mali*ciou??

18/01/2009

Pasta z kaw?

Filed under: Warszawa,w??oskie — maliboo @ 22:32

Co by dobrego nie m??wi? o praskich klimatach, warszawskim duchu i „krawaciarskim” rezerwacie jakim jest prawobrze??na strona stolicy, jedno trzeba przyzna?. Jest du??o bardziej zaniedbana, ni?? jej „lepsze” odbicie po lewej stronie lustra Wis??y. Architektonicznie i szynkowo. Ok, mamy tu Sask? K?p? ze swoim kulinarnym zag???biem na czele kt??rego stoi Passe Partout, mamy Villa Moldova, a nawet greckie Santorini. Niestety wobec ponad tysi?ca knajp podanych na gastronautach, ledwie lichy procent promil znajduje si? po praskiej stronie. Po trosze wynika to pewnie z mentalno??ci rdzennie przyjezdnych „warsiawiak??w”, kt??rzy na s??owo „Praga” staraj? si? skry? w najbli??szej stacji metra. Niczym na sygna?? alarmu A-bombowego. Z tego wynika zapewne do??? powolny proces rewitalizacji tych rejon??w. W ka??dym razie „pere??ki”, kt??re tu rezyduj? czasem trzeba wygrzebywa? spo??r??d niechlubnych „wieprzy”. Tak by??o z Knajp? Sami Swoi jak i PastaCafe. Pierwszy lokal, ze wzgl?du na sentyment, czeka od dawien dawna w kolejce po wen?. Pasta Cafe trafi??a si? niejako przez przypadek, podczas przeczesywania mapy restauracji w okolicy.

Lokalizacja miejsca, jak i godziny otwarcia (a la carte jest do 20:00), sugerowa??aby rol? lokalnej lunchowni, ni?? jakiej?? ??redniej restauracyjki. Niestety podobnie i ceny, kt??rych poziom jest o jakie?? 3-5z?? zawy??ony. Blisko??? wszelakich firm i urz?d??w implikuje obecno??? biurw, jak i m??odszego pokolenia kapitalizmu, zbiegaj?cego si? tu niczym mieszka??cy sawanny do wodopoju. Wn?trze znajduje si? w typowej praskiej kamienicy. Ok, mo??e nie tak typowej, poniewa?? fasada ma w miar? nowy (czyt. pewnie ciut m??odszy ni?? 30-letni) tynk, zamiast poczernia??ych, brunatnych cegie??. Z zewn?trz trzyma si? to kupy.
Wej??ci??wka jest do??? skitrana i musz? przyzna?, ??e za drugim razem niechc?cy min???em nag??y skr?t w bram? z niedu??ym szyldem wieszcz?cym i?? teraz i tu PastaCafe stoi otworem. Nad wystrojem wn?trza trudzi? si? raczej nikt nie musia??, ot tynkowane ??ciany, a na nich przeci?tne zdj?cia z przeci?tna modelk? na tle praskich podw??rek, starych zak??ad??w i takietam. Na pi?trze palarnia-piwiarnia z kanapami i mam wra??enie, ??e chcia??bym tam zasi???? czasem ze szklank? czwartego, pi?tego bro w doborowym, bo dobranym towarzystwie. Chocia?? czuj?, ??e b?dzie to pewnie bli??ej lipca, ni?? lutego…

Ale bynajmniej nie na piwo wyrywamy si? na tr??jkwadransowy lunch z obj?? ronda-kt??re-rondem-nie-jest Wiatraczna. Pierwszy raz dane nam tu by??o sp?dzi? czas na pa??cie. Makaronie w sensie i dodam, ??e by?? to czas stracony. Wybrali??my si? pakietowym teamem z &rju i Czarkiem w nadziei i?? odnajdziemy co?? innego ni?? mo??emy zasta? w starych, dobrych Samych Swoich u Sundmann??w. Tego dnia gdy byli??my tu pierwszy raz by??o do??? t??oczno, wi?c przezornie zam??wili??my jako przystawk? w??oskie focaccia (8z??). Przyby??y z pewnym takim op????nieniem, jednak jak si? okaza??o duuuu??o wcze??niej ni?? nieszcz?sny makaron Andrzeja. Sp??d od pizzy z sosami nawet mi le??a??, chocia?? du??o bardziej smakowa?? z sosem pomidorowym i oliwami stoj?cymi przy barze. Jak na m??j gust oliwa z papryczkami chili by??a zbyt ??agodna. C???? to nie to samo co w ??p. Butelce na Podwalu. Po d??ugiej przerwie wkroczy??y makarony: moje farfalle z kurczakiem (24z?? czy co??) i szpinakiem i czarkowe kluchy z szynk? parme??sk? (24 chyba). Szpinaku ma??o, szynka za grubo pokrojona, nie by??o to nic wartego swojej ceny. Ani ilo??? ani jako??? nie przystawa??a do (prze-)za-p??aconych dwudziestu blaszek. Tym czasem w trakcie naszego pa??aszowania Andrzej czeka?? cierpliwie. Z racji tego, ??e nie dosta?? jeszcze swojego talerze obaj z Czarkiem nie spieszyli??my si? zbytnio z pa??aszowaniem, k?tem-pluj?c chwile konsumpcji. Gdzie?? tak przy ko??cu, gdy makaron wyparowa?? z talerza, tudzie?? by?? ju?? zimny, dojecha?? talerz trzeci. Linguine (chyba), ze ??mieciami z morza (27 czy co??). Zbyt rzadki sos i portowy nie zachwyci??a chyba biednego Endrju, jak i mnie – tupeciarsko pod??eraj?cego mu z talerza porcjyjk? tryout. Smaku nie uratowal nawet – o zgrozo – parmezan podany do owoc??w morza (sic!). Widocznie w kuchni nie uznaj? wyj?tk??w i daj? ten ser – morderc? delikatnego smaku – do wszystkiego, jak leci. Chocia?? pewnie ??ona Jacquesa P?pina uzna??aby inaczej;) Taak, pierwsza wizyta nie wypad??a szcz???liwie.

Staraj?c si? nie ocenia?  PastyCafe po (o ironio!) pastach, postanowili??my wpa??? tu drugi raz na pizz?. Ca??e szcz???cie, ??e mieli??my takowe ??elazne postanowienie, poniewa?? tej wizyty w daniu dnia go??ci??a sola z warzywami i ry??em (28z??). Jednak nie z??ama??em si?, uznaj?c ??e jak na typowy lunch, szeregowego pracownika jest to cena zbyt wyg??rowana. Zam??wili??my wi?c pizze, chocia?? Czarek, si? wy??ama?? decyduj?c si? na jak??? sa??atk? z cytrusami i krewetkami (28 chyba, ale g??owy nie dam). Ja wzi???em placek ze szpinakiem, czosnkiem i sadzonym jajkiem (22z??), a Endrju tradycyjna pepperoni (20-co??, jak wszystko tu). Makaron Agaty, kt??ra zam??wi??a „mojego” kurczaka ze szpinkiem wydawa?? si? jakby wi?kszy ni?? podczas ostatniej wizyty. Albo ja by??em g??odniejszy czekaj?c na zam??wienie. Podana pizza mi??o mnie zaskoczy??a, chocia?? zaskoczy??aby milej gdybym dosta?? do niej sos (mo??na dokupi? za z??ot??wk?), pepperoni okaza??a si? do??? przeci?tnym plackiem, kt??ry broni?? si? jedynie mi?sem i sosem na nim le???cym. Natomiast zam??wiona sa??atka to ju?? osobna bajka. Ju?? przy czytaniu menu wydawa??o mi si?, ??e krewetki i pomara??cze co?? raczej nie s? ze sob? kompatybilne, tak jak zestawy lego. Co przyzna?? Cezary pa??aszuj?c zielenin? zagryzan? kawa??kiem focaccia. Ostry smak cytrus??w zag??uszy?? delikatno??? morskiego robactwa.

