Banja Lukę polecił mi maczek zachwycony smakiem i ostrościa banjalučkiego ćevapa. Toteż z knajpą wiązałem wielkie nadzieje, szczególnie jeśli chodzi o jagnięcine, która w Santorini smakowała mi bardzo.
Jak zwykle na tyle osób: małą armię przyboczną w wielkości osób 15-tu, rezerwacji dokonałem na tydzień przed. Pani poprosiła mnie o ustalenie menu. I jak zwykle zdenerwiło mnie to trochę, bo nie lubię być pospieszany. Ale doszliśmy do wniosku, że to bez różnicy, czy zdecydujemy się na żarcie z menu w necie, czy na miejscu z karty. Po małej wymianie zdań z Kasią i eksterminacji dań z listy życzeń zamówiliśmy dla siebie jareći kotleti i punjena vešalica plus ziemniaki po cygańsku. Nie obyło się też bez mięsa z kajmakiem, który moja prostacka wiedza zdewaluowała do czegoś słodkiego z mleka, zamiast bałkańskiego sera robionego z kożuchów z mleka. Oczywiście pani poinformowała nas również o serwisie doliczanym do rachunku, przy rezerwacjach powyżej 10 osób, co jak zawsze mnie lekko wkur..za, bo napiwki potrafię i lubię dawać.
Na powitanie przywitały nas dwa wątłe koszyczki z jakąś pastą z papryki, czosnku i twarożku. Nic specjalnego i szybko poszło. Okocim palone smakowało jak zwykle, z tym, że z butelki 0.5 było w tej samej cenie co z kija 0.4. Doprawdy „BEZ SĘSU”… Ale dobra nasza, braliśmy z butelek, bo skoro różnicę widać, to po co przepłacać? Potem przyszedł czas na gwóźdź programu, czyli nasze żarcie. W sumie większość osób była zadowolona… Większość. Oprócz Kasi. To co dostała na swojej desce, a nazwano „kotlecikami jagnięcymi” w dodatku za które „szef kuchni osobiście ręczy” zakrawało na kpinę. Szczególnie po wspomnianej wizycie w Santorini. Kotlecik może był, z jeden, reszta to wysuszone skrawki mięsa na jagnięcych kosteczkach… Doprawdy, widziałem w greckiej knajpie takie kosteczki i jedyne co mnie w tym martwiło to to, że przy jedzeniu można się tym nieźle uwalić, obgryzając soczyste mięsko z kości. Tutaj można było conajwyżej obryźć sobie paznokcie. Powiem szczerze, że do dziś żałuję, że tego nie zareklamowaliśmy. Ja na swój schab z wędzonym serem i suszoną szynką narzekać nie mogłem. Podobnie na kawałek sznycla karadjordje, którym poczęstowała mnie asz. Również Marcin chwalił swoją dimljeną vesalicę: wędzoną w wiśniowym dymie. Jedyne na co mogłem narzekać to nierówność porcji: moja była wyraźnie bardziej cherlawa i mniej wypieczona, niż te porcje, które dostali znajomi.Dumnie nazwane ziemniakami po cygańsku kartofle okazały się za to nietrafione. Lepiej było wziąć frytki. Porcja mała, a i w smaku nie zachwycały…
Teraz wypadałoby trochę o oprawie. Ta raczej w moje gusta nietrafiła. Knajpa, jak to teraz w modzie i zwyczaju, wyciosana z drewna, swojsko-bałkańska, obłożona sianem od strony okien. Obsługa jednoosobowa, co na mój gust, trochę za mało jak na ponad 15-osobową ekipę. Również performans bałkańskiej pani tancerki wydał się mi bardziej obciachowy, niźli rozrywkowy. Oczywiście jeśli mowa o samym show
. Muszę przyznać, że zaliczyłem małą konsternację w toalecie, gdzie zamontowano pisuar wyglądający trochę jak wielki zlew. Ale dla prawdziwego mężczyzny taka pomyłka straszną być nie powinna.
Całość planowałem zamknąć cieplutką baklawą, która, nie wiedzieć czemu ubzdurało mi się, miała być podana zlodami, zamiast bitej śmietany. Jednakże miejsca już nie starczyło. I nie żałuję, bo po spróbowaniu okazało się, że smak wybitny nie jest. A ja mam swoje upatrzone miejsce na to przesłodkie ciacho.
Gdyby nie jagnięcina w której pokładałiśmy duże nadzieje z pewnością nie żałowałbym wydanej kasy. Jednak ta dość znacząco wpłynęła na mój internal-ranking tego miejsca. Jak mówił Konfucjusz „taka karma”
[...] na Hejdučki kotleti, czyli kotleciki jagnięce (44zł), po których został mi taki niesmak z Banja Luki. Uraczono nas tamże, a dokładniej Kasię, (wy)suszonym ścierwem wokół owczych kostek. Całe [...]
Pingback by mali*ciouş blog kulinarny » Tabaka w rogu, opinie, recenzje, restauracje, knajpy, jedzenie i piwo oczywiście ;-) — 01/02/2009 @ 00:09
[...] że pewnie znów dostanę spalone kostki. Jednak taka pomyłka jaką zaserwowano nam kiedyś w Banja Luce zdarza się chyba tylko raz na dekadę. Rozczarowanie przyszło z innego frontu. Najgodniejszym [...]
Pingback by mali*ciouş blog kulinarny » Cztery w skali Beauforta, opinie, recenzje, restauracje, knajpy, jedzenie i piwo oczywiście ;-) — 01/03/2009 @ 21:13