Pomysł na Malinovą przyszedł chyba z gazety, albo z warszawy.pogodzinach. Na pewno był potwierdzony opiniami na gastronautach. Co prawda dzień gorący nie był, z tego co pamiętam, to przed wyjściem nawet padało, ale pożądnie zakorzenionej ochoty na lody nawet największy deszcz zmyć nie może.
Metro naszym przyjacielem jest, więc strzeliliśmy z bucika Alejami (bez skręcania z Kruczej) od Pól Mokotowskich. Po drodze mijając lans knajpę Papu vis-à-vis Malinovej wpadliśmy do minilodziarenki z zepsutą jedną lodówką. Tak więc kulkowe raczej odpadały, bo wybór tego dnia był lichy. Kolejny zgrzyt to stolik umiejscowiony w tyle sali koło toalety, zapach odświeżacza urywał głowę. Oczywiście było to ostatnie wolne miejsce, ciekawe czemu? Jednak głód sacharozy i chęć wytworzenia większej ilości endorfin przezwyciężyły niezbyt szczęśliwe posadowienie.
Wystrój lokalu jest totalnie… lodziarski. Kiczowate zwisy okienne z przeźroczystego plastiku, małe stoliczki i lakowane menu tworzą swoisty klimat lodziarenki z lat 60/70.
Po ciut przydługiej chwili czekania dotarła do nas karta ze spisem treści pokarmowej lokalu. Wybór miejsca pewnie zaważył na naszej widoczności, jednak obsługa do nas dotarła. Wedle artykułu na gazecie dają do lodzików wodę z cytryną – i to nie tylko do tych kulkowych zestawów zamawianych wedle życzenia, ale również do gotowych deserów. Wybór padł na coś co zwie się piña colada (14zł) i deser Sachera(16zł). Tak jak ananas z kokosem mnie nie zachwycił, chociaż był dobry, to Sacher po przebiciu się przez pokłady bitej śmietany oraz kawałków suszonej moreli i dotarciu do złóż dżemu morelowego okazał się wyśmienitym znaleziskiem. Aha, chciałbym zaznaczyć, iż mimo tego, że bitej śmietany nie ma tu mało, to nie służy ona w Malinovej jako wypełniacz-dopełniacz tak jak w średzkiej Uliczce Łakoci.
Smaków ci u nas dostatek, więc wypadałoby lodziarnię odwiedzić jeszcze z conajmniej dwa, trzy razy, żeby wyrobić sobie o niej ostateczną opinię. Wszak dwa dobre desery jakości nie czynią. Sierpniowe weekendy się zbliżaj, więc pole do popisu pałaszowania ciągle jest. Gdybym wystawiał gwiazdki, to Malinova pewnie parę by ich dostała. Ale nie wystawiam. Więc zostawiam do rozważenia. I odwiedzenia
.