mali*ciou??

06/01/2010

Planet Sushi – sushi nie z tej planety…

Filed under: Wroc??aw,blah!,japo??skie — Tagi: , — maliboo @ 00:03

Wroc??aw. Wspania??y Rynek wraz z okolicznymi klubami, porypana sygnalizacja ??wietlna, brak IMAXa i tragiczne sushi. Tego dnia mieli??my si? wybra? do Sakany, jednak ponownie odstraszy?? nas uporczywie serwowany sushi bar, bez stolik??w. Czasy, kiedy bawi??a mnie kolejka elektryczna i jej wodna odmiana w postaci ????deczek z sushi bezpowrotnie min???y. Nad ??owienie ry??owo-rybnych k?sk??w przedk??adam sobie towarzystwo osoby siedz?cej na przeciwko. Dlatego wycofali??my si? z powrotem do Rynku. Brn?c przez w??oski zak?tek Wroc??awia przyklejony do ulicy Wi?ziennej dotarli??my do Planet Sushi. Jej opinie na gastronautach nie wygl?da??y zniech?caj?co, wi?c powiedzenie, ??e postanowili??my „zaryzykowa?” by??oby nadu??yciem. G????wnie czas oczekiwania… Poczeka? kilkadziesi?t minut na dobr? rybk? to nie wysi??ek. Tym bardziej, ??e na bezrobociu czasu mam pod dostatkiem. W ko??cu nawet w domu zwini?cie paru rolek ry??u z wodorostem nie zajmuje d??u??ej niz dwie godziny. Wliczaj?c w to gotowanie ry??u.

Zaj?li??my sobie miejsca na pierwszym pi?trze dwupoziomowej kamienicy sushowej planety. Intymnie i z dala od parterowego ruchu, gdzie znajduje si?  stanowisko sushi master??w i wej??cie do restauracji. A bior?c pod uwag? por? roku – jest cieplej. Jak si? okaza??o nie tylko dla cia??a, ale r??wnie?? i dla portfela. We wtorek – w dniu naszej wizyty – obowi?zuje tu promocja minus 50% mniej na dania gor?ce. Nie by??bym sob?, gdybym nie skorzysta?? z tej okazji. Krzepcio ma tu swoja teori? na temat moich semickich korzeni (zw??aszcza kiedy si? nie ogol?), jednak spuszcz? na ni? zas??on? milczenia.
Po zam??wieniu dw??ch drink??w: Long Island (18z ??) i Japanese Bug (17z??) zdecydowali??my si? na ciep??e dania w postaci tu??czyka Maguro Co??tam (49z??) i ostre krewetki Paprika Ebi (29z??). Po 25-30 minutach okaza??o si? jednak, ??e ten??e si? sko??czy??. Jak si? okaza??o, potem na podanym sushi jednak jeszcze si? trzyma??… A mo??e po prostu by?? za drogi na wtorkowy upust? Drugi strza?? pad?? wi?c na Toro Sake (35z??) – ??ososia z ma????ami ??w. Jakuba i krewetkami. No i oczywi??cie cel tego wieczoru: sushi – w postaci firmowego zestawu Kirishima (50z??) oraz dodatkowej batalii mak??w: Sake Maki (19z??).
Powoli s?cz?c drinki, po blisko, godzinie doczekali??my si? na moje krewetki. Troch? mnie tu zaskoczy??a dolno??l?ska gwara – w kr??tej szumnie brzmi?ca rukola wygl?da i smakuje jak szpinak, a grzyby shitake to zwyk??e sma??one pieczarki. Ilo??? krewetek i do??? t??usty sos pomidorowy w jakim by??y umaziane przekona??a mnie jednak. W ko??cu od rana nic nie jad??em, a by??o ju?? zdrowo po godzinie 16. Spa??aszowa??em wi?c ma??e skorupiaki przy pomocy najbardziej lichych pa??eczek jakimi dane mi by??o operowa? i pierwszy g????d zosta?? zaspokojony. M??j. Poniewa?? Kasia na swojego ??ososia musia??a poczeka? jeszcze kilkadziesi?t kolejnych minut.

