mali*ciou??

06/03/2010

Masala Grill & Bar – hindusko-wroc??awska mieszanka

Filed under: Wroc??aw,indyjskie — maliboo @ 23:28

Wroc??aw – do niedawna miasto bez indyjskiej kuchni i nadal beznadziejnymi ??wiat??ami na przej??ciach dla pieszych. Wed??ug gastronaut??w (sto lat z okazji trzecich urodzin Olu!) s? tu ju?? co najmniej trzy miejsca w kt??rych podaje si? ry?? basmati (pozdrowienia dla mi??o??nik??w patent??w). Chcia??oby si? powiedzie?, ??e to ca??y czas za ma??o. Ale, jak pokazuje warszawska historia, wraz z ilo??ci? jako??? nie wzrasta, a ceny nie spadaj?… Szkoda to, ??e kuchnia niewiele bardziej wyrafinowana od dobrego chi??czyka nadal stoi na tak wysokim poziomie… cenowym. Bo czy naprawd? kawa??ek piersi kurczaka, popularna mieszanka zi???? z TRS czy M.D.H. i porcja ry??u musi kosztowa? powy??ej 35z??? Bior?c za baz? nawet ceny z przedrogich Kuchni ??wiata mo??na wyliczy?, ??e hinduskie gotowanie to dobry interes.
Bardziej zorientowanym domoros??ym kucharzom zawsze polecam Namaste na Noworodzkiej, gdzie te same zio??a mo??na dosta? nawet 40% taniej. Ale do??? utyskiwania na finansowe rozpasanie restaurator??w.

We wroc??awskiej Masali dane mi by??o sto??owa? si? dwa razy. Tym bardziej mnie to cieszy, gdy?? czasem nachodz? mnie moralne opory przy opisywaniu knajpki raptem po jednej wizycie. Z drugiej strony: taki lajf. Wol? zaryzykowa? wizyt? w nowym miejscu, ni?? ponownie dosta? odgrzewanego kotleta. Podw??jne nawiedzenie to jednak szansa dok??adniejszego spojrzenia na kurs restauracji. Szczeg??lnie je??li mo??na sobie por??wna? menu. A to w Masali od czasu mojej pierwszej wizyty pod koniec stycznia troszk? zmodyfikowano…

Pierwszy raz w tym miejscu by?? jak odkrycie przydro??nego baru podczas d??ugiej podr????y samochodem. Tym bardziej, ??e poprzedniego dnia pr??bowali??my si? dobi? do wr??t Masali bez skutku – zarezerwowano j? chyba na ten dzie?? na jak??? imprez? zamkni?t?. Ca??e szcz???cie za drugim strza??em, ko??o godziny 14, miejsca by??o a?? nadto. Wybrali??my wi?c przytulny k?cik wype??niony dymem z kadzide??ka i szumem wody p??yn?cej w mini fontannie-wodospadziku. Wyb??r, a raczej szybki strza??, pad?? na Maith chicken masala (21z??) z ry??em basmati (5z??) i koziego kebabka – Seekh kebab (28z??) z chlebkiem naan (5z??). Do tego „w razie niebezpiecze??stwa” trzeba by??o zam??wi? co?? do ugaszenia po??aru kubk??w smakowych. Wyb??r pad?? na budweisera (10z??) i koktail gruszkowy Peari peari (19z??).
Czekaj?c na zam??wienie na st???? wjecha??a darmo-przystawka w postaci ma??ych chlebk??w z trzema sosami. W zasadzie dwoma sosami; tradycyjnymi ciemno-bordowym tamaryndowym i jasnozielonym mi?towo-kolendrowym, oraz cebuli w czerwonym soku. Sosy zda??y egzamin i przy okazji przypomnia??y mi mega-pora??k? w Labono, gdzie do samosy zaserwowano mi sos kolendrowy i … keczap o_O. Taki mi??y dodatek na pocz?tek to du??y plus, znokautowa? go mog??oby jedynie zast?pienie chlebk??w przez ciep??e papadamy. Jednak, jak si? okaza??o przy drugiej wizycie, w??a??ciciele nie poszli dok??adnie w t? stron?, o kt??rej my??la??em.

Po chwili nie kr??tkiej, nie d??ugiej,
Takiej chwili, takiej chwili,
w sam raz, idealnej…

przyszed?? czas na plat principal. Na stole, w ??adnych bia??ych ceramicznych naczynkach z pokrywk?, pojawi?? si? ry?? i kurczak, a na talerzu moja ko??lina w towarzystwie gor?cego, indyjskiego chlebka. Pierwszy k?s mielonego koziego mi?sa i wiedzia??em, ??e to TO. Garnirunek w postaci rozsypanego po talerzu mielonego kminu i siekanej bialej kapusty by?? troch? tani. Ale widocznie kucharz uzna??, ??e czym?? spory talerz z niewielk? ilo??ci? mi?sa z pieca tandoor trzeba przyozdobi?.
Swoj? drog? rzymski kmin, tak popularny w indyjskiej kuchni, nie ma weso??ego ??ywota. Wi?kszo??? os??b myli go z naszym „swojskim” kminkiem. Pomy??ka ta jest krzywdz?ca i wiele kosztuje – konsumenta. Smak obu przypraw znacz?co si? r????ni. I zdecydowanie wypada in plus dla Cuminum cyminum. Egzamin zda?? r??wnie?? kurczak maith masala – w delikatnym, kremowym sosie z orzechami nerkowca. Naprawd? przyst?pna kompozycja dla os??b, kt??re boj? si? ostro??ci da?? z indyjskiego subkontynentu. Gruszkowy koktail alkoholowy nie musia?? w tym przypadku robi? za podr?czn? ga??nic?. Tu musz? zauwa??y?, ??e zawsze mnie dziwi? nazwy w naszych polskich-indyjskich restauracjach. Googluj?c maith masala trudno znale??? jakikolwiek oryginalny przepis. Czy??by nazwy da?? by??y zwyk??ym hinduskim be??kotem, wzorem niekt??rych tatua??y? Wrcaj?c do dobrego jedzenia – pierwsza wizyta w Masala Grill & Bar okaza??a si? sukcesem i jednocze??nie sk??oni??a nas do ponownych odwiedzin, blisko miesi?c p????niej. Mimo i?? z zak?tka z kadzide??kami wychodzili??my z lekkim wirem w g??owach, spowodowanym do??? mocnym zapachem pal?cych si? mieszanek.

W cieplejszej atmosferze i akompaniamencie pierwszego wielkopostnego pi?tku ponownie udali??my si? na Ku??nicz?. Tym razem korzystaj?c z okazji bezmi?snego okresu Kasia zam??wi??a co?? postnego: Fish curry (35.90z??). Natomiast ja, jako bezwstydny bezbo??nik, postanowi??em pofolgowa? swoim chuciom i wzi???em Tandoori mixed grill (44.90z??). Nie do???, ??e mi?snie, to jeszcze du??o!
Przed wielkim ??arciem zdecydowali??my si? jeszcze na zup? z soczewicy masala special dal (7.90z??), kt??ra okaza??a si? niczym specjalnym. Ot zwyk??a, g?sta zmiksowana polewka o smaku roso??u. Do zagryzania u??y??em dw??ch skromnych papadamo-podobnych wafli, kt??re wyl?dowaly na stole zamiast uprzednio podawanej przystawki z sosikami. By??o to spore rozczarowanie. Widocznie management Masali doszed?? do wniosku, ??e trzy sosiki i kilka chlebk??w przerasta finansowe mo??liwo??ci tej restauracji. Mo??liwe, ??e dla ksi?gowo??ci by?? to prosty rachunek: +2 do oszcz?dno??ci, ale zdecydowanie -4 do powa??nia u klient??w.
Koktail mango batita (19z??), podany jak chyba wszystkie drinki tu, z ma??? przegryzk? w postaci kawa??k??w tropikalnych owoc??w z puszki by?? ok. Ale daleko mu do gruszkowego poprzednika. Wr??c? jednak do da?? g????wnych. Wybrali??my je w towarzystwie ry??u szafranowego (8.90z??) i Paneer (kulcza) naan (14.90z??). Z wielkim rozczarowaniem zauwa??y??em, ??e faktycznie, zabrak??o tu zwyk??ego czystego ry??u basmati. Wybiera? mo??na by??o tylko pomi?dzy „najta??szym” szafranowym i jego dro??szymi modyfikacjami. Widocznie zmiana modelu cenowego wesz??a w bardziej zaawansowan? faz?… R??wnie?? TRZYKROTNIE dro??szy naan od podstawowego, zam??wionego przeze mnie miesi?c wcze??niej, nie zda?? por??wnania. Ja przepraszam, ale dop??aca? 10z?? (i nie k?????my si? tu o 10 groszy) za posmarowanie placka pomidorowym sosem, to prawie skandal!
Ukoi?? mnie jedynie smak upieczonej mieszanki mi?s. Niestety g????wnie kurczaka, gdy?? kozina i jagni?cina wyst?pi??y tu bardzo go??cinnie. Porcja za to by??a godna dw??ch, mo??e niezbyt g??odnych, os??b. Podda??em si? po po??owie i reszt? mi?snych k?sk??w poprosi??em o spakowanie. Je??li chodzi o ryb?… To mam mieszane uczucia. Z jednej strony jej cen? t??umaczy ??oso??, kt??ry kry?? si? pod ichtiologicznym opisem >ryba<. Lecz 35 z??otych to niema??o. Tym bardziej, ??e praktycznie ca??o??? musieli??my r??wnie?? wzi?? na wynos. I to nie dlatego, ??e nie starczy??o na ni? miejsca w ??o???dkach. ?oso?? a?? nadto emanowa?? zapachem ryby. Dla mnie – w granicach tolerancji, ale dla Kasi, kt??ra go zam??wi??a, by??o to a?? nadto… Chocia?? musz? przyzna?, ??e drugiego dnia po le??akowaniu w lod??wce by?? zjadliwy. Tak jak wi?kszo??? „hindus??w” traci sporo na wymieszaniu si? aromat??w po dobowym le??akowaniu – ryba tylko zyska??a.

