mali*ciouş

24/02/2009

Tłusto, ciasno, smacznie. Namaste.

Filed under: Warszawa,indyjskie — maliboo @ 23:14

Gdy Cię głód do ściany przyprze,
to dokładki się nie wyprzesz.

Well, hołdem dla Isabel wypadało zacząć. W końcu ta wyspiarska monarchia jest drugą matką dla sporej części indyjskich emigrantów, byłych poddanych Jej Królewskiej Mości. Polskich zresztą (niestety) również. Cała nadzieja w tym, że wiosna za miesiąc, więc może Kaziu zakocha się. Znów.

Wypadałoby zacząć jakiś tryptyk, kwarptyk, czy inny pierdyptyk na temat hinduskiego żarcia w Warszawie, chociaż gastronauci kłamią, że coś podobnego serwują we Wrocku. Pics or didn’t happend, póki co Warszawa rządzi jeśli chodzi o kosmopolityczną kuchnię. Krakusów poproszę o hejt w komciach;> Zbieram się do tego od czasu bliżej nieokreślonego, podobnie jak do swojej magisterki. I obawiam się, że prędzej przyjdzie mi obić bloga w twardą okładkę, niż swoją magisterkę.

Zaczęło się jak zwykle leniwie, zima rozleniwia. Miało być pięknie i romantycznie w (od dawna obiecywanym sobie) Rubikonie. Ale lenistwo wzięło górę. Nawet stek z tuńczyka nie był w stanie ruszyć naszych zgrabnych tyłeczków mojej zsiedziałej dupy na daleki Służew. Skończyło się więc na Złych Tarasach™, parze nowych dżinsów i wizycie na Nowogrodzkiej 15. Punjabski trip zaczęliśmy w sumie dzień wcześniej, kiedy próbowałem sprawić kurczaka biriani. Ryż nie wyszedł, sól nie weszła. Dlatego tym razem wolałem się zdać na łaskę fachowca, który wie jak chochlą zamieszać.

Z krótkich recenzji nastawiłem się już, że w Namaste India trzeba trochę poczekać, lokal jest mały i w ogóle to najlepiej wziąć na wynos, bo sztućce hołdują zasadzie plastik is fantastik. Ale zdecydowalismy się na partyzantkę pełną gęba. Całe szczęście pora był odpowiednia, bo trafił nam się wolny stolik. Jeden z dwóch, dwuosobowych stolików na całą knajpkę. Resztę przestrzeni wypełnia tu meblościanka pełniąca funkcję witryny – sklepowych półek z szerokim wyborem suszonych ziół i wszelakich masali. Oraz ryżu basmati, soków z mango, past do zębów, żelów na romantyzm reumatyzm i maści na szczury. Jeśli chodzi o zaopatrzenie na romantyczny, pijacki, szpanerski, tematyczny (niepotrzebne skreślić) wieczór, to ceny i wybór jest konkurencyjny. Zwykła asafetyda w porównaniu do Kuchni Świata (10zł) kosztuje tu 4 blaszki. Reszty przestrzeni dopełnia kontuar z rubensowską panią hinduską. Oczywiście najlepiej dogadywać się w uniwersalnym esperanto: angielskim, bo z językim Reja i Kochanowskiego może być trudno.

Wybór był prosty: kurczak (22zł) i krewetki (22zł). No i obowiązkowa parantha (5, czy coś) (wchodzi mi bardziej niż naan), do tego ryż z kminem indyjskim (jakoś 12?). Poczekać trzeba było, co przy torturach w postaci szerokiego wyboru przypraw na półkach (circa 5zł od sporej paczuszki) nie było łatwym zadaniem. Na koniec zresztą skapitulowaliśmy i zakupilismy małe, puchatkowe conieco na domowe pichcenie.

Wreszcie na stole pojawiły się plastikowe pojemniczki z sosami brzemiennymi w mięso kurczaka i ciała krewetek. Poczułem się prawie jak za studenckich czasów, kiedy to na placu Zbawiciela wcinałem z fabim i kaktusem kurczaka na gorącym półmisku u kultowego chińczyka.
Pierwsze rozczarowanie przyszło z aromatem paranthy. Była zbyt tłusta i pachniała słodkim jełczem ghi, lub tańszym popcornem o „aromacie masła”. Duży minus, który jednak został zneutralizowany przez delikatność kurczaka z nerkowcami i miło łechtającą podniebienie ostrością sosu, w którym taplały się krewetki tygrysie. Zadowolenie: 8. Jednak jeśli chodzi o tłustość sosów, to przydałaby im się sauna solution, albo inna liposukcja. Nadmiar tłuszczu wytrącał się niczym ładunek Exxon Valdez w 1989. Również ryż opływał w lipo-dostatki, co jest może dobrym rozwiązaniem przed wieczorem obficie zakrapianym etanolem, ale nie na strawną przekąskę w tygodniu.
Mimo nasycenia tłuszczami nasyconymi Namaste ma swoja magię. Magię, która doczekała się drugiej siedziby w uprzedniej lokalizacji Herbacianego Ogrodu na warszaskey starówce. Jednak przed Mandalą i Kathmandu, zapraszam i polecam tu właśnie.

Brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz

Powered by WordPress