mali*ciou??

04/05/2009

Bistro de Paris

Filed under: Warszawa,francuskie — maliboo @ 22:32

Do restauracji Bistro de Paris Michela Morana droga okaza??a si? do??? zawi??a. Zacz???o si? od komci??w pod wpisem Marty o Antrakt Cafe. Swoj? drog? obok tej restauracji przechodzi??em nie raz wracaj?c ze staromiejskich wycieczek i piwnych eskapad. Wszak??e st?d jest r??wnie?? blisko do „kultowych” Przek?sek… vis-?-vis Kaczego Grodu. A jak powszechnie wiadomo obydwa miejsca obfituj? w krzepi?ce serca szociki wysokoprocentowych alkoholi. Niestety do tej pory konsumpcj? uskutecznia??em tylko w tym pierwszym. Co poniek?d wi???e si? pewnie z cen? za porcj? i selekcj? przy wej??ciu.

Ale do rzeczy. Przybytek Morana, przy Pi??sudskiego 9 w Warszawie zaintrygowa?? mnie nie tylko achami i ochami Fro??ki, ale r??wnie?? (na pewno przypadkow?) szybk? zmian? strony domowej po mojej krytyce (;-> – sarkastyczny u??mieszek dla m??odego Czarka). Nowa HTML-owa wersja jest du??o bardziej mi??a oku ni?? poprzedni flashowy koszmarek. Wysz??o to prawie jak na ??yczenie, nie spos??b by??o wi?c nie odwiedzi? takiego magicznego miejsca. Skoro spe??niaj? marzenia niczym z??ota rybka, czemu nie zi??ci? kulinarnych pragnie???
Dzi?ki nowej stronie z przejrzystym menu (niestety z tego co zauwa??y??em ceny da?? „wypad??y” po pierwszej aktualizacji. Jednak??e g??rna p????ka, wedle pierwszego cennika oscyluje wok???? 80z?? – jak np. grillowana pol?dwica, kotleciki jagni?ce czy ryby) nie trzeba by??o czeka? na zaplanowanie wy??erki. Tym bardziej, ??e lunchowo-kolacyjna oferta pe??nego posi??ku z dw??ch da?? i deseru (w sumie 95z??) mi??o mi przypomnia??a zesz??oroczne „wakacje” we Francji i trudne kulinarne decyzje. Nie ma to jak dosta? w ????obie po kilka da?? do wyboru.

Jednak wizytowa? w Bistro de Paris i nie wybra? czego?? ? la carte by??oby grzechem. Zacz?li??my wi?c od krewetek kr??lewskich sma??onych w orientalnych przyprawach z tatarem z pomidor??w (to by??o w zestawie) i tradycyjnego gazpacho (24z??). Czekaj?c na zam??wione przystawki zostali??my pocz?stowani bu??eczkami z mas??em (do wyboru pszenne lub ??ytnie). Wkr??tce potem, jako „niespodzianka” dotar??o p???? ??y??ki sto??owej pasty (tatara wg Fro) z ryb i owoc??w morza, skropionej chyba octem balsamicznym. To jednak wystarczy??o by zaostrzy? apetyt.
Podane krewetki nie mia??y w sobie r??wnych z tym co dane mi by??o je??? do tej pory. Mieszanka korzennych przypraw i chili doskonale harmonizowa??a  z lekko s??odkim, naturalnym smakiem skorupiak??w. Oczywi??cie Kasia nie da??a si? nam??wi? na spr??bowanie i dzielnie pa??aszowa??a swoj? pomidor??w?. Je??li chodzi o gazpacho to do mnie bardziej trafia to, kt??re nie wymaga ucierania sk??adnik??w, z delikatnie wyczuwalnymi cz?stkami pomidora i innych warzyw. Maj?c na wzgl?dzie kolejne dania odm??wili??my proponowanej dok??adki zupy, czekaj?c na rybne gwiazdy tego popo??udnia. Podejrzewam, ??e gdyby nie krewetki da??bym si? jeszcze skusi? na tradycyjn? zup? rybn?, podawan? z sosem rouille i grzankami (33z??). Zdecydowanie jest warta grzechu. Tak, to danie i ma????e ??w. Jakuba zostawi? sobie na nast?pn? wizyt?.

Czekaj?c na grillowanego okonia morskiego z domowym Pesto i wiosennymi grillowanymi warzywami z bussinesowego menu i zam??wionego grillowanego steka z tu??czyka, czosnkowo tymiankow? oliw? i tagliatelle z bak??a??ana (69z??) zostali??my uraczeni kolejn? standardow? „niespodziank?” czyli sorbetem malinowym z winem musuj?cym. Ten przerywnik okaza?? si? by? prawdziw? niespodziank?. Niespotkane przeze mnie, do tej pory, po???czenie okaza??o si? naprawd? wyborne!

Po s??odkim przystanku dotar??y do nas dwa rybne, spe??nione ??yczenia: oko?? i tu??czyk. Pierwszy podany ze szpinakiem, grillowanym bak??a??anem i warzywami, drugi z paskami podsma??anego bak??a??ana i cukini (ci?tymi na kszta??t tagliatelle), oraz bli??ej niezidentyfikowan? mi past?/sosem. Oko?? by?? wspania??y, natomiast tu??czyk okaza?? si? przebojem. Warto tu wspomnie?, ??e przy zam??wieniu kelner wykaza?? si? nale??yt? trosk? i upewni?? si?, ??e zale??y mi w??a??nie na ma??o/??rednio wypieczonej rybie, z g??ry odradzaj?c tu??czyka jako produkt do wysma??enia „well done”. Oczywi??cie ledwo wysma??ony kawa??ek mi?sa z tu??czyko to by??o to czegom po???da?? tego popo??udnia. Oczywi??cie je??li pozostajemy w tematyce kulinari??w ;-)
Na rybach si? nie zawiod??em, szczeg??lnie tu??czyk uwi??d?? mnie do tego stopnia, ??e skusi??em si? jeszcze na deser, mimo wcze??niejszej samo-obietnicy nie jedzenia niczego s??odkiego po rybie. Wyb??r pad?? na tradycyjny suflet pomara??czowy (25z??). Kasia w ramach zestawu kolacyjnego wybra??a mleczny mus czekoladowy, krem z kasztanami i wanili?. Suflet, wypieczony i wyro??ni?ty wzorcowo z kremowym wn?trzem, jednak ten wyb??r utwierdzi?? mnie w przekonaniu i?? nie jestem fanem jajecznej piany z m?k?. Du??o bardziej do gustu przypad?? mi czekoladowy mus partnerki.

Tym s??odkim akcentem przysz??o nam zamkn?? t? p????toragodzinn? wizyt? w raju. Ubo??si o sum? rachunku wraz z obowi?zkowo doliczanym napiwkiem (10%) i bogatsi o ca??? feeri? smak??w zaserwowanych nam tego wieczora opu??cilismy przybytek Michela Morana. Co prawda sam mistrz rzuci?? nam jedynie przelotne „dzie?? dobry”, bez wdawania si? w dyskusj?, jak w przypadku Fro (t? zarezerwowa?? dla dewizowc??w i celebryt??w), ale dane nam by??y zauwa??y? ??arty pana Jacka z dyskoteki, kt??ry p??ac?c ??artobliwie nawi?za?? do wysoko??ci cen w Bistro de Paris. Z pewno??ci? jest to miejsce godne polecenia. Szczeg??lnie na pocz?tku miesi?ca, gdy portfel gruby, a inne zobowi?zania finansowe s? dalek? perspektyw?.