C???? do typowych lunchowni, gdzie oczekuj? obiadu za 15-18z?? PastCafe nie nale??y, jednak pizza i cena piwa (7z??) s? przyst?pne, je??li bra? pod uwag? miejsce jako before-party. Podejrzewam nawet, ??e trafienie z daniem dnia mog??oby da? du??? przyjemno??c podniebieniu. Lecz do tego trzebaby tu by? go??ciem codziennym, nie niedzielnym jak w naszym przypadku. Oczywi??cie proza strawy jak? oferuje si? w praskich okolicach jeszcze nie raz nas tu zaprowadzi, ale t?skni? te?? jako?? nie b?d?.

05/01/2009

St. Antonio: Solarium wliczone w cen?

Filed under: Warszawa,w??oskie — maliboo @ 23:05

Pane e vino. Panem et circenses! Po w??osku, chocia?? bez pizzy. Ciep??o, ale za oknem ??nieg w niczem Italii nie przypominaj?cy. Tak wita styczniowe St. Antonio na swej zadaszonej werandzie, patiem tudzie?? zwanej, podgrzewanej przez bateri? podwieszanych lamp podczerwonych, kt??re robi? za darmowe solarium.

Wybrali??my si? tu, bo po ??wi?tach, pieczonych boczkach, kark??wce z piekarnika, ?wik??ach, sa??atkach warzywnych, karpiach w galarecie i sma??onych, kapustach z grochem, makowcach, kluskach z makiem, rybach po grecku, ??ledziach z cebul? i tych w occie,  pierogach, racuchach, ciastach s??odkich, mniej s??odkich i piernikach prze??y? si? ju?? nie da??o. A kolejna knajpa Jarczy??skiego kusi??a od dawna. Tym bardziej, ??e Podwale spad??o na psy i ju?? tylko metr mu??u dzieli je od Wooka. Od kiedy podnie??li w Piwnej Kompanii cen? smalcu, by go ostatecznie zlikwidowa? czuj?, ??e jaki?? kawa??ek mnie znikn??? bezpowrotnie. Chocia?? cia??a przyby??o. Ale do rzeczy…

Pierwszy raz zawitali??my tu honorow? ekip? na steku (39z??), chocia?? co poniekt??rym uda??o si? zje??? kotleciki jagni?ce, kt??re niestety zosta??y wyparte przez ciel?ce odpowiedniki. Bez zmiany fotki w menu o zgrozo! Stek, por??wnywalny do tego co mo??na zje??? na Star??wce, bardziej wykazywa?? znamiona dorodniejszego krewnego z placu Konstytucji (czytaj, by?? lepszy ni?? na Podwalu i por??wnywalny do tego co u Szwejka daj?). Tu ma??a uwaga do dzier??ycieli przybytku: na tablicy przed wej??ciem nadal stoi i?? stek ten we wtorki po 29z?? podaj?, co wierutnym k??amstwem, zweryfikowanym i potwierdzonym przez kelnera jest. Swoja drog? nigdy mnie nie przestan? dziwi? promocje, kt??re nie r????ni? sie ni groszem z??amanym od tego co stoi w menu. A ceny stek??w tych w??a??nie identycznymi s? i we wtorki i ??rody i czwartki, et cetera, wbrew temu co podaj? na kartonie przytroczonym do p??ota. Nie wypada zapomnie? o przepysznej pomidorowej z owocami morza (21z??), wartej ka??dej ceny i ofiary.
MI??ym akcentem jest wst?pny pane, kt??rym pasieni s? go??cie przed podaniem dania g????wnego. Chleb, wypiekany pono? na miejscu, podawany jest w stanie ciep??ym wraz z zio??ami i oliw? na talarzyku, jako czekade??ko przed zam??wionym daniem. Wraz z druga wizyt? nastawi??em si? na wspomniane wcze??niej kotleciki jagni?ce, kt??re tak tajemniczo znikn???y z menu…

G????d jagni?ciny spowodowa??, ??e ostatniej wizycie wyb??r pad?? na gicz jagni?c? (39z??). Dokladnie t?, kt??ra jest duszona w rosole z pieczonym ziemniakiem i papryk? nadziewan? kruchymi warzywami podana. Kasia wybra??a stek z ??ososia (36z??) z warzywami i ry??em. Ryba, ryb?, ale pono? ry?? by?? pierwszorz?dny. Natomiast giczy wiele zarzuci? nie mo??na. Owszem, smak bli??szy by?? golonce (tej szlachetniejszej), ni?? ma??ej, zar??ni?tej owieczce. Mimo to pa??aszowa??o si? mi??o. Szczeg??lnie zapiekana papryka z warzywami smakowa??a wybornie. Przynajmniej z wierzchu, kt??ry go??ci?? bli??ej ??arnika pieca w kt??rym by??a zapiekana. Blondi wzi???a makaron z owocami morza (26z??), kt??rego pokona? nie zdo??a??a. Niestety nie pr??bowa??em tego wyj?tkowo;), wi?c wypowiada? si? nie b?d?. Wygl?da??o to na pewno smaczniej i by??o tego wi?cej ni?? to co dosta?? dzi?? Endrju w Pasta Cafe za blaszek dwadzie??cia pi?? bodaj??e. I zaserwowane by??o bez parmezanowej sugestii w postaci posypki, kt??r? raczy? wszystkich w makaronowej kawiarni na Pradze ??aszcz?.

??wi?ty Antoni kusi jeszcze swymi borowikami z p??atkami pol?dwicy z makaronem do wyboru podanym, omletami wychwalanymi w menu i ciel?cymi kotlecikami z jagni?cych przerobinymi. Wpa??? tu nie problem, od metra blisko, piwo dobr? cen? stoi (7z??), a i w newsletterze krabami kusz?. Od czasu pa??aszowania skorupiaka w Cannes nie potrafi? od??a??owa? tego, ??e w Polsce nie da si? dosta? tak dobrych stawonog??w jak na kocim dazurze.

05/10/2008

Wook si? sko??czy??

Filed under: chi??skie — maliboo @ 14:25

Ok, pewnie dla niekt??rych vogle si? nie zacz???. Jeszcze rok temu by??em nawet pod wra??eniem, ale ostatnia wizyta z zenem ca??kowicie zatar??a dobre wspomnienie. Zam??wi??em tradycyjnie makaron z zielonej fasoli i skrzyde??ka. No i oczywi??cie, jak to ostatnimi czasy, wszystko by??o jakie?? przesolone i przeglutaminianowane. Ju?? poprzednie wizyty, kwarta??, czy p???? roku temu w???czy??y mi lampk? ostrzegawcz?. Ale wtedy my??la??em sobie, ??e mo??e to przej??ciowy kryzys. Jeszcze Wook na nogi stanie.

Nic bardziej mylnego. Ceny browara r??wnie?? skoczy??y, o z??ot??wk? lub dwie. Nie pami?tam dok??adnie i chyba pami?ta? nie chc?. Na to wszystko nak??ada si? wr?cz tragiczna obs??uga. Kelnerzy maja wi?ksze lagi, ni?? Poczta Polska. Rych??ego ko??ca, chocia??by ze wzgl?du na lokalizacj?, im nie wr?????. Troch? szkoda, bo swego czasu by??o to jedno z moich ulubionych miejsc na ostateczne fatality. C????, co?? si? ko??czy, co?? si? zaczyna…

01/10/2008

????????????

Filed under: ba??ka??skie,bu??garskie — maliboo @ 21:38

Staro??? nie rado???. Po d??u??szej przerwie wakacyjno-perturbacujnej czas powr??ci?. Bez t??umaczenia si?. W ko??cu ten blog ma s??u??y? g????wnie mnie. ;]
29 wrze??nia przywita??em (czy mo??e po??egna??em?) ostatnia dw??jk? w liczbie lat. Ma??y pretekst do wizyty w Nesebarze. Wi?kszym by??a ch?? por??wnania tego co daja w Polszy, do tego co dawali autochtoni w ??wie??o opuszczonej Bu??garii. Tym bardziej, ??e pogoda u nas ??adniejsz? by??a. Zosta??em wi?c zabrany do warszawskiego Ba??ka??skiego Zag???bia Uciech Podniebienia: w okolice placu Unii Lubelskiej. Na przeciwko siebie urz?duj? tu dwie restauracje mianuj?ce si? bu??garskimi: Nesebyr i Bulgaria Magica. Wspomnienie ekskursji spowodowa??o wyb??r knajpy po parzystej stronie ulicy.