W tak zwanym mi?dzyczasie by??o nam dane poobserwowa? tutejsz? klientel?. R??wnie co my poirytowan? fatalnym czasem obs??ugi. Chocia?? do samych kelnerek zarzutu mie? nie mogli??my, to kuchenne uwijanie przypomina??o bardziej muchy w smole ni?? kuchni? Gordona Ramsey’a. Para przy ??cianie w rogu, przed nami, po d??ugim czasie oczekiwania zdecydowa??a si? wzi?? tutejszy wyr??b na wynos (pomy??ka – bo, uprzedzaj?c fakty, nie mogli reklamowa?). A czw??rka mi??ych m??odych ludzi w przeciwleg??ym rogu, lekko poirytowana, zdawa??a si? przedwcze??nie wyj??? tego wieczora. Do ko??ca realizacji zam??wienia zdaje si?, wytrwali??my tylko my i m??oda dziewczyna obok. Opuszczona przez zniecierpliwion? kole??ank? w po??piechu zjada??a widelcem sp????nione sushi i r??wnie?? poprosi??a o rachunek.

Musz? jednak przyzna?, ??e oczekiwanie na ryb? sprawi??o mi wiele rado??ci. Szczeg??lnie wtedy, gdy zainteresowa??em si? na??ciennymi ozdobami. Niestety moja ciekawo??c okaza??a si? mocniejsza ni?? zaczepienie tych??e. Co zaowocowa??o widowiskowym spadem ca??ego rozwijanego ustrojstwa w stylu japo??skim. Bardziej najedzony wstydem, ni?? dotychczasowym serwisem, czempr?dzej powiesi??em ta??atajstwo z powrotem na swoim miejscu. Oczywi??cie natychmiast sprowadzi??em tym na siebie uwag? calej sali. W jednej chwili przelecia??o mi moje. nie-tak-kr??tkie ??ycie. przed oczami i przypomnia??em sobie identyczne zdarzenie na w??asnej studni??wce, kiedy to zaraz przy mnie (i je??li dobrze pami?tam Asi Sz.) spada??a wysoka, papierowa ozdoba doczepiona do drabinek w sali gimnastycznej. Dodatkowo w ca??ym tym kipiszu nie zauwa??y??em, ??e swym ty??kiem smakosza odpycham fotel na tyle, ??e choinka stoj?ca za mn?, ustawi??a si? w niebezpiecznym pochyleniu. Jednak kolejna tragedia nie dosz??a do skutku – bo??onarodzeniowy krzaczek pozosta??-sta?? na swoim miejscu.

Chwil? przed, czy chwil? po opisywanym zamieszaniu na stole pojawi?? si? d??ugo wyczekiwany ??oso??. Szkoda, ??e obs??uga nie zapyta??a wcze??niej jak ma by? wysma??ony. To co zjawi??o si? na talerzu nie by??o tartacznym wi??rem, ale dla mnie i Katarzyny mog??o le??e? na ogniu du??o kr??cej. Jednak nie stan denaturacji bia??ka ryby wzbudzi?? moje obiekcje. A raczej spos??b podania. W menu jak byk sta??o, i?? ryba b?dzie podana z ma????ami ??w. Jakuba i krewetkami. Natomiast to co pojawi??o si? na talerzu przypomina??o bardziej moje krewetki z pieczarkami w pomidorowym sosie. Tylko bez niego. Zacz???em zachodzi? w g??ow? – czy wszystko na ciep??o podaj? tu z tym hodowlanym grzybem? Po zg??oszeniu obiekcji u pani Martyny, kt??ra nas obs??ugiwa??a, na stole pojawi??y si? szybko dwie krewetki i dwa jakubowe mi?czaki. Naturalnie w towarzystwie przeprosin i t??umacze?? doprawionych win? i zapomnieniem przygotowuj?cego ich kucharza. Niestety „bonusowy” dodatek okaza?? si? zwyk??ym, zbeszczeszczonym planktonem panierowanym w „czym??”. Dodatkowo sma??enie na zbyt g???bokim t??uszczu spowodowa??o, ??e ca??y smak pozosta?? zapewne na dnie naczynia w kt??rym martwe cia??ka frutti di mare by??y frytowane.

