mali*ciouş

05/12/2006

Golonka z Czerwonego Wieprza

Filed under: Warszawa,swojskie — maliboo @ 23:58

Jak pisałem, do czterech razy sztuka. W końcu Oberża pod Czerwonym Wieprzem zdobyta. Golonka w żołądku, rozczarowanie w sercu.

Muszę przyznać, że bardzo zajaraliśmy się na peerelowski klimat knajpy (który pewnie jest mniej peerelowski niż PRL we Wrocławiu). Menu na stan z dnia naszej burżujskiej wizytacji jest tu:

1/4, 2/4, 3/4 i tu 4/4.

Ale wracając do klimatu, kelnerzy, których niestety jest więcej niż kelnerek, ubrani w sowiecko-pionierskie białe koszule i czerwone krawaty. Na ścianach propagandowe duperele, a w głębi sali, na ścianie fresk stylizowany na ostatnią wieczerzę ze wszystkimi personami wymienionymi w menu, łącznie z wiecznie żywym Fiedelem ściskającym za tyłek kelnereczkę. Karta dań jest stylizowana na czterostronicową gazetkę propagandową. Samo żarcie ma kulskie nazwy: Cygara Fidela, Kurczak Mao, Golonka Ericha, czy (mój faworyt) Ostatnie paróweczki hrabiego Barykenta. Niestety na tym klimat knajpy się kończy. Obsługa jest dość metro i gdyby nie kubraczki, ci ludzie równie dobrze mogliby znajdować się w każdej innej knajpie. Może mam za duże wymagania, ale oczekiwałem czegoś więcej z ich strony, niźli dostatecznie (tak to ocena) poprawnej obsługi. Przy okazji: warto porozglądać się w tej knajpie za typowo komunistycznymi mordami. My z krężelem w sali na prawo od wejścia znaleźliśmy typowo pezetpeerowskie gęby. W sumie cała klientela tego przybytku, przynajmniej dziś, była mocno po trzydziestce. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że średnia wieku, wykluczając personel, wynosiła jakieś 45 lat. Co dziwne, większość z nich była zajęta konsumpcją paliw płynnych bardziej, niźli czegoś stałego. My, na dzień dobry, tradycyjnie w tym rodzaju knajp, wjechał smalczyk. Koszyk ciemnego i białego pieczywa, oraz jakieś 3 stołowe łychy smalcu ze skwarkami za 6zł to ciut za mało. Jestem wyznania, że w każdej pożądnej piwnej knajpie smalec (tu całkiem dobry) do piwa powinien być free as in beer ;-) Ale cóż, nawet w tak zatwardziałym, soc-komunistycznym padole, jakim jest Czerwony Wieprz, kapitalizm i zysk bierze górę nad proletariacko-robotniczymi potrzebami. Jak ostatnio się dowiedziałem nawet wrocławski Spiż już taksuje za tę tłustą przyjemność. Szkoda.

Po browarze i piwie, oraz prawie godzinnym oczekiwaniu na Tomka i asz ;-P na stół wjechała moja goloneczka Erisia. Przed goloneczką podniebienia kruchego i Weroniki połechtał Karczek Leonida (zasłużony i wielokrotnie odznaczony), oraz placki ziemniaczane ze śmietaną. I tu pierwszy zgrzyt. Biedny kru do swojego karczku MUSIAŁ sobie zamówić porcję frytek. Co jak co, ale dania główne (tak jak smalec do piwa) powinny mieć wliczone dodatki wypychające, czy to będzie chleb, frytki, kartofle, czy wata cukrowa. Profilaktycznie, po spytaniu kelnera czy do golonki również nic nie dają, do swojego kawała kości z mięsem zamówiłem ćwiartkowane kartofelki. Wychodzę z założenia, że lepsze to niż frytki, bo przynajmniej widzę całego kartofla, a czasem można się miło zaskoczyć. Tak było właśnie tym razem. Ćwiartki ziemniaczków były miło doprawione, chrupiące, a w środku puszyste. Jedne z lepszych jakie zdarzyło mi się jeść. Nie tylko w knajpach, ale i w życiu. Ale wracając do mięsa. Kru swój karczek chwalił, chociaż z daleka wyglądał na zbyt mocno spieczony. Za to moja golonka, po niezbyt fortunnym wjeździe (ta kość jest większa od mięsa na niej!) okazała się całkiem smacznym kąskiem. Po podaniu zaliczyłem zdziwko: co tu robi ten chleb, skoro miało być bez dodatków? A zaznaczam, że przed zamówieniem pytałem się go, czy do golonki również nie dodają nic. Co do samej wieprzowej nózki, obawiałem się, że dostanę znów taką kupę jak w sopockiej Tawernie u Maćka. Czyli niby-zapiekaną-a-tak-naprawdę-gotowaną gicz wieprzową. Ta była naprawdę zapiekana. Co prawda skórka nie była tak chrupiąca jak wzorcowa (póki co) golonka na Podwalu, ale również nie był to miękki ochłap jak w gotowanych edycjach. Sos karmelowo-piwny miło oblepił jej powierzchnię, a maczane w nim kartofelki sprawiały mojemu podniebieniu nie lada przyjemność. Oczywiście i tu leniwy kelner (może to miało jednak należeć do peerelowskiego klimatu?) się nie spisał. Tomek i asz zamówili Węgierski placek Kadara, czyli placek po węgiersku, a.k.a. placek zbójnicki, podany na trzech plackach ziemniaczanych polanych całkiem smacznym gulaszem, oraz Sałatę szpionów KGB (asz czy to miało być ukryte przesłanie? ;-) ). Tych kawałków kurczaka z zieleniną już nie próbowałem. Golonka z ziemniaczkami, zalana piwem nasyciła mnie w pełni. Chociaż jeśli chodzi o samą knajpę, pozostawiła ona jakiś rozrywkowy niedosyt. Tym bardziej, że serwis jest automatycznie wliczany w rachunek. Jako osoba, która zwykle zostawia należyty napiwek, strasznie tego nie lubię. Kiedy ktoś zmusza mnie do płacenia z góry za obsługę, której nie jestem przecież jeszcze pewien, sprawia, że moje nastawienie do przybytku od razu rośnie na nie. Ale takaja karma w Warszawce.