Ucieczka z Centrum przy pomocy czerwonej strza??y – tramwaju nr 18 okaza??a si? strza??em w dziesi?tk?. Wyl?dowali??my praktycznie pod sam? restauracj?. Wn?trze do??? skromne: circa 7 stolik??w na poziomie parteru (w tym oko??o po??owa dwuosobowych) i nieodgadniona sala w suterenie. Jak si? p????niej okaza??o, prawdopodobnie odbywala si? tam jaka?? prywatna impreza, suto okraszana donoszonym jedzeniem.

Menu przywita??o nas – tradycyjnym ju?? chyba w w Warszawce – serwis 10% doliczany powy??ej 10 os??b. Ca??e szcz???cie by??y tylko dwie, szanuj?ce zasad?: dobra obs??uga = +10% do rachunku. Jednak takowe zmuszanie ju?? w karcie, jak zwykle przyprawia mnie o migren? i torsje.

Ewidentnym celem do ustrzelenia sta??y si? dla nas kebapcze, kt??re wprost zniewoli??y nas w Bu??garii. Nad zam??wieniem zastanawiali??my si? na tyle d??ugo, ??eby spa??aszowa? wcze??niej przek?ski w postaci banicy ze szpinakiem (12z??) i szkembe czorby (czyli flaczk??w, 16z??). Stety dla Kasi, p????-niestety dla mnie – ta pierwsza by??a bez bozy. Banica mog??a mie? wi?cej szpinaku, ale Ka?? uzna??, ??e gdyby by??o go jeszcze troch? to danie wysz??oby md??e. Natomiast flaczki, szczeg??lnie po doprawieniu papryk? i czosnkiem okaza??y si? odkryciem wieczoru. Tym bardziej, ??e s? one krojone inaczej ni?? nasze – w kwadratowe kawa??ki, nie w paseczki.

Po zaprawieniu wy??ej wymienionych specja????w winem plotkowanie mnich??w (tu 7z?? kieliszek, 7z?? butelka w Bu??garii ;-) ) trudna decyzja zosta??a podj?ta. Na danie g????wne wybieramy bramk? nr 1 i 2, czyli kebapcze (6 z??) z kiutfe (6 z??) i ziemniakami po wiejsku (6 z??), oraz dla solenizanta ;] – jagni?cina po georgiowsku (51 z??). Ziemniaczki okaza??y si? totaln? pora??k?. Smakowa??y troch? jak odgrzewane w mikrofal??wce, po dw??ch dniach le??akowania w lod??wce. Kebapcze test zda??y na czw??rk? z minusem. Mimo wszystko te degustowane w ich rodzimym kraju by??y doprawione lepiej i mocniej. Nie wiem czy zabrak??o czubricy, czy serca, jednak r????nica w smaku dzia??a??a in minus. Podobnie z kiufte, kt??rym r??wnie?? brakowa??o tego charakterystycznego „czego??”. To co nas zdziwi??o to cena meszanej skary wieprzowej, kt??rej ostatecznie nie zam??wili??my, aczkolwiek przystwiali??my si? do tego dania. W jej sk??ad wchodzi??y kebapcze, kiufte, szasz??yk i kark??wka, a cena to 36z??. Z naszych pobie??nych postalkoholowych wylicze?? wysz??o, ??e te dania na sztuki kosztuj? 34z??. Menago restauracji powinien zatem przemy??le? raz jeszcze model biznesowy.

Jagni?cina okaza??a si? za to kolejnym odkryciem.  Spora porcja mi?sa, ry??u ze szpinakiem, zatopiona w do??? t??ustym sosie w??asnym z sur??wk? ze ??wie??ej kapusty, oraz pomidorami i og??rkiem, okaza??a si? nie do przebrni?cia. Podobnie jak po obfitej banicy – kebapcze i kiufte dla Kasi. W po??owie pa??aszowania musieli??my skapitulowa? i poprosi? kelnera o spakowanie i rachunek. Nie wiem w czym tkwi sekret, by? mo??e w przyprawach, ale bu??garska jagni?cina smakuje zupe??nie inaczej ni?? ta, kt??r? podaje si? w sosach w hinduskich knajpach. To akurat temat do kt??rego przystawiam si? od do??? dawna, poniewa?? miejsca takie jak Arti, India Curry, czy Tandoor Palace nie mog? zosta? pomini?te. Danie mog??o spokojnie s??u??y? dw??m osobom po naprawd? s??usznych przystawkach.

Mimo drobnych niedoci?gni?? warszawski Nesebar daje rad?. A opr??cz tradycyjnego „ho??du” z??o??ylismy kelnerowi (IMO nawet ciacho, ale Kasia si? nie zachwyca??a) symboliczn? stotink? w prezencie. ??a??uj? tylko, ??e nie starczy??o mi miejsca na bak??aw?, chocia?? ta, jak widzia??em na talerzach innych go??ci, wygl?da??a do??? skromnie i nie by??a godna swojej ceny (9 z??). Sory Winnetou, ale za te pieni?dze na mie??cie mo??na dosta? conajmniej dwa ciacha. Aw samej Bu??garii za te pieni?dze ilo??? ciasta podowduje przekroczenie maksymalnego poziomu zas??odzenia. Mam nadziej? odwiedzi? jeszcze s?siedni? Magiczn? Bu??gari?. Ceny wydaj? si? konkurencyjne, a miejscami nawet ni??sze.

01/06/2008

Lama z Kathmandu

Filed under: Warszawa,indyjskie — maliboo @ 19:36

Do Kathmandu musia??em podej??? dwa razy. Nie ??eby by??o wysoko, czy specjalnie daleko, ale pierwsza wizyta na Wsp??lnej 65a nie przyprawi??a mnie o zawr??t g??owy.

Miejsce odkry??em zupe??nie przez przypadek, kiedy jaki?? czas temu szukali??my przytulnego miejsca ??eby opi? z ch??opakami ma??y sukcesik. Wyb??r pad?? na Peoni? Macedoni?. Niestety na miejscu okaza??o si?, ??e to wcielenie najwy??ej podgryza korzonki peonii. Na miejscu by??o ju?? Kathmandu. Z racji, ??e oko nie przepada za egzotycznymi smakami, a na dzie?? dzisiejszy lokal nadal nie dorobi?? si? koncesji, uciekli??my wtedy do Ma??ej Serbii. Ale co si? odwlek??o to nie uciek??o…

M??j, ostatnio nasilony, lobbing hinduszczyzny spowodowa??, ??e w innym sk??adzie i w cieplejszej porze nawiedzili??em ten adres ponownie. Pierwsze wra??enie: wn?trze przesz??o chyba tylko lekki lifting ??cian po poprzednim w??a??cicielu, bo z po??udniow? Azj? nie ma tu nic wsp??lnego. Podejrzewam, ??e nawet naczynia pozosta??y w spadku po czasach Peonii. Ale w ko??cu nie do galerii tu przyszli??my. Od wej??cia nie da??o si? przeoczy? tutejszego kelnera, chyba dok??adnie takiego jakim powinni by? ci wszyscy, kt??rzy zajmuj? sie konsumentami w jad??odajniach. Szarmancki i pomocny, na oko po pi??dziesi?tce (wiekowo, nie procentowo) – zawsze sk??onny do wyja??nie??. Niestety za pierwszym razem nie mieli??my przyjemno??ci by? obs??u??onymi przez niego. Za drugim z kolei zostali??my potraktowani troch? po macoszemu. No c????, para m??odych ludzi, to nie sze??ciosoobowa grupa. Troch? szkoda, bo czar pierwszego wra??enia prysn???.

