickr.com/3106/2389702638_ddfaca4065.jpg">bydlę</a>. Niczym kamerzyści <a href="http://www.imdb.com/title/tt0185937/">Blair Witch Project</a> przebieg konfrontacji utrwaliliśmy na video:</p>
<p><script type="text/javascript" src="http://www.wrzuta.pl/wrzuta_embed.js?wrzuta_key=4FU9ioXvFk&#038;wrzuta_flv=http://www.wrzuta.pl/vid/file/4FU9ioXvFk/4042008&#038;wrzuta_mini=http://c11.wrzuta.pl/wm1946/a88d4829002329d847f76653/4042008&#038;wrzuta_name=4042008&#038;wrzuta_width=450&#038;wrzuta_height=416"></script><br />
<br/><br />
<script type="text/javascript" src="http://www.wrzuta.pl/wrzuta_embed.js?wrzuta_key=paMP8BGkwn&#038;wrzuta_flv=http://www.wrzuta.pl/vid/file/paMP8BGkwn/karaluch_w_knajpie&#038;wrzuta_mini=http://c5.wrzuta.pl/wm1019/45bd903a0000c3f047f76872/Karaluch%20w%20knajpie&#038;wrzuta_name=Karaluch%20w%20knajpie&#038;wrzuta_width=450&#038;wrzuta_height=416"></script></p>
<p>Znajoma technolożka drewna, w oparciu o nasz opis, stwierdziła, że niekoniecznie musiały być to <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Karaczan_prusak">prusaki</a>. Rozszerzyła rozpoznanie do <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Spuszczel_domowy">spuszczela pospolitego</a>. Jednakże ten ostatni ma bardziej przystępny wygląd i z pewnością porusza się dostojniej niż pospolity karaczan. Z uwagi na swoje zdrowie, nie tylko fizyczne, postanowiłem zastosować metodę <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Represja">wyparcia</a>. Ten wieczór nie istniał, nas tam nie było. Tylko skąd ten wpis?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2008/04/09/tien-tien-pod-brazowym-karaczanem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>China ↓Down</title>
		<link>http://malicious.pl/spizarnia/2007/05/08/china-town/</link>
		<comments>http://malicious.pl/spizarnia/2007/05/08/china-town/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 May 2007 22:38:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>maliboo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[blah!]]></category>
		<category><![CDATA[chińskie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malicious.pl/spizarnia/2007/05/08/china-%e2%86%93down/</guid>
		<description><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 -->Dobra, kiedyś musiało to nastąpić. Pierwsza większa wtopa i akurat na chinolu. Ok, może nie takim tradycyjnym w budzie, jak za czasów poli z kaktusem i fabim, ale coś na obecny wiek. W trakcie wyboru byłem rozbity między Wooka i China Town przy Jerozolimskich 87. Pamiętam ze słyszenia, ze knajpa spod Mariotta lubi raczyć glutaminianem, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<!-- matched  --><!-- final 0 --><p>Dobra, kiedyś musiało to nastąpić.  Pierwsza większa wtopa i akurat na <a href="http://arbiter.pl/galeria/chinole">chinolu</a>. Ok, może nie takim tradycyjnym w budzie, jak za czasów <a href="http://www.ee.pw.edu.pl/">poli</a> z kaktusem i fabim, ale coś na obecny wiek. W trakcie wyboru byłem rozbity między <a href="http://wook.pl">Wooka</a> i <a href="http://www.chinatown.pl">China Town</a> przy Jerozolimskich 87. Pamiętam ze słyszenia, ze knajpa spod Mariotta lubi raczyć <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Glutaminian_sodu">glutaminianem</a>, ale taki urok <a href="http://www.google.com/search?hl=pl&amp;q=najwi%C4%99cej+witaminy+chince">skośnego</a> żarcia i mnie to zbytnio nie przeszkadza. Dlatego wybór padł na <a href="http://www.chinatown.pl/index.php?a=lokalizacja" title="Al. Jerozolimskie 87">opcję drugą</a>.</p>
<p>Pierwsze co się rzuca w oczy to klientela. Ok, może generalizuję, ale przynajmniej w Dniu Nawiedzenia Mojego autochtoni byli w mniejszości. Pierwsza myśl: <em>w pytkę!</em> Skoro w chińskiej restauracji, z właścicielem chińczykiem stołują się chińczycy: na pewno można liczyć na tradycyjnie przyrządzone chińskie dania.<br />