Koniec ko??c??w nasze oczekiwanie zosta??o zwie??czone podaniem sushi. Upragnionych kawa??k??w ryby, na kt??re czekali??my od blisko trzech godzin (SIC!). Pierwsze na stole wyl?dowa??y porcje sake maki, kt??re okaza??y si? by? zjadliwe. M??g??bym si? przyczepi? do ry??u, kt??ry smakowa?? tak jakby le??a?? w tym zestawie od rana, ale og??lnie nie by??o to z??e. Oczywi??cie na gorsze przysz??a pora. Wraz z zestawem Kirishima na stole pojawi??a istna sushi-Hiroshima.

Zestaw sk??adaj?cy si? g????wnie z nigiri (i dw??ch gunkan-maki) okaza?? si? by? tragiczn? pomy??k?. Nier??wne, zar??wno pod wzgl?dem kszta??tu jak i smaku, oraz jako??ci kawa??ki ryby wyl?dowa??y przed nami na okr?g??ej misce. W naczyniu, kt??re wola??bym by go??ci??o hiszpa??ska paell?, pojawi??y si? rozmi?k??e gunkan-maki, oraz ledwostrawne nigiri. Je??li chodzi o te drugie, to w naszym zestawie pojawi??y si? dwie sztuki: jedna z pomara??czow? ikr?, a druga z ??ososiem udekorowanym ptasi? kup?. Prawdopodobnie – tak jak guano – wygl?da zle??a??y, japo??ski majonez. Z czasem ciemnieje, przybieraj?c barw? br?zu (kt??ry tak lubi? dziewczyny). Je??li chodzi o nigiri, to pomijaj?c zjadliwego ??ososia reszt?, opr??cz kalmara pomin? milczeniem. G??owonoga nie daruj?, gdy?? musia??em go wyplu? w chusteczk?. W smaku by?? zle??a??o-mocno-rybny, a pod j?zykiem sprawia?? wra??enie ??liskiego niczym Olejniczak w telewizji. Ca??e szcz???cie dodatkowo zam??wione tyskie (8z??) zdo??a??o przep??uka? niesmak spowodowany ostatnim k?sem.

Nasze zdegustowanie degustacj? serwowanego przez Planet Sushi jedzenia zosta??o podsumowane wsp??ln? odpowiedzi? na pytanie pani kelnerki przy wystawioeniu rachunku:
- Smakowa??o?
- Nie!
Niestety p????niejsza reakcja managmentu Planet sushi by??a bardziej ??a??osna ni?? nasza odpowied??. Na moj? propozycj? rekompensaty straconego czasu (blisko trzy godziny!) i jako??ci jedzonego posi??ku otrzymali??my odpowied??: mo??e jaka?? darmowa kawa lub herbata? Niestety na taki asumpt musieli??my zareagowa? odmow?. Naprawd? serce mi si? kraja??o na my??l o tym, ??e pani manager Planet Sushi mog??aby odj?? sobie od ust pit? kawusi?, by odda? nam i  zrekompensowa? nam niesmak pozosta??y po konsumpcji tutejszych „specja????w”. Zap??acili??my wi?c rachunek i w milczeniu udali??my si? do wyj??cia. Mam nadziej? ku Nowemu Wspania??emu ??wiatu. Planet Sushi, jak dla mnie, le??y w zbyt odleg??ej galaktyce…

08/03/2009

Satori. Sushi bar, cafe & fe.