29/04/2009

Sushi w Amigos, czyli japo??czycy na Dzikim Zachodzie

Filed under: Warszawa,japo??skie,texmex — Tagi: , , — maliboo @ 22:59

Japo??skie ??arcie w typowej knajpie tex-mex to chyba rzadko???. W ko??cu Warszawa kontrastami stoi. Dlatego na pocz?tku by??em zaskoczony tylko troch?, kiedy dowiedzia??em si?, ??e w jednej z lepszych warszawskich stekowni daj? r??wnie?? sushi. Szefowa chwali??a, polecaj?c tamtejszych sushimaster??w, kt??rzy przenie??li si? bodaj??e ze Z??ych Taras??w z nieistniej?cego ju?? Sushi Baru w Promenadzie. Postanowili??my zatem zaryzykowa?, w ko??cu pomieszanie kultur wysz??o do??? strawnie w takim Sukiyaki Western Django.

Ca??e szcz???cie obrusy dla wroc??awskiego ja??niepana Radzia nie s? tu zbyt krochmalone i nie wystraszy?? si? wizyty, jak to by??o w przypadku Bistro de Paris. Tym sposobem sze??? dolno??l?skich po??ladk??w i moje dwa warszawskie zasiad??y przy_jacielskim stoliku Amigos w Alejach Jerozolimskich 119. Skoro serwuj? tu mieszan? kuchnie, postanowili??my dostosowa? si? do menu. Pieczone przystawki i z g??ry upatrzone zimne danie g????wne. Ten wyb??r by?? trudny, bo t-bone‘y i inne filety mignon kusi??y. To co odstrasza??o w karcie to obowi?zkowe 10% serwisu doliczanego bez wzgl?du na ilo??? os??b. Kto?? jednak powinien pomy??le? o przepisach zobowi?zuj?cych restaurator??w do podawania rzeczywistych cen w kartach.

S??owo si? rzek??o wi?c zostali??my przy sushi, po kt??re tu przyszli??my. A dok??adnie przy „tytu??owym” zestawie Amigos (110z??, 26 sztuk ry??u z ryb?). Przystawki pozosta??y w duchu tego miejsca: spicy wings (pi?? czy sze??? sztuk, 24z??), potato skins (17z??) i ??liwiki suszone zapiekane w boczku (16z??). Nie wiem jak to si? dzieje, ale je??li chodzi o skrzyde??ka to nigdzie jeszcze nie jad??em lepszych ni?? w Jeffsie na Polach Mokotowskich. Wygl?da na to, ??e dobre pikantne skrzyde??ka to naprawd? rzadko??? i sztuka. Ziemniaczki zda??y egzamin, podobnie jak ??liwki, podane ze spor? ilo??ci? warzywa wszelakiego. Chocia?? je??li mnie pami?? nie myli to najsmaczniejsze ??liwki w boczku s? na placu Piga.. podaj? w Sarmacji. Po spa??aszowaniu cz???ci ciep??ej przysz??a pora na sushi. Tu lekki zgrzyt, bo dwa talerzyki by??y zabrudzone sosem sojowym. Zasuszonym sosem sojowym, albo inn? pozosta??o??ci? po poprzednim konsumencie. Kto?? na zmywaku powinien przej??? kurs w stylu „zmywanie dla opornych”, ew. odby? pracownicze badania kontrolne ze szczeg??lnym uwzgl?dnieniem wizyty okulistycznej.
Wymiana utensyli??w posz??a sprawnie i ju?? po chwili mogli??my „nadzia?” na pa??eczki (i widelce! ;-) EKHM!) kawa??ki mak??w. I to nie tylko tych tradycyjnych, w ca??o??ci na zimno, ale r??wnie?? zasma??anych w tempurze (chyba). Dla nas by??o to pierwsze spotkanie z takim sushi-fu??yn. Dla mnie wypad??o wspaniale. Ze wszystkich kawa??k??w te z pieczonym ??ososiem i krewetkami w cie??cie by??y najlepsze. Tradycjonalistka Kasia jednak z g??ry odrzuci??a te „wynalazki” na rzecz staro??wieckiego ry??u na zimno. Po poprzedniej pora??ce w sushi Satori to by?? prawdziwy powr??t do korzeni. ?oso?? z kt??rym by??y podane „zwyk??e” maki okaza?? si? wy??mienity! R??wnie dobrze spisa??y si? nigiri, chocia?? tego z ryb? ma??lan? nie uda??o mi si? spr??bowa?.

Nie wiem czy przez przypadek, czy mo??e przez incydent z talerzykami, na koniec pa??aszowania zjawi?? si? kelner pytaj?c czy „chocia?? to sushi dobre zrobi?? ten sushimaster”. Oczywi??cie zrobi??, zrobi?? i mam nadziej?, ??e nie dlatego zbieraj?cy naczynia „przyzna?? si?” na ko??cu do pope??nienia naszych ry??owych zawijas??w ;-) Sushi z amigos w Amigos? Je??li tylko b?d? trzyma? poziom wykonania (i obni??? poziom cen), jak najbardziej. No, mo??e przyda??oby si? ma??e szkolenie u krawca z tego nieszcz?snego ci?cia mak??w ;>

08/03/2009

Satori. Sushi bar, cafe & fe.

Filed under: Warszawa,blah!,japo??skie — maliboo @ 22:42

Spieprzy? sushi w domu to nie sztuka. Mnie uda??o si? to ze dwa razy, Czarek wdra??a to aktualnie, gotuj?c drug? porcj? ry??u w nadziei, ??e w ko??cu b?dzie bia??a. Natomiast ??eby zepsu? to w restauracji (mo??e tu: to troch? na wyrost), trzeba ju?? niew?tpliwie mie? pewne zdolno??ci.

Nasz firmowy kriejtiw kriu ucieszy?? si? z kolejnej susherni w okolicach ronda Wiatraczna na Pradze Po??udnie. Szczeg??lnie po poprzedniej pora??ce z pobliskim barem Nigiri. W kt??rym to ju?? pierwszego dnia dzia??alno??ci dostali??my chyba wczorajsze sushi. Przynajmniej smakowa??o jak z lod??wki. Naprawd? trzeba mie? dar od niebios ??eby w nowym lokalu poda? ??arcie, kt??re smakuje dniem wczorajszym. By? mo??e dlatego Satori sushi bar & cafe dosta??o szans? przeczekania kilku dni zanim je nawiedzili??my. W ko??cu pi?tek to dobry dzie?? na ryb?, jest po katolicku. Nota bene: dania dnia w rejonowych jad??odajniach te?? wtedy obfituj? w mintajowe menu.

