mali*ciouş

25/02/2009

Tapas tapping*

Filed under: Warszawa,hiszpańskie — maliboo @ 21:49

Warszawska SKM to prawdziwa wygoda dla tyłka. I pomyśleć, że jeszcze parę lat temu przeklinałem anus Warszawy jakim jest był Rembertów. Dzięki nie-tak-szybkiej, ale kursującej regularnie, kolei miejskiej awansowaliśmy do roli jelita grubego stolicy, przesuwając końcowy odcinek układu pokarmowego w stronę Ząbek (sory Endrju). Niecałe dwadzieścia minut jazdy i można się cieszyć klimatem Nowego Światu. To tu dom jadłodajny Gesslerowej ma swoją siedzibę. Nota bene España to tu również. Obydwie restauracje sąsiadują ze sobą. Piwnicą.

Jeden z wielu przepisów na kuchnia.tv zafiksował nas na chorizo. Dlatego wybór, praktycznie od razu, skończył się na paelli z pikantną kielbasą i kurczakiem (58zł – porcja dla dwóch osób). Co oczywiście musiało być poprzedzone dwudziestominutową medytacją nad menu. Całe szczęście oczekiwanie na główny talerz umiliły nam tytułowe tapas – drobne, aczkolwiek sycące przekąski w postaci Tapas con Embutidos (13zł) i Jamón con Melón (21zł). Na te z kolei czekaliśmy zajadając czekadełko w postaci bułki z sosem majonezowo czosnkowym (alioli). Wydaje mi się, że majonez mógł być własnej roboty, ale nie zdziwiłbym się jeśli walnęliby kielecki. Darmowa przekąska nie byłaby zła, gdyby bułeczki były cieplutkie (tak, mialo zabrzmiec perwersyjnie). Bo zaprawdę powiadam Wam, iż mieszanie starszego pieczywa ze świeżym nie jest dobrym pomysłem. Klient z kubeczkami smakowymi nie wyżartymi przez tytoń i alkohol wyczuje różnicę pomiędzy poprzedniodniową i świeżą bułą. Naprawdę.
Przekąski spisały się za to znakomicie. Cztery kanapeczki z chorizo i suszoną szynką dały radę. O wiele bardziej niż niedojrzały melon podany do suszonej jamón serrano. Jeśli chodzi o surowe szynki, to zdecydowanie wolę tą szwarcwaldzką. Po wygranej walce z przekąskami i szklanką balantajnsa (14zł, złota akurat wypiła wybyła) przyszedł czas na patelnię paelli. Dobra, chociaż może bardziej dzięki magii chorizo, niż rękom kucharza. Na pewno ciut lepsza od tego, co serwują we wrocławskiej Espanoli.

Wypadałoby napisać słowo o nastroju-wystroju. Bo, pomijając śmierdzący kibel, jest tam przytulnie. Do gustu przypadła mi minisalka w piwnicy. Dwa dwuosobowe stoliki, czerwone ściany, naprawdę nastrojowo. Niestety zostaliśmy usadzeni w zimnej przestrzeni na lewo od zejścia. Doskwierał tu trochę brak ogrzewania, a sączona na rozgrzewkę whisky sprawiła, że chciałem wydoić kartonową sylwetkę krowy usadowioną tuż nad kominkiem. Całe szczęście zostałem poinstruowany, że bydlę jest płci męskiej. A już w przedszkolu nauczyli mnie, że byki mleka nie dają. Chyba, że jest się pracownikiem stacji inseminacji ze sporą wyobraźnią.

W menu pozostało jeszcze pare kuszących pozycji, które niczym imienne zaproszenie ciągną z powrotem. Patatas bravas, czy polędwica owinięta suszona szynką  to solidne magnesy. Jednak ceny tapas: spiritus movens tego przybytku odstraszają. Lokalizacja zobowiązuje, ale nie dajmy się zwariować. Proste przekąski, w dodatku nie zwalające z nóg (w trakcie, ani parę godzin po jedzeniu), nie powinny kosztować więcej niż 80% aktualnej ceny. W końcu to żadna sztuka położyć na pieczywie kawałek mięsa garnirowanego… pietruszką.

* – tapping (verb). The act of sexual intercourse.

3 komentarzy »

  1. Casa to tu to jedno z moich ulubionych miejsc, często tam wracam już od kilku lat i mam tu swoje dania za którymi tęsknie i po które zdaza mi się jechac do Casa z konca Warszawy bo akurat mam na nie ochotę. Lista dań, których w Casa nie można ominąć to zimne gazpacho, które jest równie pyszne przez cały rok, zupa czosnkowa z jajkiem i chorizo(wyśmienita)czy też doskonałe patatas bravas. Warto także spróbować krewetek z czosnkiem i ostrą papryką podawane w glinianej miseczce. Aromatyczne, czosnkowe, pikantne. Jeśli chodzi o czekadełko z sosem alioli – moim zdaniem majonez jest robiony na miejscu, kielecki bym rozpoznała bo jem go w dużych ilościach.

    restaurantica (ex. chenoa z krainy smaków)

    Comment by restaurantica — 28/02/2009 @ 08:20

  2. [...] moje szczęście, czy jednak kryzys, ale ostatnio gdzie się nie udam, to miejsce świeci pustkami. Casa to tu, Galeon, czy bieżące Besuto. Widocznie czas spotkań naszej-klasy się skończył i knajpy już [...]

    Pingback by mali*ciouş blog kulinarny » Gdyby w Besuto było bardziej suto…, opinie, recenzje, restauracje, knajpy, jedzenie i piwo oczywiście ;-) — 01/03/2009 @ 23:14

  3. Chcieliśmy pójść tam ze znajomymi na urodzinową imprezę. Miła pani z obsługi poinformowała koleżankę, że rezerwacja zobowiązuje do min. rachunku 70zł per capita. Idąc w 3-5 osób w można się jeszcze do tego zobowiązać, ale przy 12 trochę już ciężko wymagać na kimś by żarł, „bo trza”. Chyba w imię zasad zacznę omijać to miejsce szerokim łukiem. Może zaczną oświetlać wnętrze świecącymi pustkami, przy takiej polityce rezerwacji.

    Comment by maliboo — 22/09/2009 @ 20:33

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz

Powered by WordPress