Prawd? m??wi?c nie wiem co pocz?? z wroc??awsk? Masal?. Gdyby rozpatrywa? restauracje na dwuwymiarowej p??aszczy??nie, po podw??jnych odwiedzinach – zdanie mia??bym ju?? wyrobione. Cz???? da?? mocno broni dobr? pozycj?. Jednak zdegradowanie czekade??ek do dw??ch wafli, rybo-aromatyczny ??oso??, czy ponadwarszawska cena piwa (to niesprawiedliwie, ??eby wej??? z ni? z bilonu w papier ! – 10z??) zdecydowanie odstraszaj? od tego miejsca. Mam jednak przeczucie, ??e kurczak biryani podawany tu na wynos przez okienko, wprost z otwartej kuchni, skusi mnie na conajmniej jedn? wizyt?.

15/02/2010

Argentina – Z tamtej strony, z tej strony, z r????nych stron

Filed under: Warszawa,argenty??skie — maliboo @ 23:34

Po pierwszej wizycie w restauracji i kawiarni Argentina wiedzia??em, ??e to miejsce b?d? musia?? odwiedzi? jeszcze raz. Niestety czasem braknie spustu Macieja Nowaka, ??eby za pierwszym podej??ciem roz??o??y? lokal na czynniki pierwsze. Dlatego te?? to miejsce zostawi??em sobie na dwa k?sy. Szczeg??lnie, ??e szykowa??em si? na nie od dawna. Niestety moja fascynacja Argentyn? utkwi??a gdzie?? pomi?dzy parzeniem kolejnej mate (ma??a w Argentinie to 8z??), a mieszank? Cortazara i dziennik??w Gombowicza. O samym kraju i jego kuchni z pewno??ci? wi?cej ma do powiedzenia Marta na glodniswiata.pl. Ja musz? si? ograniczy? jedynie do subiektywnych odczu? po wizycie w polskiej protezie kulinarnej.

Umieszczony na Sandomierskiej 13 dwupoziomowy lokal znajduje si? praktycznie rzut beretem od mokotowskiego Silverscreena. Trafi? naprawd? nietrudno. Chyba, ??e po drodze kto?? zboczy do pobliskiej Pizzy Hut. Dolne pi?tro to sala z parkietem do trening??w milong i tang wszelakich, oraz mniejszy pokoik barowo-kawiarniany. G??rne to kuchnia i sala restauracyjna. Zar??wno za pierwszym, jak i drugim razem zostali??my przywitani pro??b? o kurtki. Bo ani pora roku, ani poziom lokalu nie pozwalaj? raczej na ordynarne wieszanie okry? na oparciach krzese??.

Wystr??j i stylizacja, prawdopodobnie jak i ambicje w??a??cicieli, znajduj? si? troch? ponad ??redni? wa??on? warszawskiego szynku. Na ??cianach podwieszone dyndaj? pasy, czy inne ko??skie duperele-utensylia, oraz przyst?pne zdj?cia (z racji miejsca pewnikiem z argenty??skich okolic). Niestety jedynym widokiem z okna, jaki mo??e nas uraczy? w porze p????no-popo??udniowej jest znajduj?ca si? na przeciwko sala gimnastyczna z treningami siatk??wki. Oczywi??cie moim g????wnym powodem odwiedzin nie by??o krzewienie kultury fizycznej, jeno kulinarnej, wi?c postaram si? skupi? na jedzeniu serwowanym w Argentinie. A to wyst?puje tu na r????nych poziomach i, nie wiedzie? czemu z zam??wieniami akurat zawsze udawa??o mi si? trafia?, je??li nie w dziesi?tk?, to blisko ??semki. Podw??jn? wizyt? pozwol? sobie skompresowa? do pojedynczego wpisu, wspomnienie pierwszej do??? mocno i pozytywnie utkwi??o mi w pami?ci.

Tradycyjnie ka??de zam??wienie staram si? otworzy? piwem (8z?? – cena jak na Warszaw? zjadliwa) i drobn? przystawk?. Dziewiczym razem by??a to zupa cebulowa (13z??) – wyj?tkowo przeci?tna z utopion? grzank? z pod??u??nej bu??ki wroc??awskiej. Nie wiem czy to rodzaj fatum, czy mo??e kulinarne faktotum, ale zawsze przy takich zam??wieniach zdarza mi si? dosta? i grzecznie skonsumowa? co?? co absolutnie nie pasuje do moich oczekiwa?? po lekturze menu. Zupa okaza??a si? roso??kow? lur?, kt??r? wysiorba??em bardziej z recenzenckiego obowi?zku, ni?? smaku. Za drugim razem na przystawk? wybrali??my empanadas de queso y cebolla (15z??) czyli piero??ki z ??????tym serem, oliwkami i cebul?. Liczba mnoga „oliwki” jest tu jak najbardziej na wyrost. Podobnie jak liczba mnoga piero??k??w. Pami?tam, ??e w zamierzch??ych czasach istnia??a liczba podw??jna, podobn? konstrukcj? powinni stworzy? w??a??ciciele Argentiny. Trzy piero??ki z okruchami oliwek, zaserwowane na talerzyku opr??szonym papryk? to troch? ma??o. Jak na jedn? osob? ilo??? ok. Jak na tak? cen? – przyda??yby si? jeszcze ze dwie sztuki. Po przystawce oczekiwanie na zam??wienie g????wne „umila??o” czekade??ko w postaci podgrzanej bu??ki z podan? oliw?. Niestety w trakcie obydwu wizyt nikt si? nie pofatygowa??, ??eby do skromnej porcji pieczywa i t??uszczu z pierwszego t??oczenia poda? s??l, o pieprzu nie wspominaj?c…

Rzucaj?c biedne przystawki w otch??a?? zapomnienia skupie si? na tym co mnie tu uwiod??o. Pierwszym razem by?? to, polecany przez Froasi?, comber jagni?cy (66z??) z ziemniaczkami noisette. Kartoflane orzeszki, serwowane pewnie z mro??onek Farm Fries – to w sumie nic nad czym mo??na si? zachwyca?. Za to sama jagni?cina, zam??wiona przeze mnie na medium rare by??a palce liza?. Naprawd?, za pierwszym razem g??rowa??em swym wyborem nad krzep? i jego roastbeefem wo??owym (50z??) i szczerze przyznam, ??e o p???? g??owy wyprzedza??em zam??wienie D??ugiego w postaci antrykotu wo??owego z czarnego pieprzu (55z??). Okaza??o, ??e te 5 z??otych r????nicy czyni smakowe cuda. Antrykot okaza?? si? solidnym kawa??kiem krowy wysma??onym jak nale??y, natomiast krzepkoska wo??owina nie by??a godna swej ceny. W tych wide??kach podobny jako??ciowo kawa??ek mi?sa tyle, ??e bogaciej podany, mo??na dosta? na warszawskim Podwalu.
Powr??c? jednak do moich czterech kotlecik??w z m??odej owcy. Lubi? jagni?cin?, ten rodzaj mi?sa najcz???ciej wybieram we wszelakich hindusach. Jednak towarzystwo mocno doprawionych sos??w znakomicie przy?miewa jej naturalny smak. Z tego co pami?tam ostatni? dobr? sztuk? owcy jad??em w Nesebarze. Ale to co sprezentowa??a mi Argentina by??o lokalnym mistrzostwem ??wiata.

Dobr? pozycj? okaza?? si? r??wnie?? antrykot z kurkami saut? (sk?d w nazwie chorizo? 56z??). Za to zdecydowanym pud??em by??y nale??niki z w?dzonego ??ososia z serem (20z??) Tomka. Niestety nadmiar bia??ego sera i niedomiar „norweskiej” ryby to nie to na co mo??na liczy? za dwadzie??cia z??otych. Podobnie jak pol?dwiczki wieprzowe z winogronowym chutney’em (35z??), kt??ry okaza?? si? za s??odki jak na m??j gust. Mo??e jestem ignorantem w tych sprawach, ale uwa??am, ??e chutney powinien by? bardziej pikantny. Zupe??nie niezauwa??ona przemkn???a mi r??wnie?? pieczona sola w sosie czosnkowym z warzywami i ry??em (29z??). Ryba jak ryba, za to strza??em w dziesi?tk? okaza??a si? by? pol?dwica wo??owa z grilla zawini?ta w boczek (75z??). Zam??wiona jak zwykle na medium rare dos??ownie rozp??ywa??a si? w ustach. Ponarzeka? tu mog? tylko na ??rednie kartofelki po prowansalsku, kt??re jakby troch? wczorajsze by??y.