Mimo lunchowej pory bar praktycznie by?? pusty. Po wej??ciu czu? jeszcze ??wie??o??? miejsca, czy mo??e lakieru z meblowego wyposa??enia. Zaj?li??my stolik bli??ej baru, kt??ry okaza?? si? niezgorszym punktem obserwacyjnym. Po wst?pnej rozmowie z kelnerem ustalili??my co nast?puje: menu typowo lunchowe, a wi?c ograniczone czasem i cen? jest tu planowane na koniec marca, a ceny w tym przybytku s? „konkurencyjne”. Podejrzewam, ??e nasz gar?on mia?? na my??li, i?? s? podobne jak u konkurencji, a nie wyj?tkowo okazyjne.

Ostatecznie zdecydowali??my si? na miso (8z??) z tofu (+2 za serek = 10z??) i zestaw fukuori (89z??) na sp?????. Po chwili na stole pojawi??y si? male miseczki z ciep???, ale nie gor?c?, zup? miso. Za t? cen? spodziewa??bym si? wi?kszej ilo??ci, w Akashii wi?ksza micha stoi bo blaszek 5. Przy pierwszym zaczerpni?ciu plastikowym czerpakiem wiedzia??em, ??e co?? jest nie tak. Nie wiem czy tutejszy kucharz pr??bowa?? kiedykolwiek tego co wychodzi spod jego r?k (i mam nadziej?, ??e tylko r?k!), ale tak s??onego miso nie jad??em nigdy! Pasty w zupie by??o prawdopodobnie tyle co w innych suszerniach, ale jak mo??na posk?pi? zwyk??ej wody?! Z jednej strony porcja za ma??a, z drugiej ilo??ciowo sk??adnik??w w niej nie brakowa??o. Powiedzia??bym, ??e a?? za du??o wszystkiego na tak? wielko??? naczynia. Mo??liwe, ??e pr??bowano na nas starego chwytu z Theme Parku, gdzie do frytek mo??na by??o dosypywa? soli, ??eby ludzie kupowali wi?cej napoj??w. Ja nie skorzysta??em i poprzestali??my na tym co by??o zam??wione.

Przyd??ugie oczekiwanie umili??a nam rozmowa na temat sushi i warszawskich susherni, podczas kt??rej mogli??my zaobserwowa? scen? chwilowej konsternacji u sushimastera kucharza pana zawijaj?cego ry??. Nie wiem czy wynik??a ona z przypadkowego pods??yszenia naszych dywagacji, czy mo??e jednak z tego jak Pan Zawijak wykonywa?? swoj? robot?.
Na st???? wjecha??y nasze zestawy. C????, gorzej pozwijanego i pokrojonego sushi w ??yciu nie widzia??em. Tzn. widzia??em. U siebie w domu przy okazji ostatniego pichcenia tego specja??u. Tylko, ??e taki spos??b przygotowania ze s??owa specja?? robi specjal..n? trosk?. Trosk? o to, ??eby to co bior? mi?dzy pa??eczki nie rozpad??o si? zanim donios? do ust, czy mo??e pr?dzej do miseczki z sosem sojowym. ??adnego nigiri nie donios??em w ca??o??ci. Musia??em kawa??ki bra? na raty niczym w ??aglu. Czarecki oczywi??cie prawi??, ??e powinienem bra? kawalki ca??? d??ugo??ci? pa??eczek, ale sushi to nie szyde??kowanie, ani inna czynno??? wymagaj?ca nieprzeci?tnej sprawno??ci nadgrastk??w.
??a??uj? teraz, ??e nie zrobi??em zdj?cia tego jak by??y pokrojone nasze maki. Podejrzewam, ??e „kucharz” pracowa?? uprzednio w piekarni, poniewa?? ko??c??wki ry??owego rulonika by??y przyci?tne oszcz?dnie niczym przylepka chleba. Policzylem nawet czy nie by??a to jaka?? porcja bonusowa w my??l zasady: „zosta??o to nie b?d? wyrzuca?. Ale nie by??a… To co dostalismy okaza??o si? pe??noprawnie liczonymi kawa??kami zestawu! Je??li nie ma si? linijki w oku, to proponuj? wyreza? sobie bezpo??rednio na desce znaczniki. Odwr??cone maki by??y zwini?te „jeszcze jak ci? mog?”, ale lu??ny spos??b w jaki by??y rolowane tradycyjne maki z serkiem philadelphia powodowa??y we mnie obaw?, ??e zawarto??? zawijasa b?dzie mi wypada? niczym spadochroniarze w trakcie operacji Market Garden. Ca??e szcz???cie uda??o si?. Ale tylko po to, ??eby nast?pi??o kolejne rozczarowanie. Ku mojemu zdziwieniu avocado chrupa??o r??wnie dobrze jak og??rek! Dammit. Mo??e kto?? tu powinien przej??c kurs z oceny dojrza??o??ci warzyw i owoc??w? Ja wiem, ??e mamy kryzys i agenci nieruchomo??ci przebran??owiaj? na taks??wkarzy, jak mi??y pan wioz?cy mnie ostatnio do Z?bek. Ale ??eby brali si? za gotowanie?! Tego za wiele.

Niestety renomy tego miejsca nie ratuje naprawd? dobra krewetka w ebi nigiri, ani pyszna ryba ma??lana. Du??o mocniej w pami?ci utkwi?? mi w??ciek??o-r????owy kolor tu??czyka. Tak idealny, ??e a?? podejrzany. Prawdopodobnie ten kolor mo??na bez trudu znale??? w pantonie. B??g mi ??wiadkiem i?? jestem w stanie zje??? pod??e sushi (w ko??cu czasem sam je robi?), ale pod??e sushi powinno mie? pod??? cen?. Conajmniej na poziomie zusowskich emerytur, a nie mieszcz?cych si? raczej w ??redniej krajowej.

Wracaj?c do pocz?tku – Czarek wyrzuci?? w??a??nie kolejn? porcj?. B?dzie robi?? sushi na zwyk??ej Britcie.

Uaktualnienie ?? Epilog

01/03/2009

Gdyby w Besuto by??o bardziej suto…

Filed under: Warszawa,japo??skie — maliboo @ 23:13

…z pewno??ci? by??aby to jedna z moich ulubionych suszerni. Mimo tego, ??e zesz??oponiedzia??kowy wypad na surowe rybsko uwa??am za smaczne zaliczenie, to z perspektywy tygodnia nie jest juz tak r????owo. Szczeg??lnie, ??e doczyta??em na gastronautach, ??e pa??eczki s? jednak wielorazowe. Oczywi??cie by??a to jedna z pierwszych rzeczy na kt??r? zwr??ci??a uwag? Kasia. Wydawa??o mi si? wtedy, ??e to po prostu patyki na bogato, zmieniane s? po ka??dym go??ciu. W ko??cu ceny jak na takie miejsce i lokalizacj? s? na dobrym stolicznym poziomie. Jak na knajp? bez kibla.
Oczywi??cie nawet jesli takowy si? tu znajduje, a z trip??w po okolicznych pawilonach i ich piwnicach mo??na si? tego spodziewa?, nie by?? w ??aden spos??b oznaczony.  Nie mia??em potrzeby, nie pyta??em, a wiadomo, ??e ignorancja jest b??ogos??awie??stwem. Wi?c: kibla nie by??o.