Filed under: Warszawa,blah!,japo??skie — maliboo @ 22:42

Spieprzy? sushi w domu to nie sztuka. Mnie uda??o si? to ze dwa razy, Czarek wdra??a to aktualnie, gotuj?c drug? porcj? ry??u w nadziei, ??e w ko??cu b?dzie bia??a. Natomiast ??eby zepsu? to w restauracji (mo??e tu: to troch? na wyrost), trzeba ju?? niew?tpliwie mie? pewne zdolno??ci.

Nasz firmowy kriejtiw kriu ucieszy?? si? z kolejnej susherni w okolicach ronda Wiatraczna na Pradze Po??udnie. Szczeg??lnie po poprzedniej pora??ce z pobliskim barem Nigiri. W kt??rym to ju?? pierwszego dnia dzia??alno??ci dostali??my chyba wczorajsze sushi. Przynajmniej smakowa??o jak z lod??wki. Naprawd? trzeba mie? dar od niebios ??eby w nowym lokalu poda? ??arcie, kt??re smakuje dniem wczorajszym. By? mo??e dlatego Satori sushi bar & cafe dosta??o szans? przeczekania kilku dni zanim je nawiedzili??my. W ko??cu pi?tek to dobry dzie?? na ryb?, jest po katolicku. Nota bene: dania dnia w rejonowych jad??odajniach te?? wtedy obfituj? w mintajowe menu.

Mimo lunchowej pory bar praktycznie by?? pusty. Po wej??ciu czu? jeszcze ??wie??o??? miejsca, czy mo??e lakieru z meblowego wyposa??enia. Zaj?li??my stolik bli??ej baru, kt??ry okaza?? si? niezgorszym punktem obserwacyjnym. Po wst?pnej rozmowie z kelnerem ustalili??my co nast?puje: menu typowo lunchowe, a wi?c ograniczone czasem i cen? jest tu planowane na koniec marca, a ceny w tym przybytku s? „konkurencyjne”. Podejrzewam, ??e nasz gar?on mia?? na my??li, i?? s? podobne jak u konkurencji, a nie wyj?tkowo okazyjne.

Ostatecznie zdecydowali??my si? na miso (8z??) z tofu (+2 za serek = 10z??) i zestaw fukuori (89z??) na sp?????. Po chwili na stole pojawi??y si? male miseczki z ciep???, ale nie gor?c?, zup? miso. Za t? cen? spodziewa??bym si? wi?kszej ilo??ci, w Akashii wi?ksza micha stoi bo blaszek 5. Przy pierwszym zaczerpni?ciu plastikowym czerpakiem wiedzia??em, ??e co?? jest nie tak. Nie wiem czy tutejszy kucharz pr??bowa?? kiedykolwiek tego co wychodzi spod jego r?k (i mam nadziej?, ??e tylko r?k!), ale tak s??onego miso nie jad??em nigdy! Pasty w zupie by??o prawdopodobnie tyle co w innych suszerniach, ale jak mo??na posk?pi? zwyk??ej wody?! Z jednej strony porcja za ma??a, z drugiej ilo??ciowo sk??adnik??w w niej nie brakowa??o. Powiedzia??bym, ??e a?? za du??o wszystkiego na tak? wielko??? naczynia. Mo??liwe, ??e pr??bowano na nas starego chwytu z Theme Parku, gdzie do frytek mo??na by??o dosypywa? soli, ??eby ludzie kupowali wi?cej napoj??w. Ja nie skorzysta??em i poprzestali??my na tym co by??o zam??wione.