Niestety czytaj?c na gastronautach opinie o tutejszym t-bonie to nie wiem czy poza jagni?cin? i argenty??sk? wo??owin? jest tu do czego wraca?. Kulinarnie oczywi??cie, bo dla ch?tnych kilka razy w miesi?cu odbywaj? si? tu p??atne i bezp??atne praktyki z milongi. Pewnie bym nawet skorzysta??, ale ??ycie na bezrobociu rozleniwia.

01/02/2010

Gdy zima napiera nie schod?? do piwnicy

Filed under: Wroc??aw — Tagi: , — maliboo @ 22:36

Za oknem minus pi??, albo i wi?cej. Ca??e szcz???cie czapki jeszcze na g??owach, bo na wroc??awskim Rynku nie by??oby si? gdzie schowa?. Upatrzyli??my sobie tego wieczoru Masal? Grill & Bar. Pomijaj?c niewybredn? nazw? (ile??to by??o Budda bar??w i innych Tandoor??w), to ca??kiem dobre miejsce – jak si? oka??e w kolejnym wpisie. Ale nie uprzedzajmy fakt??w.
Masala okaza??a si? by? ca??kowicie zaj?ta tego wieczoru. Wygl?da??o mi to nawet bardziej na rezerwacj? ca??go lokalu, ni?? pospolite ruszenie festungowych turyst??w.
Lokalizacj? i orientalne nastawienie na ten wiecz??r trzeba by??o zmieni?. Szybki rajd po rynkowych uliczkach przy ponad dziesi?ciostopniowym mrozie nie da?? pozytywnych wynik??w. Wyl?dowali??my mi?dzy innymi pod Piwnic? ??widnick?. Nota bene, jak strona g??osi, „najstarsz? restauracj? w Europie”. Mo??liwe, poniewa?? gdy weszli??my nikt nas nie podj???. Wygl?da na to, ??e ca??a obs??uga ewakuowa??a si? tu w styczniu 1945. Naprawd? pr??bowali??my pokr?ci? si? po trzewiach tego przybytku, by jako?? zaanonsowa? swoj? obecno???. Ale poza grupk? os??b siedz?cych w pustej sali (nazwijmy j? na potrzeby tego opisu #1) i kolejnej sali (t? z kolei nazwijmy #2), kt??ra zaj?ta by??a przez, wyra??nie celebruj?c? co?? park?, nie u??wiadczyli??my ??ywej duszy. Ju?? my??la??em ??eby rozkuwa? ??ciany w poszukiwaniu obs??ugi, lub jej resztek, zamurowanej tu mo??e w skutek opiesza??ego serwisu. Za namow? Kasi udali??my si? jednak na poziom zero wroclawskiego rynku.

Musz? przyzna?, ??e naprawd? nie rozumiem tutejszego podej??cia do czasu i obs??ugi. Mo??na to nazwa? stolicznym rozpasaniem, a mo??e zbyt du??? nachalno??? obs??ugi knajpek i restauracji spotyka??em pod r????nymi szeroko??ciami i d??ugo??ciami geograficznymi. Tego wieczoru, mimo brak??w w ob??o??eniu niczym u 90-letniego starca, sami musieli??my si? prosi? o obs??ug?. I tak, po drodze donik?d, zahaczaj?c o Rodeo Drive, gdzie (nie)zostali??my powitani podobnie (z takim samym prawie-pustym zape??nieniem!) trafili??my w ko??cu do Piwnicy pod Z??otym Psem.

Decyduj?cym czynnikiem, kt??ry nas zach?ci?? do zdecydowania si? na t? knajp? by?? oczywi??cie mr??z. A zaraz po nim tablica z wykredowanym napisem, kt??ry m??wi?? co?? o grillu, patelniach z mi?sem i podprogow? ju??, obietnic? fajno??ci. Z trzech dost?pnych kondygnacji wybrali??my t? ??rodkow? – przy barze. Odrzucaj?c zadymione wn?trze najni??szej oraz puste i zimne najwy??szej cz???ci. Mimo tego miejsce to musia??o odwiedza? sporo potomk??w cyrkowc??w, kt??rzy nauczeni przez starszyzn? zapominali, ??e drzwi, w przeciwie??stwie do kotary, same si? nie zaci?gn?. W zwi?zku z tym – do nas – zaci?ga?? mr??z z pi?terka…
Zmarzni?ty i g??odny zdecydowa??em si? na rybny wst?p (nie ??eby pi?tek zobowi?zywa??) pod postaci? zupy rybnej z grzankami i ostryg? (17z??). Do towarzystwa dobra??em Piasta (7z??, podobnie jak Okocim), bo to piwo na mazowszu ostatni raz widzia??em chyba na studenckiej imprezie po??egnalnej (pomijam przedwczorajsz? wizyt? w Piotrze i Pawle) latem 2000 roku.
Wywar da?? rad?, oczywi??cie w por??wnaniu do bouillabaisse smakowa?? jak wyci?g ze sznurowade??, ale by??o to zjadliwe. Gorzej z owocami morza. Te, jako owoce, nadawa??yby si? do poselskiego t??umaczenia przy kontroli drogowej – gdy to zwykle fermentuj?. Pierwszej ??wie??o??ci zdecydowanie nie by??y… Szczeg??lnie jedna p??ywaj?ca ostryga, kt??ra – mam nadziej? – nie by??a przekazywana z garnka do garnka, a?? w ko??cu trafi na frajera, kt??ry zaryzykuje j? skonsumowa?. W ka??dym razie sensacji nie by??o. Ani podczas jedzenia, ani dnia nast?pnego. Jakkolwiek lepiej bym si? czu??, gdyby pani kelnerka zapali??a ??wieczk?-podgrzewaczk? pod garnuszkiem z zup?. Pogrzewaczka wisia??a sobie sm?tnie pod naczynkiem, czekaj?c byc mo??e na bardziej dewizowego klienta.

Zaspokojenie pierwszego glodu pomog??o mi (ok – w sumie nam – ale ten fragment pisze m??j wewn?trzny egoista) wytrzyma? do g????wnego dania: steku New York (59z??) i patelni Dworskiej (39z??).  Fajnie, ??e obs??uga zapyta??a si? jak sobie ??ycz? wysma??one mi?so. Niefajnie, ??e wzi???em moje ulubione – troch? mniej ni?? medium rare. Mi?so okaza??o si? niepierwszej ??wie??o??ci, co by??o czu? g????wnie przy brzegach, na pocz?tku jedzenia. Przyznam szczerze, ??e pierwszy raz by??o mi glupio, ??e zam??wi??em tak ma??o wysma??ony stek. Trzeba by??o zosta? w opozycji do Bourdaina i zam??wi? dobrze wysma??ony. Mi?so nie by??oby takie z??e, gdyby nie ??y??ki i inne zwierz?copochodne ta??atajstwa w ??rodku sztuki wo??u. Troch? mi si? zesz??o na chirurgicznym cyzelowaniu tej cz???ci. Do mojego dania podany by?? sos serowy na bazie czego?? ple??niowego (gorgonzola jakby), kt??ry mimo wszystko wypad?? du??o gorzej ni?? dip serwowany do skrzyde??ek w Jeffsie.

Patelnia Dworska to osobna opowie???. Samo mi?so (bodaj??e pol?dwiczki wieprzowe), sztuk niewiele, by??o ca??kiem smaczne – towarzystwo frytek i jakiejs standardowej sa??aty lodowej ze szcz?tkami warzywnej kompanii (jakie?? pomidorki koktajlowe i co??tam jescze) nie powala??o. Jednak sos z zielonym pieprzem serdecznie mnie, a mo??e ??o???dkowo – bo mowa o jedzeniu – uj???. To by??o to czego brakowa??o mi we w??asnym zam??wieniu. I ca??e szcz?scie nie przypasowal on Kasi, w zwi?zku z czym wm????ci??em ca??o??? zapasu na jej patelni.
W trakcie jedzenia kusi?? mnie jeszcze czarny Johnnie (18z??), ale tego odpu??ci??em sobie wiedz?c, ??e w domu czeka na mnie taneczny kumpel Jim. W lekkim ch??odzie opu??cili??my t? piwnic?, by nigdy ju?? tu nie powr??ci?. My??l?, ??e Wroc??aw ma jeszcze par? wartych odwiedzenia miejsc, jak chocia??by niezamierzenie „pods??uchane” w pocci?gu Pod Papugami, w kt??rej pono? podaj? powalaj?cego ??ososia. To jeszcze b?dzie dane mi sprawdzi?, chocia?? p??ki co… Nie ma mnie tu

06/01/2010

Planet Sushi – sushi nie z tej planety…

Filed under: Wroc??aw,blah!,japo??skie — Tagi: , — maliboo @ 00:03

Wroc??aw. Wspania??y Rynek wraz z okolicznymi klubami, porypana sygnalizacja ??wietlna, brak IMAXa i tragiczne sushi. Tego dnia mieli??my si? wybra? do Sakany, jednak ponownie odstraszy?? nas uporczywie serwowany sushi bar, bez stolik??w. Czasy, kiedy bawi??a mnie kolejka elektryczna i jej wodna odmiana w postaci ????deczek z sushi bezpowrotnie min???y. Nad ??owienie ry??owo-rybnych k?sk??w przedk??adam sobie towarzystwo osoby siedz?cej na przeciwko. Dlatego wycofali??my si? z powrotem do Rynku. Brn?c przez w??oski zak?tek Wroc??awia przyklejony do ulicy Wi?ziennej dotarli??my do Planet Sushi. Jej opinie na gastronautach nie wygl?da??y zniech?caj?co, wi?c powiedzenie, ??e postanowili??my „zaryzykowa?” by??oby nadu??yciem. G????wnie czas oczekiwania… Poczeka? kilkadziesi?t minut na dobr? rybk? to nie wysi??ek. Tym bardziej, ??e na bezrobociu czasu mam pod dostatkiem. W ko??cu nawet w domu zwini?cie paru rolek ry??u z wodorostem nie zajmuje d??u??ej niz dwie godziny. Wliczaj?c w to gotowanie ry??u.