Ostatni (ach, te podw??jne znaczenia) poniedzia??ek okaza?? si? nad wyraz leniwiy. Kusi??o sushi, zniech?ca??a perspektywa ruszenia ty??k??w gdzie?? dalej. Oczywi??cie mogli??my tego dnia wyl?dowa? w Akashii w Z??ych, ale kolejny, dobrze ju?? znany, lunchbox nie przekonywa?? tak jak perspektywa nowych miejsc. Ruszyli??my wi?c z powrotem na Nowy ??wiat, tym razem w znane zag???bie pawilon??w, by zdeflorowa? j?zykiem do??? leciw? ju?? suszarni? Besuto.

Nie wiem czy to moje szcz???cie, czy jednak kryzys, ale ostatnio gdzie si? nie udam, to miejsce ??wieci pustkami. Casa to tu, Galeon, czy bie???ce Besuto. Widocznie czas spotka?? naszej-klasy si? sko??czy?? i knajpy ju?? nie maj? takiego wzi?cia. W ka??dym razie zasiedli??my sobie w mikrym wn?trzu. Jednak spore lustro na ??cianie dawa??o z??udzenie du??o wi?kszej przestrzeni ni?? w rzeczywisto??ci. Podj?cie menu to by??a praktycznie formalno???, bo z g??ry nastawili??my si? na zestaw Miko (89z??). Trzy zestawy bli??niak??w nigiri: tu??czyk, ma??lana i ??oso??, 6 sztuk ma??ych mak??w z rybnym paluszkiem krabowym i 10 sztuk (futo?)mak??w. Doprawdy nie wiem jak zdolnemu matematykowi na stronie Besuto wysz??y z tego 23 sztuki. Mi??ym akcentem tego popo??udnia by??a promocja na gunkan maki z tatarem z ??ososia. Oczywi??cie nie wierz? w darmowy obiad, wi?c pewnie zapasy tej ryby niebezpiecznie zacz???y si? zbli??a? do ko??ca terminu przydatno??ci do spo??ycia. Jakkolwiek by nie by??o ??oso?? by?? smaczny. Przebi?? moim zdaniem nawet hojne maki z tu??czykiem, szparagami i pikantnym olejem sezamowym. Nota bene jego pikantno??? pozosta??a chyba w butelce w kt??rej by?? przechowywany. Nigiri z ??ososiem i tu??czykiem: bardzo dobre i r??wnie dobrze z??o??one. Czasem ryba odpada od ry??owych paluszk??w ju?? na talerzu.

Oczywi??cie nie by??bym sob?, gdybym si? nie doczepi??. Proponowany przez stron? „nap??j bezalkoholowy do wyboru gratis” nie zosta?? przez kelnerk? nawet zaproponowany. Naczynka na sos sojowy i podstawki pod sushi, mimo ??e fajnie wygl?daj?, to naprawd? kiepsko si? sprawuj? w swoich rolach. Zbyt pretensjonalne, si??uj?ce si? na pseudoprymitywno???. Zwyk??e p??askie ceramiczne miseczki i deseczka na podstawkach naprawd? wystarczy??yby. W dodatku prowadzona przez obs??ug? i ich znajomych rozmowa na temat tego, ??e „to jasne, ??e dla siebie robi si? lepiej” w obecno??ci go??ci (nawet je??li by??a ich tylko dw??jka) jest jako?? nie na miejscu. Oczywi??cie, nie upieram si?, ??e rozm??wczyni racji nie mia??a. Mia??a, ale wol? my??le?, ??e obs??uguj? mnie fachowcy lubi?cy swoj? prac? i szanuj?cy w??asnych go??ci na r??wni z tymi, kt??rzy p??ac?.

Pewnie wpadn? tu jeszcze na maki z pieczonym ??ososiem, ale mimo wszystko uwa??am, ??e ceny nie przystaj? do lokalizacji. Tym bardziej i?? na dzie?? dzisiejszy wg gastronaut??w mamy w Warszawie jakie?? 86 restauracji trudni?cych si? susheniem. Po pierwszym zachwycie surowym rybskiem pora moi wszyscy drodzy w??a??ciciele zej??? troch? z cen, bo zawijanie ry??u, mimo i?? jest dobrym interesem, nie jest wcale takie drogie.

Cztery w skali Beauforta

Filed under: Warszawa,fu??yn,swojskie — maliboo @ 16:03

Ko??ysa?? nas zachodni wiatr,
Brzeg gdzie?? za ruf? zosta??.
I nagle kto?? jak papier zblad??:
Sztorm idzie, panie bosman!

Jako typowy szczur l?dowy unikam grogu, szkorbutu i knajp z szantami. Jednak zaproponowany przez Kur? Galeon nie wygl?da?? jak typowa knajpa z roz??piewanymi marynarzami i ich ubogimi krewnymi: ??eglarzami z Mazur. Chocia?? maj?c w pami?ci otwarcie filmu „Trzeci”, to na t? ostatni? opcj? m??g??bym przysta?. Pod warunkiem, ??e na pok??adzie r??wnie?? b?dzie Szapo??owska mojego pokolenia: Magda Cielecka (dzieci nie podgl?daj?).

Nie wiedzie? czemu, pierwsze wra??enie jakie zrobi??a na mnie ta knajpa, to celowanie w klientel? w wieku 40-50lat. C???? w ko??cu cz??owiek ma tyle lat na ile si? czuje. Zatem wpasowa??em si? idealnie.
Mimo, ??e na miejsce przybyli??my dobry kwadrans przed rezerwacj? obs??uga nie robi??a wi?kszych problem??w. No mo??e poza nadgorliwym panem ochroniarzem, kt??ry przemi??ym tonem warszawskiego pra??anina oznajmi?? kumplowi ??eby ten zostawi?? plecak w szatni. By? mo??e przemi??y pan ba?? si?, ??e wejdziemy z w??asnym pontonem, lub wyniesiemy ichnie kapoki?

Na temat wystroju nie ma si? co rozpisywa?. Kto by?? na Darze Pomorza, ten wie czego si? spodziewa?. No mo??e jest tu troch? wi?cej miejsca ni?? na tej szkolnej ??ajbie. Ju?? na wst?pie ochoczo zobligowa??em si? do wspinaczki na takielunek. Obawiam si? jednak, ??e ten by?? przymocowany r??wnie trwale, jak ??yczliwe u??miechy obs??ugi. Wi?c ostatecznie nie zaryzykowa??em skrec?nia kostki. Chocia?? na wyg??upy przyzwala??a atmosfera miejsca: mimo i?? by?? pi?tek, sala w kt??rej siedzieli??my by??a prawie pusta. No c???? kryzys panie.

