Dziś niedziela, więc mnie tam nie ma, chociaż wedle menu stoi, że teraz golonka po 3,4zł. Za 100g oczywiście. U Szwejka to kolejny przybytek kulinarnych rozkoszy od Jarczyńskiego. Z całej serii knajp tej spółki chyba najbardziej podobny do Podwala. Chociaż czuć tu bardziej południowy scent. Względem Polski naturalnie, nie Europy. Menu znacznie pokrywa się z tym co dają w Kompanii, może, niestety z wyjątkiem korzennego, którego tu się nie uświadczy. Jednak poniedziałkowe promocje, golona, płonąca szpada szefa kuchni
, carpaccio z polędwicy i łososia, deski mięs: wszystko to odpowiada siostrzanej knajpie. A w przypadku nieśmiertelnego carpaccio to chyba nawet wszystkim jadłodajniom Jarczyńskiego.
Wystrój dość znajomy dla stałych bywalców starówkowej siostry. Nawet te same obrusy w czerwoną kratę. To chyba znak rozpoznawczy tej sieci. Odmienny jest trochę duszny klimat. Duszny w pozytywnym słowa tego znaczeniu. Czeskie atrapy gazet, którymi powyklejane są ściany daje dodatkowy austro-węgierski flav. Miejsca w środku były już okupione, lub porezerwowane, jednak nie dalismy się wcisnąć w te klitki między barierką schodów, a oknem na ulicę. Dla klaustrofobików koszmar z pewnością. Jedno trzeba przyznać: wiedzą tu na pewno jak zagospodarować każdy centymetr kwadratowy lokalu.
Do rzeczy. Czwartek to dzień owoców morza. Podobnie jak w Makro dostawy są tu pewnie późną środą, żeby na czwartek mieć świeży asortyment. Za jedyne 39zł dostaniemy tu dwie wersje muli: na winie i na pernodzie. Nieposkromiony, nawet przez wizytę w Akashii, głód jodu w mięczakach i wszelkim tałatajstwie z morza został zaspokojony. Wcześniej poszedłem na całość zamawiając jedną ostrygę (4,5zł). Nie wiem czy to mój klimat, wyjąłem bidulkę ze skorupy i szybko połknąłem. Na surowe ślimactwo chyba jeszcze za wcześnie. Może jednak zacznę od ostryg poddanych termicznej obróbce. Na pewno ich mniejsi krewni mule są wtedy o niebo smaczniejsze. Miło, że jako przystawkę podają tu pasty: serową i mięsną z chlebem(0zł). Jest czym zaostrzyć apetyt. Oczywiście znakomitym podkreślnikiem zaostrzacza był kufelek pilsnera(15zł) i szocik(5zł) pysznej wiśnióweczki. Powtarzam się pewnie znów, ale ta ostatnia jest tu naprawdę wyborna!
Trzeba było trochę poczekać aż na stół wjechał garnek skorupiaków, pusty garnek na skorupki i papierowy ręcznik, jak przydatny na koniec pałaszowania. Żeby jeszcze tylko ścierał zapach ryby z palców. Garnek na dwie osoby wydaje się dość skąpym wyborem, jednak po zjedzeniu całości punkt najedzenia osiągnął optimum. Bulion w którym gotowały się mięczaki był wyborny, nie trafiliśmy nawet na żadną zamknięta muszlę, co chyba dobrze świadczy o świeżości morskiego robactwa. Samo mięsko: palce lizać! Na pewno wpadniemy tu jeszcze na wersję z pernod.
Aha, w każdy wtorek mają tu promocję podobną do tej z Jeffsa (tu we środę): do każdej porcji krewetek na maśle druga gratis. Czego nie omieszkam wkrótce sprawdzić. Obsługa stoi na dobrym poziomie, ale kustomizacja rachunku nas już kompletnie zaskoczyła [todo: wkleić zdjęcie]. Fajnie czasem być tak miło zaskoczonym podziękowaniami napisanymi odręcznie wprost na rachunku!
Po ostatnio zasłyszanych perypetiach znajomego na Podwalu, jego sensacyjno-żołądkowych przygodach, najwyższa pora chyba przerzucić się, póki co, do Szwejka na poniedziałkowe piwa. Oczywiście doliczając do tego kiepskiej jakości smalec jaki serwuje Kompania trzeba to uczynić jak najszybciej. Tym bardziej, że dojazd tu chyba nawet lepszy niż na Starówkę. Okolice placu Konstytucji, bliskość metra sprzyjają browarowaniu w tym miejscu. Zatem ahoj, ahoj hoy hoy chooy (9:46)!
[...] Santor. Jedyne co by mnie kusiło w menu to stek. Ale na tego wolę powrócić na Podwale, czy do Szwejka, gdzie podają go z sosem z zielonym pieprzem. Cena podobna, a wolę zaufać sprawdzonym [...]
Pingback by mali*ciouş blog kulinarny » Yeah, here come the rooster, opinie, recenzje, restauracje, knajpy, jedzenie i piwo oczywiście ;-) — 11/05/2008 @ 16:07
[...] do tego co można zjeść na Starówce, bardziej wykazywał znamiona dorodniejszego krewnego z placu Konstytucji (czytaj, był lepszy niż na Podwalu i porównywalny do tego co u Szwejka dają). Tu mała uwaga do [...]
Pingback by mali*ciouş blog kulinarny » St. Antonio: Solarium wliczone w cenę, opinie, recenzje, restauracje, knajpy, jedzenie i piwo oczywiście ;-) — 05/01/2009 @ 23:18