Przyd??ugie oczekiwanie umili??a nam rozmowa na temat sushi i warszawskich susherni, podczas kt??rej mogli??my zaobserwowa? scen? chwilowej konsternacji u sushimastera kucharza pana zawijaj?cego ry??. Nie wiem czy wynik??a ona z przypadkowego pods??yszenia naszych dywagacji, czy mo??e jednak z tego jak Pan Zawijak wykonywa?? swoj? robot?.
Na st???? wjecha??y nasze zestawy. C????, gorzej pozwijanego i pokrojonego sushi w ??yciu nie widzia??em. Tzn. widzia??em. U siebie w domu przy okazji ostatniego pichcenia tego specja??u. Tylko, ??e taki spos??b przygotowania ze s??owa specja?? robi specjal..n? trosk?. Trosk? o to, ??eby to co bior? mi?dzy pa??eczki nie rozpad??o si? zanim donios? do ust, czy mo??e pr?dzej do miseczki z sosem sojowym. ??adnego nigiri nie donios??em w ca??o??ci. Musia??em kawa??ki bra? na raty niczym w ??aglu. Czarecki oczywi??cie prawi??, ??e powinienem bra? kawalki ca??? d??ugo??ci? pa??eczek, ale sushi to nie szyde??kowanie, ani inna czynno??? wymagaj?ca nieprzeci?tnej sprawno??ci nadgrastk??w.
??a??uj? teraz, ??e nie zrobi??em zdj?cia tego jak by??y pokrojone nasze maki. Podejrzewam, ??e „kucharz” pracowa?? uprzednio w piekarni, poniewa?? ko??c??wki ry??owego rulonika by??y przyci?tne oszcz?dnie niczym przylepka chleba. Policzylem nawet czy nie by??a to jaka?? porcja bonusowa w my??l zasady: „zosta??o to nie b?d? wyrzuca?. Ale nie by??a… To co dostalismy okaza??o si? pe??noprawnie liczonymi kawa??kami zestawu! Je??li nie ma si? linijki w oku, to proponuj? wyreza? sobie bezpo??rednio na desce znaczniki. Odwr??cone maki by??y zwini?te „jeszcze jak ci? mog?”, ale lu??ny spos??b w jaki by??y rolowane tradycyjne maki z serkiem philadelphia powodowa??y we mnie obaw?, ??e zawarto??? zawijasa b?dzie mi wypada? niczym spadochroniarze w trakcie operacji Market Garden. Ca??e szcz???cie uda??o si?. Ale tylko po to, ??eby nast?pi??o kolejne rozczarowanie. Ku mojemu zdziwieniu avocado chrupa??o r??wnie dobrze jak og??rek! Dammit. Mo??e kto?? tu powinien przej??c kurs z oceny dojrza??o??ci warzyw i owoc??w? Ja wiem, ??e mamy kryzys i agenci nieruchomo??ci przebran??owiaj? na taks??wkarzy, jak mi??y pan wioz?cy mnie ostatnio do Z?bek. Ale ??eby brali si? za gotowanie?! Tego za wiele.

Niestety renomy tego miejsca nie ratuje naprawd? dobra krewetka w ebi nigiri, ani pyszna ryba ma??lana. Du??o mocniej w pami?ci utkwi?? mi w??ciek??o-r????owy kolor tu??czyka. Tak idealny, ??e a?? podejrzany. Prawdopodobnie ten kolor mo??na bez trudu znale??? w pantonie. B??g mi ??wiadkiem i?? jestem w stanie zje??? pod??e sushi (w ko??cu czasem sam je robi?), ale pod??e sushi powinno mie? pod??? cen?. Conajmniej na poziomie zusowskich emerytur, a nie mieszcz?cych si? raczej w ??redniej krajowej.

Wracaj?c do pocz?tku – Czarek wyrzuci?? w??a??nie kolejn? porcj?. B?dzie robi?? sushi na zwyk??ej Britcie.

Uaktualnienie ?? Epilog

25/01/2009

Jak rozpada sie S(t)finks

Filed under: Pierdo??y,blah!,fast — maliboo @ 13:38

Trafi??em dzi?? na, mo??e nie ciekawy, ale na pewno intryguj?cy artyku??. Wybi??rcza w swoim Du??ym Formacie publikuje wywiad z Morawskim, tym od Sphinxa i Tatiany. Chocia?? nie. Chyba ju?? ani od Sphinxa, ani Tatiany. W ka??dym razie, pieczarkowy baron p??acze w nim, jak to da?? si? wykiwa? AmRestowi (czyli tym od Pizzy Hut, KFC i Rodeo Drive).