Czekaj?c na pozosta??ych zam??wili??my trunek l?dowych szczur??w i programist??w (??ywiec 16z??/litr, 9z??/0.5), a do tego przystawk? w postaci chorizo duszonego w winie z trzema grzankami grzaneczkami (24z??). Bardzo dobre, ale to raczej sprawka masarza, nie kucharza. Oczywi??cie ilo??? mia??a si? nijak do ceny. Je??li jeste??my przy przystawkach warto wspomnie? o ubogiej, aczkolwiek fajnie podanej porcji k?sk??w kurczaka w pikantnej panierce (16z??). Podlane zosta??y sosem czekoladowym i jakim?? ostrym wynalazkiem. Kaszan? wieczoru okaza?? si? tragiczny tatar z ??ososia (27z??). Zawsze mi si? wydawa??o, ??e urok surowego mi?sa polega na jego prostym smaku. A ten na pewno nie zostanie znaleziony w??r??d mieszaniny z cebul? w proporcji 1:1. Ryba to nie wo??owina!

Gdy w g??owie zaczyna??o ju?? by? s??ycha? morza szum, ptak??w ??piew przysz??a pora na danie g????wne. Poza sporym rybnym wyborem znalaz??o si? tu r??wnie?? miejsce na co?? bardziej suchego za ??ycia. Wyb??r pad?? na kark??wk? z rusztu (27z??), kurczakow? szpad? korsarza (34z??) i jagni?cin? pieczon? w zio??ach z sosem baskijskim (51z??). Maj?c jeszcze w pami?ci to co dosta?? krzepa w Tabace liczy??em na co?? naprawd? godnego. Za wystawanie przed szereg zosta??em upomniony, ??e pewnie zn??w dostan? spalone kostki. Jednak taka pomy??ka jak? zaserwowano nam kiedy?? w Banja Luce zdarza si? chyba tylko raz na dekad?.
Rozczarowanie przysz??o z innego frontu. Najgodniejszym okaza?? si? talerz na kt??rym zaserwowano moj? owc?. Wielko??ci? przypomina?? ko??o od malucha, a mo??e nawet od du??ego fiata. Na nim trzy ziemniaki opiekane w ca??o??ci, troch? grillowanej papryki i czego?? co mog??o by? zdeptanym szparagiem. Po??r??d tego bogactwa warzyw, niczym ma??a, bezbronna owieczka na wielkiej ceramicznej polanie, kry?? si? jagni?cy kotlecik. Na pocz?tku zacz???em szuka? ??lad??w sosu na brzegu talerza. Jednak nic nie wskazywa??o na to by reszta mi?sa si? ze??lizgn???a kelnerowi z talerza. Tak mia??o by?. Smak jak smak. Zi???? w kt??rych, wedle opisu, by??a pieczona sztuka mi?sa nie wyczu??em. Sam kotlecik wygl?da?? bardziej jak roso??owe po ugotowaniu. W dodatku z t??ust? wstawk?.

Kurczak ze szpady broni?? si? dwoma sosami z kt??rymi zosta?? podany. Chocia?? po samej szpadzie zosta??y tylko przestrzeliny w kawa??kach mi?sa. Samo mi?so wyda??o mi si? ma??o s??one i niebardzo doprawione. Podobny sos jak do kurczaka zosta?? podany do kark??wki. Z tym, ??e tu ju?? brakowa??o tego serowego (na czym?? gorgonzolopodobnym), podany by?? tylko pomidorowy na bazie ??wie??ych pomidor??w i cebuli (o ile dobrze pami?tam). Ostatecznie wygra??a kark??wka, smakiem i ilo??ci? nie przebijaj?ca jednak tego co mo??na zje??? w Samych Swoich.

Najprzyjemniejsza cz???? wieczoru przysz??a jednak z rachunkiem. Kwitek, kt??rego jeszcze nie zam??wili??my, zosta?? dodatkowo przypomniany wybiciem szklanki przez obs??ug?. Znakomity przekaz wyja??niaj?cy cel jego podania. Czas zapina? do domu drodzy klienci, jest pi?tek i chcemy ju?? i??? wraca?! zdawa?? si? ??piewa? d??wi?k dzwonka. Pijani bardziej swoim towarzystwem ni?? wypitym alkoholem (co jest oczywi??cie wierutn? bzdur? i by??o zupe??nie odwrotnie), sprawdzili??my sum? i ochoczo przyst?pili??my do zap??aty. Z ca??ego siedmioosobowego towarzystwa nie znalaz??a si? chyba ni jedna osoba, kt??ra by??aby w pe??ni zadowolona z obs??ugi, co te?? chcieli??my „wyrazi?” swoim gestem przy napiwku. Niestety tak to ju?? bywa z dzisiejszymi kelnerami, kt??rzy w swym zawodzie szukaj? jedynie ??atwego zarobku. Doliczono nam bez pytania i co gorsza bez wcze??niejszego ostrze??enia „tradycyjne” 10% serwisu. W stanie lekko wskazuj?cym nikt nie zwr??ci?? na t? drobn? pozycj?. Zreszt? po c???? to robi?, je??li holduje si? zasadzie partnerskiej uczciwo??ci.
Pozwoli??em sobie dzi?? zadzwoni? do tego przybytku. Mi??y pan poinformowa?? mnie jeszcze milszym g??osem, ??e restauracja Galeon nie pobiera, ani nie wymaga ??adnych dodatkowych op??at przy rezerwacji, czy od pewnej ilo??ci os??b. Zasada taka obowi?zuje jedynie przy grupach, kt??re z g??ry ustalaj? menu (swoj? drog? to dziwne). Nie musz? wspomina?, ??e nasze by??o wyborem chwili. W dodatku m??j interlokutor zdziwiony by??, ??e w Warszawie istniej? miejsca gdzie rezerwacja wymaga od klienta wp??acenia zaliczki, ustalenia menu, lub minimalnego rachunku na osob?. Ale zdarza si?.

A bosman tylko zapi??? p??aszcz
I zakl???: – Ech, do czorta!
Nie daj? ??ajbie ??adnych szans!
Cztery w skali Beauforta!

25/02/2009

Tapas tapping*

Filed under: Warszawa,hiszpa??skie — maliboo @ 21:49

Warszawska SKM to prawdziwa wygoda dla ty??ka. I pomy??le?, ??e jeszcze par? lat temu przeklina??em anus Warszawy jakim jest by?? Rembert??w. Dzi?ki nie-tak-szybkiej, ale kursuj?cej regularnie, kolei miejskiej awansowali??my do roli jelita grubego stolicy, przesuwaj?c ko??cowy odcinek uk??adu pokarmowego w stron? Z?bek (sory Endrju). Nieca??e dwadzie??cia minut jazdy i mo??na si? cieszy? klimatem Nowego ??wiatu. To tu dom jad??odajny Gesslerowej ma swoj? siedzib?. Nota bene Espa??a to tu r??wnie??. Obydwie restauracje s?siaduj? ze sob?. Piwnic?.