Zaj?li??my sobie miejsca na pierwszym pi?trze dwupoziomowej kamienicy sushowej planety. Intymnie i z dala od parterowego ruchu, gdzie znajduje si?  stanowisko sushi master??w i wej??cie do restauracji. A bior?c pod uwag? por? roku – jest cieplej. Jak si? okaza??o nie tylko dla cia??a, ale r??wnie?? i dla portfela. We wtorek – w dniu naszej wizyty – obowi?zuje tu promocja minus 50% mniej na dania gor?ce. Nie by??bym sob?, gdybym nie skorzysta?? z tej okazji. Krzepcio ma tu swoja teori? na temat moich semickich korzeni (zw??aszcza kiedy si? nie ogol?), jednak spuszcz? na ni? zas??on? milczenia.
Po zam??wieniu dw??ch drink??w: Long Island (18z ??) i Japanese Bug (17z??) zdecydowali??my si? na ciep??e dania w postaci tu??czyka Maguro Co??tam (49z??) i ostre krewetki Paprika Ebi (29z??). Po 25-30 minutach okaza??o si? jednak, ??e ten??e si? sko??czy??. Jak si? okaza??o, potem na podanym sushi jednak jeszcze si? trzyma??… A mo??e po prostu by?? za drogi na wtorkowy upust? Drugi strza?? pad?? wi?c na Toro Sake (35z??) – ??ososia z ma????ami ??w. Jakuba i krewetkami. No i oczywi??cie cel tego wieczoru: sushi – w postaci firmowego zestawu Kirishima (50z??) oraz dodatkowej batalii mak??w: Sake Maki (19z??).
Powoli s?cz?c drinki, po blisko, godzinie doczekali??my si? na moje krewetki. Troch? mnie tu zaskoczy??a dolno??l?ska gwara – w kr??tej szumnie brzmi?ca rukola wygl?da i smakuje jak szpinak, a grzyby shitake to zwyk??e sma??one pieczarki. Ilo??? krewetek i do??? t??usty sos pomidorowy w jakim by??y umaziane przekona??a mnie jednak. W ko??cu od rana nic nie jad??em, a by??o ju?? zdrowo po godzinie 16. Spa??aszowa??em wi?c ma??e skorupiaki przy pomocy najbardziej lichych pa??eczek jakimi dane mi by??o operowa? i pierwszy g????d zosta?? zaspokojony. M??j. Poniewa?? Kasia na swojego ??ososia musia??a poczeka? jeszcze kilkadziesi?t kolejnych minut.

W tak zwanym mi?dzyczasie by??o nam dane poobserwowa? tutejsz? klientel?. R??wnie co my poirytowan? fatalnym czasem obs??ugi. Chocia?? do samych kelnerek zarzutu mie? nie mogli??my, to kuchenne uwijanie przypomina??o bardziej muchy w smole ni?? kuchni? Gordona Ramsey’a. Para przy ??cianie w rogu, przed nami, po d??ugim czasie oczekiwania zdecydowa??a si? wzi?? tutejszy wyr??b na wynos (pomy??ka – bo, uprzedzaj?c fakty, nie mogli reklamowa?). A czw??rka mi??ych m??odych ludzi w przeciwleg??ym rogu, lekko poirytowana, zdawa??a si? przedwcze??nie wyj??? tego wieczora. Do ko??ca realizacji zam??wienia zdaje si?, wytrwali??my tylko my i m??oda dziewczyna obok. Opuszczona przez zniecierpliwion? kole??ank? w po??piechu zjada??a widelcem sp????nione sushi i r??wnie?? poprosi??a o rachunek.

Musz? jednak przyzna?, ??e oczekiwanie na ryb? sprawi??o mi wiele rado??ci. Szczeg??lnie wtedy, gdy zainteresowa??em si? na??ciennymi ozdobami. Niestety moja ciekawo??c okaza??a si? mocniejsza ni?? zaczepienie tych??e. Co zaowocowa??o widowiskowym spadem ca??ego rozwijanego ustrojstwa w stylu japo??skim. Bardziej najedzony wstydem, ni?? dotychczasowym serwisem, czempr?dzej powiesi??em ta??atajstwo z powrotem na swoim miejscu. Oczywi??cie natychmiast sprowadzi??em tym na siebie uwag? calej sali. W jednej chwili przelecia??o mi moje. nie-tak-kr??tkie ??ycie. przed oczami i przypomnia??em sobie identyczne zdarzenie na w??asnej studni??wce, kiedy to zaraz przy mnie (i je??li dobrze pami?tam Asi Sz.) spada??a wysoka, papierowa ozdoba doczepiona do drabinek w sali gimnastycznej. Dodatkowo w ca??ym tym kipiszu nie zauwa??y??em, ??e swym ty??kiem smakosza odpycham fotel na tyle, ??e choinka stoj?ca za mn?, ustawi??a si? w niebezpiecznym pochyleniu. Jednak kolejna tragedia nie dosz??a do skutku – bo??onarodzeniowy krzaczek pozosta??-sta?? na swoim miejscu.

Chwil? przed, czy chwil? po opisywanym zamieszaniu na stole pojawi?? si? d??ugo wyczekiwany ??oso??. Szkoda, ??e obs??uga nie zapyta??a wcze??niej jak ma by? wysma??ony. To co zjawi??o si? na talerzu nie by??o tartacznym wi??rem, ale dla mnie i Katarzyny mog??o le??e? na ogniu du??o kr??cej. Jednak nie stan denaturacji bia??ka ryby wzbudzi?? moje obiekcje. A raczej spos??b podania. W menu jak byk sta??o, i?? ryba b?dzie podana z ma????ami ??w. Jakuba i krewetkami. Natomiast to co pojawi??o si? na talerzu przypomina??o bardziej moje krewetki z pieczarkami w pomidorowym sosie. Tylko bez niego. Zacz???em zachodzi? w g??ow? – czy wszystko na ciep??o podaj? tu z tym hodowlanym grzybem? Po zg??oszeniu obiekcji u pani Martyny, kt??ra nas obs??ugiwa??a, na stole pojawi??y si? szybko dwie krewetki i dwa jakubowe mi?czaki. Naturalnie w towarzystwie przeprosin i t??umacze?? doprawionych win? i zapomnieniem przygotowuj?cego ich kucharza. Niestety „bonusowy” dodatek okaza?? si? zwyk??ym, zbeszczeszczonym planktonem panierowanym w „czym??”. Dodatkowo sma??enie na zbyt g???bokim t??uszczu spowodowa??o, ??e ca??y smak pozosta?? zapewne na dnie naczynia w kt??rym martwe cia??ka frutti di mare by??y frytowane.

Koniec ko??c??w nasze oczekiwanie zosta??o zwie??czone podaniem sushi. Upragnionych kawa??k??w ryby, na kt??re czekali??my od blisko trzech godzin (SIC!). Pierwsze na stole wyl?dowa??y porcje sake maki, kt??re okaza??y si? by? zjadliwe. M??g??bym si? przyczepi? do ry??u, kt??ry smakowa?? tak jakby le??a?? w tym zestawie od rana, ale og??lnie nie by??o to z??e. Oczywi??cie na gorsze przysz??a pora. Wraz z zestawem Kirishima na stole pojawi??a istna sushi-Hiroshima.

Zestaw sk??adaj?cy si? g????wnie z nigiri (i dw??ch gunkan-maki) okaza?? si? by? tragiczn? pomy??k?. Nier??wne, zar??wno pod wzgl?dem kszta??tu jak i smaku, oraz jako??ci kawa??ki ryby wyl?dowa??y przed nami na okr?g??ej misce. W naczyniu, kt??re wola??bym by go??ci??o hiszpa??ska paell?, pojawi??y si? rozmi?k??e gunkan-maki, oraz ledwostrawne nigiri. Je??li chodzi o te drugie, to w naszym zestawie pojawi??y si? dwie sztuki: jedna z pomara??czow? ikr?, a druga z ??ososiem udekorowanym ptasi? kup?. Prawdopodobnie – tak jak guano – wygl?da zle??a??y, japo??ski majonez. Z czasem ciemnieje, przybieraj?c barw? br?zu (kt??ry tak lubi? dziewczyny). Je??li chodzi o nigiri, to pomijaj?c zjadliwego ??ososia reszt?, opr??cz kalmara pomin? milczeniem. G??owonoga nie daruj?, gdy?? musia??em go wyplu? w chusteczk?. W smaku by?? zle??a??o-mocno-rybny, a pod j?zykiem sprawia?? wra??enie ??liskiego niczym Olejniczak w telewizji. Ca??e szcz???cie dodatkowo zam??wione tyskie (8z??) zdo??a??o przep??uka? niesmak spowodowany ostatnim k?sem.