W przeciwie??stwie do mojego ulubionego Arti, ani naan, ani parantha w menu tu nie wyst?puj?. S? za to papadamy (3z??), podawane z dwoma sosami: zielonym (mi?towo-kolendrowy) i czerwonym tamaryndowym o s??odkim smaku. Warte spr??bowania, chocia?? nie warte swej ceny s? piero??ki momo. 20z?? jak za 10 sztuk odgrzewanych klusek na prz?k?sk?, to conajmniej o 5 za du??o. Wspania??e jest za to tutejsze lassi mango (8z??). Na g??ow? bije owocowy jogurt, kt??ry pr??bowa??em w Mandali. W wersji na s??ono, z kminem r??wnie?? niczego sobie. Za drugim razem dane mi by??o spr??bowa? r??wniez nepalskiej zupy z kurczakiem (10z??) i to by??o chyba najwi?ksze rozczarowanie. Smakowa??a jak cienki roso??ek z mi?sna wk??adk? i kokosowym posmakiem. Do czasu… Pani in??ynier pr??buj?c go posz??a w eksperyment i doda??a sobie na ??y??k? z wywarem zielonego sosu do papadam??w. Fuzja ta by??a na tyle pozytywna, ??e od razu dorzuci??em dwie ??y??eczki do miski z zup?. Mo??e by?? to jaki?? gwa??t na zasadach, ale jego owoc by?? jak najbardziej smakowity. Tutejszy szef kuchni powinien pomy??le? nad lekka zmian? w tym daniu.

Ceny g????wnych da?? s? tu do siebie zbli??one i oscyluj? w granicach 24z??. Oczywi??cie jak zwykle, ry?? nie jest doliczany i wyst?puje tu tylko w jednej postaci: zwyk??ego bi??ego ry??u basmati (5z??). Jak zwykle wszystko podawane jest w osobnych miskach, zach?caj?cych wr?cz do dzielenia si? smakami. Mia??em okazj? spr??bowa? tu g????wnie jagni?ciny: po nepalsku, w curry i jakiej?? na ostro. M??j wyb??r pad?? na nepalsk? – ze ??wiezym pomidorem i ?wiartkami jajka na twardo. Nie okaza?? si? by? bardzo trafiony, o niebo lepiej smakowa??a mi owieczka w curry. Jagni? w wersji ostrej, okaza??o si? za to pora??k?. Z tego co si? orientuj? to w lod??wce trzymam ostrzejszy ketchup ??adgodny, ni?? to co nam zaserwowano. Narzekam tak, poniewa?? kelnerka nastawi??a nas na co?? naprawd? pal?cego. Bonusowy kurczak zena okaza?? si? drobiow? odmian? mojego dania. Sos by?? ok, ale nie by??o to r??wnie?? nic powalaj?cego. Z tego co pami?tam to jagni?cina w nepalskiej wersji z Mandali by??a smaczniejsza.

Tutejsze porcje, mimo, ??e nie wydaj? si? wielkie naprawd?, syc?. Na oko ilo??? mi?sa i sosu jest ciut mniejsza od tego co mo??na dosta? w Arti, ale nie mo??na naprawd? narzeka?. Po spa??aszowaniu papadam??w, piero??k??w i ca??ej porcji jagni?ciny czu??em si? naprawd? pe??en. By? mo??e uczucie to pot?gowa?? tutejszy klimat. Jest ju?? do??? ciep??o, a klimatyzacji, czy inszego nawiewu si? nie u??wiadczy. Podejrzewam, ??e z ka??dym kolejnym, letnim tygodniem mo??e by? gorzej. Szybko??? obs??ugi r??wnie?? nie powala, ale to akurat, szczeg??lnie gdy si? nikomu nie ??pieszy, uwa??am za plus. Jest czas na rozmow? i obserwacj? otoczenia. Kt??re czasem mo??e zaskoczy? swoim sfoszonym zachowaniem. I tu ma??a dygresja.

Po zap??aceniu rachunku sze??cioosobowy stolik za nami, obs??ugiwany przez wspomnianego na pocz?tku kelnera, zaj???a trzyosobowa ekipa haute consommateur, ???daj?c wyra??nie obs??ugi przez pana kelnera. Widocznie pani – rodowita hinduska? im nie odpowiada??a. Nowela jak? odegrali nie mog??a p??j??? w niepami??, chocia??by dlatego, ??e zen i maczek by mi tego nie darowali.
Trzyosobowe pa??stwo, kt??re zasiad??o, pod przewodnictwem naczelnego recenzenta kulinarnego prawdopodobnie z podsiedleckich rejon??w, zabra??o si? w??a??nie do wyboru da??. Pan recenzent d??ugo dywagowa?? nad wyborem da?? swoich go??ci. Stwierdzi??, ??e je??li mi?so nie b?dzie odpowiednie, to wyjdzie i nie zap??aci rachunku. Z tego co si? zorientowa??em kelner przysta?? na t? umow?. Gdy obserwowana wsp????biesiadniczka wybra? ryb?, smakosz wtr?ci?? si? pytaj?c, czy sola, podana b?dzie bez o??ci. Na has??o, ??e s? to gotowe filety dopyta?? si? jeszcze czy ze ??wie??ej ryby. S??ysz?c przecz?c? odpowied?? odradzi?? chyba to danie.
Nie wiem czy pan zdawa?? sobie spraw? z po??o??enia geograficznego Warszawy, ale jedyna ??wie??a ryba, kt??r? mo??na tu dosta? w cenie do 20z?? to ta z Wis??y. W czasie oczekiwania, siedz?c w pobli??u, nie spos??b by??o nie us??ysze? samo-uwag na temat ekonomicznej zaradno??ci pana znawcy. Wszak sztuk? jest „zwraca? uwag? na ka??d? z??ot??wk?”. Konsumpcja naprzeciwstolikowych go??ci rozpocz???a si? i gdy ju?? wydawa? si? mog??o, ??e wszystko wszystkim smakuje (a siedz?c niedaleko nie spos??b by??o nie s??ysze?) pan krytyk kulinarny zawezwa?? obs??ug? w celu z??o??enia zapytania:
- Co to za mi?so?
Odpowied?? pani kelnerki, po chwili zaskoczenia tak g??upim pytaniem: „jagni?cina” zosta??a skwitowana pogardliwym kr?ceniem g??owy i parskni?ciem gminnego znawcy. Nast?pnie stwierdzi?? kpi?co, ??e to chyba jaka?? lama by? musi i na pewno nie jest to jagni?cina. Zaawocowa??o to natychmiastowym stworzeniem tematu do dzisiejszego wpisu i ochrzeczenia go tym epitetem przez nasz? ekip?. Po tej uwadze reszcie towarzystwa z jego stolika r??wnie?? przesta??o smakowa? i zacz?li??my s??ysze? narzekania, ??e „no tak”, „no mi te??”, „jednak to nie to”. Ca??a sytuacja by??a tym bardziej ??enuj?ca, ??e mi??a starsza para, kt??ra niedawno zasiad??a tu?? obok nas, zosta??a lekko zbita z tropu. Fakt, gdy w restauracji s??yszy si? takie has??a zaraz po wej??ciu mo??na si? przestraszy?. W tym przypadku raczej antypatycznej klienteli w postaci pana lamy.

??eby jednak na koniec zostawi? co?? dobrego rozp??yn? si? nad jagni?cin? z kozieradk?. Pocz?tkowo obawiali??my si? troch? zbyt mocnego aromatu przyprawy, jednak po zapewnieniach kelnera, ??e warto spr??bowa? w??a??nie tego dania z??amali??my si?. I naprawd? by??o warto. Mnie osobi??cie odpowiada?? lekko md??y smak sosu, z naprawd? delikatnym aromatem kozieradki. Jednak to danie, no i mo??e jeszcze jagni?cina curry nie spowoduje, ??e zawitam tu raz jeszcze. Brak naan??w i mimo wszystko niezbyt bogate menu (nie ma tu chyba nic „z pieca” tandoor) powoduje, ??e miejsce to jest raczej na dwa-trzy strza??y. Je??li chodzi o hinduszczyzn? w przyst?pnej cenie dla mnie niepodzielnie kr??luje Arti przy placu Zawiszy.