K??opoty k??opotami, ale kiedy przypominam sobie Sphinksa jeszcze z okolic 2003-4 roku, to pami?tam du??e porcje, uczciwie napychaj?cego ??o???dek jad??a. Dwie pity dla ka??dego i dobrej, jak na fast-food, jako??ci mi?so. To co by??o potem to r??wnia pochy??a pod szerokim k?tem. Morawski wspomina w wywiadzie o k??opotach z przeinwestowaniem na s?siednich rynkach, k??opotach podczas kr?cenia lod??w na randce z AmRestem… Ale czy to wszystko powinno dotyka? nas: konsument??w?
Wspominam marne tagliatelle z borowikami i „pol?dwiczkami wieprzowymi”, kt??re musieli??my szuka? z lup?. A ostatnio krzepcio opowiada?? jak to zam??wi?? „najlepszego” – przynajmniej wedle menu – steka Al Capone za ca??e 44z??. Na talerzu pojawi??y si? trzy cherlawe kawa??ki mi?sa. ??eby nie by??o, to oficjalnie by?? to jeden kawa??ek po???czony (niczym p?powin?) niestrawn? ??y???. Nie pomin? r??wnie?? tego, ??e zam??wiony stek mia?? by? medium-done, a to co dostarczono by??o po prostu osobist? interpretacj? stopnia wysma??enia wed??ug kuchcika. W podobnej cenie na Podwalu dostaniemy co?? za co naprawd? nie b?dzie si? ??a??owa? pieni?dzy.

Tak wi?c przy okazji lament??w panie Morawski, proponuj? chocia?? raz w miesi?cu zje??? co?? co serwuj? w Stinksie. Bo restauracja, to przede wszystkim jej klienci (i pracownicy), a nie papierkowe procenty w finansowej piramidzie przy Ksi????cej 4. Tym bardziej, i?? wedle wywiadu stoi, ??e szykuje si? kolejny biznes w bran??y gastronomicznej. Trzymam kciuki, by by?? jak najbli??szy idea????w z pocz?tku Sphinksa.

09/04/2008

Ti?n-Ti?n. Pod br?zowym karaczanem

Filed under: Warszawa,blah!,chi??skie — Tagi: , — maliboo @ 21:55

Ten kto twierdzi, ??e mieszczuchy i sporty ekstremalne to dwie wykluczaj?ce si? rzeczy jest w b???dzie. Wystarczy uda? si? na D??ug? 29 w Warszawie do baru Tien-Tien aby prze??y? bajkow? podr???? do ??wiata szokuj?cej Azji.