Nasze zdegustowanie degustacj? serwowanego przez Planet Sushi jedzenia zosta??o podsumowane wsp??ln? odpowiedzi? na pytanie pani kelnerki przy wystawioeniu rachunku:
- Smakowa??o?
- Nie!
Niestety p????niejsza reakcja managmentu Planet sushi by??a bardziej ??a??osna ni?? nasza odpowied??. Na moj? propozycj? rekompensaty straconego czasu (blisko trzy godziny!) i jako??ci jedzonego posi??ku otrzymali??my odpowied??: mo??e jaka?? darmowa kawa lub herbata? Niestety na taki asumpt musieli??my zareagowa? odmow?. Naprawd? serce mi si? kraja??o na my??l o tym, ??e pani manager Planet Sushi mog??aby odj?? sobie od ust pit? kawusi?, by odda? nam i  zrekompensowa? nam niesmak pozosta??y po konsumpcji tutejszych „specja????w”. Zap??acili??my wi?c rachunek i w milczeniu udali??my si? do wyj??cia. Mam nadziej? ku Nowemu Wspania??emu ??wiatu. Planet Sushi, jak dla mnie, le??y w zbyt odleg??ej galaktyce…

08/10/2009

Bliss Garden – Ogr??d tak, ale rozkoszy niewiele

Filed under: Warszawa,chi??skie — maliboo @ 20:59

Wizyta w Bliss Garden troch? si? nam prze??o??y??a w czasie i musia??a czeka? ko??ca mojego urlopu. W ko??cu jednak pi?tkowa kolacja odby??a si? pod egid? przybytku na Twardej 42. Troch? sp????nieni wpadli??my przed godzin? dwudziest? w czelu??cie Zwi?zku W?dkarza, by zej??? do podziemnego „ogrodu”. Na wej??ciu skini?ciem glowy przywita??a nas chi??ska matrona pilnuj?ca kulinarnego dobytku. Od razu przysz??a mi na my??l niezapomniana wizyta w ??wi?tej pami?ci Tien-Tien, przemianowanym teraz na Mekong. Tomek ju?? na nas czeka?? w towarzystwie staropramena (11z??), wi?c do???czyli??my czem pr?dzej powi?kszaj?c piwne kworum o rodzimego ??ywca (9z??).

Obs??uga w postaci m??odziutkiej azjatki, uroczo kalecz?cej polski, podj???a nas b??yskawicznie, domagaj?c si? zam??wienia. niestety, widocznie ??e??ska cecha: niezdecydowanie skutecznie powstrzyma??a mnie od wyboru dania g????wnego, decyduj?c si?  wprz??dy na chi??skie sma??one piero??ki (9z??/6 sztuk) w podw??jnej porcji. W przeciwie??stwie do piwa i na podobie??stwo da?? g????wnych na jedzenie musieli??my chwilk? poczeka?. Dwana??cie podsma??onych z jednej strony paczuszek wyl?dowalo na wsp??lnym talerzyku w towarzystwie dw??ch sos??w. ?agodny i s??odki nie przypad?? mi do gustu. Jednak jego brat bli??niak, niczym Arnie w Twins, nadrabia?? za dw??ch, ratuj?c z ca??kowitej pora??ki zar??wno swojego sos-brata  jak i pierogi. Sory Winnetou (bez mieszania w to india??skiej kuchni)- ten wyb??r okaza?? si? nietrafny.

Weso??o deliberuj?c nad socjologicznymi aspektami portali spo??eczno??ciowych, a w szczeg??lno??ci nad wag? kwiz??w w kontek??cie szacuna u ziom??w, wybrali??my dania g????wne. W kolejno??ci: makaron sojowy sma??ony z warzywami (22z??), wo??owin? w czarnym sosie (29z??) i jagni?cin? na gor?cym talerzu (39z??). No i ry?? (4 z??), poniewa?? wliczenie go w koszt zestawu zapewne brzydko podnios??oby cen?. A tego w kryzysie nam nie trzeba. Oczywi??cie na dania dane by??o nam poczeka? ciut d??u??ej ni?? na piero??kow? przek?sk?. W ko??cu dobre rzeczy wymagaj? czasu.
Jednak ani przeci?tny makaron z warzywami, ani wo??owina w czarnym sosie nie uwiod??y mnie. Inaczej by??o z jagni?cin?. Ta, wr?cz przeciwnie, zamiast uwie??? zawiod??a. Na ca??ej linii. Nie wiem jak si? przyrz?dza ma??e owieczki na chi??ski spos??b, ale tej, podanej mi nie rozpozna??bym od wieprzowiny ni kolorem ni smakiem. Mo??e to kwestia przypraw, mo??e sprawa sma??enia lub j?zyka og??uszonego jednym piwem, ale bardziej przypominalo mi to pospolit? wieprzowin? ni??li owcze mi?so.

W pierwszym starciu Bliss Garden poleg??. Jedyn? nadziej? nios? ze sob? s??odkie, sezamowe kuleczki z past? sojow? (12z??). Czy mo??e powinny czerwonej fasoli? Dorodne niczym meksyka??skie cojones, podane z pa?kami bitej ??mietany. Chocia?? tu Blondi, i ja – po namy??le – preferujemy karmel, rodem z Wooka, kt??ry ostatnio troch? si? podni??s?? ze swojej kl?ski. Acz nieznacznie. Czekaj?c na  …nie nie, nie na Godota, wykurowanie si? zapisuj? Bliss Garden w kajeciku, ??eby zweryfikowa? powy??sz? wizyt?. Mo??e nast?pny raz oka??e si? smaczniejszy.

30/06/2009

Courtepaille – francuski grill

Filed under: Warszawa,francuskie — Tagi: , — maliboo @ 23:16

Cienka S??omka to francuska sieci??wka serwuj?ca dania z grilla. Profil oscyluje wok???? casual dining, wi?c nie nale??y si? przejmowa? tym, ??e miejsce to, na zasadzie franczyzy, zduplikowane jest w kilkudziesi?ciu lokacjach we Francji. Miejsce, jak zwykle, jak kt??re?? z kolei, ponownie z polecenia. Tym razem malaka – Konrad czekam na wino! Nie zapomn? Ci tej ??wie??ynki z w?dzonym serem topionym. Wracaj?c do tematu, w ko??cu trafili??my i tu… Z udanych zakup??w nota bene, ale t? cz???? pomin?, tak jak kupno tych fajnych spodni za prawie tylko p???? ceny;(

Ob??adowani torbami wparowali??my wi?c z Katarzyn? do go??cinnych prog??w Couterpaille i poprowadzeni przez kelnera, tudzie?? innego szefa sali zasadzili??my swe po??ladkowe korzenie po??rodku pomieszczenia. Nie ma??ego, bo je??li wierzy? Wikipedii pomie??ci ono 140 os??b. Od razu podj?ci przez tego?? samego jegomo??cia zacz?li??my wertowa? tutejsze menu. Hmm, aktualnie i o dziwo, r????ni si? ono od zaprezentowanego nam w lokalu dos??ownie par? dni temu. Nie przypominam sobie w nim pozycji pod tytulem „podw??jny hamburger”, czy „plaster boczku Parisien”. Mniejsza z tym. Zam??wilismy antrykot (39z??) i stek wo??owy mielony (ca. 19z??), kt??rego ju?? nie widz? w zlinkowanym spis-do-jadle. Za namow? kelnera zrezygnowalem jednak ze swojej krowiej g??rnicy i przysta??em na propozycj? zadniego rumszytka (38z??). Obydwa mi?sa zam??wili??my na spos??b krwisty. Ich opiekanie mogli??my obserwowa? en face na ruszcie, kt??ry znajdowa?? si? nieco wy??ej nad ??arem ni?? nasz tradycyjny grill znany z maj??wek. Dodatkowo mi?sko przypalane bylo wysokim ogniem buchaj?cym z paleniska. Widok mi??y, szczeg??lnie dla os??b lubi?cych dozorowa? przygotowywanie ich posi??ku.

Dodatki w Couterpaille s? wliczone w cen? dania g????wnego i, co wa??niejsze, nielimitowane. Ni mniej ni wi?cej znaczy to, ??e frytek (raczej z paczki, ni?? przygotowywanych na miejscu), pieczonych ziemniaczk??w i wszelakich zielenin mo??emy tu domawia? bez ogranicze??. Oczywi??cie w teorii tylko. Poniewa?? praktyka wykaza??a, ??e podana porcja frytek i kartofel-gigant z sosem ??mietanowym wystarczy??y na nas oboje a?? nadto! Jednak to mi?so jest tu najwa??niejsze i skupiaj?c sie na nim powiem jedno: wspaniale! Chocia?? trzeba szybko pa??aszowa?, bo kawa?? soczystej wo??owiny jedzony powoli stygnie szybko i nie jest ju?? tak smaczny jak w pierwszych minutach podania. Ulotno??? tego zmys??u rekompensowa??y jednak sosy: pierwszy podany do mi?sa (je??li dobrze pami?tam na bazie majonezu i moszczu), a drugi, wed??ug mnie wybitny, jako mieszanka musztardy i rodzynek w autorskim s??oiczku Couterpaille. Za tym w??a??nie dodatkiem mam tu ch?? wr??ci?, tym razem na medium rare cokolwiek, by zaspokoi? pierwotny zew krwi. Musz? te?? wspomnie? naprawd? ostr? musztard? w firmowych torebeczkach, kt??ra doprawia??a ostro tutejsze mi?so niczym nasz polski chrzan. Kusz?ca jest tak??e cena piwa, gdy?? du??e tyskie kosztuje raptem ciut poni??ej 7z??. Na t? lokalizacj? i dzisiejsze ceny – w (tzw.) pytk?!