7 komentarzy »

  1. czesto przychodze do oberzy i cos sie chyba panu pomylilo, w oberzy na dzien dobry wjezdza pasztetowa a nie smalczyk, ze swojej strony moge powiedziec ze obsluga jest mila i nie wiem czy chcialbym by obslugiwal mnie jakis podstarzaly „fachura” z czasow PRL-u … jedzonko pyszne. Naprawde polecam. A to ze pan zwylke zostawia napiwek liczy sie panu na plus. Bylem kiedys kelnerem i w Polsce to nie jest niestety powszechny obyczaj. Pozdrawiam

    Comment by Hubert — 18/01/2007 @ 12:52

  2. Niestety – jeśli pasztetowa jest liczona jako darmowy entrance-apetizer, to my jej nie dostaliśmy. Smalczyk o którym pisałem był zakupion wlasnoportfelowo.

    Comment by maliboo — 21/01/2007 @ 00:14

  3. Co do pasztetowej, to nie daja jej w lato, bo nie nadaje sie na duże upały, a przeciez nie chodzi o to aby sie zatruć!!!!! obsłga musi byc mloda w lokalach poniewaz stare dziadki nie nadaja się do tak rozrywanej w stolicy restauracji, bo wtedy czekalibyscie na danie , albo i napoje po 0,5 godziny wiec lepiej że są mlode żuczki bo i jest na co popatrzec. Co do jedzenia to uwazam ze wszystko jest ok, duże porcje,pozwalaja na zaoszcędzeniu na deserz czy tez przystawce. A co do serwisu to nie dziwie sie że jest doliczany bo w Polsce cięzko liczyć na hojnosc gości, a z czegos trzeba zyc!!!!!

    Comment by koala — 03/07/2007 @ 15:13

  4. Koala, wyglada na to, ze autor byl w Oberzy zima i pasztetowej nie dostal. Ja sie pewnie wybiore tam jutro, przetestowac miejsce, jako ze cenie sobie nieformalna atmosfere i duze porcje :) Opisze wrazenia. Pozdrawiam.

    Comment by Kalina — 08/07/2007 @ 02:36

  5. Powiem szczerze, ze osobiscie powaznie sie rozczarowalem. Gdy poprosiliśmy z kolegami o „smutne danie” okazala sie ,ze zostala nam doliczona dodatkowa butelka wódeczki. Prawda jest ze po krotkiej rozmowie sytuacja sie wyjasnila… no ale niemily zapaszek pozostal :(
    Moge tylko powiedziec ze zebereczka sa tam niezle…

    Comment by Mayk — 14/04/2008 @ 07:36

  6. [...] się czuję skrępowany życzeniami, chociaż nie zaprzeczam, że jest mi miło. Krzepa jęczał o Czerwonego Wieprza, ale Andrzej polecał przybytek na Szkolnej 2/4: Tawerna Tabaka. Dodatkowo recenzje na [...]

    Pingback by mali*ciouş blog kulinarny » Tabaka w rogu, opinie, recenzje, restauracje, knajpy, jedzenie i piwo oczywiście ;-) — 01/02/2009 @ 00:08

  7. [...] był, że w Warszawie istnieją miejsca gdzie rezerwacja wymaga od klienta wpłacenia zaliczki, ustalenia menu, lub minimalnego rachunku na osobę. Ale zdarza się. A bosman tylko zapiął płaszcz I zaklął: [...]

    Pingback by mali*ciouş blog kulinarny » Cztery w skali Beauforta, opinie, recenzje, restauracje, knajpy, jedzenie i piwo oczywiście ;-) — 02/03/2009 @ 00:22

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URL

Dodaj komentarz

Powered by WordPress