Jeden z wielu przepis??w na kuchnia.tv zafiksowa?? nas na chorizo. Dlatego wyb??r, praktycznie od razu, sko??czy?? si? na paelli z pikantn? kielbas? i kurczakiem (58z?? – porcja dla dw??ch os??b). Co oczywi??cie musia??o by? poprzedzone dwudziestominutow? medytacj? nad menu. Ca??e szcz???cie oczekiwanie na g????wny talerz umili??y nam tytu??owe tapas – drobne, aczkolwiek syc?ce przek?ski w postaci Tapas con Embutidos (13z??) i Jam??n con Mel??n (21z??). Na te z kolei czekali??my zajadaj?c czekade??ko w postaci bu??ki z sosem majonezowo czosnkowym (alioli). Wydaje mi si?, ??e majonez m??g?? by? w??asnej roboty, ale nie zdziwi??bym si? je??li waln?liby kielecki. Darmowa przek?ska nie by??aby z??a, gdyby bu??eczki by??y cieplutkie (tak, mialo zabrzmiec perwersyjnie). Bo zaprawd? powiadam Wam, i?? mieszanie starszego pieczywa ze ??wie??ym nie jest dobrym pomys??em. Klient z kubeczkami smakowymi nie wy??artymi przez tyto?? i alkohol wyczuje r????nic? pomi?dzy poprzedniodniow? i ??wie??? bu???. Naprawd?.
Przek?ski spisa??y si? za to znakomicie. Cztery kanapeczki z chorizo i suszon? szynk? da??y rad?. O wiele bardziej ni?? niedojrza??y melon podany do suszonej jam??n serrano. Je??li chodzi o surowe szynki, to zdecydowanie wol? t? szwarcwaldzk?. Po wygranej walce z przek?skami i szklank? balantajnsa (14z??, z??ota akurat wypi??a wyby??a) przyszed?? czas na patelni? paelli. Dobra, chocia?? mo??e bardziej dzi?ki magii chorizo, ni?? r?kom kucharza. Na pewno ciut lepsza od tego, co serwuj? we wroc??awskiej Espanoli.

Wypada??oby napisa? s??owo o nastroju-wystroju. Bo, pomijaj?c ??mierdz?cy kibel, jest tam przytulnie. Do gustu przypad??a mi minisalka w piwnicy. Dwa dwuosobowe stoliki, czerwone ??ciany, naprawd? nastrojowo. Niestety zostali??my usadzeni w zimnej przestrzeni na lewo od zej??cia. Doskwiera?? tu troch? brak ogrzewania, a s?czona na rozgrzewk? whisky sprawi??a, ??e chcia??em wydoi? kartonow? sylwetk? krowy usadowion? tu?? nad kominkiem. Ca??e szcz???cie zosta??em poinstruowany, ??e bydl? jest p??ci m?skiej. A ju?? w przedszkolu nauczyli mnie, ??e byki mleka nie daj?. Chyba, ??e jest si? pracownikiem stacji inseminacji ze spor? wyobra??ni?.

W menu pozosta??o jeszcze pare kusz?cych pozycji, kt??re niczym imienne zaproszenie ci?gn? z powrotem. Patatas bravas, czy pol?dwica owini?ta suszona szynk?  to solidne magnesy. Jednak ceny tapas: spiritus movens tego przybytku odstraszaj?. Lokalizacja zobowi?zuje, ale nie dajmy si? zwariowa?. Proste przek?ski, w dodatku nie zwalaj?ce z n??g (w trakcie, ani par? godzin po jedzeniu), nie powinny kosztowa? wi?cej ni?? 80% aktualnej ceny. W ko??cu to ??adna sztuka po??o??y? na pieczywie kawa??ek mi?sa garnirowanego… pietruszk?.

* – tapping (verb). The act of sexual intercourse.

24/02/2009

T??usto, ciasno, smacznie. Namaste.

Filed under: Warszawa,indyjskie — maliboo @ 23:14

Gdy Ci? g????d do ??ciany przyprze,
to dok??adki si? nie wyprzesz.

Well, ho??dem dla Isabel wypada??o zacz??. W ko??cu ta wyspiarska monarchia jest drug? matk? dla sporej cz???ci indyjskich emigrant??w, by??ych poddanych Jej Kr??lewskiej Mo??ci. Polskich zreszt? (niestety) r??wnie??. Ca??a nadzieja w tym, ??e wiosna za miesi?c, wi?c mo??e Kaziu zakocha si?. Zn??w.

Wypada??oby zacz?? jaki?? tryptyk, kwarptyk, czy inny pierdyptyk na temat hinduskiego ??arcia w Warszawie, chocia?? gastronauci k??ami?, ??e co?? podobnego serwuj? we Wrocku. Pics or didn’t happend, p??ki co Warszawa rz?dzi je??li chodzi o kosmopolityczn? kuchni?. Krakus??w poprosz? o hejt w komciach;> Zbieram si? do tego od czasu bli??ej nieokre??lonego, podobnie jak do swojej magisterki. I obawiam si?, ??e pr?dzej przyjdzie mi obi? bloga w tward? ok??adk?, ni?? swoj? magisterk?.

Zacz???o si? jak zwykle leniwie, zima rozleniwia. Mia??o by? pi?knie i romantycznie w (od dawna obiecywanym sobie) Rubikonie. Ale lenistwo wzi???o g??r?. Nawet stek z tu??czyka nie by?? w stanie ruszy? naszych zgrabnych ty??eczk??w mojej zsiedzia??ej dupy na daleki S??u??ew. Sko??czy??o si? wi?c na Z??ych Tarasach??, parze nowych d??ins??w i wizycie na Nowogrodzkiej 15. Punjabski trip zacz?li??my w sumie dzie?? wcze??niej, kiedy pr??bowa??em sprawi? kurczaka biriani. Ry?? nie wyszed??, s??l nie wesz??a. Dlatego tym razem wola??em si? zda? na ??ask? fachowca, kt??ry wie jak chochl? zamiesza?.

Z kr??tkich recenzji nastawi??em si? ju??, ??e w Namaste India trzeba troch? poczeka?, lokal jest ma??y i w og??le to najlepiej wzi?? na wynos, bo sztu?ce ho??duj? zasadzie plastik is fantastik. Ale zdecydowalismy si? na partyzantk? pe??n? g?ba. Ca??e szcz???cie pora by?? odpowiednia, bo trafi?? nam si? wolny stolik. Jeden z dw??ch, dwuosobowych stolik??w na ca??? knajpk?. Reszt? przestrzeni wype??nia tu meblo??cianka pe??ni?ca funkcj? witryny – sklepowych p????ek z szerokim wyborem suszonych zi???? i wszelakich masali. Oraz ry??u basmati, sok??w z mango, past do z?b??w, ??el??w na romantyzm reumatyzm i ma??ci na szczury. Je??li chodzi o zaopatrzenie na romantyczny, pijacki, szpanerski, tematyczny (niepotrzebne skre??li?) wiecz??r, to ceny i wyb??r jest konkurencyjny. Zwyk??a asafetyda w por??wnaniu do Kuchni ??wiata (10z??) kosztuje tu 4 blaszki. Reszty przestrzeni dope??nia kontuar z rubensowsk? pani? hindusk?. Oczywi??cie najlepiej dogadywa? si? w uniwersalnym esperanto: angielskim, bo z j?zykim Reja i Kochanowskiego mo??e by? trudno.

