Pomysł na Sarmację przyszedł z linkowanego bloga Kulinarna Warszawa. Niemałą pokusą był banner wywieszony, jak to ostatnio w modzie na ścianie budynku. Pierwszym razem, gdy się tam wybieraliśmy, naszym celem było piwo z wiodącą prym na ulicy Hożej firmie Hint Intermedia. Pokusa w postaci 4zł za szklaneczkę browara była zatem nie do odparcia.
Niestety wypadki losowe, sprawiły, że restauracja Sarmacja musiała poczekać na swoją kolej. Ale co sie odwlecze… Drugie podejście potwierdziło tylko, że jest to miejsce z dobrą karmą.
Piątek to dobry czas na czerpanie radości z życia pod postacią kąpieli tygodniowych radości i topienia smutków w napoju bogów. Stolik wstępnie zamówiony na osiem osób bez trudu pomieścił ich jedenaście. Oczywiście na wjazd poszło zamówienie na żywca(4zł do 18:00) i pyszne śliwki w boczku(7zł), sztuk sześć. Niestety potwierdziło się to, co spotkało mnie za razem pierwszym. Szybkość obsługi wymaga chyba podwyższenia taktowania, albo zarobków, gdyż znów trzeba było czekać wieki. Całe szczęście gratisowy smalec na przeczekanie wjechał dość szybko. Co dziwne, za pierwszym razem go nie dostaliśmy, więc zdziwiłem się, kiedy kura powiedziała, że coś takiego tutaj funkcjonuje. Niestety jakoś mnie nie zachwycił. Przypominał bardziej mieszaninę mięsa ze smalcem z kostki. I to bynajmniej nie przetapianą wcześniej razem. Oczywiście na śliweczkach się nie zawiodłem. Lepsze zdarzyło mi się zjeść w PizzaHut w czasie jakiegoś włoskiego eventu jako antipasti. Chyba najlepiej smakują z chrzanem, który wraz z musztardą i ketchupem jest do nich standardowo podawany. Dobrym wyborem jest też camembert panierowany żurawinami(11zł), porcja naprawdę słuszna, a i sosik przedni.
Muszę przyznać, że dość długo mi się zeszło z wyborem dania głównego. Idealnie trafiona golonka(19zł), która jadłem poprzednim razem okazała się oczywiście trafnym wyborem. Nie chciałem tym razem się potknąć. Z pomocą przyszedł wybór irytki, która wzięła polędwiczkę wieprzową w ostrych ziołach, jak również i miodzie manierowaną marynowaną. Tym razem jednak się wycwaniłem i zamiast ziemniaków z boczkiem zamówiłem te w ziołach(5zł). I tym razem, w przeciwieństwie do pierwszego, dostałem chyba z boczkiem. Nie wiem na czym polega ta gra z wyborami kartofli, ale trzeba robić to odwrotnie niźli menu wskazuje. Sos ziołowy dodawany do strawy nie zachwycał. Dużo lepszym wyborem okazał się sos cebulowo-pieprzowy, który wziąłem do golonki. Nie omieszkałem niecnie wykorzystać znajomych, szamając im kąski karkówki z masłem czosnkowo-serowym(15zł), schaboszczaka z kością(18zł) i kradnąc trochę sosu diabelskiego. Ten ostatni przypominał bardziej łagodne leczo, niż coś co spaliłoby mi kubki smakowe. Ale primero lo primero. Na polędwiczce się nie zawiodłem. Plastry wędzonego boczku, którymi była obłożona, jak dla mnie, mogły być bardziej podsmażone, jednak sama pręga mięsa była wyśmienita. O dziwo, bo nie była nawet średnio wypieczona. Karkówka niczego sobie, ale na piątkowy wieczór dla mnie porcja za mała, chociaż można było dopchać dołączanym groszkiem z marchewką. Schabowy soczysty, jednak póki co nie mogę się przekonać, żeby sobie zamówić to danie w knajpach. Chyba jest za powszednie.
Bliskość stacji metra Dworzec Gdański i przystanku tramwajowego w kierunku Centrum zachęca do odwiedzin. Oczywiście szczęśliwe godziny rzeczywiście sprawiają, że godziny spędzone w Intraco I stają się naprawdę radosne. Szczególnie z każdym kolejnym, dostarczonym promilem.
[...] jeśli mnie pamięć nie myli to najsmaczniejsze śliwki w boczku są na placu Piga.. podają w Sarmacji. Po spałaszowaniu części ciepłej przyszła pora na sushi. Tu lekki zgrzyt, bo dwa talerzyki [...]
Pingback by mali*ciouş blog kulinarny » Sushi w Amigos, czyli japończycy na Dzikim Zachodzie (opinie, recenzje, restauracje, knajpy, jedzenie i piwo oczywiście) — 30/04/2009 @ 10:38