11/05/2008

Yeah, here come the rooster

Filed under: Warszawa,ameryka??skie — Tagi: — maliboo @ 13:01

Ca??e szcz???cie wiesz, ??e nie umr? (po tutejszym jedzeniu). Chocia?? restauracja jad??odajnia Rooster na Krakowskim Przedmie??ciu powinna si? martwi? o swoj? przysz??o???. Pami?tam, ??e b?d?c dwa lata temu w Zoppot Stadt knajpa ta by??a jedn? z bardziej obleganych w s?siedztwie. Widocznie w ma??ych miejscowo??ciach turystycznych (a widz?, ??e w Zakopanem i Krakowie te?? maj? fili?) to spora atrakcja dla znudzonych turyst??w. Jednak w zblazowanej Warszawce trzeba chyba czego?? wi?cej. Kr??tkie gatki mamy w Jeffsie, a pi?kne panie w Nowym Orleanie (dla wieczoru kawalerskiego warto si? o??eni?!).

M??j dobry kompan Gburczys??aw Krzepki jak zwykle marudzi??, ??e rezerwacja na 17:15 to zbyt wcze??nie. I tak na miejsce dotarlismy sp????nieni dobre 25 minut. Nie by??bym sob?, gdybym po drodze nie pogania??, martwi?c si?, ??e rezerwacja ju?? nam przepad??a. O dziwo nie i miejsce przywita??o nas pustkami jak na okolice godziny 18. Czerwone Majtki nr 1 przywita??a nas z u??miechem i zaproponowa??a miejsce w sali nr dwa w g???bii lokalu. Po szybkim rekonesansie doszli??my do wniosku, ??e pi??ka no??na i kilkunastoosobowa ekipa g??o??nych, nalanych, typowo ry??o-blond angolskich angoli, to niezbyt dobry pomys?? na sp?dzenie wieczoru. Wr??cili??my zatem na z g??ry upatrzon? i zarezerwowan? pozycj?, przy wej??ciu na przeciwko internetowej kamery.

Na pocz?tku jak zwykle zgrzyt cenowy. Ja nie wiem co ??atwiej zrobi?: przygotowa? i wydrukowa? nowe menu w lokalu, czy uaktualni? ceny na stronie internetowej. Kiedy w??a??ciciele lokali, ba! stron internetowych, po???pi? si? w ko??cu, ??e w A.D. 2008 pierwszym kontaktem z us??ugodawc? jest Internet. Okocim palone podro??a?? o ca??e 50 groszy! Z zach?caj?cego 7.50 w karcie sta??o 8z??. Skandal, w obliczu rosn?cej inflacji w Kt??rej??kolejnej RP takie zmiany s? niedopuszczalne. Do piwa nale??a??oby wciagn?? tradycyjnie kurcze skrzyde??ka. Niestety okaza??o si?, ??e tych pikantnych, podw?dzanych za 11.90 nima. Zamiast tego wzi?li??my pa??eczki z kurczaka. Sztuk cztery. Kury, kt??re by??y ich dawcami musia??y pami?ta? chyba jeszcze czasy Wietnamu i ojca Cantrella. Ko??ci na biednych n????kach byly upitolone w p???? jakim?? ostrym narz?dziem. Mi?so natomiast do??? mocno przyprawione, nie sugerowa??o pierwszej ??wie??o??ci. Ca??o??? ratowa??y trzy sosy, a dok??adnie jeden. Ten kt??ry pierwej za ketchup wzi???em, ale okaza?? si? nawet ca??kiem zjadliw? sals?. Dwa udka na g??ow? to ??aden wyczyn, czekaj?c na J?drka, Kt??ry Pracy Si? Nie Boi, dom??wili??my kiepskie frytki i kolejny bro. Do piwa nasza mi??a pani kelnerka Czerwone Majtki nr 1 donios??a popcorn niepierwszej ??wie??o??ci. I tak ju?? by??o do ko??ca.

Konsumpcja produkt??w sta??ych sprzyja niem??wieniu, szczeg??lnie, gdy interlokutor siedzi na przeciwko. Rozgl?daj?c si? po knajpie zauwa??y??em par? ciekawych rzeczy. Po pierwsze primo: s??upy stylizowane na telekomunikacyjne, czy inne ??redniego napi?cia to lekki serek. Po drugie primo: dzia?? rekrutuj?cy nie bardzo wgryz?? si? we rozdzia?? „Nasza filozofia” podr?cznika Rooster. Po trzecie primo: do??? ??mieszn? sytuacj? by??o, gdy do ??rodka wdar?? si? trzyosobowy bodaj??e oddzia?? emerytek. Starsze panie raczej nie pasowa??y do targetu tego lokalu, jednak usiad??y sobie na kaw?. Obs??uguj?ca je dziewczyna, chyba odruchowo, obci?gn???a sobie koszulk?, chowaj?c nerki i brzuch. Po spo??ytej kawusi wyda??o mi si?, ??e babcie opu??ci??y lokal nie p??ac?c. Wra??enie to potwierdzi??o jeszcze do??? dziwne zachowanie kelnerki. No ale to ju?? sprawa pomi?dzy ni?, a moherowym patrolem.

Mimo kolejnego piwa, a mo??e przez to – moje zdziwienie jak wielkie pustki w knajpie tej s? uczynione, ci?gle ros??o. By??a dobra godzina 20, gdy nie tylko mo??na by??o znale???, ale i wybra? sobie miejsce. Widocznie sex nie sprzedaje tak dobrze jak wszyscy s?dz?. Smutne to jest jak wszelakiej ma??ci menad??erowie podchodz? lekk? r?czk? do nowych inwestycji. Tu nie wystarczy sprawdzony scenariusz z letniskowych miasteczek, ale trzeba wymysli? co?? nowego. Jak piwne promocje w poniedzia??ek, czy inne happy hour.

Ale do rzeczy, a wi?c do jedzenia. Jako g????wne danie tego wieczoru strzelili??my sobie po farmer burgerze (24.90z?? bodaj??e). Przegl?da??em wcze??niej menu i to co dosta??em zaskoczy??o mnie raczej in plus w stosunku do tego co mo??na zobaczy? na zdj?ciach. Zn??w odbiegn? od tematu, ale zawsze mi si? wydawa??o, ??e prezentacja towaru powinna by? jak w najlepsza. Natomiast zdj?cia w internetowej ofercie wygl?daj? jak robione telefonem kom??rkowym u klienta na stole. Mo??e to jaki?? trend Web 2.0, czy inne „prawdziwe-bo-amatorskie” porno?
Sam burger jednak smakowa?? ciut lepiej ni?? si? oczekiwa??em. Na pewno by?? smaczniejszy ni?? ten z Jeffsa, jednak nie umywa?? si? do kanapki z Hard Rock Cafe. Przykre by??o te?? to, ??e nasza kelnerka nie raczy??a nawet spyta? jakie mi?so sobie ??yczymy. W efekcie na naszym stole wyl?dowa??y dwa dobrze wysma??one kawa??ki mi?sa z do??? przypalonym grubym kawa??kiem boczku. jak dla mnie grubo??c mo??na by??o zdecydowanie zamieni? na ilo??? (dwa cienkie). A i sam kotlet uderza?? w lekko suchawe akordy. Nie mog? jednak powiedzie?, ??e nie by??em ostrze??ony. Przestroga jakiej mi udzieli?? malak w stosunku do tutejszej kuchni i nie tylko nie by??a przesadzona.

Jedno jest pewne, nie za??piewam raczej z Irenk? Santor. Jedyne co by mnie kusi??o w menu to stek. Ale na tego wol? powr??ci? na Podwale, czy do Szwejka, gdzie podaj? go z sosem z zielonym pieprzem. Cena podobna, a wol? zaufa? sprawdzonym garkuchniom. W obecnej formie Rooster nie jest w stanie zaoferowa? nic wi?cej ponad Czerwone Majtki?? – a i to tylko raczej pijanym anglikom.