Wyb??r by?? prosty: kurczak (22z??) i krewetki (22z??). No i obowi?zkowa parantha (5, czy co??) (wchodzi mi bardziej ni?? naan), do tego ry?? z kminem indyjskim (jako?? 12?). Poczeka? trzeba by??o, co przy torturach w postaci szerokiego wyboru przypraw na p????kach (circa 5z?? od sporej paczuszki) nie by??o ??atwym zadaniem. Na koniec zreszt? skapitulowali??my i zakupilismy ma??e, puchatkowe conieco na domowe pichcenie.

Wreszcie na stole pojawi??y si? plastikowe pojemniczki z sosami brzemiennymi w mi?so kurczaka i cia??a krewetek. Poczu??em si? prawie jak za studenckich czas??w, kiedy to na placu Zbawiciela wcina??em z fabim i kaktusem kurczaka na gor?cym p????misku u kultowego chi??czyka.
Pierwsze rozczarowanie przysz??o z aromatem paranthy. By??a zbyt t??usta i pachnia??a s??odkim je??czem ghi, lub ta??szym popcornem o „aromacie mas??a”. Du??y minus, kt??ry jednak zosta?? zneutralizowany przez delikatno??? kurczaka z nerkowcami i mi??o ??echtaj?c? podniebienie ostro??ci? sosu, w kt??rym tapla??y si? krewetki tygrysie. Zadowolenie: 8. Jednak je??li chodzi o t??usto??? sos??w, to przyda??aby im si? sauna solution, albo inna liposukcja. Nadmiar t??uszczu wytr?ca?? si? niczym ??adunek Exxon Valdez w 1989. R??wnie?? ry?? op??ywa?? w lipo-dostatki, co jest mo??e dobrym rozwi?zaniem przed wieczorem obficie zakrapianym etanolem, ale nie na strawn? przek?sk? w tygodniu.
Mimo nasycenia t??uszczami nasyconymi Namaste ma swoja magi?. Magi?, kt??ra doczeka??a si? drugiej siedziby w uprzedniej lokalizacji Herbacianego Ogrodu na warszaskey star??wce. Jednak przed Mandal? i Kathmandu, zapraszam i polecam tu w??a??nie.

06/02/2009

Sama prawda, nic poza tym

Filed under: Pierdo??y — maliboo @ 22:05

By DT

01/02/2009

Tabaka w rogu

Filed under: Warszawa,ba??ka??skie,bu??garskie — maliboo @ 00:08

…rogu ??wi?tokrzyskiej i Marsza??kowskiej. Zupe??nie przypadkowo wypad??o, ??e w moje imieniny. Ca??e szcz???cie nikt nie pami?ta??. Zawsze si? czuj? skr?powany ??yczeniami, chocia?? nie zaprzeczam, ??e jest mi mi??o. Krzepa j?cza?? o Czerwonego Wieprza, ale Andrzej poleca?? przybytek na Szkolnej 2/4: Tawerna Tabaka. Dodatkowo recenzje na gastronautach zach?caj?. Mocna tr??jka w medianie i czw??rka od chenoi daj? gwarancj? zadowolenia. Lecz de gustibus etc. – trzeba by??o spr??bowa? samemu.

Jadziemy z tym koksem.
Pi?tek godzina 18:30 to z??y czas na rezerwacje. Po prostu nie da si? ju?? wysiedzie? w fabryce, szczeg??lnie maj?c w pami?ci smak i zapach bu??garskiej czubricy. W ko??cu ten drugi to najtrwalszy ze zmys????w. Dlatego weso??o wpadli??my do przybytku zaraz po sz??stej. Nasz stolik, ca??e szcz???cie sta?? ju?? wolny. Niestety miejsc??wka nieco mniej szcz???liwa, bo na g????wnej trasie gastronomicznej realcji kuchnia – sala.

Tabaka cz?sto bywa por??wnywana z Banja Luk? na Pu??awskiej. Je??li chodzi o metra?? to ta druga r??wna? si? nie ma co. Na Szkolnej miejsca nie brak. A i rozk??ad siedzisk jest odpowiedni. Do gustu przypad??y mi miejsc??wki we wn?kach. Jest taka czteroosobowa za koralikowym zwisem sufitowym, jednak i te wi?cejosobowe za przepierzeniami z wiklinowego barach??a te?? s? fajne. W??r??d prza??nego wystroju, lamp rodem ze Sfinksa, da si? mi??o sp?dzi? czas. Chocia?? wiadomym jest, ??e nie miejsce, a towarzystwo gwarantuje dobr? zabaw?. Co nie zawsze jest prawd? oczywi??cie ;-)

Ka??da podr???? zaczyna si? od schod??w, czy jako?? tak. Tymi akurat schodzili??my w d????, po podj?ciu kurtek w szatni (panie szatniarzu: piwo bez soku smakuje lepiej) zostali??my pocz?stowani lampk? czego?? gor?cego. Je??li mia?? by? w tym alkohol, to z pewno??ci? wyparowa?? po zagotowaniu. W ka??dym razie s??odki korzenny soczek „z czego??” by?? mi??ym gestem na powitanie. Nie wspomina??bym by? mo??e o tym, gdyby nie to, ??e milszych gest??w potem r??wnie?? nie brakowa??o. Od wej??cia, a ja ju?? od ??rody, nastawili??my si? na przystawk? w formie Midi sa wino, (mule duszone na ma??le i bia??ym winie z dodatkiem czosnku, cebuli i natki pietruszki – 29z??). Porcja akurat odpowiednia dla dw??ch os??b, tak ??eby zach?ci? ??o???dek do mi?snego najazdu za trzy kwadranse. Przed skorupiakami zostali??my pocz?stowani wspominan?, reklamowan?, chwalon?, pyszn? oliw? z ciep??ym pieczywem. Jako czekade??ko (a bu??ki z kosza jako wylizade??ko do sosu z omu??k??w) spisa??o si? wspaniale. Oliwa zaprawiona octem balsamicznym i ostr? papryk? w po???czeniu ze ??wie??ym pieczywem wymiata??a. Od czas??w Butelki nie jad??em tak dobrej przystawki z oliw? w roli g????wnej. I niech w tym miejscu si? schowa nawet St. Antonio ze swoim zio??owym przysmakiem. Jest to rzecz dla kt??rej zjawi? si? w Tabace raz drugi, trzeci i by? mo??e czwarty! Same morskie ??miecie nie by??y ju?? wstanie dor??wna? darmowej przystawce. Tu oczywi??cie moje zdanie i zdanie krzepy rozbi??o si? o fiordy gust??w i gu??cik??w. Ja twierdzi??em, ??e przesolone omu??ki s? du??o gorsze ni?? w Szwejku, jemu cebulowa zaprawa smakowala bardziej. Jak dla mnie zbyt s??abo podduszona cebula i za ci???ki sos zabija??y smak skorupianego ustrojstwa i ca??o???? przypomina??a bardziej jajecznic? na ma??le z cebulk?, ni?? owoce morza.