Na koniec jednak ma??a wisienka z pestk? na tym s??odkim torcie. W naszym przypadku obs??uga by??a tak opiesza??a, ??e zacz???em si? zastawia? czy nasz kelner nie pracuje jako etatowy szachista, dorabiaj?c tylko na boku w restauracji. Zaniecham jednak dalszych z??o??liwo??ci, poniewa?? jego sugestie (np. sos do mi?sa) dotycz?ce naszych wybor??w by??y trafne i mi??ym uczuciem by??a ??wiadomo???, ??e kto?? tu naprawd? stara si? by nasze wybory by??y jak najbardziej trafne.
Lukrem natomiast niech b?dzie to, ??e zaobserwowali??my tu du??o gastronomicznych autochton??w. Nie wiem czemu, ale mam takie zboczenie, ??e je??li w „regionalnej” restauracji zauwa??? przypisan? jej spo??eczno???/narodowo??? od razu darz? ten przybytek dodatkow? sympati?. Tu francuskoj?zycznych klient??w nie brakuje. W naszej obecno??ci rachunki, jak i pogaw?dki z kucharzem zako??czy??y conajmniej trzy takie stoliki.

Z ch?ci? zawitam we francuskim grillu ponownie. Nie ma wszak??e nic lepszego niz kalorie czerpane z bia??ka, ale trzeba przyzna?, ??e ceny s? tu o conajmniej o 7-12z?? odstraszaj?ce. Mimo wszystko Courtepaille nadal pozostaje jedn? z wielu knajpek w centrum handlowym i si??? rzczy zawsze b?dzie mia??o -1 do XP (stosuj?c terminologi? RPG).

07/06/2009

Meksykan(in), nabity w butelk?

Filed under: Warszawa,texmex — maliboo @ 22:30

Podwale 29 w Warszawie to miejsce spoczynku ??wi?tej pami?ci Butelki. Nieod??a??owanej, jak wszystko co przemin???o a by??o dobre, restauracyjki z w??oskim podej??ciem do jedzenia. Na jej zgliszczach, niczym feniks z popio????w, powsta?? Mexican. Czyli radosny, pseudo meksyka??ski, potworek kusz?cy quesadillami, burrito, nachosami, tequil? i starym, zielonym garbusem ustawionym przed wej??ciem. Ostatni wymieniony artefakt by?? chyba zainspirowany, podobnie starym, automobilem stoj?cym po s?siedzku na Podwalu 25. Czym?? trzeba w ko??cu kusi? turystyczn? t??uszcz?.

Wizyt? w Mexicanie zacz?lismy ju?? w pracy, pilnie studiuj?c menu tego przybytku. Strona domowa restauracji, przynajmniej warszawska filia przy Barbakanie, oczywi??cie nie dzia??a jak nale??y i zamiast menu mo??na popodziwia? pi?kne czarne t??o, inspirowane prawdopodobnie ciemnymi nocami na pustyni Chihuahua. Drobne pohakierowanie strony da??o nam jednak szybki dost?p do miernej graficznie zawarto??ci. Gdybym by?? Bogus??awem Wo??osza??skim prawdopodobnie nie uprzedza??bym fakt??w, ale nie jestem, wi?c pozwol? sobie nadmieni?, ??e jako??? strony nie odbiega zbytnio od jako??ci serwowanych tu potraw.

Jednak??e wizyta zacz???a si? mi??ym akcentem. Po przyj??ciu czeka??y na nas miseczki z nachosami i sals?. No, mniej wi?cej sals?, bo to co tu podaj? nie mo??e si? r??wna? chocia??by z pomidorowym dipem, kt??ry jest serwuje Blue Cactus. Po tym ubogim wst?pie zdecydowa??em si? na zup? tortillow? przykryt? zapiekanym serem (9,50z??). Takowej nigdy nie kosztowa??em i jedz?c to co podano mi tutaj nie zdecydowa??bym si? pewnie na ponown? degustacj? nigdy wi?cej. Jednak je??li chodzi o jedzenie jestem cz??owiekiem du??ej wiary i zaryzykuj? konsumpcj? gdzie?? jeszcze. Przepis na wy??ej wymienion? zup? w Meksykanie mo??na zawrze? w jednym zdaniu: „Wlej kieliszek roso??u, dolej ?wier? litra wody, dorzu? garstk? rozgotowanej papryki, wrzu? nachosy, posyp serem i przypal w piekarniku”. Sekretem tego dania jest prawdopodobnie palec kelnera w zupie przy podawaniu. Jednak by??o zbyt ciemno ??eby zauwa??y? t? delikatn? granic? dziel?c? lustro wody/zupy(?) i cz??onek ko??czyny serwuj?cego. Poprzestan? wi?c tylko na moich wydajemisiach. I nawet je??li pan kelner niechc?cy umoczy?? sw??j palec w zupie to rabanu wszczyna? sensu nie by??o. W ko??cu i w domu zdarza nam si? takie fa??ks pas.

W zasadzie chcia??bym w tym miejscu przerwa? ju?? opis swoich wra??e??, ale blogerski obowi?zek nakazuje mi kontynuacj? mego pseudosprawozdania.
Podczas konsumpcji zam??wionego przeze mnie burrito z wieprzowin? i fasol? (25,50z??) skosztowa??em k?s sa??aty z ??ososiem w sosie winegret (16,90z??), kt??ra zam??wi??a Zofia. Mo??e ju?? lekka syto??? spowodowana konsumpcj? burrito spowodowa??a, ??e jej wyb??r nie przypad?? mi do gustu. Danie smakowa??o jak sa??ata z ??ososiem, podlana octem. Oczywi??cie sk??ad nie czyni tej potrawy stekiem z wo??owiny, ani niczym innym ni?? wymienione ingrediencje… Ale wydaje mi si?, ??e podobne danie potrafi przyrz?dzi? ka??dy operator saturatora. Poniewa?? tak samo jak i sod??wka z sokiem malinowym w szklance na ??a??cuchu ta zielenina z ryb? by??a mdle podana.

Wracaj?c jednak do mojego burrito, to podana porcja by??a gigantyczna. Placek w kt??ry zawini?te by??o nadzienie polany zosta?? trzema sosami: ostrym pomidorowym, guacamole i kwa??n? ??mietan?. Niestety wida? by??o, ??e sos z awokado st?skni?? si? ju?? bardzo za pestk?, poniewa?? ??ciemnia?? widocznie. Zamaskowaniu tego faktu nie pom??g?? nawet p????mrok panuj?cy w sali. Rozja??nieniu ca??ej sytuacji nie rehabilitowa??a nawet meksyka??ska flaga wbita w zaserwowanego mi nale??nika. Ano w??a??nie nale??nika. Bo ciasto w kt??re zawini?te by??o ??redniej jako??ci mi?so z fasol? przypomina??o mi bardziej domowe placki z m?ki pszennej, ni??li kukurydzian? tortill?. Niestety wyb??r pikantno??ci dania, zaproponowanej przez kelnera, sprowadza?? si? li tylko do polania go odpowiednio ostrym, lub nie ostrym, sosem pomidorowym. Samo nadzienie sprawia??o wra??enie robionego wcze??niej i pakowanego tak samo do wszystkich opcji ostro??ci. Fakt, ??e wyczy??ci??em prawie ca??y talerz, opr??cz przypalonych cz???ci ciasta, nie ma tu znaczenia. Tak jak kiepskie ksi???ki, kiepskie jedzenie te?? zwykle wci?gam do ko??ca. Chyba g????wnie po to, by mie? potem naj??wi?tsze prawo do pe??nej krytyki konsumenckiej.

Wspominaj?c jak p??aka??em nad ostatnim k?sem burrito wpychanym w swe trzewia, tak teraz roni? ??zy nad histori? Butelki. Smutne jest to, ??e parafrazuj?c prawo Kopernika-Greshama, knajp? lepsz? wypiera knajpa gorsza. Ale widocznie to prawo wolnego rynku, wszak zysk jest spraw? pierwszorz?dn?. Najcz???ciej dopiero za przychodami pojawia si? klient, jako??? i lojalno???.

06/06/2009

Je??li Serbia, to tylko w Belgradzie.

Filed under: Warszawa,ba??ka??skie — Tagi: , , , , — maliboo @ 22:12

Pami?? fotograficzna czasem zawodzi. By??em pewien, ??e Ma??y Belgrad na wz??r Ma??ej Serbii widzia??em gdzie?? w Centrum. Troch? tej ma??o??ci posiadamy jednak zbyt wiele, bo summa sumarum wysz??o na to, ??e chodzi??o o Ma??? Gruzj?, s?siadk? Serbii na Nowogrodzkiej. Oj panie! Za du??o tego…

Po kr??tkim ??ledztwie okaza??o si?, ??e tymrazowa destynacja znajduje si? w tej cz???ci Warszawy, gdzie psy szczekaj? odwrotnie. Ulica, nomen omen, Belgradzka 4 jest na dalekim, daaaalekim, daaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaleeeeeeeeeekim Natolinie. Jednak blisko metra, wi?c butk??w nikt w stanie zedrze? nie jest.
Ostrze??ony s??owami Agaty o ma??o??ci tego przybytku, kt??ry wybitnie podkre??la nazwa, postanowi??em zarezerwowa? miejsce. W ko??cu smutno by??oby wraca? z odleg??ego po??udnia nazad do Centrum w poszukiwaniu jakiego?? godnego zast?pstwa ba??ka??skiej pleskawicy. Nie mog? tu jednak pomin?? sposobu rezerwacji, kiedy to prosz?c o stolik na godzin? 19:00 dosta??em do wyboru 18:45 i 19:30 ;o) Po kr??tkich pertraktacjach doszli??my z mi??? pani? za telefonem do konsensusu w postaci pi?tnastominutowego sp????nienia na 18:45.

