Wook wyszedł przypadkiem. Po dwóch piwach i całym, dośc stresującym dniu, jakim był dla mnie piątek, szukałemczegoś do wszamania. Już miał to być kebab przy wyjściu ze Złotych Tarasów na dworzec Centralny, ale rzut beretem znajduje się przecież Wook. Tuż pod Mariottem.
O Wooku przeczytało mi się sporo złego u mistrza Nowaka, jednak jestem zdania, że kuchnia chińska i jej syndrom są nierozerwalnie związane z glutaminianem sodu. Jednak żołądek zahartowany w trakcie studenckich czasów we wszelakich chińskich knajpach sprostał wizycie.
To co trzeba wiedzieć o tej restauracji, to to, że porcje nie są duże. Ok, są nawet małe. Ale ceny również. Zupy to kwestia 4 blaszek, „drugie dania” 6zł, a w deserach powracamy znowu do 4zł. Jednak szok cenowy na tym sie nie kończy. Piwo w centrum miasta w cenie 4zł/4dl to również gratka. Niestety udało mi się załapać tylko na Becksa w cenie 5zł/0,33l. Pora roku jeszcze ciepła, chociaż to się zbliża ku końcowi. Miejsce na podwórku nie okazało sie złym wyborem. Środek dostaje za to sporawego minusa za naprawdę kiepsko działającą klimatyzacje. Założę się, że po wyjściu waliłoby się niezgorzej niż po wizycie w przeciętnym chińskim barze w metalowej budce. Na to moja nowa kurteczka pozwolić sobie nie mogła. Takie zalety kuchni na widoku.
Może znalazłbym jakieś plusy w takim podejściu do usadowienia palników, ale na jedzenie trzeba naprawdę tak krótko czekać, ze nawet nie zdąży się popodziwiać pracy azjatyckich kucharzy.
Tuż po realizacji zamówienia zdałem sobie sprawę, że popełniłem błąd kardynalny. Całe zamówienie poszło na raz. Praktycznie zaraz po kokosowej zupie, wjechały makaron z warzywami i krewetkami (niestety dokładnie w tej kolejności względem ilości), chrupiąca wołowina w cieście i kurczak po seczuańsku. W zupie, oprócz ilości kurczaka, pozytywnie zaskoczyły mnie pieczarki. Niestety zbyt ostry smak zagłuszył delikatny, kokosowy aromat. Zamiast zwykłej barowej łyżki mile widziana byłaby taka jaką dają w sushibarach do miso. Dla zręcznych inaczej oprócz pałeczek jest też widelec. Makaron przypadł mi do gustu, mimo może dużej dolewki teriyaki i/lub sosu sojowego. Kurczak po seczuańsku wpasował się idealnie w moje wyobrażenie kurczaka po seczuańsku. Ostry jak powinien z wyraźnymi kawałkami warzyw i kawałkami orzeszków ziemnych. Wołowina, spożywana na końcu swoje już przeleżała pod chmurką. Zatem prawie zimna skonsumowana była praktycznie bez zachwytu. Mimo tego nie była jakoś bardzo rozmokła od kapusty na której leżała. Bardziej nasiąkła od polania sosem z którym została podana. Na deser zamiast szota czystej za 5zł wróciliśmy do deserów. Do tej pory sie zastanawiam czemu krzepa wyżarł wszystkie liczi i mandarynki nie wypijając soku. Ja zamówiłem słodkie kuleczki zhimaqiu w cieście sezamowym z pastą z czerwonej fasoli, polane sosem karmelowym. To co Azjaci potrafią zrobić z grochu czy fasoli nigdy nie przestanie mnie dziwić. Ok, przyznam, że ich różnorodne fetysze i telewizyjne show również. Europejska krótkowzroczność. Całe szczęście Unia Europejska zmusiła nas do myślenia o marchwi jak o owocu, bo wszakże robi się z tego dżem w Portugalii. Więc czemu nie fasola na słodko?
Wielkość Małość dań dla Wooka jest plusem i pozwala urozmaicić obiad czy kolacje ponad to co daje jedno danie. Za cenę jednego przeciętnego dania w knajpie dostajemy tu 3-4 inne, a to co zjadłem wystarczyło mi aż nadto. Myślę, że z deseru mogłem zrezygnować spokojnie. Ok, może nie z deseru a z lekko nietrafionego makarony z krewetkami. Na pewno jest to bardzo miłe miejsce do grupowych spotkań (nie mylić ze swingingiem!) hydroksylowych połączonych z tetraedrycznym atomem węgla. Zwłaszcza, że lokacja w samym centrum sprzyja niemarudzeniu współ-kompanów co do wyboru loko.
Wook po raz drugi ok. Jedzonko czasami naprawdę jest ostre :>
Comment by krzepa — 22/09/2007 @ 10:27
Chyba trzeba im awanture zrobic, my nie dostalismy!

Comment by maliboo — 23/09/2007 @ 13:27
a nie znasz może przepisu na te słodkie kuleczki zhimaqiu ? jadłam je dzisiaj w wook i się w nich zakochałam ^^* [gdybyś miał to byłabym wdzięczna za maila ^^*]
Comment by Ola — 15/09/2008 @ 15:31
[...] chińskie — maliboo @ 14:25 Ok, pewnie dla niektórych vogle się nie zaczął. Jeszcze rok temu byłem nawet pod wrażeniem, ale ostatnia wizyta z zenem całkowicie zatarła dobre wspomnienie. Zamówiłem tradycyjnie [...]
Pingback by mali*ciouş blog kulinarny » Wook się skończył, opinie, recenzje, restauracje, knajpy, jedzenie i piwo oczywiście ;-) — 05/10/2008 @ 14:26
Witam, czy ktoś zna (lub się domyśla) przepis na makaron sojowy z warzywami z Wook’a? Byłabym wdzięczna:)
Comment by Evey — 03/01/2010 @ 15:39