mali*ciouş

08/03/2008

Bednarska na kłopoty

Filed under: Warszawa,fużyn — Tagi: , , — maliboo @ 21:53

Tak jak Betlejem Tuska: Wolne Miasto Gdańsk miało swojego Bednarskiego, tak Warszawa posiada własną Bednarską. Ekspedycja, jak zwykle ostatnio, z polecenia. Zachęcony opowieściami o seróweczce z suszonymi pomidorami i nadzieją na roladkę z kurczaka z tymiże samymi (ooo WordPressie w Operze, jak ja cię nienawidzę!) wybyłem na miejsce w godzinę herbatnią. Idąc do celu trzeba mieć w pamięci to, że jest to ulica dość stroma i nie warto łoić przy stole do upadłego. Tym bardziej, że wracać trzeba pod górkę.
Od Krakowskiego Przedmieścia nie trafić tam nie sposób. Charakterystyczne logo z kapeluszem, który nosił Friedmann w piątkowym serialu wisi tuż obok Pierogarni. Wnętrze kawiarniane, ale też wybór żarcia nie wskazuje na to, że jest to przybytek dla nastawionych bardziej na konsumpcję. Z racji, że tego wieczoru nastawiłem się na browarzenie od razu zbadałem miejsce strategiczne dla tego wyboru. I tu moje rozczarowanie: na całą knajpkę jest ponoć tylko jeden pokój zwierzeń. Aliści mało to, bo knajpa dysponuje dwiema salami dla niepalących i jarących petki. Po wstępnym rekonesansie, mając na względzie popołudniową porę, zamówiliśmy od razu półtoralitrowe dzbanki piwa. Wszkaże po co kłopotać obsługę zbędnymi zapytaniami. Niestety, okazało się, że Tyskiego z internetowego menu, za blach 16 nima (jest za 18). Został „do wyboru” tylko Żywiec za 18. Do tego oczywiście serówa z suszo-pomido, ale nie za obiecane 10zł, tylko za złotych 12, bo chyba nikomu nie chciało się zaktualizować cen na własnej stronie. Sama pasta nie była zła, do tego sześć trójkątnych połówek chleba tostowego, na ciepło, ze świeżym ogórasem. Całość komponowała się trochę mdło, ser mógłby być ostrzejszy. Po lekkiej konsumpcji nadszedł czas na alkoholową kontemplację w „klimacie starej Warszawy”. Nie wydaje mi się, żeby przedwojenna Warszawa, nazywana drugim Paryżem, była ospała. A niestety obsługa, chociaż bardzo miła, taka tu bywa. Na pewno brak zasięgu w komórce doskonale wpisał się w ten slogan. Ale „stare”, tuż powojnenne, solidne budownictwo skutecznie blokowało wszelkie sygnały, mimo pobliskiego okienka na poziomie ulicy.

Po drugim dzbanku piwa przyszedł czas na coś konkretniejszego. Pomidory w serówce trzeba było znaleźć w czymś innym. Na stole wylądowała więc grillowana roladka z kurczaka z lekko kwaśnym nadzieniem z suszonych jabłek miłości. Do tego kostki opiekanych ziemniaków i blanszowane warzywa, podane z sosem z pleśniowego sera. Porcja ni mała, ni duża. Na wyrost można powiedzieć, że w sam raz jak na swoje 28zł. Na pewno więcej jedzenia było przy wieprzowych polędwiczkach w grzybowym sosie (30zł). Następnym razem skuszę się tu na zupę cebulową z serowymi grzankami (8zł) i którąś z sałatek. I na pewno o jeden dzbanek piwa mniej!

Bednarska, to przede wszystkim duży wybór herbat i kaw, a do tego kilka słodkich deserów również się znajdzie. Oczywista oczywistość bliskiej bliskości Starówki i przystępne ceny stawiają to miejsce na bardzo dobrej pozycji w rankingu stosunku cena/jakość/klimat. Tym bardziej, że można tu również skosztować legendarnego Starbucks‘a. Bednarska na kłopoty? Jak najbardziej! Kolejnego dnia kac gigant nie opuszczał mnie aż do wieczora.

3 komentarzy »

  1. Po pierwsze, drogi Mali… w Bednarskiej nie ma Żywca W OGóLE… Jest dzbanek Tyskiego za 18 i jeszcze chyba Pisner. Po drugie w sali dla nieśmierdzących (czyt. dla niepalących) jest zasięg i można swobodnie prowadzić dialog przez telefon komórkowy :P Po trzecie za dużo wypiłeś (liście)
    Jest jeszcze po czwarte (nienajważniejsze)… z Bednarskiej ku górze aż tak dużo tej drogi nie ma :P :P

    Comment by Blondi — 09/03/2008 @ 18:36

  2. Co nie zmienia faktu, że było za 18, a nie 16, jak na stronie! :P

    Comment by maliboo — 09/03/2008 @ 19:07

  3. ale o tym byłeś uprzedzon, Łosiu :P

    Comment by Blondi — 09/03/2008 @ 19:20

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz

Powered by WordPress