Po dotarciu na miejsce odetchn???em z ulg?, poniewa?? pomys?? zarezerwowania okaza?? si? trafny. Praktycznie ca??a knajpka by??a ob??o??ona, lub zarezerwowana. M??wi?c Pisz?c „ca??a” mam na my??li par? stolik??w na maksymaln? ilo??? 18-22 go??ci. Jak na tak odeg??? lokalizacj? wr????y??o to dobrze. W ko??cu zwyk??e osiedlowe knajpki nie maj? chyba a?? tak sporego ob??o??enia? Zasiedli??my wi?c sobie w ciut przyciasnym k?ciku we czterech ch??opa i czuj?c dzi?ki temu bratersk? blisko??? przyst?pili??my do wertowania menu.

Przy okazji pi?tku wypada??o nam si? nagrodzi? za pracowity tydzie??, wi?c zacz?li??my od zam??wienia przystawek i czego?? krzepi?cego nastr??j. Wyb??r pad?? na rakij? (7z??, do wyboru ??liwkowa, z winogron lub ta trzecia), karafk? Vranac Planta?e (28z??/500ml) oraz co?? tre??ciwego w postaci zupy z soczewicy (7z??), g?stej zupy z kurczaka (8z??), sma??onej cukinii z sosem koperkowym (15z??) i papryki Biurek (15z??) w panierce nadzienwanej serem sirene. Oczywi??cie nie omieszka??em doprawi? swojej str?czkowej zupki stoj?cymi na stole przyprawami paprycznymi, przy okazji zdrowo przesadzaj?c. Istny ??ar cia??a czu??em nie tylko w trakcie konspumpcji tej zacnej polewki, ale r??wnie?? i d??ugo potem, ??cieraj?c z czo??a si??dme poty. Krzepiny roso??ek okaza?? si? ciut lepsz?, bo g?stsza, wersj? naszej zupy z kur wielu. Nic co by do nieba wzi???o mnie. Za to warzywne przystawki to ju?? inna bajka. „Bajka” dos??ownie, poniewa?? przysma??one plastry cukini umaczane w sosie to istne niebo w g?bie! Podobnie rzecz mia??a si? z jeszcze lepszymi dwiema papryczkami w panierce, sowicie serem nadzianymi.

Ale nie dla zieleniny tu przyszli??my. Jako ch??opy poka??ne w genach mamy zapisan? konsumpcj? mi?cha. Zatem zw??ocznie przeszli??my do zam??wienia da?? g????wnych. Opieraj?c si? pokusie zam??wienia kawarmy, tak mi??o wspominanej przeze mnie po ostatnich wakacjach, wybra??em bejcowan? kark??wk? pod sadzonym jajkiem (24z??). Obecno??? sadzonego jajka wydaje si? tu do??? sporna. Mimo tego, ??e kark??wka by??a dobra, to nabia?? mi tu jako?? nie le??a??. Co innego sos lutenica (3z??), kt??ry okaza?? si? jednym z lepszych jakie jad??em!  ??miem stwierdzi?, ??e to dla niej tutaj wr??c?! R??wnie?? pleskawice przypad??y mi do gustu, chocia?? wersja „Dymitrowska” (23z??) z w?dzonym boczkiem i serem powali??aby mnie na kolana, gdyby nie do??? ciasne miejsce, kt??re okupowali??my. Zam??wiony przez Radzia szasz??yk Hajducki podany z pikantnym sosem, przetykany w?dzonym boczkiem i papryk? (30z??) r??wnie?? dobrze si? spisa??, chocia?? musz? przyzna?, ??e tytu??owego pikantnego sosu troche posk?piono. Jednak wielko??? porcji mi?sa zdecydowanie nadrabia wszelkie inne niedoci?gniecia. Biedny Szczepek zdawa?? si? juz cisn?? ??zy pod koniec jedzenia pleskawicy, ale doko??czy?? z godno??ci?. Na s??owo, niestety, musz? uwierzy? D??ugiemu, kt??ry chwali?? r??wnie?? kark??wk? po bo??niacku (24z??) zam??wion? przy drugiej wizycie. Te cieniutkie paski kark??wki grillowane z cebulk? i pomidorami, posypane ??????tym serem na pewno znajd? si? jako pierwsze na li??cie podczas kolejnej wizyty.

Jak dobrze, ??e Ma??y Belgrad jest tak daleko. Bo z pewno??ci? po kwartale wrzuci??bym pare kilo na klat? dup?. I mimo tego, ??e ten sielankowy obraz lekko przygasza nieco opiesza??a obs??uga, to mo??e powinienem to liczy? in plus jako taki leniwy, ba??ka??ski smaczek.

18/05/2009

W??oska magia Incanto na Pradze Po??udnie

Filed under: Warszawa,w??oskie — Tagi: , — maliboo @ 22:36

Na Pradze Po??udnie znam tylko dwie dobre pizzerie (czy mo??e Pizzerie przez wielkie P). Pierwsz? z nich jest, zadymiona niestety, La Luna. Druga to tytu??owa Incanto, troch? niesprawiedliwie nazwana li tylko pizzeri?. Odkry??em j? przypadkiem, kiedy to mieli??my ju?? do??? zamawianych zapiekanek z Telepizzy, Pizzy Hut, czy Daily Pizza, nazywanych „pizzami„.

W ci?gu paru moich odwiedzin zd???y??em przebrn?? przez smakowitsz? cz???? menu tego przybytku. Chocia?? zdarza??y si? r??wnie?? mniej podchodz?ce mi dania. Je??li mnie pami?? nie myli to na rozdziewiczenie tego miesjca wybra??em pizz? Mafioso (25z??), Andrzej wzi??? wtedy standardow? Peperoni (24z??). Jak wiadomo po??owa sukcesu dobrego placka z W??och to ciasto. To wypada tu szczeg??lnie dobrze. Cienkie i chrupi?ce na brzegach, tak jak powinno, by? mo??e nie b?dzie odpowiada??o sezonowym koneserom bu??ek z pizzowych sieci??wek, ale dla mnie to niebo w g?bie. Chocia?? przy ostrych rodzajach, szczeg??lnie z dodatkiem pikantnej oliwy do zagryzania rant??w, zdarza si? r??wnie?? piek??o w (_!_).

Podczas nast?pnych wizyt dane mi by??o tu spr??bowa? zupy fasolowej (kt??ra na szcz???cie wylecia??a ju?? z menu – chyba 8z??), GENIALNEGO sma??onego szpinaku z czosnkiem, mozzarell? i parmezanem (13z?? wedle cennika na stronie, ale w nowym menu stoi ju?? chyba po 15), schabu z mas??em czosnkowym, podanym z opiekanymi ziemniakami i gotowanymi warzywami (29z??), czy grillowanego ??ososia z krewetkami z sosem cytrynowo – czosnkowym i ry??em (35z??). Nie omin???y mnie te?? ??rednie bruschetty – 13z?? i szkoda czasu i miejsca w ??o???dku, te s? o niebo lepsze w Passe Partout, czy wspania??a pizza Carbonara (24z??). Z ca??ej tej listy dla mnie osobistym faworytem jest szpinak. Czy mo??e faworytem tym by?? do dzi??, kiedy to postanowili??my wypr??bowa? sezonowe menu szparagowe.

Na kr??tko, bo pewnie do ko??ca czerwca, niekwestionowanym kr??lem jest tu dla mnie zupa krem ze szparag??w, z zielono-szparagow? wk??adk? i w??osko-przyprawionymi grzankami (9z??). W tym daniu wszystko by??o tak jak powinno! No mo??e poza tym, ze nie trafi??a mi si? w niej ani jedna g????wka szparaga – tylko same dolne ??odygi! Kucharz powinien rozdziela? je bardziej sprawiedliwie ;-) . Ale to odegra??em sobie na zam??wionej pizzy ze szparagami i jajkiem (27z??). Placek poprawny, ale chyba pozostan? wierny chocia??by tutejszej Parmie (ze ??wie??? rukol? i szynk? parme??sk? – 25z??). Szparagi w obydwi daniach by??y takie jak powinny. W niczym nie b?d?c podobnymi do naszej kulinarnej pora??ki w pracy, kiedy to wcinali??my cz???? lekko gorzkawych p?d??w. Niestety, mo??e z racji poniedzia??ku, Czarkowi nie uda??o si? zam??wi? sa??atki z fallicznym warzywem i karczochami (25z??), gdy?? te ostatnie by??y-wysz??y. Zjad?? wi?c bidula to co mu podano z ersatzem zamiast serc astrowatych. Nie s??ysza??em z jego strony zachwyt??w, ale narzeka?? brak r??wnie?? by??o. Przyjmuj? wi?c, ??e danie okaza??o si?conajmniej poprawne. Jednak tak jak ostrzy??em sobie na nie z?by, tak nast?pnym razem nie omieszkam jednak wybra? spomi?dzy szparag??w z szynk? gotowan? (30z??) i  sznycla z jajkiem i szparagami (34z??). Maj jeszcze w po??owie i mam nadziej?, ??e zd???? si? za??apa?.