Tym razem nasza niestrudzona ekipa odkrywc??w dziewiczych teren??w uda??a si? na przedmie??cia Starego Miasta w celu eksploracji chi??skiego baru-restauracji. Jak poinformowa?? nas jeden z przeszczepionych autochton??w mo??na si? tu natkn?? na calkiem smaczne k?ski wo??owiny na gor?cym p????misku (24z??) i niedrogie piwo (6z??). Po wst?pnym rekonesansie rejonu zakwaterowali??my si? w salce ??rodkowej. D??ugie studiowanie dokument??w terenu zaowocowa??o pojawieniem si? na stole skrzyde??ek kurczaka po wietnamsku (8z??), ry??u z owocami morza (20co??), a dla mnie zupa z trupa (7z??) – czyli ros???? po op??ukananiu kury i embriony wonton. Tutejsze specja??y wprost nas zachwyci??y. Skrzyde??ka przypomina??y troch? perfumowany szampon do w??os??w, a owoce morza nast?pnego dnia pokonane zosta??y czterema w?glami. By? mo??e zwyk??ego cz??owieka ju?? to by odstraszy??o (o zapuszczonym akwarium nie wspomn?), ale nie nasz? ekip? badaczy. Rozochoceni tutejszym trunkiem przypominaj?cym w smaku rozcie??czon? Wark? zam??wili??my danie wieczoru: kurczaka i wo??owin? na gor?cym p????misku (20ile??, niewa??ne i tak o 50 za du??o). Po przyniesieniu skwiercz?cych utenslylii poczuli??my si? prawie jak za studenckich czas??w gdy takie porcje opycha??o si? w okolicach placu Konstytucji. Nadchodz?cego ataku nie zapowiada??o nic. Nawet uwaga: „po mojej desce przebieg?? ??uczek” zosta??a zbyta ??miechem. I to by?? b???d. W obcych, nieprzyjaznych terenach wr??g mo??e czycha? wsz?dzie. Szczeg??lnie w miejscach gdzie si? go niespodziewamy! I niestety to spotka??o Tomka. Zaatakowali go we czterech, wy??aniaj?c si? z przepastnych przestrzeni wys??u??onej deski do kt??rej przymocowany jest ??eliwny p????misek. Zen, zaprawiony w bojach po wakacjach na Jamajce, zby?? tylko u??miechem szturmuj?c? brygade i leniwym ruchem pozbawi?? ??ycia jednego z nich. Z pocz?tkowej defensywy przeszli??my w atak i pukaniem zacz?lismy wyp??asza? z kryj??wki jednego po drugim. Gdy wydawa??o si? ju??, ??e walka sko??czona z ty????w zacz???a nadci?ga? ci???ka piechota! Ca??e szcz???cie minut? po rozpoznaniu but Tomka, niczym m??ot Thora zgni??t?? bydl?. Niczym kamerzy??ci Blair Witch Project przebieg konfrontacji utrwalili??my na video:




Znajoma technolo??ka drewna, w oparciu o nasz opis, stwierdzi??a, ??e niekoniecznie musia??y by? to prusaki. Rozszerzy??a rozpoznanie do spuszczela pospolitego. Jednak??e ten ostatni ma bardziej przyst?pny wygl?d i z pewno??ci? porusza si? dostojniej ni?? pospolity karaczan. Z uwagi na swoje zdrowie, nie tylko fizyczne, postanowi??em zastosowa? metod? wyparcia. Ten wiecz??r nie istnia??, nas tam nie by??o. Tylko sk?d ten wpis?

08/05/2007

China ??Down

Filed under: Warszawa,blah!,chi??skie — maliboo @ 23:38

Dobra, kiedy?? musia??o to nast?pi?. Pierwsza wi?ksza wtopa i akurat na chinolu. Ok, mo??e nie takim tradycyjnym w budzie, jak za czas??w poli z kaktusem i fabim, ale co?? na obecny wiek. W trakcie wyboru by??em rozbity mi?dzy Wooka i China Town przy Jerozolimskich 87. Pami?tam ze s??yszenia, ze knajpa spod Mariotta lubi raczy? glutaminianem, ale taki urok sko??nego ??arcia i mnie to zbytnio nie przeszkadza. Dlatego wyb??r pad?? na opcj? drug?.