09/04/2008

Ti?n-Ti?n. Pod br?zowym karaczanem

Filed under: Warszawa,blah!,chi??skie — Tagi: , — maliboo @ 21:55

Ten kto twierdzi, ??e mieszczuchy i sporty ekstremalne to dwie wykluczaj?ce si? rzeczy jest w b???dzie. Wystarczy uda? si? na D??ug? 29 w Warszawie do baru Tien-Tien aby prze??y? bajkow? podr???? do ??wiata szokuj?cej Azji.

Tym razem nasza niestrudzona ekipa odkrywc??w dziewiczych teren??w uda??a si? na przedmie??cia Starego Miasta w celu eksploracji chi??skiego baru-restauracji. Jak poinformowa?? nas jeden z przeszczepionych autochton??w mo??na si? tu natkn?? na calkiem smaczne k?ski wo??owiny na gor?cym p????misku (24z??) i niedrogie piwo (6z??). Po wst?pnym rekonesansie rejonu zakwaterowali??my si? w salce ??rodkowej. D??ugie studiowanie dokument??w terenu zaowocowa??o pojawieniem si? na stole skrzyde??ek kurczaka po wietnamsku (8z??), ry??u z owocami morza (20co??), a dla mnie zupa z trupa (7z??) – czyli ros???? po op??ukananiu kury i embriony wonton. Tutejsze specja??y wprost nas zachwyci??y. Skrzyde??ka przypomina??y troch? perfumowany szampon do w??os??w, a owoce morza nast?pnego dnia pokonane zosta??y czterema w?glami. By? mo??e zwyk??ego cz??owieka ju?? to by odstraszy??o (o zapuszczonym akwarium nie wspomn?), ale nie nasz? ekip? badaczy. Rozochoceni tutejszym trunkiem przypominaj?cym w smaku rozcie??czon? Wark? zam??wili??my danie wieczoru: kurczaka i wo??owin? na gor?cym p????misku (20ile??, niewa??ne i tak o 50 za du??o). Po przyniesieniu skwiercz?cych utenslylii poczuli??my si? prawie jak za studenckich czas??w gdy takie porcje opycha??o si? w okolicach placu Konstytucji. Nadchodz?cego ataku nie zapowiada??o nic. Nawet uwaga: „po mojej desce przebieg?? ??uczek” zosta??a zbyta ??miechem. I to by?? b???d. W obcych, nieprzyjaznych terenach wr??g mo??e czycha? wsz?dzie. Szczeg??lnie w miejscach gdzie si? go niespodziewamy! I niestety to spotka??o Tomka. Zaatakowali go we czterech, wy??aniaj?c si? z przepastnych przestrzeni wys??u??onej deski do kt??rej przymocowany jest ??eliwny p????misek. Zen, zaprawiony w bojach po wakacjach na Jamajce, zby?? tylko u??miechem szturmuj?c? brygade i leniwym ruchem pozbawi?? ??ycia jednego z nich. Z pocz?tkowej defensywy przeszli??my w atak i pukaniem zacz?lismy wyp??asza? z kryj??wki jednego po drugim. Gdy wydawa??o si? ju??, ??e walka sko??czona z ty????w zacz???a nadci?ga? ci???ka piechota! Ca??e szcz???cie minut? po rozpoznaniu but Tomka, niczym m??ot Thora zgni??t?? bydl?. Niczym kamerzy??ci Blair Witch Project przebieg konfrontacji utrwalili??my na video:




Znajoma technolo??ka drewna, w oparciu o nasz opis, stwierdzi??a, ??e niekoniecznie musia??y by? to prusaki. Rozszerzy??a rozpoznanie do spuszczela pospolitego. Jednak??e ten ostatni ma bardziej przyst?pny wygl?d i z pewno??ci? porusza si? dostojniej ni?? pospolity karaczan. Z uwagi na swoje zdrowie, nie tylko fizyczne, postanowi??em zastosowa? metod? wyparcia. Ten wiecz??r nie istnia??, nas tam nie by??o. Tylko sk?d ten wpis?

08/03/2008

Bednarska na k??opoty

Filed under: Warszawa,fu??yn — Tagi: , , — maliboo @ 21:53

Tak jak Betlejem Tuska: Wolne Miasto Gda??sk mia??o swojego Bednarskiego, tak Warszawa posiada w??asn? Bednarsk?. Ekspedycja, jak zwykle ostatnio, z polecenia. Zach?cony opowie??ciami o ser??weczce z suszonymi pomidorami i nadziej? na roladk? z kurczaka z tymi??e samymi (ooo WordPressie w Operze, jak ja ci? nienawidz?!) wyby??em na miejsce w godzin? herbatni?. Id?c do celu trzeba mie? w pami?ci to, ??e jest to ulica do??? stroma i nie warto ??oi? przy stole do upad??ego. Tym bardziej, ??e wraca? trzeba pod g??rk?.
Od Krakowskiego Przedmie??cia nie trafi? tam nie spos??b. Charakterystyczne logo z kapeluszem, kt??ry nosi?? Friedmann w pi?tkowym serialu wisi tu?? obok Pierogarni. Wn?trze kawiarniane, ale te?? wyb??r ??arcia nie wskazuje na to, ??e jest to przybytek dla nastawionych bardziej na konsumpcj?. Z racji, ??e tego wieczoru nastawi??em si? na browarzenie od razu zbada??em miejsce strategiczne dla tego wyboru. I tu moje rozczarowanie: na ca??? knajpk? jest pono? tylko jeden pok??j zwierze??. Ali??ci ma??o to, bo knajpa dysponuje dwiema salami dla niepal?cych i jar?cych petki. Po wst?pnym rekonesansie, maj?c na wzgl?dzie popo??udniow? por?, zam??wili??my od razu p????toralitrowe dzbanki piwa. Wszka??e po co k??opota? obs??ug? zb?dnymi zapytaniami. Niestety, okaza??o si?, ??e Tyskiego z internetowego menu, za blach 16 nima (jest za 18). Zosta?? „do wyboru” tylko ??ywiec za 18. Do tego oczywi??cie ser??wa z suszo-pomido, ale nie za obiecane 10z??, tylko za z??otych 12, bo chyba nikomu nie chcia??o si? zaktualizowa? cen na w??asnej stronie. Sama pasta nie by??a z??a, do tego sze??? tr??jk?tnych po????wek chleba tostowego, na ciep??o, ze ??wie??ym og??rasem. Ca??o??? komponowa??a si? troch? md??o, ser m??g??by by? ostrzejszy. Po lekkiej konsumpcji nadszed?? czas na alkoholow? kontemplacj? w „klimacie starej Warszawy”. Nie wydaje mi si?, ??eby przedwojenna Warszawa, nazywana drugim Pary??em, by??a ospa??a. A niestety obs??uga, chocia?? bardzo mi??a, taka tu bywa. Na pewno brak zasi?gu w kom??rce doskonale wpisa?? si? w ten slogan. Ale „stare”, tu?? powojnenne, solidne budownictwo skutecznie blokowa??o wszelkie sygna??y, mimo pobliskiego okienka na poziomie ulicy.

Po drugim dzbanku piwa przyszed?? czas na co?? konkretniejszego. Pomidory w ser??wce trzeba by??o znale??? w czym?? innym. Na stole wyl?dowa??a wi?c grillowana roladka z kurczaka z lekko kwa??nym nadzieniem z suszonych jab??ek mi??o??ci. Do tego kostki opiekanych ziemniak??w i blanszowane warzywa, podane z sosem z ple??niowego sera. Porcja ni ma??a, ni du??a. Na wyrost mo??na powiedzie?, ??e w sam raz jak na swoje 28z??. Na pewno wi?cej jedzenia by??o przy wieprzowych pol?dwiczkach w grzybowym sosie (30z??). Nast?pnym razem skusz? si? tu na zup? cebulow? z serowymi grzankami (8z??) i kt??r??? z sa??atek. I na pewno o jeden dzbanek piwa mniej!