Wspomniany sznycel przywi??d?? mi na my??l wiede??skiego „bli??niaka” z Kanjpy Sami Swoi (9z?? + cena warzywnego wype??niacza). I chocia?? por??wnanie mo??e nie z tej samej p????ki cenowo-jako??ciowej, to musz? przyzna?, ??e to co mi si? podoba w Incanto to „??ywe” menu. Oczywi??cie jak z ka??dym dojrzewaj?cym dzieckiem jest i tu problem – z rosn?cymi cenami niekt??rych da??. Nawet niedzielny bywalec dostrze??e, ??e pewne dania co jaki?? czas wypadaj?. Ca??e szcz???cie s? to te, kt??re nie przypad??y mi specjalnie do gustu (vide zupa fasolowa). Natomiast czarne konie, jak ??oso?? z krewetkami, czy schab z mas??em czosnkowym tkwi? niezmiennie niczym s?vres’ki(?) wzorzec dobrego smaku.

Przyjdzie mi si? wi?c pewnie po??egna? z dobr?-aczkolwiek-nie-w-tej-cenie frittur? di mare w delikatnym cie??cie (34z??), kt??ra uraczy??a nas pysznymi, mi?kkimi kalmarami, krewetkami i niestety ??redni? kargulen?. Ale pozostaj? w nadziei, ??e menu tej restauracji zaskoczy mnie jeszcze nie raz. I chocia?? do tej pory nie spr??bowa??em tutejszych makaron??w, to jak na razie to com tu wszama?? trzyma mnie przy nadziei, ??e zapuszczona kulinarnie i rozrywkowo prawa strona Warszawy ma par? pere??ek, kt??rymi mo??e brylowa? w restauracyjnym towarzystwie.

06/05/2009

Satori sushi – epi.log

Filed under: Warszawa,japo??skie — Tagi: , , , — maliboo @ 23:05

Niespodziewana lawina komentarzy pod wpisem o Satori Sushi na Wiatracznej zmusi??a nas do ponownej wizyty. Ok, mo??e nie tyle lawina, co propozycja Sizara, ??eby da? temu przybytkowi drug? szans?. W ko??cu grono sta??ych bywalc??w nie powinno si? myli?. Tym bardziej, ??e wzmo??one zainteresowanie wystawa??o ponad przeci?tno???.

Udali??my si? na miejsce ekip? prawie w tym samym sk??adzie. Czarusia juniora zast?pi?? jeno J?drek. M??ody wymi?k?? ju?? po pierwszej wizycie. Po trosze t??umaczy?? si? awersem do ry??u i ryby, po przepe??nieniu, kt??rego dozna?? podczas otwarcia The Place Sushi na Nowym ??wiecie. Swoj? drog? troch? dziwi? mnie tak niepochlebne opinie, jak na knajp? kogo??, kto macza?? palce w Maestrii, Tomo, czy Sakanie. Ale wracaj?c do Satori i uprzedzaj?c fakty – o??wiecenia zn??w nie by??o.

Tym razem wybrali??my sobie inny czteroosobowy st???? – na przeciwko wej??cia. Ciekawostk? jest, ??e ustawienie stolik??w wyda??o mi si? dziwnie podobne do tego, kt??re by??o za pierwszym razem. Ale c???? – mam ju?? swoje lata, pami?? nie ta, wi?c upiera? si? nie b?d?. Do??? tego, ??e nasz poprzedni stolik sta?? w tym samym miejscu niczym d?b Bartek. Zasiedli??my w czw??rk? przy, … „czteroosobowym” stanowisku konsumpcyjnym s?siaduj?cym ze szklan? ??ciank?. Niestety st???? okaza?? si? by? jak??? dziwn? pochodn? miejsc??wek dwuosobowych, na co Zofia narzeka??a do ko??ca wizyty musz?c trzyma? mi?dzy swymi naturalnymi nogami t? trzeci? – od sto??u. Oczywi??cie ??aden z nas nie wykaza?? si? odrobin? d??entelme??stwa i nie zamieni?? swojego miejsca z kole??ank?. Nie mo??na wymaga? znajomo??ci savoir-vivre’u od prostych flash-developer??w. Mnie osobi??cie stolik odpowiada?? w 100%!

Po wymoszczeniu ty??eczk??w na krzes??ach przeszli??my do zam??wienia. To skomplikowane nie by??o: 2 x zestaw Kirado (66z??), miso z ryb? (12z??) i raz zwyk??a dla Czarka (8z??), bo tofu zabrak??o. Troch? mnie to zdziwi??o, bo brak tofu w japo??skiej restauracji susherni to prawie jak brak wyborowej w monopolowym, czy brak bigosu na Bo??e Narodzenie. Musz? tu przyzna?, ??e zup? zam??wi??em ze zwyk??ego wyrafinowania – chcia??em sprawdzi? czy b?dzie tak samo s??one jak poprzednim razem.
Jednak zanim miso zosta??a przyniesiona zaserwowano nam „podgrzewane r?czniczki”, czyli kawa??ki szmatki z ligninopodobnego materia??u, dok??adnie takie jak daj? w Besuto, tylko na ciep??o (tam chyba by??y ch??odne). Cztery kawa??ki ??cierki weso??o wyl?dowa??y na naszym stoliku i pozosta??y tak a?? do ko??ca konsumpcji (SIC!). niestety ??adne z nas nie jad??o palcami, by wykorzysta? je raz jeszcze po sko??czonym posi??ku.

Po otarciu ??apek wy??ej opisanymi szmatkami nast?pi??a niespodzianka. Jako przystawk? zaserwowano nam co?? w rodzaju mizerii tyle, ??e na ostro. Og??rek, sa??ata i drobinki ostrej papryczki w zalewie przypominaj?cej s??odk? ??mietan?, a wszystko posypane sezamem. ??a??owa??em nawet, ??e porcja by??a ma??a, bo jak nie przepadam za og??rami w ??mietanie, to te przypad??y mi do gustu. Nast?pnie nasza m??oda i urocza kelnerka (niestety jej imienia pozna? nam nie by??o dane) wnios??a zam??wione zupki. Tym razem miso nie by??o tak s??one vel esencjonalne jak poprzednim. Chocia?? nadal nie by?? to dobry standard, chocia??by z Akashi. Porcja za ma??a jak na t? cen?. A ja mimo wszystko nie mog? przyzwyczai? si? do miso nafaszerowanego na wp???? surow? marchewk?. Chocia?? rybka, p??ywaj?ca w nim, by??a dobra. Dwa rodzaje: ??oso?? i jaka?? bia??a (ma??lana?).

Po zupce na stoliku zawita??o danie g????wne – zestaw sk??adaj?cy si? z 26 sztuk sushi. Co nale??y doceni? – tym razem pokrojone naprawd? r??wno! Najprostsze maki by??y z og??rkiem i marynowan? rzodkwi?, do tego 6 mak??w z tu??czykiem i mango (kt??re w jednym kawalku wydawalo mi si? do??? kwa??ne), 8 sztuk kalifornijskich zawijas??w z krabem, og??rkiem i avocado (w ko??cu by??o mi?kkie!) i cztery balaski nigiri z ??ososiem i ma??lan?. Je??li chodzi o ??ososia to mimo tego, ??e by?? ju?? wtorek nie wyda?? mi si? pierwszej ??wie??o??ci. Ale zjad??em go ze smakiem (zn??w jeden z nigiri mi si? rozpad??, Andrzejowi r??wnie??). Ryba ma??lana da??a rad?, ale zwykle daje. To chyba jedna z najbardziej tolerancyjnych ryb je??li chodzi o przechowywanie. To co przyku??o moj? uwag?, to ry??. Ten w ma??ych maczkach wydawa?? si? by? inny ni?? reszta (wcze??niej/p????niej przygotowany?). Jednak??e ka??dy z nich za bardzo klei?? si? do z?b??w. Faktura przeci?tego ziarna wyda??a mi si? zbyt szklista w ??rodku, w stosunku do obrze??a ry??u. Mo??liwe, ??e st?d bra??a si? nadmierna lepko??? i gumowato???. Jednak musz? przyzna?, ??e ponowna wizyta wypad??a lepiej ni?? pierwsze zderzenie z Satori Sushi.

Je??li chodzi o mnie, to mimo niew?tpliwie dogodnej lokalizacji, raczej b?d? wita?? na lewym brzegu Warszawy. W czym?? bli??szym memu sercu, a przede wszystkim ??o???dkowi. Jednak??e za??odze Satori Sushi trzeba przyzna? honory za pewne podniesienie jako??ci w stosunku do stanu z pocz?tku marca. My??l?, ??e jeszcze par? konstruktywno-krytycznych wpis??w i wyci?gn? nale??yte wnioski wychodz?c na prost?. Wszak??e prawdziwa cnota krytyk si? nie boi;P Ja jednak na rybk? b?d? je??dzi?? przez most.

Older Posts »

Powered by WordPress