Po porcji mi?czak??w, s?cz?c Carlsberga (8z?? – ale czemu nie by??o Okocimia palonego?) ws??uchiwali??my si? w d??wi?k dzwoneczk??w noszonych przez panie kelnerki na najlepszej cz???ci cia??a kobiety. Nadawa??y one (dzwoneczki, nie pupy) na do??? wysokich cz?stotliwo??ciach, przypominaj?c troch? ultrad??wi?kowe odstraszacze ps??w. Ca??e szcz???cie by?? pi?tek, wi?c wszyscy ubrani byli bardziej casual, ni?? korporacyjnie.

Nasza cierpliwo??? zosta??a nagrodzona. Chocia?? czekanie Radzia nieco wcze??niej. Na st???? wjecha?? zam??wiony przez niego gigantyczny kawa?? jagni?cego ud??ca (69z??). Wedle s????w pani kelnerki marynowany przez 3 dni w specjalnej zalewie. Do dostania pono? tylko w pi?tki i soboty. Plotki tej nie potwierdzam, jednak co?? takiego jak sezonowo??c da?? w restauracjach bardzo mnie nakr?ca. Fajnie dosta? co??, czego nie mo??na zje??? na codzie??. Taki wybieg od??wie??a ustalony model biznesowy w postaci, przetartego i podniszczonego czasem, menu.

Czekaj?c grzecznie na swojego steka z wo??owiny (43z??) pod??era??em biednemu krzepie z jego grillowej pateni, czy rondla, soczyst? owieczk?. Oczywi??cie z reporterskiego obowi?zku musia??em spr??bowa? Kebabczeta Marcina (30z??) i Pile po turski, czyli pieczony kurczak w miodzie i balsamico z pra??onym sezamem i orzechami (30z??) Andrzeja. Niestety kebapcze w wykonaniu Tabaki to kolejna po mulach niedor??bka. Owszem smaczne jako kotlety, ale to co daja w Nesebarze bije miejscowe paluchy z mielonego na g??ow?. Kurczak w miodzie, a g????wnie jego wielko???, nokautowa??. Mi?so soczyste, niewysuszone i do tego s??odki, miodowy posmak. Napisa??bym, ??e trzeba si? by??o dobra? r??wnie?? do orzeszk??w, ale zabrzmialoby to do??? homo, lub zalecia??o dowcipem o przemytnikach wiewi??rek.
Wracajmy wi?c do mojej sztuki mi?sa. Stek, wysma??ony w kratk?, przyrz?dzony na medium by?? boski! Mo??e nie nast?pnym, ale na pewno kolejnym razem wezm? co?? nawet mnej wysma??onego. Wo??owina rozp??ywa??a si? w ustach, co zosta??o potwierdzone wyborem zena, kt??ry wzi??? to samo. Z t? r????nic?, ??e zam??wi?? sa??atk? szopsk? (7z??), kt??rej nie dosta??. Co oczywi??cie nie przeszkodzilo tej??e pojawi? si? na rachunku. Fajnie by by??o, gdyby obs??uga dopilnowywa??a zgodno??ci tego co dostaj? klienci z tym za co p??ac?. W ko??cu technika WYSIWYG znana jest nie od dzi??.

Ostatecznie ten zgrzyt nie zniech?ci mnie do ponownej wizyty w Tabace. By??o dobrze, powiedzia??bym, ??e nawet bardzo dobrze. Do tego stopnia, i?? nast?pnym razem skusz? si? chyba na Hejdučki kotleti, czyli kotleciki jagni?ce (44z??), po kt??rych zosta?? mi taki niesmak z Banja Luki. Uraczono nas tam??e, a dok??adniej Kasi?, (wy)suszonym ??cierwem wok???? owczych kostek. Ca??e szcz???cie od czasu menu jagni?cego na Podwalu i wielu wizyt w hinduskich knajpach wyleczy??em si? z traumy po tamtym dniu. Co warte wzmianki, to to, ??e od 10 os??b doliczaj? tu 10% serwis. Ciekaw jestem, czy przy rezerwacjach powy??ej tej ilo??ci wymuszaj? ustalenie menu, niestety jak gdzieniegdzie. Strasznie bydlacki to zwyczaj, t??umaczony zwykle „jako??ci? serwisu” i tym podobnymi bzdurami. Screw that! My??l?, ??e wol? poczeka? na jedzenie 30 minut d??u??ej ni?? by? zmuszonym tydzie?? w prz??d do jego wyboru!

25/01/2009

Jak rozpada sie S(t)finks

Filed under: Pierdo??y,blah!,fast — maliboo @ 13:38

Trafi??em dzi?? na, mo??e nie ciekawy, ale na pewno intryguj?cy artyku??. Wybi??rcza w swoim Du??ym Formacie publikuje wywiad z Morawskim, tym od Sphinxa i Tatiany. Chocia?? nie. Chyba ju?? ani od Sphinxa, ani Tatiany. W ka??dym razie, pieczarkowy baron p??acze w nim, jak to da?? si? wykiwa? AmRestowi (czyli tym od Pizzy Hut, KFC i Rodeo Drive).

K??opoty k??opotami, ale kiedy przypominam sobie Sphinksa jeszcze z okolic 2003-4 roku, to pami?tam du??e porcje, uczciwie napychaj?cego ??o???dek jad??a. Dwie pity dla ka??dego i dobrej, jak na fast-food, jako??ci mi?so. To co by??o potem to r??wnia pochy??a pod szerokim k?tem. Morawski wspomina w wywiadzie o k??opotach z przeinwestowaniem na s?siednich rynkach, k??opotach podczas kr?cenia lod??w na randce z AmRestem… Ale czy to wszystko powinno dotyka? nas: konsument??w?
Wspominam marne tagliatelle z borowikami i „pol?dwiczkami wieprzowymi”, kt??re musieli??my szuka? z lup?. A ostatnio krzepcio opowiada?? jak to zam??wi?? „najlepszego” – przynajmniej wedle menu – steka Al Capone za ca??e 44z??. Na talerzu pojawi??y si? trzy cherlawe kawa??ki mi?sa. ??eby nie by??o, to oficjalnie by?? to jeden kawa??ek po???czony (niczym p?powin?) niestrawn? ??y???. Nie pomin? r??wnie?? tego, ??e zam??wiony stek mia?? by? medium-done, a to co dostarczono by??o po prostu osobist? interpretacj? stopnia wysma??enia wed??ug kuchcika. W podobnej cenie na Podwalu dostaniemy co?? za co naprawd? nie b?dzie si? ??a??owa? pieni?dzy.

Tak wi?c przy okazji lament??w panie Morawski, proponuj? chocia?? raz w miesi?cu zje??? co?? co serwuj? w Stinksie. Bo restauracja, to przede wszystkim jej klienci (i pracownicy), a nie papierkowe procenty w finansowej piramidzie przy Ksi????cej 4. Tym bardziej, i?? wedle wywiadu stoi, ??e szykuje si? kolejny biznes w bran??y gastronomicznej. Trzymam kciuki, by by?? jak najbli??szy idea????w z pocz?tku Sphinksa.

« Newer PostsOlder Posts »

Powered by WordPress