Bednarska, to przede wszystkim du??y wyb??r herbat i kaw, a do tego kilka s??odkich deser??w r??wnie?? si? znajdzie. Oczywista oczywisto??? bliskiej blisko??ci Star??wki i przyst?pne ceny stawiaj? to miejsce na bardzo dobrej pozycji w rankingu stosunku cena/jako???/klimat. Tym bardziej, ??e mo??na tu r??wnie?? skosztowa? legendarnego Starbucks‘a. Bednarska na k??opoty? Jak najbardziej! Kolejnego dnia kac gigant nie opuszcza?? mnie a?? do wieczora.

13/02/2008

Sushi w domu

Filed under: homebrew,japo??skie,zdj?cia — Tagi: , , — maliboo @ 21:28

G??odny wpis??w, sp?dzaj?c ostatnie tygodnie g????wnie w starych miejscach, zmusi??em si? do napisania czego?? do kategorii domowego wytw??rstwa. Po chlebie przyszed?? czas na sushi. Nakr?cony na robienie od dawna i zach?cony przez fabiego niedawno z??ama??em si? i zrobi??em. Wysz??o jak wysz??o, wi?c bez zb?dnego mentoringu przejd? do opisu co, ile i jak si? dzia??o w mojej kuchni.
W pierwszej osobie liczby mnogiej, bo pierwsza pojedynczej w czasie przesz??ym b?dzie brzmia??a jak pami?tnik starego subiekta.

sushi

Domowe sushi nie nale??y do imprez najta??szych, je??li przymierza? si? do niego jeden raz. Skolekcjonowanie ingrediencji na start to minimum 70z??. Jednak wiele z tego co kupimy na pocz?tku zostaje na p????niej. „B?dzie do chlebka” jak powiedzia??by wujek woo. Podstaw? przygotowania dobrego sushi (za pierwszym razem jest zawsze niedobre!) jest ostry n???? z g??adkim ostrzem. Bez tego ani rusz, nie ma przebacz i fora ze dwora. No??yczkami rulonik??w si? nie potnie. Kiedy mamy ju?? kos?, czas na reszt? sk??adnik??w. Lista musisz-mie? z orientacyjnymi cenami to:
- ry?? „do sushi” (1kg): 18z??
- glony (10szt): 10z??
- ocet ry??owy (0,5l): 19z??
- sos sojowy (ile??tam): 8z?? (jak wszyscy Kikkoman)
- wasabi (30g): 15z??
- imbir marynowany (200g): 6z??
- co?? do zawijania: od 3z?? do oporu
Dodatkowo warto mie?:
- mata bambusowa do zwijania: 9-12z??
- pa??eczki: 4z??
- sezam do ozdoby: 5z??

Je??li chodzi o rzeczy do zawijania to wk??ada? mo??na praktycznie wszystko. Ja zacz???em od og??rka (3z??), avocado (4z??), surowego tu??czyka (100g/8z??), ??ososia w?dzonego (jak zostanie do chlebka to si? nie zmarnuje), paluszk??w „krabowych” (2-3z??), surowej ryby ma??lanej (100g/2.5z??) i zwyk??ego serka topionego, bo Philadelphii dosta? nie mogli??my. Praktycznie wszystko mo??na dosta? w galeriach handlowych typu Z??ote Tarasy, czy inne Arkadie w sklepach typu Kuchnie ??wiata. Przyda??by si? jeszcze kawa??ek folii spo??ywczej, takiej do zawijania, co by nie uwali? nadto maty bambusowej.

Praktycznie najtrudniejszym fragmentem jest gotowanie tego cholernego ry??u. Kiedy fabi mi to napisa?? nie chcia??em wierzy?. W ko??cu to rolowanie z pozoru wydaje si? najgorszym fragmentem. B???d! Ale po kolei.
Wszystkie przepisy m??wi? o tym, ??eby ry?? wpierwej przep??uka?. I powiadam wam, racj? maj?. Nawet ten ry??, kt??rego u??ywa??em, a niby nie wymaga?? p??ukania, za pierwszym zalaniem zabarwia?? wod? na mleczny kolor. Czterokrotne odcedzanko winno wystarczy?. Wyp??ukany, os?czony ry?? zalewamy wod? w proporcji 1 szklanka ry??u, 1.2 szklanki wody. I na gaz. W moim przypadku nie zagl?danie pod przykrywk? w trakcie gotowania nie sprawdzi??o si?. Za pierwszym razem ry?? pi?knie si? przypali??. Ca??e szcz???cie sam sp??d, kt??ry w smaku by?? jak ry??owe chrupki. Zatem od czasu do czasu warto troch? zamiesza?. Tak-o, ??eby nudno nie by??o. Po oko??o 15 minutach pichcenia na ma??ym ogniu, pod przykrywk? stawiamy gara na parapet. Aha, istnieje te?? druga szko??a gotowania. Ry?? trzymamy na gazie oko??o 10 minut, a potem na troch? pod pierzyn?. Tak zbunkrowany ry?? pod ko??dr? sam sobie dojdzie, je??li mu nie przeszkadza? w trakcie. Byle nie za d??ugo, ??eby nie powsta??a mi?kka breja, podobna do tej serwowanej mi w przedszkolu z jab??kiem, cynamonem i ??mietan?. Ci kt??rzy przyzwyczajeni s? do d??ugich ziaren, „na sypko” mog? si? zdziwi?. Ten ry?? ma si? klei?! I jest drobniejszy.

Podczas gdy bia??e ziarenka stygn? sobie na parapecie mo??na przygotowa? zapraw? z octu ry??owego. Jest te?? do kupienia gotowa, ale co to za rado??? dla os??b wychowanych na Adamie S??odowym. Wyczyta??em na jakiej?? ulotce, ??e stosuje si? zwykle 3 ??y??ki octu na szklank? ry??u. W moim przypadku sprawdzi??o si? to znakomicie. Za pierwszym razem da??em mniej i ry?? by?? cinki jak dupa w???a. I nie, nie wymiesza??em tych przypalonych fragment??w z reszt?. Za drugim da??em jak Pan B??g przykaza?? 3 ??y??ki na ka??d? szklank? ry??u, do tego p??ask? ??y??k? cukru i p??ask? ??y??eczk? soli. Ale zamiast bia??ej ??mierci mo??na te?? da? dwie ??y??eczki sosu sojowego. ??eby cukier si? lepiej rozpu??ci?? mo??na to potraktowa? ogniem lub mikrofalami. Jak ry?? b?dzie jeszcze ciep??y zaprawiamy go tym ta??atajstwem, mieszaj?c drewnian? ??y??k?, czy inna szpatu??k? i odstawiamy do ca??kowitego ostygni?cia. W tym czasie mo??na sobie pokroi? paluszki i og??ra. Wszystko nie powinno by? grubsze ni?? ko??c??wka mojego ma??ego palca u lewej d??oni. No i nie ma sensu wpycha? wi?cej ni?? 3-4 sk??adniki. Rolka si? rozwali i b?dzie po ptokach.

Ry?? ostudzony, mata pod??o??ona, folia na macie, wodorost brzydsz? stron? (t? co si? mniej b??yszczy) do g??ry le??y, mo??na zaczyna?. Ziarenka b?d? si? oczywi??cie klei? jak Nicholson do kobiet, ale nie ma przebacz. Z pomoc? nadchodzi miska z wod? i ??y??k? octu ry??owego do maczenia palc??w. Je??li chodzi o du??e maki, takie z ca??ego wodorosta, to nale??y pami?ta?, ??eby zostawi? oko??o 1/5 wolnego, niezary??owanego pasa. Po przesmarowaniu odrobin? rozrobionego z wod? wasabi (w formie ciapki, ??atwo si? smaruje) i na??o??eniu sk??adnik??w mo??na zacz?? skr?ca? tego japo??skiego lolka. Oczywi??cie sushi to nie rolada biszkoptowa, wi?c zwija si? to bez obaw, mocno dociskaj?c. Naprawd? nie spos??b to schrzani? maj?c do dyspozycji bambusow? mat?. Ma??e maki robi si? jak du??e, tylko z po??owy algowego papierka. Zrolowanego balaska kroimy ostrym no??em. Ostro??? ostro??ci?, ale nie zaszkodzi przez ka??dorazowym ci?ciem zmoczy? n???? w wodzie. W razie problem??w z pomoc? przychodzi youtube i has??o „how to make sushi”. I tak, to naprawd? wygl?da tak prosto jak pokazuj?. No, w ka??dym razie po drugim razie jest ju?? pro??ciej.

