Cienka Słomka to francuska sieciówka serwująca dania z grilla. Profil oscyluje wokół casual dining, więc nie należy się przejmować tym, że miejsce to, na zasadzie franczyzy, zduplikowane jest w kilkudziesięciu lokacjach we Francji. Miejsce, jak zwykle, jak któreś z kolei, ponownie z polecenia. Tym razem malaka – Konrad czekam na wino! Nie zapomnę Ci tej świeżynki z wędzonym serem topionym. Wracając do tematu, w końcu trafiliśmy i tu… Z udanych zakupów nota bene, ale tą część pominę, tak jak kupno tych fajnych spodni za prawie tylko pół ceny;(
Obładowani torbami wparowaliśmy więc z Katarzyną do gościnnych progów Couterpaille i poprowadzeni przez kelnera, tudzież innego szefa sali zasadziliśmy swe pośladkowe korzenie pośrodku pomieszczenia. Nie małego, bo jeśli wierzyć Wikipedii pomieści ono 140 osób. Od razu podjęci przez tegoż samego jegomościa zaczęliśmy wertować tutejsze menu. Hmm, aktualnie i o dziwo, różni się ono od zaprezentowanego nam w lokalu dosłownie parę dni temu. Nie przypominam sobie w nim pozycji pod tytulem „podwójny hamburger”, czy „plaster boczku Parisien”. Mniejsza z tym. Zamówilismy antrykot (39zł) i stek wołowy mielony (ca. 19zł), którego już nie widzę w zlinkowanym spis-do-jadle. Za namową kelnera zrezygnowalem jednak ze swojej krowiej górnicy i przystałem na propozycję zadniego rumszytka (38zł). Obydwa mięsa zamówiliśmy na sposób krwisty. Ich opiekanie mogliśmy obserwować en face na ruszcie, który znajdował się nieco wyżej nad żarem niż nasz tradycyjny grill znany z majówek. Dodatkowo mięsko przypalane bylo wysokim ogniem buchającym z paleniska. Widok miły, szczególnie dla osób lubiących dozorować przygotowywanie ich posiłku.
Dodatki w Couterpaille są wliczone w cenę dania głównego i, co ważniejsze, nielimitowane. Ni mniej ni więcej znaczy to, że frytek (raczej z paczki, niż przygotowywanych na miejscu), pieczonych ziemniaczków i wszelakich zielenin możemy tu domawiać bez ograniczeń. Oczywiście w teorii tylko. Ponieważ praktyka wykazała, że podana porcja frytek i kartofel-gigant z sosem śmietanowym wystarczyły na nas oboje aż nadto! Jednak to mięso jest tu najważniejsze i skupiając sie na nim powiem jedno: wspaniale! Chociaż trzeba szybko pałaszować, bo kawał soczystej wołowiny jedzony powoli stygnie szybko i nie jest już tak smaczny jak w pierwszych minutach podania. Ulotność tego zmysłu rekompensowały jednak sosy: pierwszy podany do mięsa (jeśli dobrze pamiętam na bazie majonezu i moszczu), a drugi, według mnie wybitny, jako mieszanka musztardy i rodzynek w autorskim słoiczku Couterpaille. Za tym właśnie dodatkiem mam tu chęć wrócić, tym razem na medium rare cokolwiek, by zaspokoić pierwotny zew krwi. Muszę też wspomnieć naprawdę ostrą musztardę w firmowych torebeczkach, która doprawiała ostro tutejsze mięso niczym nasz polski chrzan. Kusząca jest także cena piwa, gdyż duże tyskie kosztuje raptem ciut poniżej 7zł. Na tę lokalizację i dzisiejsze ceny – w (tzw.) pytkę!
Na koniec jednak mała wisienka z pestką na tym słodkim torcie. W naszym przypadku obsługa była tak opieszała, że zacząłem się zastawiać czy nasz kelner nie pracuje jako etatowy szachista, dorabiając tylko na boku w restauracji. Zaniecham jednak dalszych złośliwości, ponieważ jego sugestie (np. sos do mięsa) dotyczące naszych wyborów były trafne i miłym uczuciem była świadomość, że ktoś tu naprawdę stara się by nasze wybory były jak najbardziej trafne.
Lukrem natomiast niech będzie to, że zaobserwowaliśmy tu dużo gastronomicznych autochtonów. Nie wiem czemu, ale mam takie zboczenie, że jeśli w „regionalnej” restauracji zauważę przypisaną jej społeczność/narodowość od razu darzę ten przybytek dodatkową sympatią. Tu francuskojęzycznych klientów nie brakuje. W naszej obecności rachunki, jak i pogawędki z kucharzem zakończyły conajmniej trzy takie stoliki.
Z chęcią zawitam we francuskim grillu ponownie. Nie ma wszakże nic lepszego niz kalorie czerpane z białka, ale trzeba przyznać, że ceny są tu o conajmniej o 7-12zł odstraszające. Mimo wszystko Courtepaille nadal pozostaje jedną z wielu knajpek w centrum handlowym i siłą rzczy zawsze będzie miało -1 do XP (stosując terminologię RPG).
A gdzieś jeszcze w Wawie poza Arkadią są? Bo calkiem nabrałam ochoty na takie grillowane dobre mięsko.
Comment by fro — 05/07/2009 @ 20:53
Z tego co wiem to nie.
Comment by maliboo — 05/07/2009 @ 21:35
Opis restauracji całkiem zachęcający, tylko opieszała obsługa to poważny minus, gdyby chciała wybrać się grupa.
Comment by hania-kasia — 14/07/2009 @ 02:05
Co taka cisza nastała tutaj?
Comment by froasia — 04/10/2009 @ 21:52
Aaah, Bliss Garden czeka na swój ostatni akapit, a Dekanta na całość. No i Buddha z Nowego Świata na ponowną wizytę i ew. rehabilitację, lub fatality.
Cisza tu, rejwach gdzie indziej. W naturze nic nie ginie;) Musiałem się wywakacjować, a potem zająć się „karierą” ;o) Pierwsze przyczyniło się do naładowania baterii i rozładowania portfela, drugie do zdania certyfikatu w moim zawodowym grajdołku
Jednak wbrew pozorom: żyję. I mam się dobrze. A z drugą serią Mad Men w perspektywie, nawet lepiej!
Comment by maliboo — 04/10/2009 @ 22:05