Zew krwi i piątkowy rajd po wrocławskich galeriach wymusił wizytę w Rodeo Drive. Ok, kłamię – planowałem to sobie mniej, czy bardziej od odkrycia tej knajpy przy okazji pisania o fastfoodach. Pewnie ze względu na długi weekend problemów z miejscami nie było, chociaż z klimą a i owszem. Na pięterku było ciut duszno, ale taka pora. Otwarte okna to nie to samo co dmuchawa pod sufitem. Z drugiej strony zwisające z niego wiatraki i lekki zaduch stworzyły południowy, teksański nastrój.
Mimo tego, że marudziliśmy na początku, jak zwykle, nie wiedząc na co się zdecydować pani Kasia podjęła nas wzorowo. Upalny dzień domagał się zgaszenia szklaneczką paulanera (9zł) i truskawkowym drinkiem/koktajlem (ca. 16zł). Schłodzenie istoty białej pomogło w podjęciu decyzji: bierzemy fajitę (35zł) zamiast quesedilli (17zł) i t-bone (49zł) zamiast filetu mignon (39 i 49zł). Przyznam się, że przy opcji drugiej pomogła mi informacja, że dziś na dużą porcję mignona nie mam co liczyć. Naturalną rzeczą przy mięchu było to, że w cenie podanej na karcie są również dodatki: o niebiosa! do wyboru! Wybrałem sobie więc, za namową kelnerki, faszerowanego ziemniaczka oraz fasolkę z boczkiem.
Czekając na grillowane białko z tłuszczami na stół wjechał ichni chlebek cebulowy, razem z kulką czosnkowego masła. Porcja spora, podobnie jak i noże podane do mięsa. Ciepła połowa małego bochenka zniknęła prawie tak szybko jak się pojawiła. I dobrze, fundamenty do głównego solidnie osiadły w żołądku. W tak zwanym międzyczasie wleciały porcje gości siedzących przed nami. “Wleciały” to dobre słowo. Wniósł je krzepki, aczkolwiek niepozornej postury kelner na gigantycznej tacy, kładąc na rozkładanym stojaczku. Po przestawieniu solidnych porcji na stół kelner i stojaczek zniknęli z tą samą gracją z jaką się pojawili. Muszę przyznać, że balansowanie tym latającym talerzem wychodziło mu co najmniej tak dobrze, jak nie lepiej, jak dziewczynom z Kompanii. Talerz z chlebem został doszczętnie spustoszony, a że coś się kończy, coś się zaczyna, niedługo potem pojawił się ten sam kelner niosąc mojego steka i kasiową fajitę. Tu kolejne miłe zaskoczenie fajita była w zestawie Słodowego “zrób to sam”. Osobno zostały podane
- skwierczący talerzyk z warzywami (o ile tak szumnie można nazwać zestaw papryczek i cebuli), oraz wołowiną i kurczaczyną pokrojonymi w paski,
- talerzyk z serem, śmietaną, guacamole, siekanymi pomidorami ułożonych na krojonej kapuście,
- cztery tortille zawinięte w papier do pieczenia,
- talerzyk do przygotowania metyskich naleśników,
- wilgotny ręcznik do wytarcia rąk.
Pół stołu zostało zagracone, na mojej części znalazł się już nie tak rozłożysty, ale nadal całkiem spory t-bone z sosem z zielonym pieprzem. Wielki nóż średnio zdał egzamin przy krojeniu tego bydlaka, wolałbym coś ostrego, bez ząbków, ewentualnie coś mniejszego. Część polędwicowa porterhausa była wysmażona akuratnie, jednak rostbef był już ciut podeszwowaty. Zawiodłem się na faszerowanym ziemniaku: trzeba było wybrać sprawdzone, pieczone kartofelki, lub frytki. Również porcję fasolki teraz zamieniłbym na szpinak.
Fajita, mimo podgrzanego talerzyka wystygła dość szybko, więc mnie dane było sprobować już raczej wystudzonego mięsa i placków. Przy okazji skwierczenia naczynia na którym było podane główne nadzienie przypomniały mi się studenckie czasy, kiedy to chodziliśmy do chinola na kurczaka na gorącym półmisku, który to również był podawany na jakimś żeliwnym półmisku, o który nie raz dane mi sie było poparzyć. Przy steku fajita wypadła dość blado i to bynajmniej nie ze względu na kolor ciasta. Pomijając to, że wolę cięższe burrito.
Pozostaje mieć nadzieję, że Rodeo Drive trafi w końcu do stolycy, wtedy wrócę tu na mignona albo inszego burgera. Póki co myślę, że Wrocław wyposażony jest jeszcze w kilka nieodwiedzonych, godnych uwagi miejsc. Jednak jeśli kogoś na wrocławskim rynku najdzie nagle chęć na wchłonięcia porządnej porcji mięcha za dobrą cenę to najbliżej będzie miał właśnie do RD.
z tego co kojarze przechodzac ostatnio przez Nowy Swiat w Wawie widzialem RD
pozdrawiam z Wro,
Przemo
Comment - autor: Przemo — 16/07/2007 @ 21:02
od 20/06/2007 jest juz rodeo w wawce pozdr
Comment - autor: nieznajomy — 04/10/2007 @ 11:03
[...] Jak rozpada sie S(t)finks Opublikowane jako: Pierdoły, blah!, fast — maliboo @ 13:38 Trafiłem dziś na, może nie ciekawy, ale na pewno intrygujący artykuł. Wybiórcza w swoim Dużym Formacie publikuje wywiad z Morawskim, tym od Sphinxa i Tatiany. Chociaż nie. Chyba już ani od Sphinxa, ani Tatiany. W każdym razie, pieczarkowy baron płacze w nim, jak to dał się wykiwać AmRestowi (czyli tym od Pizzy Hut, KFC i Rodeo Drive). [...]
Pingback - autor: mali*ciouş blog kulinarny » Jak rozpada sie S(t)finks, opinie, recenzje, restauracje, knajpy, jedzenie i piwo oczywiście ;-) — 25/01/2009 @ 13:38
[...] starca, sami musieliśmy się prosić o obsługę. I tak, po drodze donikąd, zahaczając o Rodeo Drive, gdzie (nie)zostaliśmy powitani podobnie (z takim samym prawie-pustym zapełnieniem!) trafiliśmy [...]
Pingback - autor: mali*ciouş blog kulinarny » Gdy zima napiera nie schodź do piwnicy (opinie, recenzje, restauracje, knajpy, jedzenie i piwo oczywiście) — 01/02/2010 @ 22:36