Zatem grzechem byłoby nie zamówić tradycyjnego chińskiego <a href="http://www.zywiec.com.pl/">żywca</a> (jakiś dziwny za te siedem blach), a do niego <a href="http://images.google.com/images?q=ManTou">Man-Tou</a> (8zł) i zupę z bambusem i <a href="http://www.flickr.com/photos/tags/blackfungus/">grzybami mun</a> (spoko za 6). Jeśli chodzi o buły to  ich faktura i konsystencja ciasta sugerowały odgrzewanie w mikrofalówce wcześniej przygotowanego knedla. Były zbyt gumowate, aczkolwiek zjadliwe. Szczególnie mięsny klopsik w środku. Odkryciem za to był sos podany do nich. Do zupy dostaliśmy sos sojowy i jakiś drugi: właśnie Moje Objawienie. Za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jaki to był sos: być może ostrygowy, ale głowy nie dam. Jako dodatek do bułeczek był wspaniały, z resztą nie tylko. Cały czas się łamię między sosem, a octem, bo wydaje mi się, że tak o nim wyraziła się pani kelnerka.<br />
Zupa jak dla mnie była za mało wyrazista, ale skropienie jej odrobiną sosu sojowego dodało jej dżąder. Niestety skropić jej Moim Objawieniem dane mi nie było, bo Kasi, która wciągała zupkę, wyjątkowo nie podpasował. Odbiłem to sobie na gwoździu programu, a zarazem gwoździu do trumny: <em>kalmarach smażonych w stylu sechuan (na ostro)</em>. Kalmary <strike>chodzą</strike> chodziły za mną od paru tygodni. Ok, były ostre, były w stylu seczułan, miały małe suszone, przysmażone papryczki chili, ale na litość boską, kalmary nie mogą być gumowato-łykowate. Trzeba mi było skonstatować wcześniej, gdy z trzewi kuchni wyłonił się człowiek w stroju kucharza o rysach wyjątkowo europejskich: to on jest zapewne tym, który popełnił to seppuku na biednych głowonogach. A przecież na woku można i szybko i smacznie. Dla kalmarów ważne jest wszakże to pierwsze (pomijam drugą opcję: dość długo na ogniu). Aż żal było patrzeć na szczerą porcję (35zł), smacznie pokrojone w pióropusze ciałka, na warzywa pływające w sosie <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Teriyaki">teriyaki</a>. Żuło się to trochę jak gumę, wzorem pań z Hożej. Kasia spasowała, ja dokończyłem z racji wyższej tolerancji na żucie (no co, lubię flaczki babci Lusi), przy okazji płacząc i pąsowiejąc pod przeżutą papryczkę. Nota bene zwróciłem tym swoją uwagę pana syna gościa, który wpadł na obiad w postaci skrzydełek kurczaka i na swatanie kelnerek (<em>&#8222;My son (&#8230;) he&#8217;s smart&#8221;</em>). Nie darowałem sobie jednak nie podlania wszystkiego Sosikiem Objawionym: tak przyprawiona całość okazała się mimo wszystko zjadliwa.</p>
<p>Chciałbym powiedzieć, że moja noga więcej tu nie postanie. Ale parcie na sosik tkwi we mnie głęboko i gdy zawitam tu znów to głównie/tylko po to by dowiedzieć się dokładnie co mi podano w butelce. Chyba, że wcześniej sam odkryje w jakimś markecie. Do ponownych odwiedzin, pomijając nieszczęsne kalmary zniechęca mnie dość selektywno-leniwa obsługa. Wyższy priorytet miała grupa zorganizowana Ale to jestem w stanie przełknąć &#8211; wiadomo, klient zorganizowany i klient stały priorytet wyższy mają. Ale dość długie czekanie na rachunek jakoś mnie zniechęca&#8230;<br />
Tak więc pierwszy, <a href="http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=287&amp;w=47847531&amp;a=51037182" title="Nieoficjalny był właśnie tu...">oficjalny</a> <a href="/spizarnia/category/blah">blah!</a> <a href="http://images.google.com/images?&amp;q=psychonauts">badge</a> goes to&#8230; China Town!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://malicious.pl/spizarnia/2007/05/08/china-town/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