Czas na ma??y bilans. Kilogram ry??u to oko??o 5 szklanek. Na opakowanie glon??w, a wi?c 10 listk??w zu??y??em go jakie?? 3,5 szklanki. Co daje mniej wi?cej pi?? pe??nych talerzy sushi. Na jedno posiedzenie g??odna osoba nie jest chyba w stanie zje??? wi?cej ni?? jednen talerz. Octu ry??owego zosta??o jeszcze sporo, podobnie z wasabi i sosem sojowym. Wychodzi zatem w granicach 15-20z?? za osobotalerz. A konsument ko??czy naprawd? zdrowo najedzon. Ca??e przygotowanie, ???cznie z gotowaniem i ch??odzeniem ry??u zajmuje jakie?? 2 godziny naprawd? przedniej zabawy.

20/11/2007

Starka, golonki nie pokonasz

Filed under: Krak??w,swojskie — maliboo @ 22:25

Pora chyba ograniczy? powoli kategori? swojskie, bo zauwa??y??em, ??e rozrasta si? nazbyt szybko w por??wnaniu do reszty. Niechaj krakoska Starka, przy J??zefa 14 b?dzie p??ki co ostatni? w tym roku.
Listopadowy wypad do Krak??wka musia?? si? sko??czy? degustacj? starki. Tej alkoholowej, w??dki w sensie, a raczej polskiej whisky. Nie uda??o si? to w Klezmer Hois, poniewa?? tam wysz??a, b?d?c zast?piona przez krupnik. Zatem Starka okaza??a si? ostatni? desk? ratunku.
Odnale??li??my j? przypadkiem, tu?? obok Piero??k??w u Vincenta na krakoskim Kazimierzu. Chocia?? nie znaczy to, ??e nie by??a szukan?. Tu?? przed wyjazdem napali??em si? na to miejsce artyku??em Nowickiego na Wybi??rczej, o wdzi?cznym tytule „Golonka forever”.

Nie rozwodz?c si? d??u??ej, ostatniego wieczoru w by??ej stolicy Polski dwuosobowa ekipa nawiedzi??a ten establishment. Zasadzili??my si? w drugiej sali, bardziej intymnej ni?? ta przy wej??ciu. Kanapa na kt??rej siedzieli??my trafi??a si? akurat pod g??o??nikiem. Mimo to nie by??o co narzeka? poniewa?? chilloutowa, klubowa sk??adanka by??a ca??kiem mi??a. Nawiasem m??wi?c do tej pory nie uda??o mi si? jej odnale???. Jak na t? por? by??o troch? pusto, byli??my chyba jedynymi go???mi, pomijaj?c w??a??ciciela lokalu (chyba) gaworz?cego przy kawie ze znajomym. Ale c????, ??roda to by??a.
Moje zam??wienie by??o ju?? jasne w momencie wej??cia. Bier? golon?. No i nieskonsumowana starka, tu?? obok wi??ni??wki te?? musia??a by? zam??wiona. Po sprz?tni?ciu ze sto??u kielich??w, z kt??rych z premedytacj? nie skorzystali??my, na wjazd tradycyjny duet chleb&smalec. Zawsze gdy tylko dost?pny. Oraz do pary dwie czterdziestki: wi??ni??wki (chyba 8z??) i starki (mo??e 10?). Dziesi?cioletniej niestety, bo okaza??o si?, ??e pi?tnastek i dwudziestek-pi?tek zabrak??o. Pierwszemu trunkowi, mimo mi??ego migda??owego posmaku, daleko by??o do wi??niowego mistrzostwa ??wiata z Podwala. Sama starka, c????, przekona??em si?, ??e nie doros??em jeszcze do tego typu smak??w. Niestety, a mo??e p??ki co na szcz???cie, bawi mnie jeszcze browar i mocno sch??odzona wyborowa. Ta ostatnia z polskim sushi najlepiej. ??ledziami znaczy si?, z cebulk?.

Po zam??wieniu goloneczki, opiekanej, na kapu??cie zasma??anej, oraz sa??aty z grillowanym kurczakiem na st???? wjecha?? proszony smalec (7z??). Ilo??? raczej skromna. Cztery kromeczki chleba z kminkiem do??? obficie przesmarowane smalcem typu mielone mi?so z t??uszczem. Ca??o??? przyozdabia?? zielony korniszon w plastrach na wierchu pajdek. Po spa??aszowaniu wieprzowego specja??u i szociku starki przysz??a pora zam??wi? bronx do ??wi??skiej nogi. Ceny warszawskie, czyli ko??o 8z?? za ??ywca. Nie wiem czy z racji przed??u??onego czekania, czy tak po prostu, a mo??e ju?? do golonki na st????, zaraz za piwem wjecha?? ten sam chleb. Tym razem w edycji z czosnkowym smarowid??em. Chlebu??, wygl?daj?cy na wypiekany na miejscu (ok, na pewno by?? lekko podgrzewany) wypad?? ca??kiem dobrze. Du??o lepiej ni?? pieczywo prosto z przemys??owej piekarni.

Nie min???o 3-4 kromki tego wypieku, a na st???? wjecha??a sa??ata z kurakiem (20-co??, chyba cztery) i gigantyczna golona(39z??). Zielenina z drobiem niestety okaza??a si? pora??k?. Przypiekany kurczak by?? zimny niczym podany prosto z domowej spi??arni Inuity. Ca??okszta??t r??wnie?? nie zachwyca??. Do tego stopnia, ??e nie chce mi si? ju?? o tym pisa?. Natomiast golonka to zupe??nie inny rozdzia?? tej bajki.
Trzeba zacz?? od tego, ??e by??a przygotowana w tradycyjny spos??b. Gotowana gicz prosiaka, nast?pnie podpieczona lekko w piekarniku, lub piecu. Troch? tylko, tak aby sk??rka, wydepilowana naturalnie i??cie brazylijsko, nie by??a rozlaz??a jak stary beret. Podana porcja okaza??a si? mi?snym odpowiednikiem Mount Everst. Pierwszy k?s i zaskoczenie. Mi?so okaza??o si? by? ca??kiem jasne jak na swoje pochodzenie. Zwykle jada??em bardziej r????owe/ciemniejsze golonki. Spora cz???? tego wydania by??a jasna, prawie jak indycze mi?so. I r??wnie delikatna w smaku i teksturze. Niestety z b??lem serca musz? przyzna?, ??e nie da??em jej rady. Z ??z? w oku ??egna??em si? z ostatnimi kawa??kami mi?sa, z reszt? zasma??anej kapusty, na kt??rej by??o podane, z musztard?, chrzanem i czym?? ciep??ym na podobie??stwo pasty z grochu. Oczywi??cie ??zy toczone by??y nie z ??alu, lecz z gargantuicznego wprost poziomu przejedzenia.Tak, wiem. B?d? si? sma??y?? w kotle z gor?c? smo???. Jednak ufam w to, i?? towarzystwo b?d? mia?? wyborowe!

Starka ze swoj? golonk? stoi aktualnie na trzecim miejscu na moim osobistym podium ??wi??skich n????ek. Tu?? za t? w sosie karmelowo-piwnym z Czerwonego Wieprza i z??otym laurem nale???cym do tej z Podwala 25. Dla mi??o??nik??w ??wi??skich uciech kulinarnych jest to absolutny must-have w mie??cie Kraka.

« Newer PostsOlder Posts »

Powered by WordPress