Pierwsze co si? rzuca w oczy to klientela. Ok, mo??e generalizuj?, ale przynajmniej w Dniu Nawiedzenia Mojego autochtoni byli w mniejszo??ci. Pierwsza my??l: w pytk?! Skoro w chi??skiej restauracji, z w??a??cicielem chi??czykiem sto??uj? si? chi??czycy: na pewno mo??na liczy? na tradycyjnie przyrz?dzone chi??skie dania.
Zatem grzechem by??oby nie zam??wi? tradycyjnego chi??skiego ??ywca (jaki?? dziwny za te siedem blach), a do niego Man-Tou (8z??) i zup? z bambusem i grzybami mun (spoko za 6). Je??li chodzi o bu??y to ich faktura i konsystencja ciasta sugerowa??y odgrzewanie w mikrofal??wce wcze??niej przygotowanego knedla. By??y zbyt gumowate, aczkolwiek zjadliwe. Szczeg??lnie mi?sny klopsik w ??rodku. Odkryciem za to by?? sos podany do nich. Do zupy dostali??my sos sojowy i jaki?? drugi: w??a??nie Moje Objawienie. Za choler? nie mog? sobie przypomnie? jaki to by?? sos: by? mo??e ostrygowy, ale g??owy nie dam. Jako dodatek do bu??eczek by?? wspania??y, z reszt? nie tylko. Ca??y czas si? ??ami? mi?dzy sosem, a octem, bo wydaje mi si?, ??e tak o nim wyrazi??a si? pani kelnerka.
Zupa jak dla mnie by??a za ma??o wyrazista, ale skropienie jej odrobin? sosu sojowego doda??o jej d???der. Niestety skropi? jej Moim Objawieniem dane mi nie by??o, bo Kasi, kt??ra wci?ga??a zupk?, wyj?tkowo nie podpasowa??. Odbi??em to sobie na gwo??dziu programu, a zarazem gwo??dziu do trumny: kalmarach sma??onych w stylu sechuan (na ostro). Kalmary chodz? chodzi??y za mn? od paru tygodni. Ok, by??y ostre, by??y w stylu seczu??an, mia??y ma??e suszone, przysma??one papryczki chili, ale na lito??? bosk?, kalmary nie mog? by? gumowato-??ykowate. Trzeba mi by??o skonstatowa? wcze??niej, gdy z trzewi kuchni wy??oni?? si? cz??owiek w stroju kucharza o rysach wyj?tkowo europejskich: to on jest zapewne tym, kt??ry pope??ni?? to seppuku na biednych g??owonogach. A przecie?? na woku mo??na i szybko i smacznie. Dla kalmar??w wa??ne jest wszak??e to pierwsze (pomijam drug? opcj?: do??? d??ugo na ogniu). A?? ??al by??o patrze? na szczer? porcj? (35z??), smacznie pokrojone w pi??ropusze cia??ka, na warzywa p??ywaj?ce w sosie teriyaki. ??u??o si? to troch? jak gum?, wzorem pa?? z Ho??ej. Kasia spasowa??a, ja doko??czy??em z racji wy??szej tolerancji na ??ucie (no co, lubi? flaczki babci Lusi), przy okazji p??acz?c i p?sowiej?c pod prze??ut? papryczk?. Nota bene zwr??ci??em tym swoj? uwag? pana syna go??cia, kt??ry wpad?? na obiad w postaci skrzyde??ek kurczaka i na swatanie kelnerek („My son (…) he’s smart”). Nie darowa??em sobie jednak nie podlania wszystkiego Sosikiem Objawionym: tak przyprawiona ca??o??? okaza??a si? mimo wszystko zjadliwa.

Chcia??bym powiedzie?, ??e moja noga wi?cej tu nie postanie. Ale parcie na sosik tkwi we mnie g???boko i gdy zawitam tu zn??w to g????wnie/tylko po to by dowiedzie? si? dok??adnie co mi podano w butelce. Chyba, ??e wcze??niej sam odkryje w jakim?? markecie. Do ponownych odwiedzin, pomijaj?c nieszcz?sne kalmary zniech?ca mnie do??? selektywno-leniwa obs??uga. Wy??szy priorytet mia??a grupa zorganizowana Ale to jestem w stanie prze??kn?? – wiadomo, klient zorganizowany i klient sta??y priorytet wy??szy maj?. Ale do??? d??ugie czekanie na rachunek jako?? mnie zniech?ca…
Tak wi?c pierwszy, oficjalny blah! badge goes to… China Town!

Powered by WordPress